Wisła Kraków. Pomysł Adriana Guli, trochę szczęścia i „Biała Gwiazda” znów z punktami

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Marzena Bugala-Astaszow Polska Press
Udostępnij:
Po trzech meczach, w których Wisła Kraków nie zdobyła nie tylko punktu, ale nawet bramki, w sobotę „Biała Gwiazda” wreszcie wygrała. Krakowianie pokonali w Zabrzu Górnika, co z jednej strony było efektem pomysłu trenera Adriana Guli na ten mecz, z drugiej mieli trochę szczęścia. Ono jednak jest w futbolu konieczne, bo przecież Wisła nie zagrała na Stadionie im. Ernesta Pohla jakość zdecydowanie lepiej niż z Pogonią Szczecin czy Piastem Gliwice. W tamtych meczach jednak szczęścia nie miała, teraz już tak.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Byłoby jednak dużym nadużyciem i uproszczeniem sprawy, gdyby tylko efektem piłkarskiego szczęścia tłumaczyć tę wygraną Wisły. Nie! Tak nie było, bo też wiślacy bardzo mocno na wygraną w Zabrzu zapracowali. Również ich trener, który bardzo dobrze odrobił zadanie taktyczne. Adrian Gula ma taki zwyczaj, że po konferencjach przedmeczowych lubi jeszcze chwilę zostać w pawilonie medialnym na stadionie Wisły, by porozmawiać z dziennikarzami, czasami nawet się z nimi posprzeczać. Te dyskusje niosą często za sobą więcej cennych informacji niż same konferencje. Podobnie było w piątek przed meczem z Górnikiem. Gula powiedział wtedy m.in. jedno ważne zdanie: - Trochę pokombinujemy tym razem. Postaramy się zaskoczyć Górnika.

I zaskoczenie było już w momencie ogłoszenia składu, bo w jedenastce Wisły znalazło się sześciu nowych piłkarzy w porównaniu do meczu z Piastem Gliwice. Część tych zmian wymusiły oczywiście kontuzje i kartki, ale większość to była już autonomiczna decyzja Guli. Mikołaj Biegański w bramce, Michal Frydrych na pozycji defensywnego pomocnika, obsadzenie skrzydeł młodzieżowcami. Tak to sobie wymyślił Słowak i to mu w Zabrzu zafunkcjonowało. Dodajmy, że pomysł z Frydrychem niekoniecznie musiał wejść w życie, bo do gry szykowany był Patryk Plewka. W noc poprzedzającą mecz z Górnikiem rozchorował się jednak, miał wysoką temperaturę i ostatecznie w Zabrzu nie było go nawet na ławce rezerwowych. Ale Gula miał już w zanadrzu gotowe rozwiązanie, bo wariant z Czechem w linii pomocy był przećwiczony.

Górnik w pierwszej połowie miał przewagę - to nie ulega kwestii. Zabrzanie momentami potrafili nawet mocno przycisnąć, ale jednocześnie od razu musi pojawić się pytanie, jakie były tego efekty? A były prawie żadne, bo gospodarze nie byli w stanie wypracować sobie przed przerwą ani jednej stuprocentowej okazji na gola. Od biedy można by za taką szansę uznać sytuację Jesusa Jimeneza w doliczonym czasie gry pierwszej części, gdy spudłował z kilku metrów, ale prawda jest taka, że Wisła dobrze zaryglowała dostęp do swojej bramki. To nie była „Biała Gwiazda” znana z wielu meczów tego sezonu, która chce mieć piłkę za wszelką cenę, chce iść do przodu. Nie, to była Wisła pragmatyczna. Taka, która chciała przede wszystkim gola nie stracić, a dopiero w drugiej kolejności pomyśleć o ich zdobywaniu. W defensywie krakowianie mieli w sobotni wieczór mocne argumenty. Alan Uryga, który wrócił po wielu miesiącach do gry, prezentował się tak, jakby przez ostatnie tygodnie grał mecz za meczem. Po Macieju Sadloku nie było widać przerwy w występach w podstawowym składzie, a gdy trzeba było potrafił zachować się jak kapitan, obsztorcowując Lukasa Podolskiego za nadmiernie ostrą grę. Dobrze spisywał się też Serafin Szota, a w dwóch, trzech momentach na wysokości zadania stawał Mikołaj Biegański, który tym występem wywalczył sobie raczej miejsce między słupkami na przynajmniej kilka najbliższych meczów.

Tyle o obronie, bo paradoksalnie, choć Górnik miał przewagę, to jeśli przejść już do rubryki sytuacje klarowne, tutaj więcej do powiedzenia miała Wisła. W pierwszym kwadransie sam na sam z Grzegorzem Sandomierskim był Piotr Starzyński, ale bramkarz Górnika stanął na wysokości zadania. Swoją okazję po rzucie rożnym miał też Alan Uryga. Strzelał głową, pomylił się nieznacznie.

W drugą połowę Wisła weszła lepiej, przede wszystkim akcentując pierwsze minuty golem. W porządku, przy strzale Michala Frydrycha było sporo szczęścia, bo mieliśmy rykoszet od Adriana Gryszkiewicza, ale po pierwsze, żeby rykoszet mógł być, musiał być strzał. A po drugie, żeby był strzał, swoją pracę musiał wykonać wcześniej w polu karnym Piotr Starzyński. Jego wkład w tego gola jest niepodważalny. Tak jak w całe zwycięstwo, bo to był po prostu bardzo dobry mecz, szczególnie druga połowa w wykonaniu 17-latka.

Jak odpowiedział Górnik? Tak naprawdę jedynie okazją Lukasa Podolskiego w 56 min. To był jedyny moment, gdy Wisła straciła na chwilę kontrolę pod swoją bramką. „Poldi” jednak z kilku metrów przestrzelił, co było w jakimś stopniu podsumowaniem jego fatalnego występu w tym meczu.

Górnik później nie miał już żadnego pomysłu, jak do Wisły się dobrać. Śmiało można nawet zaryzykować tezę, że gdyby tacy Matej Hanousek czy Michal Skvarka zachowali nieco więcej zimnej krwi, to „Biała Gwiazda” wygrałaby w Zabrzu wyżej. Krakowianie nie mają jednak prawa po tym meczu narzekać. Przełamali się, poprawili swoją sytuację w tabeli, a trener Adrian Gula mógł po końcowym gwizdku odetchnąć z ulgą i powiedzieć: - Górnik ma dobrą drużynę, która ma pewność siebie. Tym bardziej jest to dla nas bardzo dobry wynik. Zagraliśmy w innym ustawieniu, ale przyniosło to efekt i cieszymy się, a ja dziękuję zawodnikom, że pokazali charakter.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Pomysł Adriana Guli, trochę szczęścia i „Biała Gwiazda” znów z punktami - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie