Sprawa "skóry". Jestem niewinny - zapewnia oskarżony

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Oskarżony Robert J.
Oskarżony Robert J. Artur Drożdżak
Udostępnij:
- Rozumiem stawiany mi zarzut. Nie przyznaję się do winy. Jestem niewinny - tak mówił przed krakowskim sądem mówił Robert J. oskarżony o okrutne zabójstwo Katarzyny Z., studentki religioznawstwa UJ. Do zbrodni doszło w 1998 r., czyli 22-lata temu. Sprawcy grozi dożywocie.

To jeden z najważniejszych procesów ostatnich lat. W Sądzie Okręgowym w Krakowie pojawiło się kilkanaście ekip telewizyjnych i tłum dziennikarzy. Wszyscy byli trzy razy sprawdzani i rewidowani, wydawano im też specjalne karty wstępu. By ujrzeć skutego kajdankami i łańcuchem oskarżonego trzeba było czekać ponad trzy godziny. Sąd musiał wcześniej rozpoznać niejawne wnioski obrony i prokuratora. Robert J., dobrze zbudowany, niski 53-latek wyglądał na skupionego i onieśmielonego widokiem kamer. Obrońca mec. Robert Chojniak mógł z nim porozmawiać w pomieszczeniu za kuloodporną szybą.

Zrobiło się cicho, gdy prokurator Piotr Krupiński odczytywał zarzut pod jakim staje oskarżony. Wynikało z niego, że zabił studentkę ze szczególnym okrucieństwem z motywacji wynikającej z zaburzeń preferencji seksualnych o cechach sadystycznych i fetyszystycznych.

Była mowa o licznych zboczeniach seksualnych w postaci nekrosadyzmu i fetyszyzmu nekrofilnego. Śledczy z Prokuratury Krajowej wyliczał też obrażenia, które odniosła torturowana pokrzywdzona oraz wskazywał, że musiała być pozbawiona wolności przetrzymywana w zamkniętym pomieszczeniu. Wskazują na to obrażenia na nodze. Jej prawa kończyna nad stawem skokowym musiała być do czegoś przypięta, aż w końcu między 7 i 14 grudnia 1998 r. sprawca dusił ofiarę łańcuchem. Wcześniej podawał jej leki. Złamał jej też kość udową i miednicę zadając uderzenia sztangą i talerzem kulturystycznym. Odkryto też rany kłute, rąbane i szarpane.

Obok prokuratora siedziała Bogusława S-Z. Matka zamordowanej, jest oskarżycielem posiłkowym w tym niełatwym procesie. Spuściła wzrok, gdy prokurator Krupiński wyliczał jakim torturom poddano jej córkę.

Składowi orzekającemu przewodniczy sędzia Beata Marczewska, razem z dwiema innymi sędziami zawodowymi, czyli Izabellą Pękalą i Anną Bosak Ziomek. Zadanie będą miały trudne, bo akta sprawy liczą ponad 490 tomów w części jawnej i kolejne są niejawne. Ustawione zostały na stołach przed składem orzekającym i tworzyły pokaźnych rozmiarów barykadę.

- Sam akt oskarżenia to 789 stron - podaje biuro prasowe krakowskiego sądu.

Prokuratura kilka razy umarzała postępowanie z powodu niewykrycia sprawcy zbrodni, aż w końcu jesienią 2017 r. do celi trafił mieszkaniec Krakowa Robert J. Za kratkami przebywa już ponad dwa lat.

W śledztwie Robert J. Kategorycznie zaprzeczał zarzutom i nie przyznawał się do winy. Przekonywał, że nie znał Katarzyny Z.

Śledczy powołali toku śledztwa wielu ekspertów, którzy pisali fachowe opinie. Sięgnięto choćby do zagranicznych specjalistów z Hiszpanii i Portugalii, którzy wypowiedzieli się na temat tortur zadanych ofierze. Także specjaliści z amerykańskiego FBI wspierali pomocą policjantów z krakowskiego Archiwum X, którzy badali sprawę „skóry”.

- Specjalistyczne ekspertyzy dotyczyły choćby analizy włosów i zabezpieczonych śladów DNA- nie krył prokurator Krupiński w toku sprawy. Kilka miesięcy temu śledczy informowali o przełomowym odkryciu w mieszkaniu Roberta J.

- Zabezpieczyliśmy materiał biologiczny, który z wysokim prawdopodobieństwem pochodzi od pokrzywdzonej - przekazała Ewa Bialik, rzecznik prasowy PK. Nieoficjalnie mówiło się, że chodzi o ślady krwi i włosów. To ważny trop, bo Robert J. stale przekonuje, że nie znał Katarzyny Z. By to sprawdzić z łazienki mężczyzny wymontowano wannę ze stelażem.

Nieoficjalnie wiadomo, że koszty tych badań i ekspertyz w tej jednej sprawie sięgają miliona złotych. Zlecono choćby podniesienie dźwigiem stojącego na nabrzeżu pchacza barek Łoś, by zebrać dodatkowe ślady. Policjanci przez 19 lat próbowali namierzyć sprawcę zabójstwa. W końcu Robert J. ułatwił im to zadanie, bo pojawiał się na cmentarzu, przy grobie Katarzyny Z., a tam była zamontowana kamera, która nagrała mężczyznę.

23-letnia studentka UJ Katarzyna Z. zniknęła 2 listopada 1998 r. Dwa miesiące później załoga pchacza barek „Łoś” na Wiśle wyłowiła jej skórę. Tydzień w kracie wyłapującej odpadki z Wisły utkwiła ludzka noga. Znaleziono też odcięte pośladki ofiary.

77-letni Józef Janczewski, ojciec oskarżonego mówi, że ma utrudniony kontakt z synem. Nie otrzymał zgody na widzenie, a korespondencja od syna przychodzi mocno okrojona i ocenzurowana. - Moja żona pisze do syna, on z nią utrzymuje kontakt listowny - nie kryje mężczyzna. Dodaje, że w ostatnim czasie do jego żony znowu zajrzeli policjanci i zabierali kolejne przedmioty na polecenie prokuratury.

- Byłem w sądzie, gdy został miesiąc temu wyznaczony termin rozprawy, ale nie dopchałem się do syna. Ja tam nie mam żadnych praw, jestem nikim – ubolewa ojciec oskarżonego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Sprawa "skóry". Jestem niewinny - zapewnia oskarżony - Polska Times

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Dziwię się, że decydujecie się Państwo na publikowanie tego rodzaju doniesień. W moim przekonaniu, społeczeństwo powinno być informowane wyłącznie o tym, czy postawiono komuś zarzuty lub o tym, czy oskarżonemu Sąd wymierzył karę- nie zaś o szczególach zbrodni. Proszę mieć na uwadze fakt, że tego rodzaju artykuły czytają bardzo różni ludzie, w tym osoby wysoce wrażliwe (takie jak ja) lub dzieci i młodzież. Odrysowywanie szczegółów tego rodzaju przestępstw jest wysoce niemoralne, niedorzeczne (przecież wiedza na temat przebiegu danej zbrodni nie jest nikomu do "szczęścia" potrzebna i nie ma żadnego pozytywnego wpływu na życie przeciętnego Kowalskiego- poza wywoływaniem w nim poczucia ogromnego niesmaku, niepokoju itd.). Jest dla mnie zrozumiałe, że część tej sprawy Sąd ujawnił dla opinii publicznej, jednakże jaki jest cel opisywania tego w mediach- poza próbą wywołania większej popularności danego artykułu prasowego wśród społeczeństwa? Z mojego punktu widzenia, jestem zainteresowana wyłacznie tym, czy przestępca został ujęty, przyznał się do winy- tudzież został osądzony...a nie rozpisywanie się ze szczególami o tym jaki był przebieg zbrodni. Tfuuuuuu.....

Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie