MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

Wisła Kraków. Luis Fernandez: Mam teraz tylko jedno zadanie do wykonania. Pomóc Wiśle awansować do ekstraklasy!

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Andrzej Banaś
- Chciałbym bardzo podziękować naszym kibicom, że tak mocno nas wspierają, że nam to okazują. Tym bardziej, że Wisła jest w tak trudnym momencie, a oni i tak są z nami. Myślę, że musimy teraz być wszyscy razem, żeby na końcu sezonu wspólnie celebrować coś dobrego. A tym czymś byłby na pewno awans do ekstraklasy - mówi piłkarz Wisły Kraków Luis Fernandez na kilka dni przed pierwszym wiosennym meczem w I lidze.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Za wami praktycznie cały okres przygotowawczy. Jak czuje się pan na kilka dni przed pierwszym meczem z Resovią?
- Jesteśmy w dobrej pozycji wyjściowej do walki, bo wykonaliśmy naprawdę dobrą pracę. Najpierw na obozie w Turcji, a przez ostatnie dwa tygodnie już w Polsce. Jesteśmy już gotowi na piątek, na to, żeby zgarnąć trzy punkty i w ten sposób rozpocząć marsz do ekstraklasy.

- W tym roku wasz obóz był wyjątkowo długi, trwał aż trzy tygodnie. Pan w swojej karierze piłkarskiej spotkał się już kiedyś z tak długim zgrupowaniem? I jakie to było doświadczenie?
- Szczerze mówiąc, nie przywiązywałbym aż tak dużej wagi do tego, że był to długi obóz. Myślę, że wszyscy dobrze go znieśliśmy. To był taki okres, że potrzebowaliśmy przede wszystkim ciężkiej pracy. Doszli do nas też nowi zawodnicy, którzy potrzebowali zaaklimatyzować się w drużynie, wejść w naszą grupę. To był dobry obóz, pełen wytężonej pracy. Trener powiedział nam jasno czego od nas oczekuje, a nam pozostało po prostu wykonywać jego polecenia. Teraz czas pokazać na boisku, jakie są efekty tej ciężkiej pracy. Mam nadzieję, że w już w piątek będzie to widać.

- Zima to dużo pracy nad przygotowaniem fizycznym. Może pan powiedzieć, że dzisiaj jest już po tym względem w optymalnej dyspozycji?
- Tak, osobiście czuję się obecnie lepiej jeśli chodzi o przygotowanie fizyczne. Pierwsza runda była dla mnie pod tym względem dość trudna. Ale jeśli miałbym dzisiaj określać to jak się czuję, to mogę powiedzieć, że najlepiej jak można. Jestem w pełni gotowy do gry w lidze.

- Z trenerem Radosławem Sobolewskim pracujecie już kilka miesięcy. Teraz była jednak okazja robić to trochę bardziej na spokojnie, bo była przerwa w rozgrywkach ligowych. Co takiego zmieni się w grze Wisły wiosną? Obserwując wasze sparingi rzucało się w oczy, że bardzo często stosowaliście wysoki pressing. Bywało, że skuteczny, bo strzelaliście nawet bramki w grach kontrolnych po odbiorze w strefie obronnej rywali. To będzie taki znak firmowy tej drużyny?
- Trener rzeczywiście wymaga od nas agresywnej gry zaraz po stracie piłki. Mamy też atakować szybciej, starać się w ten sposób kreować sytuacje i zdobywać bramki. To jak będziemy grać ma być jednak przede wszystkim środkiem do celu. Najważniejsze to tak ustawić swoje myślenie, że liczy się tylko to co w najbliższym czasie przed nami. Trzeba skupić się na piątku, na zdobyciu trzech punktów w meczu z Resovią. A później będziemy myśleć o kolejnym spotkaniu. Wybieganie zbyt daleko w przyszłość, analizowanie scenariuszy jak ten sezon się ułoży, może nakładać na nas niepotrzebną, dodatkową presję. Jeszcze raz powtórzę, musi się liczyć tylko następny mecz. Teraz piątek, trzy punkty, a później znów trzeba ciężko pracować i skupiać się na kolejnym spotkaniu. To jest dla nas najlepsza droga do osiągnięcia celu.

- Rozmawiamy o przygotowaniach i trudno w tym miejscu nie wspomnieć o sparingu z LASK Linz, który zakończył się skandalem, bo sędzia wyprawiał cuda na boisku. Chcieliście nawet z niego zejść po skandalicznym karnym podyktowanym przeciwko wam. Ostatecznie dokończyliście to spotkanie, ale ja chciałbym przede wszystkim zapytać pana, czy widział pan już kiedyś z perspektywy murawy taki cyrk?
- Powiem szczerze, że pierwszy w życiu miałem taką sytuacją na boisku i mam nadzieję, że ostatni. Oczywiście to był tylko sparing, ale takie rzeczy nie powinny po prostu mieć miejsca. To jest niedopuszczalne! Jedziesz na taki obóz, ciężko pracujesz, próbujesz jak najlepiej przygotować się do ligi, a takie rzeczy to po prostu bardzo utrudniają. Byliśmy źli, był nawet moment, że rzeczywiście zastanawialiśmy czy nie opuścić boiska, ale w sumie cieszę się, że ten mecz dokończyliśmy bez prowokowania dodatkowych kłótni. Po prostu zrobiliśmy to, co nam kazał trener. Biegaliśmy na swoich pozycjach do końca i tyle. Oczywiście wynik jest zawsze ważny, ale w takich warunkach nie można było na wiele liczyć w tej kwestii. Skończyliśmy po prostu grę i pojechaliśmy do hotelu.

- Jesienią w Wiśle z Hiszpanów był tylko pan i Angel Rodado. Teraz jest was już siedmiu. Czuje się pan liderem tej grupy, przewodnikiem?
- Nie wiem czy można mówić o mnie, że jestem dla nich liderem czy nie. Na pewno jednak staram się im pomóc. We wszystkim. W załatwieniu mieszkań, samochodów, ale przede wszystkim w szatni i na boisku. Staram się zachęcać, żeby rozwijali się sami, ale też uświadamiam im, że przyszli tutaj przede wszystkim po to, żeby pomóc drużynie. Mam nadzieję, że przyjście moich rodaków do zespołu sprawi, że będziemy prezentować się lepiej niż w pierwszej rundzie.

- Znał pan wcześniej osobiście któregoś z Hiszpanów, którzy trafili teraz do Wisły?
- Nie, nie znałem chłopaków osobiście. Kojarzyłem ich jednak oczywiście. Znałem ich nazwiska i wiedziałem, że są tacy piłkarze.

- Można powiedzieć, że wraz z zimowymi transferami jakość drużyny będzie po prostu wyższa?
- Nie chciałbym tego oceniać, bo myślę, że to nie jest moje zadanie w zespole. Ja muszę koncentrować się przede wszystkim na wykonaniu swojego zadania na boisku. Oczywiście mam nadzieję, że nowi zawodnicy wzmocnią konkurencję w drużynie, ale przede wszystkim, że pomogą nam wygrywać mecze. A to czy jako zespół ogólnie będziemy prezentować wyższą jakość, będziemy pewnie mogli ocenić na koniec sezonu.

- Kilka dni temu byliśmy świadkami prezentacji drużyny w hali Wisły. Znów mogliście poczuć jak kibice na was liczą, nowi zawodnicy oswoić się nieco z klimatem wiślackich trybun. Ile znaczy dla pana to wsparcie kibiców Wisły?
- Potrzebujemy tego wsparcia. Oczywiście czujemy też dużą presję, ale to jest całkowicie normalne, bo reprezentujemy barwy dużego klubu, jakim jest Wisła Kraków. Mogę powiedzieć, że to wsparcie naszych kibiców czujemy na każdym kroku. Czuliśmy je nawet wtedy, gdy byliśmy daleko od Polski na obozie w Turcji. I to jest coś niesamowitego dla nas. Chciałbym bardzo podziękować naszym kibicom, że tak mocno nas wspierają, że nam to okazują. Tym bardziej, że Wisła jest w tak trudnym momencie, a oni i tak są z nami. Myślę, że musimy teraz być wszyscy razem, żeby na końcu sezonu wspólnie celebrować coś dobrego. A tym czymś byłby na pewno awans do ekstraklasy.

- Dużo mówimy o tym, co czeka pana i Wisłę w najbliższym czasie. Proszę jednak powiedzieć czy wybiega pan nieco dalej i zastanawia się czasami, gdzie będzie Luis Fernandez już po zakończeniu obecnego sezonu.
- Naprawdę chcę się skupić na tym co jest tu i teraz. Mam tylko jedno zadanie do wykonania. To zadanie to pomoc Wiśle w powrocie do ekstraklasy. To będę robił każdego dnia pracując na treningach, grając w meczach. Sam mobilizuję się do tego, bo czuję odpowiedzialność, jaka spoczywa na moim barkach. Mobilizuję również wszystkich pozostałych do wytężonej pracy. Uważam, że bycie w ekstraklasie to jest absolutne minimum na co zasługuje Wisła Kraków!

Tutaj znajdziesz więcej informacji o Wiśle Kraków

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Swoboda ze swoją Barbie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Luis Fernandez: Mam teraz tylko jedno zadanie do wykonania. Pomóc Wiśle awansować do ekstraklasy! - Gazeta Krakowska

Wróć na krakow.naszemiasto.pl Nasze Miasto