Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Patryk Plewka: Jestem szczęśliwy, że znów mogę grać w piłkę

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
wisla.krakow.pl
Patryk Plewka wrócił do podstawowego składu Wisły Kraków. 21-letni piłkarz „Białej Gwiazdy” mocno wierzy, że będzie to lepszy sezon dla całego zespołu z ul. Reymonta. Podoba mu się również futbol, jaki preferuje trener Adrian Gula. - W skrócie można to ująć w ten sposób, że trener chce grać taką krakowską piłkę. Poprzez operowanie nią, wymianę dużej liczby podań mamy mieć kontrolę nad meczem - mówi zawodnik.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- W sobotę zagrał pan od pierwszej minuty w meczu z Górnikiem Łęczna i było to trochę symboliczne, bo minęło dokładnie pięć miesięcy od ostatniego takiego występu, jeszcze w poprzednim sezonie w spotkaniu ze Stalą Mielec. Nawet wynik był taki sam, bo i wtedy, i w sobotę wygraliście 3:1. Co pomyślał pan sobie na odprawie, gdy usłyszał, że wraca do pierwszej jedenastki Wisły?
- Byłem bardzo szczęśliwy. Tak naprawdę szczęśliwy to byłem już trzy tygodnie wcześniej, gdy znalazłem się wreszcie w kadrze meczowej. Wtedy jeszcze czekałem na ławce, żeby wejść z niej na boisko i pomóc drużynie. Teraz zagrałem od początku. I bardzo się cieszę właśnie z tego, że mogę grać. Najgorsze były pierwsze dwa, trzy miesiące od marca. Nie mogłem nic robić jeśli chodzi o piłkę. Pozostawała siłownia. Dla piłkarza to okropny czas.

- Początkowo wydawało się, że pańska przerwa nie potrwa zbyt długo. Miał pan problemy z rozcięgnem w stopie, był pan leczony zachowawczo, ale później przyszły również inne problemy.
- Tak, początkowo rzeczywiście leczyłem przede wszystkim rozcięgno podeszwowe, ale później doszły również inne problemy. Musiałem przejść zabieg przepukliny pachwinowej i całe leczenie i rehabilitacja znów się przeciągnęły.

- Piłkarz może zahartować się na coś takiego jak kontuzja i okres rehabilitacji, czy za każdym razem trudno sobie z tym radzić?
- Ja już w juniorach miałem poważną kontuzję, przez którą nie grałem w piłkę praktycznie rok. Później, gdy byłem na wypożyczeniu w Stali Rzeszów również leczyłem się długo. Wiem już zatem, co to znaczy długa przerwa, ale nie da się do tego przyzwyczaić. To jest najgorsza rzecz dla piłkarza. Pracuje się na siłowni czy z fizjoterapeutą, widzi, jak koledzy wychodzą na trening, na boisko i aż coś człowieka w środku skręca. Trzeba to jednak przetrwać, bo nic nie można tak naprawdę zrobić.

- Dzisiaj czuje się pan w pełni przygotowany do gry przez 90 minut, czy z perspektywy choćby tego meczu w Łęcznej widzi pan, że potrzeba jeszcze trochę, żeby dojść do optymalnej formy?
- Jestem w pełni gotowy. Czuję się od strony fizycznej bardzo dobrze. Piłkarsko też już wszystko jest w porządku.

- Z Górnikiem rozegraliście bardzo dobre spotkanie. Zgodzi się pan, że ważny był nie tylko wynik, ale również fakt, że przez zdecydowaną większość czasu kontrolowaliście w pełni wydarzenia na boisku?
- Z boiska też tak czułem, że kontrolujemy to, co się na nim dzieje. Prawda jest jednak taka, że najważniejsze było to, że po przerwie dość szybko strzeliliśmy drugą bramkę, a później dołożyliśmy trzecią. Bo w futbolu to czasami tak się wydaje, że wszystko jest pod kontrolą, a później rywal robi jedną akcję, strzela gola i wszystko wymyka się z rąk. Jak prowadzisz 1:0, to nigdy nie można być pewnym, że wygrasz. Dlatego tak ważne były te kolejne bramki. Nie dopuściliśmy w Łęcznej do jakiejś „nerwówki” i z tego też trzeba się cieszyć.

- Dla pana ten mecz nie zaczął się zbyt dobrze, bo po pańskiej stracie Górnik miał stuprocentową okazję na gola. Jest pan już na tyle doświadczonym zawodnikiem, że potrafi szybko wyrzucić takie rzeczy z głowy? To, jak grał pan dalej w tym meczu, może o tym świadczyć.
- Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że jestem już doświadczonym piłkarzem, ale jeśli chodzi o takie sytuacje, błędy, to potrafię sobie z tym radzić. Trzeba szybko wymazać to z głowy, bo nic się już w danym momencie przecież nie zmieni. Trzeba grać dalej i starać się to robić jak najlepiej.

- Macie nowego trenera, z którym wciąż pracujecie krótko. Czy w warsztacie Adriana Guli przez ten czas zauważył pan coś nowego, z czym do tej pory się nie stykał?
- Nie zauważyłem jakiejś rewolucji na treningach, rzeczy, z którymi nie miałbym wcześniej do czynienia w jakimś stopniu. To, co jednak istotne, to trener kładzie nacisk na nieco inne sprawy niż poprzednicy. W skrócie można to ująć w ten sposób, że trener chce grać taką krakowską piłkę. Poprzez operowanie nią, wymianę dużej liczby podań mamy mieć kontrolę nad meczem.

- Panu taka gra odpowiada?
- Tak, lubię taki futbol. Tego uczono nas w Wiśle już w grupach młodzieżowych.

- Można zauważyć takie w sumie oczywiste schematy w waszej grze. Np. trójkąty, w które staracie się ustawiać na boisku, żeby zawodnik z piłką przy nodze miał przynajmniej dwie opcje zagrania. Dużo czasu poświęcacie na dopracowanie tych schematów na treningach?
- Trener bardzo duży nacisk w grach wewnętrznych kładzie właśnie na to, żeby piłkarz miał jak najwięcej opcji do grania. To mam być nasz futbol, tak mamy się prezentować co tydzień i nad tym pracujemy. Myślę też, że mamy zawodników w drużynie do takiego grania.

- Wygrywając z Górnikiem Łęczna oczyściliście trochę atmosferę wokół drużyny i w większym spokoju możecie przygotowywać się do meczu z Legią.
- Przede wszystkim warto docenić to zwycięstwo, bo nie lubię, jak ktoś mówi, że to był tylko Górnik Łęczna. Nie, to był normalny mecz ligowy, w którym przeciwnik też chciał wygrać, a my musieliśmy na to zapracować na boisku. Kolejkę wcześniej też niektórzy mówili, że Stal Mielec ma być niby słaba, a wszyscy wiemy jak to się skończyło.

- Skoro poruszył pan ten wątek. Czy nowi zawodnicy w Wiśle już wiedzą, że specyfika ekstraklasy jest taka, że w niej w żadnym meczu nie da się zagrać na pół gwizdka i wygrać?
- Nie wiem, czy można mówić o problemie. W Mielcu do pewnego momentu wcale nie wyglądało to moim zdaniem aż tak źle, jak niektórzy później to oceniali. Może tylko rzeczywiście trochę rozluźnienia się wkradło po tym, jak strzeliliśmy gola na 1:1 i wydawało się, że odzyskaliśmy kontrolę nad meczem, a tak nie było w ostatecznym rozrachunku. Czasami tak jednak mecze się po prostu układają, a nie wydaje mi się, żeby ktoś u nas grał nie w pełni zmobilizowany.

- W środku pola jest teraz w Wiśle spora rywalizacja. Widzi pan różnicę w porównaniu do poprzedniego sezonu?
- W Wiśle zawsze jest rywalizacja, zawsze jest dużo zawodników. Ten sezon nie przyniósł po tym względem nic nowego. Jestem przyzwyczajony do tego, że trzeba walczyć o miejsce praktycznie na każdym treningu.

- To wróćmy do Legii. Układa pan to już sobie w głowie, jak ten mecz może wyglądać?
- Po meczu w Łęcznej najpierw poświęciłem czas na regenerację, a kolejne dni to będzie normalne przygotowanie do meczu. Oczywiście mam świadomość, że spotkanie z Legią to jednak coś innego, że prestiż, otoczka są wyjątkowe. Staram się jednak przede wszystkim przygotować do tego, żeby zagrać jak najlepiej.

- Przed wami teraz seria meczów z drużynami z czołówki. One mogą być taką weryfikacją dla obecnej Wisły. Jak pan jednak myśli, czy ten sezon to będzie wreszcie coś więcej niż tylko nerwowa walka o utrzymanie?
- Jestem pewien, że będzie coś więcej! Nie będę składał deklaracji, że będziemy walczyć o jakieś konkretne miejsca, ale po tym, co widzę na treningach, mam takie poczucie, że będziemy zdecydowanie wyżej w tabeli niż w poprzednim sezonie.

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Patryk Plewka: Jestem szczęśliwy, że znów mogę grać w piłkę - Gazeta Krakowska

Wróć na krakow.naszemiasto.pl Nasze Miasto