Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Piotr Starzyński: W nowym sezonie chcę mieć lepsze liczby. Więcej goli i asyst

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
- Przede wszystkim muszę więcej pokazywać się do gry, wychodzić na pozycję. Muszę częściej „odklejać” się od przeciwnika, szukać wolnej przestrzeni pomiędzy strefami. Sam widzę, że jest bardzo dużo do poprawy w tym względzie. Jest nad czym pracować - mówi Piotr Starzyński, 17-letni piłkarz Wisły Kraków.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Jedna rudna w ekstraklasie już za panem, a jak się patrzy na takiego gola, jak w sparingu z Tatranem Liptowski Mikułasz, gdy przebiegł pan z piłką kilkadziesiąt metrów, by wszystko zakończyć bardzo pewnym strzałem do siatki, to trudno nie dojść do wniosku, że jest pan już dzisiaj na nieco innym etapie kariery. Tremy debiutanta nie widać już po panu kompletnie.
- Bo już jej nie ma. Muszę przyznać, że te kilka miesięcy wiele zmieniło w moim podejściu do meczów, do gry w seniorach. Nabrałem przede wszystkim pewności siebie i gra w pierwszej drużynie nie jest już dla mnie tak dużym stresem, jak na początku roku, gdy debiutowałem w ekstraklasie.

- Pół roku temu, jeszcze przed pierwszym meczem w lidze rozmawialiśmy tak naprawdę o pańskich marzeniach, związanych z debiutem w ekstraklasie. Dzisiaj, gdy tych występów w pierwszej drużynie uzbierało się już piętnaście, ma pan świadomość, że oczekiwania wobec pana wzrosną? Ten parasol ochronny nad młodziutkim Piotrkiem Starzyńskim zostanie zwinięty...

- Zdaję sobie z tego sprawę. Doskonale wiem, że oczekiwania wobec mnie już są wielkie. Staram się tak naprawdę odcinać od szumu, jaki wobec mnie powstał w ostatnich miesiącach. Koncentruję się na pracy, na treningach. To cały czas musi być dla mnie najważniejsza sprawa, bo wciąż jestem jednak na początku drogi.

- Sam wewnętrznie czuje się pan dzisiaj lepszym piłkarzem od tego, który w styczniu debiutował w ekstraklasie?
- Nie wiem czy lepszym. Chyba nie mnie to oceniać. Jeśli natomiast miałbym mówić o swoich odczuciach, to widzę zmianę jednego, nie zrażam się już jednym czy drugim złym zagraniem. Myślę, że to się bierze z tego, o czym mówiliśmy wcześniej, czyli z większej pewności siebie. Teraz nawet jak stracę piłkę raz, drugi, trzeci, to wiem, że trzeba podejmować kolejne próby dryblingu, ogrania przeciwnika.

- W Wiśle nawet prezesi Dawid Błaszczykowski i Maciej Bałaziński mówią, że choć wierzyli w pański talent, to jednak byli zaskoczeni, że tak szybko pan „odpalił”. A pan po zakończeniu poprzedniego sezonu robił podsumowanie ostatnich miesięcy?
- Robiłem i doszedłem do podobnego wniosku, co prezesi. To wszystko potoczyło się w moim przypadku zdecydowanie szybciej niż myślałem. Spodziewałem się jeszcze zimą, że będę dalej grał w Centralnej Lidze Juniorów. Jeśli chodzi o grę w ekstraklasie, to liczyłem może jedynie na debiut, kilka wejść z ławki. Potoczyło się to wszystko zdecydowanie szybciej, ale nie wpadam w jakiś samozachwyt, bo zrobiłem sobie również dokładną analizę każdego z moich występów w ekstraklasie.

- I do jakich wniosków pan doszedł? Uchyli pan rąbka tajemnicy?
- Przede wszystkim muszę więcej pokazywać się do gry, wychodzić na pozycję. Muszę częściej „odklejać” się od przeciwnika, szukać wolnej przestrzeni pomiędzy strefami. Sam widzę, że jest bardzo dużo do poprawy w tym względzie. Jest nad czym pracować.

- Pańską grę poprawiać będzie już nowy trener Adrian Gula. Jakie ma pan wrażenia na początku współpracy z tym szkoleniowcem?
- Na razie treningi są bardzo ciężkie, co jednak jest normalne w okresie przygotowawczym. Widać, że trener chce, żebyśmy byli drużyną, która dominuje na boisku, jak najdłużej utrzymuje się przy piłce. Widać również po trenerze, że jest bardzo profesjonalny w tym, co robi.

- Jest pan kolejnym piłkarzem, z którym rozmawiam, a który o trenerze Adrianie Guli mówi, że jest bardzo profesjonalny. W czym to się najbardziej objawia?
- Tym, że trener jest perfekcyjnie przygotowany do każdego treningu, pojawia się sporo sprzętu, choćby na siłowni. Sporo jest takich nowych elementów w treningu, które powodują, że zajęcia są ciekawe.

- A jeśli chodzi o samą grę, to jakie różnice zauważył pan największe w porównaniu do trenera Petera Hyballi?
- Tak, jak powiedziałem wcześniej, trener Adrian Gula woli, żeby jego zespół dłużej utrzymywał się przy piłce, kreował akcje. U trenera Petera Hyballi mieliśmy szybciej, bardziej zdecydowanie przechodzić do ataku.

- Ustaliliśmy, że plany, jakie postawił pan przed sobą w zimie, udało się zrealizować z nawiązką. To jakie są te kolejne, na zbliżający się wielkimi krokami sezon?
- Bardzo konkretne. Oczywiście chcę stawać się lepszym piłkarzem, zdobywać kolejne doświadczenia w ekstraklasie, ale przede wszystkim chcę, żeby przy moim nazwisku zaczęły regularnie pojawiać się liczby. Debiutancki sezon już za mną. Teraz pora na gole, asysty, coraz większy wpływ na wyniki drużyny. Nie będę również krył, że chcę mocno powalczyć o stałe miejsce w wyjściowym składzie. Liczę też, że jako zespół będziemy punktować regularnie.

- Skoro mówi pan o liczbach, to na koniec poprzedniego sezonu zanotował pan pierwsze trafienie w ekstraklasie. Taki gol smakuje lepiej, niż strzelony w juniorach?
- Pewnie! Tym bardziej, że strzeliłem tego gola w meczu, w którym na trybunach pojawili się kibice. Towarzyszyły mi wtedy po tym golu naprawdę duże emocje i na pewno jest to większe przeżycie niż zdobywanie bramek w drużynach młodzieżowych.

- Skoro wspomniał pan o kibicach. Ta pierwsza rudna w ekstraklasie była dla pana o tyle łatwiejsza, że poza ostatnim meczem z Piastem w Gliwicach, graliście przy pustych trybunach. Ich presja to będzie dodatkowy stres, czy raczej mobilizacja?
- Rzeczywiście, to będzie coś innego, nowego dla mnie, bo ja różnicę czułem już w Gliwicach. To jest trochę inna gra przy publiczności, ale znacznie przyjemniejsza! Super będzie zagrać przy Reymonta, usłyszeć doping kibiców. Stresik lekki z tym związany pewnie będzie, ale trzeba sobie dać radę, wyjść na boisko i zagrać jak najlepiej.

- Najpierw będzie pan musiał jeszcze powalczyć o miejsce, a na skrzydłach robi się ciasno. Doszli choćby Mateusz Młyński czy Dor Hugi…
- I bardzo dobrze, że przyszli! Nic tak dobrze nie robi zawodnikowi, jak codzienna walka na treningach o miejsce w składzie. Bo jak poziom treningów jest wysoki, to piłkarz staje się lepszy i większa jest satysfakcja, jak wygra się ostatecznie rywalizację. Ja też chcę o to mocno powalczyć.

- To na koniec zapytam, jak u pana z edukacją? Drugą klasę liceum skończył pan jeszcze w chorzowskiej szkole. Będzie pan przenosił się do liceum w Myślenicach przy waszym ośrodku treningowym, czy kontynuował naukę zdalnie w Chorzowie?
- Dobre pytanie… Jeśli mam być szczery, to jeszcze nie podjąłem decyzji w tej sprawie. Mam trochę czasu do końca wakacji i na coś trzeba się będzie zdecydować. Przede mną jeszcze dwie klasy liceum i będę musiał wybrać jak najkorzystniejszy wariant edukacji.

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Piotr Starzyński: W nowym sezonie chcę mieć lepsze liczby. Więcej goli i asyst - Gazeta Krakowska

Wróć na krakow.naszemiasto.pl Nasze Miasto