Wisła Kraków. Felicio Brown Forbes: Jestem naprawdę szczęśliwy w Krakowie

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Anna Kaczmarz
Udostępnij:
- Jest ogień na boisku! To wynika przede wszystkim z tego, że dookoła mnie wszystko układa się bardzo dobrze. Jest energia we mnie, jest w drużynie, mamy świetną atmosferę, a do tego kibice nam pomagają na trybunach. Czego może więcej chcieć piłkarz - mówi Felicio Brown Forbes, napastnik Wisły Kraków.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Po meczu z Legią Warszawa mocno pan świętował swoją bramkę, która przyniosła wam zwycięstwo?
- Trochę poświętowaliśmy, bo to był bardzo przyjemny moment. Jeśli strzelasz bramkę w takim meczu, to jesteś po prostu szczęśliwy. Wszystko jednak odbyło się w normie, bo trzeba już myśleć o kolejnych spotkaniach.

- Jest pan ostatnio w naprawdę wysokiej formie. Strzelił pan bramkę Napoli w towarzyskim meczu, ale przede wszystkim trafia pan do siatki w lidze. Ma pan poczucie, że to jest dla pana obecnie najlepszy okres, odkąd trafił do Wisły?
- Trudno powiedzieć tak jednoznacznie, bo przecież dobre momenty miałem też w poprzednim sezonie. Najważniejsze jest to, że czuję się naprawdę dobrze. Pracuje mi się bardzo dobrze na treningach, mogę skoncentrować się tylko na piłce i na tym, żeby wspólnie z drużyną wygrywać kolejne mecze. Moich myśli nie zaprząta w tym momencie nic innego, a to dla piłkarza bardzo ważne.

- Rzeczywiście miał pan w poprzednim sezonie dobre momenty, ale mnie wydaje się, że w dwóch ostatnich meczach grał pan jeszcze lepiej. Nie tylko strzelał pan bramki, ale przede wszystkim wykonywał ogromną pracę dla zespołu. Można powiedzieć, że walczy pan jak lew na boisku. Stąd moje pytanie.
- No rzeczywiście, jest ogień na boisku! To wynika przede wszystkim z tego, że dookoła mnie wszystko układa się bardzo dobrze. Jest energia we mnie, jest w drużynie, mamy świetną atmosferę, a do tego kibice nam pomagają na trybunach. Czego może więcej chcieć piłkarz?

- I pomyśleć, że niewiele brakowało, a nie byłoby pana już w Wiśle… Jest pan wciąż zły, że pański transfer do Chin, który był na ostatniej prostej, nie doszedł do skutku?
- Taki jest futbol, ta sytuacja jest już tak naprawdę za mną. Miało się to potoczyć inaczej, ale teraz zupełnie nie jestem zły, że zostałem w Wiśle. Jestem profesjonalnym piłkarzem i muszę zrozumieć, że takie sytuacje po prostu w futbolu się zdarzają. Nie wyszedł transfer, trudno. Trzeba skupić się na tym, co jest do wykonania tutaj. Przecież nie stała mi się jakaś krzywda. Zostałem w klubie, który pokochałem, z którym naprawdę mocno się identyfikuję. Gdy okazało się, że mam ostatecznie wracać do Krakowa, nie było to dla mnie naprawdę trudne czy rozczarowujące.

- A może pan wyjaśnić dzisiaj, co tak naprawdę stanęło na przeszkodzie, że ten transfer ostatecznie nie doszedł do skutku?
- Wszystko było praktycznie ustalone, ale na samym finiszu pojawiły się problemy z wizą. Wszystko przeciągało się w chińskiej ambasadzie tak długo, aż w końcu zamknęło się okno transferowe w Chinach i było po sprawie.

- Myśli pan, że temat może wrócić w zimie?
- Nie mam pojęcia i szczerze mówiąc, nawet się nad tym obecnie nie zastanawiam. Jestem naprawdę szczęśliwy w Krakowie, a co będzie za kilka miesięcy, zobaczymy. Piłkarz nie powinien tracić czasu na zastanawianie się czy za pół roku, za rok dojdzie do transferu. Trzeba w głowie poukładać sobie zawsze to w taki sposób, żeby myśleć tylko o codziennym treningu, pracy i być skoncentrowanym na pomocy drużynie w każdym meczu. Jeśli każdego dnia stajesz się lepszy i lepszy, to reszta przeważnie układa się sama. Ja osobiście nie czuję żadnej presji na to, żeby zmieniać klub. Nie wstaję każdego ranka z myślą, że chcę odejść, że chcę transferu. Nic z tych rzeczy. W tym momencie liczy się tylko gra dla Wisły. Mam z nią kontrakt ważny do końca sezonu, a co będzie dalej, zobaczymy.

- Całe to zamieszanie sprawiło, że nie dostał pan powołania do reprezentacji Kostaryki na mecze z Panamą, Meksykiem i Jamajką w eliminacjach do mistrzostw świata. Pewnie pan żałuje…
- Żeby grać w reprezentacji trzeba być w najwyższej formie. Ze względu na mój niedoszły transfer, nie grałem w pierwszych meczach sezonu tyle, ile bym chciał. Trudno się zatem dziwić, że to powołanie nie przyszło. W październiku są jednak kolejne mecze, a jeśli będę w pełni skoncentrowany na grze w Wiśle, jeśli dalej będę strzelał bramki, to jestem pewien, że bardzo szybko wrócę do reprezentacji Kostaryki.

- Wróćmy zatem do Wisły. Co pan sobie pomyślał, gdy ostatecznie okazało się, że będzie pan tutaj dalej grał? W ataku był już Jan Kliment i wiadomo było, że czeka pana trudna walka o miejsce w składzie.
- Oczywiście wiedziałem, że Wisła pozyskała nowego napastnika, ale gdy to się stało, moje myśli były zaprzątnięte transferem do Chin. To normalna sprawa, że kluby szukają pomiędzy sezonami nowych piłkarzy, starają się wzmocnić. Normalną sprawą w futbolu jest również rywalizacja, więc gdy wróciłem ostatecznie do klubu, po prostu ją podjąłem. Trzeba codziennie starać się pokazywać z jak najlepszej strony. Każdy piłkarz tak musi robić.

- Fakty są jednak takie, że to pan w dwóch ostatnich meczach wychodził w podstawowym składzie i strzelał bramki. Zapytam zatem wprost - na dzisiaj, na dokładnie ten moment, czuje się pan numerem jeden w ataku Wisły Kraków?
- Czuję się przede wszystkim pewnie, mam poczucie własnej wartości i cieszę się, że ludzie pozytywnie oceniają moją postawę na boisku. Nigdy jednak nie możesz być aż tak pewny siebie, żeby mówić, że jesteś numerem jeden. Jesteśmy jedną drużyną. Oczywiście będę szczęśliwy, jeśli będę grał od początku w kolejnych meczach i będę mógł pokazywać swoją jakość.

- Nie zaczął pan treningów z drużyną przez wspomniany już tutaj kilka razy niedoszły transfer. Później dołączył pan do niej i musiał ułożyć sobie szybko relacje z nowym trenerem Adrianem Gulą. Jak one obecnie wyglądają i jak panu podoba się to, co proponuje wam ten szkoleniowiec na treningach?
- Pamiętam, że gdy pojawiłem się w klubie, trener już pierwszego dnia zaprosił mnie do swojego biura na rozmowę. Poczułem od razu taki bezpośredni, dobry kontakt z Adrianem Gulą. Poczułem, że mamy podobne myślenie. Trener bardzo szybko wkomponował mnie w zespół, ale też pytał mnie, w jakiej grze najlepiej się czuję, co może zrobić, żeby pomóc mi być lepszym piłkarzem. Jeśli trener ma takie podejście do ciebie, to chce się pracować każdego dnia. W mojej karierze miałem trenerów, którzy pracowali w Bundeslidze, również wymagających szkoleniowców w Rosji. I jeśli mam coś powiedzieć na temat Adriana Guli, to niczym nie ustępuje wszystkim tym najlepszym, z którymi miałem okazję pracować. To jest bardzo, bardzo dobry trener! Zajęcia są ciekawe, dużo rozmawiamy na temat tego, jako mamy grać. Cały sztab jest bardzo otwarty na współpracę z zespołem. Dla mnie tak to powinno wyglądać w normalnym, zawodowym klubie.

- Jaką największą różnicę widzi pan w pomyśle na grę Wisły w nowym sezonie?
- Przede wszystkim zacznijmy od tego, że moim zdaniem wiele problemów w poprzednim sezonie wynikało z braku stabilizacji w składzie. Mieliśmy kontuzje, atakował nas koronawirus. To wszystko przekładało się na grę i wyniki. Teraz sytuacja jest bardziej stabilna, łatwiej się pracuje. A jeśli chodzi o samą grę, to uważam, że dzisiaj jesteśmy na boisku przede wszystkim bardziej pewni w tym, co robimy. Gramy szybciej w ataku, bardziej kombinacyjnie operujemy piłką.

- Na co będzie zatem stać Wisłę w całych rozgrywkach?
- Każdy piłkarz, który ma ambicję, w tym momencie powie, że chciałby wygrać ligę, być mistrzem. Po to pracuje się ciężko każdego dnia. Trzeba być jednak w tym wszystkim również realistą. Dlatego nie powiem, że skończymy sezon miejscu pierwszym, drugim, trzecim czy dziesiątym. Myślę, że dla nas najważniejszą sprawą jest to, żebyśmy każdego dnia kontynuowali to, co zaczęliśmy z początkiem nowego sezonu. Chyba każdy widzi, że to jest dobra droga. A jeśli będziemy nią konsekwentnie szli, to jestem pewien, że zawiedzie nas ona do sukcesów.

- Duże mecze przed wami w najbliższym czasie. W lidze kolejno zagracie z Lechią Gdańsk, Lechem Poznań, Pogonią Szczecin. Rozgrywki toczą się już z kibicami na trybunach. Proszę powiedzieć, czy dla was to jest rzeczywiście duża różnica, gdy na stadionie jest głośno, a kibice was dopingują?
- Ogromna! Cieszę się już na te mecze i cieszę się, że będziemy je grać przy licznej publiczności. Na ostatnim meczu z Legią mieliśmy ogromne wsparcie kibiców. To jest wielka różnica gdy oni śpiewają, dopingują. Dają człowiekowi wielką energię. To również wielka przyjemność grać przy tylu kibicach.

- W takim razie ostatnie pytanie. Felicio Brown Forbes zagra od pierwszej minuty w meczu z Lechią Gdańsk?
- Mam wielką nadzieję. Tak samo jak na to, że znów strzelę bramkę, a Wisła wygra kolejne spotkanie.

Q&A z Robertem Kubicą

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Felicio Brown Forbes: Jestem naprawdę szczęśliwy w Krakowie - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie