Wisła Kraków robiła transfery na już, ale też głównie z myślą o przyszłości

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
W środę zamknęło się w Polsce okno transferowe. Wisła Kraków była tej zimy dość aktywna na rynku, choć patrząc na jej ruchy trudno nie dojść do wniosku, że przy ul. Reymonta zdecydowanie przeważa myślenie już o kolejnym sezonie, a obecny traktowany jest trochę jak przejściowy.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

„Biała Gwiazda” zwiększyła swoją kadrę w zimie o sześciu zawodników, a licząc z wracającymi z wypożyczeń Serafinem Szotą i Przemysławem Zdybowiczem nawet o ośmiu. Plus oczywiście zdolna młodzież, włączona do pierwszej drużyny przez trenera Petera Hyballę. Tyle, że te liczby nie do końca oddają prawdę i stan posiadania, bo on zmieniał się ostatnio tak szybko w zespole „Białej Gwiazdy”, że momentami trudno było za tym wszystkim nadążyć. Używając słowa, które lubi na Twitterze stosować jeden z właścicieli klubu Jarosław Królewski, mieliśmy w Wiśle co rusz, grandę - większa, albo mniejszą…

Hall, Zdybowicz, czyli przyszli i szybko odeszli

Zaczęło się od Tima Halla, który okazał się tak specjalnym przypadkiem, że na długo zapisze się w historii ruchów transferowych nie tylko do Wisły, ale całej polskiej ekstraklasy. Suche fakty wyglądają tak, że 14 stycznia „Biała Gwiazda” ogłosiła transfer reprezentanta Luksemburga, a już 25 stycznia rozwiązano z nim kontrakt. Przez te jedenaście dni, a nawet już po tym czasie, mieliśmy wzajemne oskarżenia, w czym celował przede wszystkim agent piłkarza, rzucający gromy na trenera Petera Hyballę o nieludzkie traktowanie piłkarza. W Wiśle natomiast komentowali tę sprawę zdecydowanie oszczędniej. I w sumie trudno się dziwić, bo miała ona swoje drugie dno, o którym kiedyś być może ktoś głośno powie. My na razie zamykając ten temat napiszemy tylko tyle, że przy ul. Reymonta wykazano naprawdę dużo empatii w stosunku do Tima Halla, choć oczywiście cała ta sprawa była dla „Białej Gwiazdy” jest porażką. Przede wszystkim wizerunkową, bo jeśli chodzi o finanse, to całe zamieszanie wokół Halla niewiele krakowian kosztowało.

Długo miejsca w Krakowie nie zagrzał również wspomniany na wstępie Przemysław Zdybowicz. Wrócił do Wisły w wypożyczenia do Bełchatowa z kontuzją i tak naprawdę nie miał szans, żeby przekonać do siebie Hyballę. „Biała Gwiazda” wypożyczyła tego zawodnika tym razem do Resovii i jeśli tam się rozwinie, to kto wie, być może dostanie jeszcze swoją szansę w Krakowie.

Krótkie kontrakty i młodzież na przyszłość

Pozostała zatem szóstka piłkarzy, którzy przyszli do Wisły i jeśli dokładniej się przyglądnąć, to jak na dłoni widać, że w większości są to ruchy na tu i teraz, a nie przyszłościowe. One dopiero mogą takimi się stać, jeśli ci zawodnicy będą potrafili olśnić formą kibiców, a przede wszystkim Petera Hyballę. Dla porządku przypomnijmy nazwiska tych, których Wisła sprowadziła: Souleymane Kone, David Mawutor, Żan Medved, Uros Radaković, Serafin Szota i Krystian Wachowiak. To znamienne, że pierwsza czwórka związała się z Wisłą jedynie do końca sezonu.

W przypadku Kone i Mawutora trudno nie dostrzec, że klub zrobił ukłon w kierunku Petera Hyballi, który coraz pewniej czuje się w Wiśle również w kwestii kreowania polityki kadrowej. Z Iworyjczykiem Niemiec pracował bowiem w DAC Dunajska Streda. Tam Kone rzeczywiście grał dużo, ale później miał z tym już gigantyczne problemy. Można powiedzieć, że Wisła podała mu teraz rękę. Na razie trudno jednak piłkarzowi się odwdzięczyć, bo dość szybko złapał kontuzję i zamiast przekonywać do siebie na boisku, leczy uraz.

Szybciej powinniśmy zobaczyć w akcji z kolei Mawutora, który już został zgłoszony do rozgrywek. Z nim Hyballa wcześniej nie pracował, ale znamienny jest fakt, że zarówno trener Wisły, jak i Ghańczyk mają tego samego agenta - CAA Base Ltd.

Oczywiście, jeśli Kone i Mawutor w Wiśle zaczną dobrze grać, nikt pretensji nie będzie miał. Jeśli nie, klub rozstanie się z nimi w lecie, bo na szczęście przy ul. Reymonta dmuchali na zimne i podpisali z tymi zawodnikami po pierwsze krótkie, a po drugie niewysokie kontrakty.

Wypożyczeni do Wisły są również Żan Medved i Uros Radaković. Obaj mają na tyle solidne życiorysy, że można mieć nadzieję na to, że dadzą „Białej Gwieździe” trochę jakości. Co prawda Medved na razie przesadnie nie zachwyca, ale trzeba mu dać jeszcze czas, bo przebłyski niezłych umiejętności już pokazał. Co do Radakovicia, przemawia za nim fakt, że w większości klubów, w których grał, miał pewną pozycję. Znak zapytania każe postawić okres występów w Sparcie Praga, gdzie nie zawsze wiodło mu się dobrze i której kibice nawet dzisiaj jeszcze piszą o nim jako o piłkarzu, który popełnia proste błędy. W tym miejscu warto jednak pamiętać, że taki Michal Frydrych przychodził do Wisły ze Slavii, w której nie mieścił się w składzie, a chyba nikt wątpliwości nie ma, że dzisiaj jest najlepszym stoperem w barwach „Białej Gwiazdy”.

Dwa ostatnie transfery to młodzi Serafin Szota i Krystian Wachowiak. Obaj zadebiutowali ostatnio w ekstraklasie. Ten pierwszy piłkarzem Wisły jest od dłuższego czasu, ale był na wypożyczeniu do Stomilu Olsztyn, gdzie zbierał doświadczenie w I lidze. Chyba z dobrym skutkiem, bo w starciu z „Portowcami” zaprezentował się w miarę solidnie. O Wachowiaka Wisła natomiast walczyła długo i wytrwale. Co możemy powiedzieć o byłym piłkarzu Chojniczanki po jego debiucie w barwach „Białej Gwiazdy”? Pierwsze wnioski są takie, że ma potencjał w grze do przodu i sporo musi się uczyć jeśli chodzi o defensywę.

Nie można w tym miejscu zapomnieć również o wiślackiej młodzieży, która zaczyna dostawać szansę już nie tylko jeśli chodzi o treningi i sparingi z pierwszą drużyną, ale również w lidze. Z przytupem wchodzi do ekstraklasy 17-letni Piotr Starzyński, a w jego ślady być może pójdzie niedługo Wiktor Szywacz, który ostatnio przedłużył kontrakt z Wisłą.

Kompletują kadrę na nowy sezon

A skoro jesteśmy już przy przyszłości, to widać wyraźnie, że pod kątem kolejnego sezonu i następnych zrobione zostały trzy inne transfery. Piłkarzy, których jeszcze w Wiśle nie ma, ale o których wiadomo już, że zostaną nimi od 1 lipca. Alana Urygi nikomu w Krakowie przedstawiać nie trzeba. Tak naprawdę Wisła, podpisując z nim kontrakt, naprawiła błąd poprzednich władz klubu, które lekką ręką pozbyły się tego zawodnika w 2017 roku. Jest też jednak teoria, która mówi, że te cztery lata w Płocku Alanowi pozwoliły dojrzeć piłkarsko, spróbować chleba z innego pieca, na czym skorzystali wszyscy. Koniec, końców Uryga latem do Krakowa wróci i na pewno stanie się jedną z najważniejszych postaci tej drużyny. Pisaliśmy to już kiedyś, ale powtórzymy jeszcze raz - dla nas jest to mocny kandydat na kapitana Wisły Kraków w niedalekiej przyszłości.

Od 1 lipca w Krakowie grał będzie również Mateusz Młyński. Wisła toczyła rozmowy z Arką Gdynia, by ten zdolny pomocnik przeniósł się pod Wawel już teraz, ale zakończyły się one fiaskiem. „Młynka” czeka zatem kilka miesięcy bez gry, bo będzie w Gdyni tylko trenował. To jednak bardzo utalentowany zawodnik i szybko powinien w Krakowie przypomnieć się kibicom ekstraklasy, w której furorę robił już w wieku 17 lat.

Pewnego rodzaju zagadką jest natomiast kolejny młodzieżowiec, „zaklepany” już przez Wisłę, czyli Hubert Sobol z Lecha Poznań. To napastnik, który nie przebił się w „Kolejorzu”, ale w jego II-ligowych rezerwach jest najlepszym strzelcem, asystentem. Gdy zatem dostanie w Krakowie szansę regularnej gry, to kto wie, może szybko stanie się objawieniem ekstraklasy. Przy okazji warto w tym miejscu wspomnieć, że cała sprawa Sobola jest o wiele bardziej cywilizowana niż przypadek Młyńskiego. Wisła podpisała kontrakt z napastnikiem, ale celowo zostawiła go w Poznaniu, by ten pograł jeszcze regularnie przez pół roku w II lidze. I nikt w Lechu nie robi z tego powodu problemu. Sobol ma pomóc rezerwom „Kolejorza” utrzymać się w II lidze, a w lecie spokojnie przeniesie się do Krakowa.

Czyszczenie szatni Wisły

Pod kątem przyszłego sezonu Wisła również pozbywa się piłkarzy, którzy nie mieliby szansy na regularną grę. Schodzą oni w ten sposób z listy płac, robiąc miejsce innym. Trener Peter Hyballa w tym względzie nie bierze jeńców. Mówi zawodnikom w oczy, że nie będą u niego grali. Nawet jeśli ta prawda dla niektórych bywa bolesna, to jest przynajmniej uczciwa. W przypadku kilku byłych zawodników Wisły pozwoliła szybko znaleźć sobie nowe kluby i rozstać się z krakowskim w zgodzie. Taki np. Rafał Janicki rozwiązał kontrakt z Wisłą już w grudniu, by szybko podpisać z Podbeskidziem Bielsko-Biała. I chyba dzisiaj „Kazek” nie żałuje tego ruchu, skoro w ekipie „Górali” przeżywa drugą młodość. W podobny sposób rozstali się z Wisłą w ostatnim czasie również: Dawid Abramowicz, Michał Mak i David Niepsuj. Wszyscy oni znaleźli już nowych pracodawców, odpowiednio w Radomiaku, Górniku Łęczna i Podbeskidziu Bielsko-Biała. Kolejnych podobnych pożegnań należy spodziewać się w lecie w przypadku kilku zawodników.

Innym przypadkiem jest Lukas Klemenz, który na normalnych zasadach został sprzedany do Honvedu Budapeszt. Wiśle udało się też przynajmniej na kilka miesięcy zejść z kontraktu Fatosa Beqiraja, wypożyczonego do Bnei Yehudy Tel Awiw. W tym przypadku wszyscy mogą na tym ruchu wygrać. Jeśli reprezentant Czarnogóry odbuduje się w lidze, w której już grał, to albo wróci do Krakowa w lepszej formie, albo otworzy się perspektywa transferu definitywnego. Kibice Wisły, którzy pomstowali na Beqiraja w rundzie jesiennej, powinni zatem trzymać teraz za niego mocno kciuki. Sam piłkarz wydaje się być natomiast przeszczęśliwy, że trafił do Izraela. Zdjęcia, jakie zamieszcza na swoim profilu na Instagramie, nie pozostawiają co do tego żadnych wątpliwości…

Przedłużenia kontraktów, czyli sukcesy i porażki

Wiśle udało się też w ostatnich miesiącach przedłużyć kilka kontraktów z młodymi zawodnikami. Wystarczy wspomnieć, że już jesienią zrobiono to z Dawidem Szotem, a pod koniec 2020 roku z Patrykiem Plewką. Największą porażką w tym względzie jest natomiast sprawa Aleksandra Buksy, opisywana przez nas już wiele razy. Przyjmujemy do wiadomości wszystkie argumenty Wisły o tym, że zarówno piłkarz, jak i ojciec dali klubowi słowo, że umowa zostanie w styczniu przedłużona do końca czerwca 2023 roku, a później to słowo złamali. Naszym jednak zdaniem dla władz i właścicieli „Białej Gwiazdy” powinna to być również lekcja, czy wręcz nauczka, że jeśli czegoś nie mają na papierze, to po prostu nie mają prawa informować o tym kibiców jako o czymś dokonanym.

A co do przedłużeń kontraktów z młodymi zawodnikami, to trwają rozmowy z Kamilem Brodą, a raczej jego agentem. Biorąc jednak pod uwagę, że jest nim Jarosław Kołakowski, związany obecnie również z Arką Gdynia, nie zapowiada się to na łatwą sprawę…

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków robiła transfery na już, ale też głównie z myślą o przyszłości - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie