Podsumowanie 2020 roku w muzyce popularnej. Jakie były najważniejsze płyty minionego sezonu w Polsce?

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Najgłośniej komentowaną piosenką 2020 roku był utwór "Twój ból jest lepszy niż mój" Kazika Staszewskiego
Najgłośniej komentowaną piosenką 2020 roku był utwór "Twój ból jest lepszy niż mój" Kazika Staszewskiego Adam Jankowski
Pandemia zadała mocny cios show-biznesowi. Mimo to branża muzyczna nie zamarła. Ciężar jej działań przeniósł się jednak z koncertów na wydawnictwa płytowe. Stąd w mijającym roku nie zabrakło ciekawych premier.

FLESZ - Ruszyły szczepienia przeciw COVID-19

Największe zainteresowanie w Polsce wywołał niewątpliwie nowy album Kazika. Zgodnie ze swoim tytułem „Zaraza” opisywała pandemiczną rzeczywistość, czasem z gniewem, a kiedy indziej z ironią. Jak już wielokrotnie bywało Kazik idealnie wyczuł nastrój chwili – stąd piosenka „Twój ból jest lepszy niż mój” o świątecznej wizycie Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu w czasie lockdownu stała się najczęściej komentowanym utworem roku. Mało tego: kiedy szefostwo radiowej Trójki „zdjęło” ją z listy przebojów, wybuchł skandal, który wywołał trzęsienie ziemi w rozgłośni. Muzycznie „Zaraza” była jednak dziełem dosyć banalnym – płytę zdominowało proste granie, oparte o gitarowe riffy, które nie wyróżniało niczym ciekawym.

Równie mocno polityczną płytę nagrał w tym roku Maciej Maleńczuk. Obraz Polski wyłaniający się z „Klauzuli sumienia” był odmalowany w niemal wyłącznie ciemnych barwach. Nie zabrakło nawet osobistych wycieczek – choćby pod adresem Pawła Kukiza w piosence „Artysta – faszysta”. Można się nie zgadzać z diagnozą polskiego społeczeństwa w wykonaniu Maleńczuka, ale trzeba przyznać, że pod względem muzycznym „Klauzula sumienia” przyniosła najlepsze kompozycje w jego dorobku od wielu lat. Krakowski bard powrócił bowiem do surowych piosenek o akustycznym brzmieniu, typowych dla początków swej kariery – i był to dobry pomysł.

Pesymistycznych obrazków z rzeczywistości za oknem nie zabrakło również na nowym krążku zespołu Dr Misio, dowodzonego przez popularnego aktora – Arka Jakubika. Choć nagrania powstały tuż przed pandemią, w zadziwiająco trafny sposób wpisały się w paranoiczny klimat, wywołany nawałnicą teorii spiskowych na temat jej powstania, która przetoczyła się przez internet. Całe szczęście w przeciwieństwie do piosenek Maleńczuka, na płycie „Strach XXI wieku” nie zabrakło humoru, dzięki czemu był to bardziej przystępny materiał. Szkoda tylko, że podobnie jak w przypadku albumu Kazika była to dosyć siermiężna muzyka.

Z zupełnie innych względów wyjątkową płytą był w minionym roku nowy album Natalii Kukulskiej. Polska wokalistka podjęła się na „Czułych strunach” przedsięwzięcia pionierskiego na światową skalę: zamieniła wybrane kompozycje Fryderyka Chopina na piosenki. Wspomogło ją w tym zacne grono artystów – od cenionych aranżerów w rodzaju Krzysztofa Herdzina i Adama Sztaby, po uznane tekściarki – Melę Koteluk czy Gabę Kulkę. Efekt okazał się zaskakująco nośny: powstały wdzięczne i urokliwe utwory, ujmujące nie tylko romantycznymi melodiami, ale i zgrabną narracją.

Równie pomysłowy pod względem aranżacyjnym okazał się nowy album Kasi Lins. Ta piosenkarka dosyć długo czekała na swój sukces – ale kiedy przyszedł, okazało się, że jest w pełni zasłużony. Na swej nowej płycie wokalistka zamieściła niemal barokowe kompozycje, w których jednak chwytliwe refreny nie zostają przytłoczone przez nadmiar dźwięków. Pod względem tekstowym „Moja wina” to rozrachunek z trudnym związkiem, dokonany w bardzo metaforyczny sposób z pomysłowym wykorzystaniem religijnej retoryki.

Mocno uczuciowy charakter ma również nowa płyta Lanberry. Choć do tej pory piosenkarka była znana bardziej jako współautorka przebojów Roksany Węgiel i Viki Gabor, tym razem wreszcie udało jej się stworzyć hit dla samej siebie. „Plan awaryjny” wygrał konkurs „Premier” na festiwalu w Opolu – i wypromował album „Co gryzie panią L.”, na którym Lanberry zaprezentowała szerszy wachlarz swych wokalnych możliwości, choćby po raz pierwszy w swej karierze sięgając po ballady.

Podczas kiedy w mediach głośno komentowano nowe wydawnictwa gwiazd popu i rocka, młodzi ludzie słuchali w minionym roku przede wszystkim hip-hopu. Jego twórcy i odbiorcy to osobny świat – ale rap odnosi coraz większe sukcesy i sięga po niego coraz więcej osób. W tym roku najważniejsze płyty z tego kręgu nagrał u nas Taco Hemingway – „Jarmark” i „Europa”. Choć wcześniej raper deklarował się jako artysta apolityczny, tym razem i on napiętnował Polaków za zaściankowość, ksenofobię i kłótliwość.

Wideo

Materiał oryginalny: Podsumowanie 2020 roku w muzyce popularnej. Jakie były najważniejsze płyty minionego sezonu w Polsce? - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie