Napad na konkurencyjnego dilera i ukryta plantacja konopi w domu na strychu

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Policja  na trop plantacji narkotyków wpadła po 7 latach
Policja na trop plantacji narkotyków wpadła po 7 latach archiwum
Udostępnij:
Rabunek kilograma marihuany i 7 tys. tabletek escasy od konkurencyjnego dilera narkotyków oraz produkcja własnej plantacji pod Krakowem – to na koncie ma 26-letni Damian P. Wspólnik, 39-letni Paweł B., pomagał mu w wytwarzaniu marihuany. Obaj dostali teraz wyrok za przestępcze sprawki.

FLESZ - Polaków jest mniej. Są dane GUS

Policja dokonała zatrzymań w czerwcu 2020 r. i panowie trafili za kratki, Damian P. m.in. za posiadanie większej partii narkotyków, ale przy okazji wyszło na jaw, że prawie siedem lat wcześniej z kolegą Pawłem B. mieli prywatną plantację konopi w domu pierwszego z nich pod Krakowem.

Obaj znali się z pobytu w ośrodku uzależnienia Monar, potem postanowili zarabiać na produkcji narkotyków. Damian P. zainwestował swoje oszczędności w kupno lamp, ziemi, odżywek, ziaren i sadzonek konopi. Paweł B. pomagał mu postawić na strychu domu namiot, pod którym uprawiali rośliny. Miały nawodnienie oraz nasłonecznienie od 3 lamp. Nabyli też suszarkę do grzybów i na niej przygotowywali susz z marihuany. Gdy Damian P. gdzieś wyjeżdżał, zostawiał klucze do domu wspólnikowi i on doglądał ich plantacji.

Szukali kupna na swój towar i nawiązali kontakt z kolejnym znajomym z Monaru Mariuszem D. On przez pewien czas mieszkał u Damiana P. i w 2014 r. to on namówił go do udziału w napadzie na dilera spod Warszawy - Łukasza W. o pseudonimie Pudzian. W pięciu ustalili, że zamówią o niego partię narkotyków i go obrabują. Diler miał przynieść kilogram marihuany wart 20 tys. zł i 1000 tabletek ecstasy za 7 tys. zł. Zwykle brał do pomocy wspólnika i tak też było tym razem.

Rolą Damiana P. miało być udanie się do toalety w Centrum Handlowym w Jankach pod Warszawą, miał iść rzekomo zapłacić za narkotyki, faktycznie powinien odebrać telefon „Pudzianowi”, by ten nikogo nie powiadomił, że padł ofiarą napadu. Damian P. wywiązał się ze swojej roli. W tym samym czasie jego wspólnicy w swoim aucie rozmawiali z partnerem Pudziana. Pogrozili mu, zabrali partię narkotyków, a Mariusz D. jeszcze go pobił, po czym obrabowanego wyrzucono z pojazdu. Partię narkotyków podzielili między siebie.

Po zebraniu plantacji i wytworzeniu kilograma marihuany linię produkcyjną i 40 krzewów konopi przewieziono do Opoczna, w domu pod Krakowem zostało 15 krzewów.

Śledczy o napadzie na dilera i linii produkcyjnej dowiedzieli się dopiero w 2020 r. i wtedy postawiono zarzuty Pawłowi B. i Damianowi P.

Ten pierwszy mówił, że był tylko pomocnikiem kolegi, który faktycznie sfinansował i zorganizował w swoim domu całą produkcję. Damian P. przekonywał, że to była działalność, do której namówił go Paweł B., a marihuana była legalna, lecznicza. Zaprzeczał, że brał udział w rozboju w Jankach, ale obciążały go zeznania pozostałych uczestników skoku na „Pudziana” i jego wspólnika.

Sąd Okręgowy w Krakowie skazał Pawła B. na trzy lata więzienia za produkcję marihuany i do zapłaty 5 tys. grzywny oraz 2 tys. nawiązki na Monar. Damianowi P. wymierzył karę trzech i pół roku odsiadki i nie miał wątpliwości, że brał udział w napadzie w Jankach. Ma też do zapłaty 6 tys. grzywny i 2 tys. na Monar. Ten wyrok jest prawomocny.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Napad na konkurencyjnego dilera i ukryta plantacja konopi w domu na strychu - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie