Kto pierwszy zażąda w 2022 roku podwyżek płac. Przychodzisz do szefa i prosisz o… Jakie kwoty zrekompensują pracownikom rekordową inflację?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Fryzjer - 450 zł
Fryzjer - 450 zł O ile powinno wzrosnąć w 2022 r. wynagrodzenie, by utrzymać poziom życia
Udostępnij:
Brak pracowników w Krakowie i innych miastach Małopolski w połączeniu z rekordową w tym stuleciu inflacją i niespotykanym w dziejach wzrostem opłat za prąd i gaz skłania tysiące pracowników do żądania podwyżek płac. Z jednej strony domagają się ich rozchwytywani na rynku specjaliści zatrudnieni w centrach obsługi biznesu i firmach informatycznych, a z drugiej – pracownicy fizyczni, których też dotkliwie brakuje na rynku. Ci drudzy najsilniej odczuli wzrost kosztów żywności, mediów i utrzymania mieszkań, gdyż wzrosty pensji na rękę wynikające z Polskiego Ładu (rzędu 80 – 180 zł) są dużo niższe od ekstradywatków. Zdaniem ekspertów od rynku pracy, właśnie najsłabiej zarabiający najszybciej upomną się „o swoje” – i mają szansę na podwyżki. Widać to już w danych krakowskiego GUS: największy wzrost wynagrodzeń w końcówce roku odnotowano w zakwaterowaniu i gastronomii.

Przeciętna pensja w zakwaterowaniu i gastronomii wzrosła pod koniec roku w Małopolsce aż o 23 procent w porównaniu z końcówką 2020 r. i po raz pierwszy w historii przebiła - i to mocno – barierę 4 tys. zł (w grudniu średnia w firmach zatrudniających powyżej 9 osób doszła do 4,2 tys. zł). Eksperci firmy rekrutacyjnej Personnel Service tłumaczą, że to logiczne: rosnące koszty utrzymania uderzyły najsilniej w pracowników branż, w których zarobki są najniższe, więc w pierwszej kolejności o podwyżki wynagrodzeń upominają się m.in. kelnerzy, kucharze, recepcjonistki, sprzątaczki, magazynierzy, kierowcy, kurierzy, dostawcy żywności oraz inne osoby zatrudnione w gastronomii, hotelarstwie, logistyce. Jeśli szefowie się nie zgodzą, pracownicy mogą dość łatwo zmienić pracy – uzyskując lepszą pensję. W Krakowie i Małopolsce trwa walka o pracowników. A o ile powinna wzrosnąć pensja w poszczególnych branżach i grupach pracowników, by nadążyć za wzrostem kosztów życia? Jeśli chcesz się dowiedzieć, kliknij w przycisk "zobacz galerię" i przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE.

- Bardzo wysoki wzrost kosztów życia w połączeniu z deficytem rąk do pracy napędza spiralę płacowo-cenową

– komentuje Krzysztof Inglot z Personnel Service, ekspert ds. rynku pracy.

Podwyżki płac to nie fanaberia, lecz konieczność

Krzysztof Inglot zwraca uwagę, że u progu 2022 roku co trzeci Polak przyznawał, iż szuka sposobu na podniesienie swojego wynagrodzenia z uwagi na rosnącą inflację. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia, część pracowników dorabia (bierze dodatkowe zlecenia i nadgodziny w pracy, albo szuka tzw. fuch poza nią), ale też coraz więcej rozważa zmianę pracodawcy.

Zmiana pracy jest obecnie tym łatwiejsza, że mamy bardzo niskie bezrobocie – realne (BAEL) wynosi w Krakowie ok. 2 proc., a w wielu rejonach Małopolski poniżej 4 proc. Na emerytury przechodzą bardzo liczne roczniki z lat 50. i 60. XX wieku (rodziło się wtedy ponad 700 tys. dzieci rocznie), a na rynku pracy zaczynają dominować bardzo mało liczebne roczniki z końca PRL i początku III RP (gdy rodziło się mniej niż 400 tys. dzieci). W dodatku większość młodych nie chce wykonywać ciężkich prac fizycznych, dlatego coraz trudniej pracodawcom zastąpić starszych pracowników. Ratunkiem są od lat Ukraińcy (ostatnio także Białorusini), ale ich napływ jest zbyt wątły, by zasypać gigantyczną lukę demograficzną.

Deficyt pracowników sprawia, że pracodawcy nie mają wyjścia: muszą zaoferować kandydatom wyższe stawki. W roku 2022 będą musieli się także zmierzyć z nasileniem drugiego zjawiska: masowymi odejściami pracowników niezadowolonych ze swoich wynagrodzeń. Zmianę pracodawcy z tego powodu rozważa aż trzy czwarte specjalistów zatrudnionych w korpo i blisko połowa szeregowych pracowników z większości branż.

- Zmiana pracy jest dziś dość łatwa, zwłaszcza w regionach o niskim poziome bezrobocia, jak Małopolska, a szczególnie w miastach, jak Kraków, gdzie ofert pracy jest fatycznie dużo więcej niż kandydatów. Przeszkodą w znalezieniu pracy może być tylko niedopasowanie kompetencji do potrzeb pracodawców, ale w przypadku prostych robót, nie wymagających szczególnych kwalifikacji, nie ma to wielkiego znaczenia – tłumaczy Monika Fedorczuk, ekspertka Konfederacji Lewiatan. Jej zdaniem rok 2022 będzie jednocześnie rokiem specjalistów i informatyków – oraz sprzątaczek i kelnerów.

- Charakterystyczne jest to, że - jak wynika z badań ARC - zmiana firmy jest częstszą strategią pracowników na podniesienie dochodów niż rozmowa o podwyżce z aktualnym pracodawcą. Ten drugi wariant wskazało jedynie 5 procent ankietowanych. Najwyraźniej pracodawcy niechętnie podejmują ten temat, pracownicy o tym wiedzą, więc wolą zrezygnować z dotychczasowej roboty, niż „prosić się szefa” – wyjaśnia ekspert Personnel Service. Zwraca uwagę, że pracodawcy, którzy przeoczą to zjawisko, mogą mieć potężny problem z kontynuacją działalności i wykonywaniem zleceń, bo zostaną bez załogi, a w każdym razie – w pierwszym rzędzie stracą najlepszych, najbardziej obrotnych i wydajnych pracowników. Co istotne: nowozatrudnianym trzeba zapłacić przeważnie sporo więcej niż dotychczasowej załodze. Podwyżki dla już zatrudnionych są więc krokiem racjonalnym ekonomicznie.

Walka o utrzymanie poziomu życia: Małopolanin martwi się o rosnące koszty i chce rekompensaty

Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia, 95 proc. Polaków przewiduje, iż ceny będą dalej rosły, a 69 proc. obawia się, że będzie to wzrost dynamiczny. Potwierdził to zresztą ostatnio prezes NBP, przyznając, że w połowie 2022 roku inflacja przekroczy 8 proc. Negatywne skutki tak wysokiego wzrostu martwią prawie wszystkich Małopolan, zwłaszcza gdy przeciętne rachunki za gaz wzrosną o ponad połowę., a za energię – o jedną czwartą. Ponadprzeciętne są także wzrosty cen podstawowych produktów żywnościowych, jak pieczywo, masło, jogurty, żółty ser czy wędliny i mięso.

- Obawy związane z rosnącymi cenami wzmocnią oczekiwania podwyżek płac po stronie większości pracowników. Można się spodziewać większej rotacji kadr niż w 2021 roku, kiedy na rynku dominowała niepewność. Teraz fluktuacja będzie większa, zwłaszcza wśród osób najmniej zarabiających, bo ich skutki inflacji dotkną najmocniej i najszybciej. Pracownikom będzie sprzyjał deficyt kadrowy. Pamiętajmy, że mamy w gospodarce więcej wolnych miejsc pracy niż przed pandemią. Firmy potrzebują rąk do pracy, a żeby ich przyciągnąć będą musiały oferować więcej. Grozi nam z tego powodu spirala płacowo-cenowa – wskazuje Krzysztof Inglot.

Zwraca uwagę, że większość przedsiębiorców boryka się w tej chwili z jeszcze większym wzrostem kosztów niż gospodarstwa domowe. W wielu firmach gaz zdrożał o kilkaset procent, a prąd tylko trochę mniej. Rekordowo drogie są również materiały i surowce (w budownictwie, przemyśle, ale też np. w piekarniach i przedsiębiorstwach usługowych). Wszystko to zmusza przedsiębiorców do podnoszenia cen towarów i usług. Konieczne podwyżki płac jeszcze pogłębiają ów problem. Za wzrost kosztów biznesu odpowiadają także chaotyczne zmiany podatkowe wprowadzone od nowego roku przez Polski Ład.

Wielu przedsiębiorców z kluczowych w Krakowie i Małopolsce branż twierdzi, że ich koszty rok do roku wzrosły o 50 i więcej procent, co oznacza, że o tyle powinni podnieść ceny swoich towarów i usług. To z kolei przełoży się na jeszcze większą drożyznę i… oczekiwanie kolejnych podwyżek płac po stronie pracowników. – Na tym właśnie polega spirala płacowo-cenowa – mówi ekspert Personnel Service.

Podniesienie płac o minimum 20 procent? Gdzie można się spodziewać podwyżek i o ile

Pracodawcy, którzy wiedzą, że w 2022 roku jednym z największych wyzwań będzie deficyt kadrowy, planują podwyżki. Z „Miesięcznego Indeksu Koniunktury” Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w grudniu 2021 roku 30 proc. przedsiębiorców zadeklarowało taki ruch w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Część podwyżek wiąże się z podniesieniem minimalnego wynagrodzenia - od 1 stycznia 2022 roku wynosi ono 3010 zł brutto miesięcznie, w minionym roku było to 2800 zł – podwyżka wyniosła tu więc 7,5 procent. Eksperci wskazują, że jest to poniżej grudniowej inflacji ogłoszonej przez ZUS – ta wyniosła 8,6 proc.

Wszyscy słyszą przy tym z mediów o wzroście cen gazu o 27 procent w 2021 roku i o 54 procent od początku 2022 roku oraz o tym, „że to nie koniec”. Wzrosty cen energii mają wynieść ponad 20 procent, a inflacja oczekiwana na ten rok ma być taka jak w zeszłym roku. Z wszystkich tych powodów większość szeregowych pracowników oczekuje w tym roku podwyżki płac na poziomie minimum 20 procent. Co więcej – niemal wszyscy uważają teki ruch nie za realną podwyżkę służącą poprawie poziomu życia, lecz za rekompensatę wzrostu kosztów - służącą utrzymaniu dotychczasowego poziomu życia. Zwłaszcza że państwowe świadczenia, na czele z 500 plus, straciły i ciągle tracą wartość nabywczą.

W pierwszym kwartale tego roku największe szanse na wzrost pensji mają pracownicy produkcyjni: 42 proc. firm zaplanowało podwyżki w ciągu najbliższych tygodni. W budownictwie i usługach plany takie ogłosiło 29 proc. pracodawców, a w handlu i logistyce - 26 proc. Co ważne, niemal żadne przedsiębiorstwo nie planuje obniżać poziomu wynagrodzeń (taką deklarację składa 2 proc. firm).

- Fatalne skutki inflacji najszybciej uderzają w najmniej zarabiających - sprzątaczki, pracowników magazynu czy zatrudnionych w branży HoReCa, m.in. kelnerów i recepcjonistów. To te zawody w pierwszej kolejności będą starały się zniwelować wpływ rosnących cen poprzez podniesienie swoich miesięcznych pensji. Właśnie w tej grupie można się również spodziewać zwiększonej rotacji

– przewiduje Krzysztof Inglot. Zwraca uwagę, że pandemia przyzwyczaiła ludzi do elastyczności, czyli poszukiwania pracy nie tylko w dotychczasowej branży, ale i poza nią. Np. mnóstwo dotychczasowych kadr gastronomii i hotelarstwa (zamykanych na wiele miesięcy w ramach lockdownów) migrowało do logistyki i przemysłu.

- Tymczasem dzisiaj pracowników potrzeba niemal we wszystkich branżach, także w hotelarstwie i gastronomii. Nie uda się ich przyciągnąć bez wyraźnego podniesienia płac – wyjaśnia ekspert.

Zwraca uwagę, że opisywane tu – niemal pewne - podwyżki płac dla najmniej zarabiających muszą w ciągu paru tygodni wywołać presję również po stronie pracowników o wyższych dochodach. Ludzie na stanowiskach średniego szczebla oraz z dużym doświadczeniem zauważą, że zarabiają „jak sprzątaczka” lub „świeżo przyjęte żółtodzioby” i też zaczną się buntować.

- Wydaje się oczywiste, że osoby zarabiające powyżej średniej będą chciały zniwelować wpływ inflacji poprzez podwyżkę wynagrodzenia. To tym bardziej uprawdopodabnia scenariusz, wedle którego rok 2022 będzie rokiem spirali płacowo-cenowej

– kwituje Krzysztof Inglot. A o ile powinna wzrosnąć pensja w poszczególnych branżach i grupach pracowników, by nadążyć za wzrostem kosztów życia? Jeśli chcesz się dowiedzieć, kliknij w przycisk "zobacz galerię" i przesuwaj zdjęcia w prawo - naciśnij strzałkę lub przycisk NASTĘPNE.

Poznań: Minister zdrowia Adam Niedzielski na UM w Poznaniu

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie