"Trzy siostry”, Lem, Zaucha. Teatr Scena STU gotowy na nowy sezon

Anna Piątkowska
Anna Piątkowska
Spektakl według Nadieżdy Ptuszkiny "Kiedy sobie znowu umierała" we wrześniu na deskach Teatru Scena STU
Spektakl według Nadieżdy Ptuszkiny "Kiedy sobie znowu umierała" we wrześniu na deskach Teatru Scena STU fot. Jacek Ura
- Takiej ofensywy premierowej jeszcze nie było - mówi Krzysztof Pluskota, zapowiadając repertuar na kolejny sezon. O spektaklach, teatrze w pandemii i jubileuszu 55-lecia teatru rozmawiamy z dyrektorem Krakowskiego Teatru Scena STU.

FLESZ - Bon turystyczny obejmie przyszłe wakacje

Przed nami mocny początek sezonu w STU, trzy premiery. Co zobaczymy?
Chcemy pokazać spektakle, które przygotowaliśmy jeszcze w czasie pandemii, ale nie było okazji oficjalnie z nimi wystartować i takie, nad którymi pracujemy w naszym normalnym trybie – i od takiej sztuki zaczniemy. „L do L”, czyli spektakl oparty na listach Ewy Lipskiej i Stanisława Lema, w którym pokażemy trochę inne oblicze pisarza - nie będzie futurysty, a człowiek, który czuł. Opowiemy o jego stosunku do miłości, wspomnień, snów. To będzie zupełnie inna niż wszystkie spodziewane i znane odsłony Lema. Premiera już w najbliższą niedzielę 12 września, w setną rocznicę urodzin pisarza. Tydzień później, w weekend 18 i 19 września - dwa wieczory premierowe ze względu na podwójną obsadę - spektakl, który powstawał w czasie pandemii, komedia „Kiedy sobie znowu umierała” Nadieżdy Ptuszkiny, ze wspaniałą rolą Anny Tomaszewskiej. Tytuł może nie brzmi komediowo, ale to właśnie rosyjski dowcip. Ptuszkina wspaniale analizuje, zwłaszcza kobiety i robi to w niezwykle dowcipny sposób. Kolejny weekend i kolejna premiera - spektakl, który szykowaliśmy na nasze 55-lecie 20 lutego, ale byliśmy wówczas zamknięci, więc czekał na odpowiedni moment - „Trzy siostry” Czechowa w interpretacji Krzysztofa Jasińskiego, 24 i 25 września, najważniejsza premiera sezonu.

Czemu wybór padł akurat na „Trzy siostry”? Dramat Czechowa jest teraz na afiszu także Starego Teatru będzie więc okazja, by zobaczyć dwie różne interpretacje.
Nie bez kozery „Trzy siostry” to druga po „Hamlecie” najczęściej wystawiana na świecie sztuka. My zawsze staramy się jak najwierniej przedstawiać klasykę, uważnie ją czytając. Tak będzie również tym razem. Należałoby spytać Krzysztofa Jasińskiego, reżysera spektaklu, dlaczego jego wybór padł na „Trzy siostry”. Wydaje mi się, że między innymi dlatego, że są to trzy siostry, a nie trzej bracia. Jeżeli spojrzymy na świat, a zwłaszcza na Polskę, da się zauważyć, że kobiety są jego główną siłą napędową. Zawsze były, ale teraz to jest bardzo widoczne. Oczywiście nie chcę tylko banalnie nawiązać do protestów na ulicach polskich miast. Mówię ogólnie o polaryzacji wartości i siły w świecie. Czechow w tym utworze przedstawił wspaniałe kobiety i z mojego punktu widzenia, strasznie nieudacznych mężczyzn. To jeden z argumentów, może nie najważniejszy, ale mówiący o tym, że dziś - jak nigdy do tej pory - warto robić „Trzy siostry”. Jest taka anegdota o tym, jak Czechów po raz pierwszy zobaczył swój dramat na scenie w Moskwie i wściekł się do tego stopnia, że wyszedł z teatru, nie żegnając się nawet z żoną, która grała w spektaklu. Był wściekły, że w jego mniemaniu z komediowej sztuki zrobiono jakieś dramaty psychologiczne, a analizując różne realizacje „Trzech sióstr” nie dopatrzyłem się takiej interpretacji. My poszliśmy i tym tropem. Zadbaliśmy o to, żeby nie była to szokująca sztuka przez interpretacje aktorów czy reżysera, ale żeby była szokująca przez prawdę, jaka jest zapisana w tekście. Z premedytacją też wybraliśmy tłumaczenie pani Gałczyńskiej, które uchodzi za bardziej klasyczne, może nawet retro, właśnie po to, żeby nie udawać, że „Trzy siostry” są uniwersalne, niezależnie od języka jakim się opowiada, czy jakich kostiumów lub rekwizytów się używa - człowiek jest ten sam. A to, że nasze spojrzenie jest różne od wizji innego reżysera? Nie obawiam się, że mamy ten sam spektakl na afiszu. Zdarzało się to wiele razy.

O kobietach jest też sztuka „Kiedy sobie znowu umierała” Nadieżdy Ptuszkiny.
To jest fantastyczna rzecz. Czytam niezliczone ilości dramatów, nowych i starych, ciągle szukam czegoś, co można będzie pokazać i ta sztuka rozkochała mnie w sobie. Ptuszkina potrafi opowiadać z niebywałym poczuciem humory o najbardziej poważnych i najbardziej bolesnych sprawach, o największych przywarach codzienności. Zapragnąłem pokazać ten spektakl od razu jak tylko go przeczytałem – jest bolesny, ale też niebywale śmieszny w taki sposób, że ludzie się śmieją a nie rechoczą. To, co główna bohaterka Zofia Iwanowna wyprawia ze światem dookoła, szantażując go, że dzisiaj umrze, jutro umrze, za tydzień może umrzeć, to jest niebywale zabawna rzecz i jak w lustrze możemy w niej zobaczyć naszą relację np. z matką. Ptuszkina zrobiła wspaniałą robotę i mam wrażenie, że my tego nie zepsuliśmy.

Wrzesień w Teatrze STU będzie więc o relacjach z kobietami.
Myślę, że świat będzie o relacjach z kobietami. Nie można dłużej ukrywać i udawać, że tylko dlatego, że my mamy trochę mocniejsze bicepsy, możemy dalej niepodzielnie rządzić. Trzeba w końcu być uczciwym i powiedzieć jasno, że bez kobiet nie damy sobie rady. O tym są „Trzy siostry”. I chyba dlatego w tym roku na 55-lecie wystawiamy wielki dramat o wspaniałych kobietach.

Wspomniał pan już o jubileuszu, który pokrzyżowała pandemia. Czy w planach są jeszcze jakieś plany rocznicowe?
Tak, ten jubileusz, który miał się odbyć 20 lutego, przenieśliśmy na 26 września, będzie to wewnętrzna uroczystość „Rodziny STU”, podczas której, m.in. zostaną uhonorowani najbardziej zasłużeni pracownicy i współpracownicy teatru. W ubiegłym roku przeprowadziliśmy konkurs „Piosenka o Krakowie”, wyłoniliśmy zwycięzców, ale - również ze względów pandemicznych - miasto nie mogło w odpowiedni sposób sfinalizować go koncertem Zaproponowaliśmy zatem, żeby odbył się on podczas naszego jubileuszu - tak się stanie. Sam konkurs cieszył się bardzo dużym zainteresowaniem, mam więc nadzieję, że będzie kontynuowany w kolejnych latach. W styczniu (15 i 16. 01. 2022 r.) przedpremierowo - pokażemy spektakl, który roboczo nazywa się „Songi Teatru STU”. Premierę zaplanowaliśmy w marcu. Długo zastanawialiśmy się z Krzysztofem Jasińskim, co przygotować z okazji 55. rocznicy powstania teatru. Był m.in. pomysł, by ponownie wystawić jeden z naszych kultowych spektakli, ostatecznie jednak uznaliśmy, że pokażemy nowe przedstawienie , w którym zaprezentujemy kilkadziesiąt legendarnych songów STU w nowych aranżacjach Krzysztofa Herdzina. Przeprowadziliśmy ogromny casting, na który zgłosiło się ponad 450 osób z całej Polski. Wybraliśmy spośród nich szesnaścioro młodych, zdolnych wokalistów. To będzie niesamowita jakość i bardzo aktualna treść. A na kolejne, 56-STU-lecie czyli na 20 lutego 2022 roku, chcemy pokazać premierę „Szewców” według Witkacego również w obsadzie rodziny STU. Po doświadczeniu prób, jako obserwator mogę stwierdzić, że Witkacy napisał bardzo aktualną sztukę, zwłaszcza w tak gwałtownych czasach, jak dziś.

Sezon zapowiada się muzycznie. Co jeszcze usłyszymy?
10 października odbędzie koncert poświęcony Andrzejowi Zausze. To jeden z najważniejszych muzyków w Polsce tamtego pokolenia, blisko związany z nami - nie mogliśmy nie uczcić jego pamięci. 30 lat temu, 10 października, Andrzej Zaucha po raz ostatni odwiedził STU, zginął po wyjściu z teatru. Wolę więc nazywać ten dzień trzydziestą rocznicą jego ostatniego występu w tym teatrze, a nie rocznicą śmierci. Jako support wystąpi trójka zwycięzców Konkursu „Piosenka o Krakowie”. Gwiazdą wieczoru będzie juror tego konkursu, Igor Walaszek, czyli Igo z zespołem Clock Machine.

Na spektakle STU widzowie przychodzą także dla gwiazd. Kogo zobaczymy w tym sezonie?
W spektaklu „L do L” Ewę Lipską zagra Beata Rybotycka, a Stanisława Lema – Olaf Lubaszenko. W kolejnej premierze, którą zaplanowaliśmy na 28 listopada, wystąpi Zbigniew Zamachowski, który wcieli się w postać ostatniego klezmera Galicji - Leopolda Kozłowskiego. Specjalnie dla nas na 103. rocznice urodzin krakowskiego artysty Jacek Cygan napisał spektakl muzyczny „Leopold”.

Piękne plany, nie boi się pan, że rzeczywistość znowu może je pokrzyżować?
Takiej ofensywy premierowej jeszcze nie było w Teatrze STU i oczywiście, że się obawiamy, czy wszystko uda się pokazać. Mam nadzieję, że zdążymy pokazać chociaż wrześniowe premiery. Co rano czekam na kolejny raport o zakażeniach. Od 12 marca 2020 roku to wciąż jest praca w niepewności. Nawiązując do naszego legendarnego spektaklu, takie spadanie albo w pionie albo w poziomie Jestem wciąż rozgoryczony, ponieważ nadal nic nie wiemy. Co ja, prowadząc instytucję, mogę zaplanować? Zainwestowałem czas, pieniądze, energię w to, żeby zrobić wszystko, o czym z takim entuzjazmem opowiadam, ale wciąż nie wiem, co będzie możliwe za tydzień, dwa lub miesiąc. Kiedy w grudniu nagrywaliśmy życzenia świąteczne z dyrektorem Jasińskim, który tworzył to miejsce, powiedział, że jeszcze nigdy w swojej 55-letniej karierze teatr nie miał przerwy w działalności. Nie zamknął STU nawet stan wojenny. To jest niewyobrażalna sytuacja z naszej perspektywy.

Zamknięcie to, oczywiście nie tylko brak możliwości zagrania przed publicznością, ale też kwestia pieniędzy, wpływów z biletów.
Taki teatr jak nasz, żeby móc produkować spektakle, musi sprzedawać bilety. Nie chcę nawet mówić jakie były wpływy, ile razy musieliśmy zwracać pieniądze za bilety, odwoływać spektakle. Ile można być zamkniętym? Nawet jak dowiadujemy się w czerwcu, że możemy wpuścić 50 czy 75 procent publiczności, to nie znaczy, że kolejnego dnia zagramy dla 75 procent widowni. To nie jest sprzedawanie bułek. Konia z rzędem temu, kto w tydzień jest w stanie wypromować wydarzenie i sprzedać w odpowiedniej ilości.

Pandemia zmieniła zwyczaje publiczności? Nie pytam o maseczki, a o to czy wraca.
Tendencja wśród widzów jest zupełnie inna niż przed pandemią. My, tak jak zawsze, mamy repertuar roczny, widzowie mogą zobaczyć we wrześniu co będziemy grać w czerwcu przyszłego roku. Do tej pory było tak, że ludzie planowali sobie, że w maju przyjadą do Krakowa, kupowali bilety na spektakl, niektóre tytuły znikały w tydzień. Są na przykład tacy, którzy od 10 lat spotykają się u nas w teatrze na „Kogucie w rosole”, czy innej sztuce. Dzisiaj widzowie czekają do ostatniej chwili, mamy mniej rezerwacji. Gramy w ruletkę z rzeczywistością. Czy jeszcze za tydzień będzie otwarte? Czy będziemy musieli znowu oddawać bilety i przez to tracić pieniądze? Moja frustracja jest chyba większa niż wtedy, kiedy wszystko było zamknięte, wówczas myślałem, że trzeba przetrwać po prostu, ale potem dostaliśmy wielki oręż jakim są szczepionki i okazało się, że zaszczepiło się nieco ponad 40 procent Polaków... A to oznacza, że może nas czekać kolejny lockdown. Mamy wielką chęć pokazania starych i nowych spektakli, ale każdej nocy budzę się i zastanawiam, czy będzie mi dane to zrealizować. Niemniej jednak nie poddajemy się, pracujemy dla widzów i serdecznie zapraszamy do STU.

Wideo

Materiał oryginalny: "Trzy siostry”, Lem, Zaucha. Teatr Scena STU gotowy na nowy sezon - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie