Wisła Kraków. Dawid Szot: Kariera Marcina Wasilewskiego była dla mnie inspiracją

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Dawid Szot był jednym z niewielu piłkarzy Wisły Kraków, który w meczu ze Śląskiem Wrocław pokazał się z dobrej strony
Dawid Szot był jednym z niewielu piłkarzy Wisły Kraków, który w meczu ze Śląskiem Wrocław pokazał się z dobrej strony wisla.krakow.pl
Dawid Szot jest jednym z niewielu wiślaków, który po ostatnim meczu ze Śląskiem Wrocław zebrał pozytywne recenzje. 19-latek dobrze zaprezentował się na prawej obronie, a nam mówi: - Moim celem jest, żebym był pierwszym wyborem dla trenera. I bardzo chciałbym, żeby to nie wynikało tylko z tego, że jestem młodzieżowcem, ale żeby każdy, kto ogląda moją grę, miał takie przekonanie, opinię na mój temat, że gram, bo jestem w tym momencie najlepszy na tej pozycji w drużynie. Dodajmy, że kontrakt Dawida Szota wygasa z końcem czerwca 2021 roku, ale Wisła już rozpoczęła negocjacje w sprawie przedłużenia umowy z młodym piłkarzem. Do porozumienia jest blisko.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Wiele się mówiło w ostatnich miesiącach o Aleksandrze Buksie, a tutaj pan trochę po cichu wyszedł na początku sezonu na pierwsze miejsce w Wiśle jeśli chodzi o młodzieżowców.
- Zobaczymy, jak to będzie układało się dalej. Generalnie jednak w Wiśle jest między nami bardzo pozytywna atmosfera, jeśli chodzi o młodzieżowców. Każdy walczy o swoje, ale jednocześnie wspieramy się i mobilizujemy. Olek miał bardzo dobry moment, gdy strzelał piękne gole. Życzę Olkowi jak najlepiej, chciałbym, żeby zdobywał dla nas kolejne bramki. Jeśli natomiast chodzi o mnie, to oczywiście cieszę się, że trener zaufał ostatnio mnie. Ciężko na to pracowałem i myślę, że nie zagrałem źle ze Śląskiem, choć żałuję oczywiście tego, że zrobiłem rzut karny. Docierają jednak do mnie sygnały, opinie, że wypadłem nieźle.

- W poprzednim sezonie zbierał pan powoli minuty w ekstraklasie, ale już pod koniec rozgrywek trener Artur Skowronek powiedział, że liczy na pana, bo robi pan systematyczne postępy. I już w sparingach, szczególnie w tym ze Stalą Mielec, gdy miał pan udział przy trzech golach, wysłał pan sygnał, że to rzeczywiście może być sezon, w którym mocniej zaznaczy pan swoją obecność w drużynie.
- Rzeczywiście było tak, że w poprzednim sezonie zagrałem kilka razy, a teraz postawiłem przed sobą cel, żeby tych moich występów, minut na boisku było zdecydowanie więcej. Czuję się bardzo dobrze zarówno psychicznie, jak i fizycznie. Pracowałem dużo indywidualnie i to pomogło mi lepiej wejść w nowy sezon. Dobrze grało mi się już w sparingach. Teraz dalej staram się ciężko pracować i nie zadowalać tym, że zagrałem w jednym meczu w wyjściowym składzie. Trzeba pokazywać się trenerowi z dobrej strony każdego dnia, na każdym treningu. Moim celem jest regularna gra.

- Gdy młody chłopak wchodzi do ligowej szatni, czuje się pewnie trochę onieśmielony. Pan już w tej szatni trochę czasu spędził. Można powiedzieć, że tą barierę ma pan już za sobą i dzisiaj czuje się pewniej w drużynie?
- Coś w tym jest. Pamiętam, że jak wchodziłem do drużyny, jak pojechałem na pierwszy obóz dwa lata temu do Turcji, to czułem się mocno onieśmielony. Powiem szczerze, że nie mogłem nawet uwierzyć, że ja w tym zespole jestem. Z każdym tygodniem, miesiącem, treningiem czułem się jednak pewniej. Zaczęły przychodzi występy w sparingach, później w meczach o stawkę i dzisiaj rzeczywiście nabrałem większej pewności siebie. Dzięki temu gra mi się łatwiej, odczuwam taki większy luz na boisku, dzięki czemu czasami staram się podejmować bardziej ryzykowne decyzje, a nie grać tylko bezpiecznie do najbliższego kolegi.

- Przychodził pan do Wisły jako defensywny pomocnik, ewentualnie środkowy obrońca. Teraz trenerzy „Białej Gwiazdy” wymyślili pana na nowo, obsadzając na bocznej obronie. Jak pan się czuje w tej roli?
- Niektórzy żartują ze mnie w drużynie, że ja to mogę zagrać wszędzie i jakby trzeba było wystąpić w ataku, to też bym nie marudził. Prawda jest jednak taka, że rzeczywiście przychodziłem do Wisły do Centralnej Ligi Juniorów jako środkowy obrońca. Później zostałem przesunięty do drugiej linii. I tam mnie widział też trener Maciej Stolarczyk. Teraz sytuacja się zmieniła, bo trener Artur Skowronek wytłumaczył mi, że chciałby zmienić moją pozycję. Nie da się ukryć, że gra na boku i w środku boiska to dwie różne sprawy. Inne są zachowania boiskowe. Im jednak więcej trenuję na boku, im więcej gram na tej pozycji, tym czuję się na prawej obronie coraz lepiej. Ja nigdy nie marudzę, słucham trenera i skoro tam mnie widzi, to staram się po prostu grać jak najlepiej.

- Na boku można się trochę więcej wykazać w ofensywie niż na tych pozycjach, na których grał pan wcześniej.
- Dokładnie tak jest i to też mnie cieszy. Można podłączyć się do akcji, można próbować zaskoczyć przeciwnika. Na środku moja rola była jednak ograniczona do tego, żeby obronić i jak najszybciej przekazać piłkę do przodu. Jako środkowy obrońca nie mogłem przecież biegać cały czas pod bramkę przeciwnika. A teraz mogę się rozpędzić, dośrodkować, oddać strzał. Podoba mi się to.

- Ustaliliśmy już, że zagrał pan dobrze w meczu ze Śląskiem, ale jeśli popatrzeć w przyszłość, to czeka pana trudna walka o utrzymanie miejsca w wyjściowym składzie. Na tej pozycji mogą grać w Wiśle Łukasz Burliga, David Niepsuj, a jest jeszcze młody Konrad Gruszkowski. Spora konkurencja.
- Zawsze tak jest, że łatwiej jest coś zdobyć, niż później obronić. Na tym jednak polega sport, żeby wciąż potwierdzać swoją wartość. W Wiśle podoba mi się to, że jest bardzo dobra atmosfera w szatni. Są żarty, jest luz. Gdy jednak wychodzimy na trening, na boisko, to każdy z całych sił walczy o swoje. Moim zdaniem tak to właśnie powinno wyglądać. Ja też tak podchodzę do sprawy. Konkurencja jest duża, ale moim celem jest, żebym był pierwszym wyborem dla trenera. I bardzo chciałbym, żeby to nie wynikało tylko z tego, że jestem młodzieżowcem, ale żeby każdy, kto ogląda moją grę, miał takie przekonanie, opinię na mój temat, że gram, bo jestem w tym momencie najlepszy na tej pozycji w drużynie. Chcę dać jakość zespołowi.

- Kto w Wiśle jest dla pana największym wzorem?
- Nie będzie zaskoczenia, jeśli powiem, że dla mnie wzorem, wielką inspiracją jest Kuba Błaszczykowski. Zresztą nie tylko dla mnie, ale wszystkich zawodników w Wiśle. Kuba grał w wielkich klubach i dzieli się z nami swoją wiedzą, doświadczeniem. Jego rady na treningach, poza boiskiem, w różnych sytuacjach są bardzo cenne. Naprawdę można wiele się od niego nauczyć. Dla mnie osobiście do niedawna wielkim wzorem był również w naszej szatni Marcin Wasilewski. M.in. dlatego, że tak, jak „Wasyl”, pochodzę z Nowej Huty. Tak jak on zaczynałem grać w piłkę w Hutniku i Marcin, jego kariera zawsze były dla mnie wielką inspiracją. W drużynie mamy zresztą również wielu innych doświadczonych piłkarzy, od których można czegoś się nauczyć. Ja podchodzę do tego w taki sposób, że każdy może mieć coś takiego w sobie, co można podpatrzeć. Np. ktoś świetnie dośrodkowuje. To trzeba patrzeć, jak on to robi i starać się powtórzyć.

- Było trochę o dobrych rzeczach, ale nie możemy uciec również od tego, co na początku sezonu jest w Wiśle złe. Wiele było nadziei przed startem rozgrywek, a tymczasem na początek przyszła kompromitacja w Pucharze Polski i dwa słabe mecze w lidze. W dodatku ten drugi przegrany u siebie ze Śląskiem Wrocław. Wierzy pan, że dwa tygodnie przerwy na kadrę sprawią, że w Szczecinie w meczu z Pogonią zobaczymy już zupełnie inną, lepszą Wisłę?
- Oczywiście, że w to wierzę. Nie mam wątpliwości, że coś takiego, jak w Ostrowcu Świętokrzyskim, nie miało prawa się wydarzyć. Może nieodpowiednio podeszliśmy do tego meczu, próbuję szukać przyczyn. O tyle to jednak dziwne, że bardzo dużo sami między sobą mówiliśmy w szatni, żeby nie dopuścić kolejny raz do takiej sytuacji, jak rok wcześniej gdy z Pucharu Polski odpadliśmy po meczu z Błękitnymi Stargard. Jak się jednak okazało, znów odpadliśmy z drużyną z niższej klasy rozgrywkowej. Jeśli chodzi o ligę, to jeśli popatrzeć na naszą grę, to przede wszystkim musimy moim zdaniem grać bliżej siebie. Za dużo jest przestrzeni między formacjami, z czego korzystają rywale. Przez to straciliśmy np. drugą bramkę w meczu ze Śląskiem. Moim zdaniem najważniejszą rzeczą, jaką musimy zrobić, to poprawa gry w defensywie, żeby nie tracić tylu bramek. Wierzę, że ta poprawa szybko przyjdzie, bo widzę, jak to wygląda na treningach. Każdy walczy o swoje, co napędza wszystkich. Wierzę też, że poprawi się nasza skuteczność, bo dobrze konstruujemy akcje, ale brakuje takiej kropki nad „i” już pod polem karnym przeciwnika - ostatniego podania, wykończenia. A to się często kończy tak, że jak my nie strzelamy gola, robi to rywal. Musi być zatem więcej konsekwencji w naszej grze. Mam nadzieję, że z Pogonią wygramy dla siebie, dla kibiców, dla wszystkich osób związanych z Wisłą. My naprawdę nie jesteśmy minimalistami i nie myślimy w takich kategoriach, że skoro spada tylko jeden zespół w tym sezonie, to i tak się spokojnie utrzymamy i to nas zadowoli. Mamy zdecydowanie większe ambicje i chcielibyśmy grać o coś więcej.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. Dawid Szot: Kariera Marcina Wasilewskiego była dla mnie inspiracją - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie