Wisła Kraków. Yaw Yeboah: Wszyscy czujemy duże zaufanie trenera Guli

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Anna Kaczmarz
- Nie odczuwam wielkiej presji przed tym meczem. Znamy swoją wartość. Wiem, że Lech Poznań to dobra drużyna, ale ja koncentruję się przede wszystkim na sobie, na tym, co mam do wykonania. Liczy się nasz zespół, a uważam, że jesteśmy w tym momencie na tyle mocni, że możemy wygrać w tej lidze z każdym zespołem. Wierzę, że w piątek też będzie to bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu - mówi piłkarz Wisły Kraków Yaw Yeboah.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Po meczu z Lechią Gdańsk jest pan bardziej zły, że nie udało się wygrać meczu na swoim stadionie, czy bardziej zadowolony, że uratowaliście w ostatniej chwili chociaż jeden punkt po remisie 2:2?
- Mamy ten remis i trzeba to po prostu przyjąć. Tym bardziej, że ten wynik wciąż utrzymuje nas w czołówce tabeli. Pozwala nam też utrzymać zaufanie we własne możliwości.

- Zaczęliście ten mecz bardzo dobrze, mieliście dużą przewagę. Jak pan myśli, fakt, że w tym okresie nie strzeliliście gola wynikał bardziej z tego, że to Lechia tak dobrze się broniła czy raczej wy graliście nieskutecznie?
- Gdy rywal ustawia się tak głęboko w defensywie, praktycznie z pięcioma obrońcami, jest bardzo trudno stworzyć sobie okazje na gole. Musisz wtedy cały czas próbować i próbować. Lechia na pewno była bardzo dobrze zorganizowanym zespołem, ale przecież nawet mimo tego mieliśmy swoje szanse i to sporo. Oczywiście mieliśmy później problemy, bo straciliśmy dwie bramki, musieliśmy odrabiać straty, ale na szczęście dzięki pomocy Michala Frydrycha udało nam się doprowadzić do remisu 2:2. Wszyscy byliśmy bardzo szczęśliwi z jego osiągnięcia.

- Czuł się pan w stu procentach gotowy do gry w tym meczu? Pytam o to, bo jednak w ostatnim czasie pokonywał pan spore odległości na mecze swojej reprezentacji, największe spośród wszystkich powołanych wiślaków.
- To prawda, byłem w Ghanie, w RPA, dużo podróżowałem, później wróciłem do Polski, ale czułem się w sumie dość świeżo. Wszystko trzeba poukładać sobie w głowie. Jak tam jest wszystko w porządku, to ciało też pracuje odpowiednio. A ja jestem bardzo pozytywnie nastawiony do gry w klubie, w reprezentacji. To jest mój zawód, staram się wykonywać go jak najlepiej i chcę dawać jak najwięcej swojemu klubowi. Myślę, że w niedzielę byłem gotowy na 90 minut gry i w sumie tyle zagrałem, bo trener zmienił mnie dopiero w samej końcówce meczu.

- W ostatnim czasie było o panu bardzo głośno z powodu słynnej już bramki, jaką zdobył pan po indywidualnej akcji w meczu z Górnikiem Łęczna. Zachwycały się nim serwisy praktycznie na całym świecie. Była duma z tego powodu?
- Czułem się świetnie po tym golu, odbierając gratulacje z różnych stron świata. Również od rodziny z Ghany, co było dla mnie bardzo ważne. Ale też np. dlatego, że tego gola zamieścił u siebie serwis FIFA. Nie będę krył, że dla mnie ten gol był takim momentem, który pozwolił mi jeszcze mocniej uwierzyć w swoje możliwości. Sprawiło mi to wszystko radość również z tego powodu, że głośno zrobiło się o Wiśle. No bo przecież wszyscy pisali nie tylko o tym, że takiego gola strzelił Yaw Yeboah, ale również, że zrobił to piłkarz Wisły Kraków. To wszystko, co działo się wokół mnie w ostatnim czasie było dla mnie bardzo przyjemne. Również w związku z wyjazdem na mecze reprezentacji Ghany, do której zostałem powołany po dłuższej przerwie.

- Skoro pan o tym wspomniał, to pewnie po przylocie na zgrupowanie tam również koledzy panu gratulowali tego gola.
- Oczywiście! Nie tylko oni. Również trenerzy, prezes federacji. Wszyscy życzyli mi też, żebym kontynuował dobrą grę w reprezentacji.

- W eliminacjach do mistrzostw świata wygraliście z Etiopią 1:0, ale później przegraliście z RPA 0:1. Myśli pan już o meczach październikowych i listopadowych, które przesądzą o tym, czy Ghana wyjdzie ze swojej grupy eliminacyjnej?
- Jasne, że chciałbym, żebyśmy awansowali na mundial! To największy turniej na świecie i który piłkarz nie chciałbym w nim zagrać. To jednak póki co trochę odległa przyszłość, a ja w tym momencie koncentruję się przede wszystkim na Wiśle i jej najbliższych meczach. Gdy przyjdą spotkania reprezentacji, będę myślał o nich. Teraz jednak liczy się tylko piątek, Lech Poznań. Zawodowy piłkarz tak musi podchodzić do sprawy.

- To kończąc wątek eliminacji mistrzostw świata, RPA będzie waszym najtrudniejszym rywalem do wyjścia z grupy?
- Każdy rywal w naszej grupie jest trudny, bo każdy ma nieco inną filozofię gry, inny styl. Trzeba naprawdę się natrudzić, żeby znaleźć drogę do zwycięstwa w tych meczach. Liczę jednak, że ostatecznie to my z tej grupy wyjdziemy.

- Wróćmy do ekstraklasy. Mówiliśmy już o pańskim golu w meczu z Górnikiem Łęczna, a tak myślę, że to trafienie tak naprawdę potwierdziło wysoką formę, w jakiej znalazł się pan na początku obecnego sezonu. Ma pan takie poczucie, że to najlepszy moment, odkąd trafił pan do Wisły?
- Tak, ale myślę, że nie ma w tym tak naprawdę przypadku. Trafiłem do Polski rok temu i potrzebowałem trochę czasu. Nowa liga, nowy kraj, nowy język, nowa filozofia gry - to wszystko wymagało adaptacji. Musiałem przyzwyczaić się praktycznie do wszystkiego. Do ludzi, również do tego, że obrońcy tutaj nikogo nie oszczędzają, grają bardzo twardo. Powoli, powoli wszystko jednak szło w dobrym kierunku. Dostałem zaufanie w drużynie, w klubie, od trenerów, kolegów, wszystkich. Dzisiaj jest już taka sytuacja, że przyjeżdżam na treningi po prostu szczęśliwy, a jak człowiek dobrze się czuje i ma zaufanie, jest mu później łatwiej pokazać wszystko, co ma najlepsze. I nawet jeśli pojawiają się trudniejsze momenty, łatwiej sobie z nimi poradzić. Weźmy ten mecz ze Stalą, gdy zostałem zmieniony w przerwie. Nie poszło nam wtedy najlepiej, ale pomyślałem, że jest następny mecz, że można wyjść, strzelić bramkę, pomóc drużynie. I proszę, tak właśnie się to ułożyło.

- Pańska wysoka forma to również efekt tego, że trener Adrian Gula daje panu dużo swobody na boisku w podejmowaniu decyzji?
- Nie tylko mnie! Wszystkim piłkarzom. To się wiąże z dużym zaufaniem, jakim jesteśmy obdarzeni przez trenera Gulę. Pamiętać trzeba przy tym, że to jest Wisła Kraków, jeden z najlepszych polskich klubów. Jeśli zatem ktoś tutaj przychodzi, zakłada koszulkę z białą gwiazdą, to musi mieć umiejętności i można dawać mu zaufanie. Mamy ogromną motywację, również dzięki naszym kibicom, którzy dają nam wsparcie na każdym kroku. I później pokazujemy nasze umiejętności, czerpiąc przy tym z tego prawdziwą przyjemność. To jest właściwa droga. Mam wielką nadzieję, że będziemy szli nią dalej.

- Dzisiaj gra Wisły wygląda nieco inaczej niż w poprzednim sezonie. Macie więcej kontroli nad piłką, nad tym, co dzieje się na boisku. Pan też tak to czuje?
- Tak, bo to jest związane z filozofią naszego trenera. On chce, żebyśmy właśnie tak grali, żebyśmy pokazywali swoje mocne strony, żebyśmy w siebie bardzo mocno wierzyli. Rozmawia ze wszystkimi, wskazuje nam, co trzeba poprawić. Nie jest przy tym arogancki, szanuje wszystkich w zespole, w klubie. Motywuje każdego zawodnika, żeby starał się być lepszym, bo w każdym momencie może dostać swoją szansę. Pracowałem z wieloma trenerami. W Manchesterze City, w Holandii, Francji, Hiszpanii. Mam porównanie. Mogę powiedzieć, że Adrian Gula świetnie rozumie, na czym polega nowoczesny futbol i wie, że piłkarz potrzebuje zaufania. Powtarza często np. młodym piłkarzom, żeby próbowali i próbowali różnych elementów na treningach, żeby się nie zniechęcali.

- Przed wami teraz poważne wyzwanie. Mecz z Lechem Poznań. Jakie to może być pana zdaniem spotkanie?
- Przede wszystkim nie odczuwam wielkiej presji przed tym meczem. Znamy swoją wartość. Wiem, że Lech Poznań to dobra drużyna, ale ja koncentruję się przede wszystkim na sobie, na tym, co mam do wykonania. Liczy się nasz zespół, a uważam, że jesteśmy w tym momencie na tyle mocni, że możemy wygrać w tej lidze z każdym zespołem. Wierzę, że w piątek też będzie to bardzo dobry mecz w naszym wykonaniu.

- Pańska dobra gra została już zauważona w wielu krajach. Zastanawia się pan, czy w zimie dojdzie do pańskiego transferu do mocniejszej ligi?
- W tym momencie w ogóle. Teraz liczą się tylko kolejne mecze. Mamy wrzesień, muszę się koncentrować teraz na jak najlepszej grze. Jeśli przyjdzie jakaś oferta to mój agent i ludzie z władz Wisły na pewno się nad tym pochylą i jeśli będzie to korzystne dla wszystkich stron, zobaczymy, co się wydarzy. Naprawdę jednak w tym momencie o tym nie myślę. Liczy się klub, liga, a także mecze w reprezentacji Ghany w eliminacjach do mistrzostw świata, a później jeszcze w Pucharze Narodów Afryki, zaplanowanym na styczeń.

Tokio Raport - rozmowa z Karoliną Pęk

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Yaw Yeboah: Wszyscy czujemy duże zaufanie trenera Guli - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie