Piosenki zrodzone w domowym zaciszu. Krakowska piosenkarka Kiwi debiutuje liryczną płytą

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Debiutancka płyta Kiwi ukaże się 28 stycznia. Dzień później krakowska piosenkarka zaśpiewa w klubie Alchemia
Debiutancka płyta Kiwi ukaże się 28 stycznia. Dzień później krakowska piosenkarka zaśpiewa w klubie Alchemia Wiktor Franko
Udostępnij:
Pod pseudonimem Kiwi ukrywa się młoda krakowska piosenkarka. Jej debiutancka płyta ukaże się 28 stycznia. Dzień później Kiwi zaśpiewa o godz. 20 dla swych fanów w klubie Alchemia.

FLESZ - WHO: Prawdopodobnie zbliżamy się do końca pandemii w Europie

- Masz bardzo wdzięczny pseudonim. Skąd się wziął?
- To bardzo prosta historia. Ta ksywka pojawiła się już kiedy byłam w podstawówce. Ktoś mówił na mnie Wiki - od mojego imienia Wiktoria, aż w końcu wyszło z tego Kiwi. Tak to do mnie przylgnęło, że dzisiaj już na co dzień funkcjonuję z tym pseudonimem. Kiedy nagrywałam płytę stwierdziłam, że nie ma sensu wymyślać czegoś nowego. I zostało Kiwi.

- Jesteś pół-Polką i pół-Ormianką. Ma to wpływ na twoją osobowość artystyczną?
- Na pewno drzemie we mnie jakaś wrażliwość z dalekich stron. Ale urodziłam się i wychowałam tutaj, czuję się więc Polką. Ta ormiańska strona mojej osobowości kryje się bardziej w emocjach niż w jakichś bezpośrednich inspiracjach. Mam sentyment do egzotycznych brzmień, ale staram się je przemycać do mojej muzyki bardzo delikatnie. Chcę tworzyć nowoczesne piosenki.

- Zaczynałaś w duecie Out Of The Box z Mateuszem Frankiewiczem. Jakie znaczenie miał dla ciebie ten projekt?
- To było moje pierwsze wejście w autorską muzykę i bardzo dużo się nauczyłam przy tej okazji. Przede wszystkim tego, że nie trzeba śpiewać coverów, tylko można tworzyć własne piosenki. W pewnym momencie okazało się jednak, że Mateusz chce odbić w stronę rapu, a ja marzę, aby tworzyć muzykę i teksty w pełni samodzielnie. Rozstaliśmy się, ale nadal sobie kibicujemy.

- Jak powstają twoje piosenki?
- Siadam w zaciszu swojego mieszkania do komputera, w którym mam program do nagrywania muzyki. Nie ogranicza mnie więc jeden instrument i mogę wymyślać takie brzmienia, jakie tylko mi się chce. Najczęściej zaczynam od improwizowania, później nagrywam melodie, które wpadną mi do głowy, a te najciekawsze układam we wstępny aranż. Nie czuję się jeszcze na siłach, żeby wyprodukować samodzielnie całą płytę, dlatego zdecydowałam się na współpracę z braćmi Sarapata.

- Rzadko się zdarza, by piosenkarki same tworzyły podkłady do swych utworów. Co cię w tym pociąga?
- Jestem trochę taka Zosia-Samosia. Staram się wszędzie wściubiać nos. (śmiech) Zaczęłam tworzyć muzykę bez żadnych większych oczekiwań i szybko okazało się, że jest to jedna z moich ulubionych rzeczy na świecie. Na początku był to dla mnie wielki „fun”, możliwość fajnego spędzenia wolnego czasu, a teraz przerodziło się w coś poważniejszego. Słucham też dużo współczesnej muzyki i inspiruję się nią. Dzięki temu wiem, w którym kierunku chciałabym podążać.

- Czyli?
- To, czego słucham składa się na prawdziwy misz-masz i ma swoje odbicie również w mojej muzyce. Jest tu trochę rapu, trochę elektroniki i trochę alternatywnego popu. Inspiruję się różnymi wykonawcami, ale staram się nikogo nie naśladować.

- Rzeczywiście w dwóch utworach z płyty starasz się rapować. Sprawia ci to przyjemność?
- Tak. Bardzo inspiruje mnie kultura hip-hopu, ale nigdy w życiu nie nazwę siebie raperką. Staram się wykorzystać taki styl, na ile to współgra ze mną. Zwłaszcza, że piosenki „Nocą” i „Plagiat”, w których trochę rapuję, bardzo spodobały się słuchaczom.

- Niektóre twoje utwory mają też klubowe uderzenie. Chodzisz na imprezy techno?
- Techno pojawiło się w moim życiu kilka lat temu. Stało się to za sprawą wspomnianych braci Sarapata, którzy mnie mocno zainspirowali elektroniką. Dużo słuchaliśmy muzyki u nich w studiu podczas tworzenia materiału na płytę, więc nie mogło się obyć bez mocniejszych elektronicznych brzmień na albumie.

- Mimo tych różnych wpływów twoje piosenki mają jednak przede wszystkim liryczny charakter.
- Ta liryka przede wszystkim tkwi w tekstach. Dlatego czasem dochodzi do zderzenia mocniejszego bitu z dużą wrażliwością w słowach. Lubię takie kontrastowe połączenia. Wszystkie piosenki napisałam sama – więc wszystko co czułam i zaobserwowałam przez miniony rok, wyszło w tych tekstach.

- Masz już w swoim dorobku kilka udanych teledysków. Lubisz w nich występować?
- Mam ambiwalentne uczucia wobec wideoklipów. Lubię pracę na planie, bo spotykam tam zawsze świetnych ludzi. Występy przed kamerą wiążą się jednak u mnie z wielkim stresem. Kiedy tworzę piosenkę, słyszę na bieżąco czy jest dobra, czy nie. A z teledyskami jest inaczej. Ja zazwyczaj jestem przed kamerą i potem dostaję już gotowy klip do obejrzenia. Nie mam więc dużego wpływu na to, co pokażę ludziom. Mam nad tym mniejszą kontrolę. Dużo jest więc zaskoczeń. Ale finalnie lubię, kiedy obraz dodaje muzyce nowego znaczenia.

- Twoją płytę wydaje niezależna wytwórnia Fonobo Label. Jak do tego doszło?
- Kiedy nagrałam pierwsze piosenki, stwierdziłam, że chcę je wydać na płycie. Pracowałam nad nimi z Sarapatami, a oni produkują muzykę artystów z Fonobo Label i skontaktowali mnie z wytwórnią. Mój materiał się spodobał – więc poszło jedno za drugim i już za kilka dni wydajemy mój debiutancki album w wersji cyfrowej i fizycznej. Podoba mi się jak Fonobo pracuje, są tam świetni ludzie, a to jest najważniejsze.

- Wspominasz o współpracy z Sarapatami, niedawno ukazała się ich płyta, teraz twoja. To znaczy, że wykluwa się nowa krakowska scena muzyczna?
- Mam nadzieję. W Krakowie jest kilku ciekawych artystów, jak Patrick the Pan, formacja Ars Latrans czy wspomniani bracia Sarapata i mam nadzieję, że pokaże się ich jeszcze więcej. Czasami spotykamy się przy okazji wydarzeń krakowskich i wymieniamy ciekawymi doświadczeniami.

- Kraków cię inspiruje?
- Tutaj się urodziłam i wychowałam. Uwielbiam Kraków i bardzo dobrze mi się tu tworzy. Spotkałam się oczywiście z sugestiami wyprowadzki do Warszawy, bo tam show-biznes prężniej funkcjonuje. Na razie dobrze mi się jednak żyje w Krakowie, więc nie planuję przenosin.

- W sobotę 29 stycznia zaśpiewasz piosenki z płyty w krakowskiej Alchemii. To twój pierwszy występ?
- Miałam jeden koncert dzień przed wybuchem pandemii. To był krótki występ, a ludzie słuchali go na siedząco, w maseczkach. Nie był to więc taki pełnoprawny koncert, bo uważam, że do mojej muzyki koniecznie trzeba mieć dużo swobody, dlatego ten najbliższy traktuję jako oficjalny debiut.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Piosenki zrodzone w domowym zaciszu. Krakowska piosenkarka Kiwi debiutuje liryczną płytą - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie