Wisła Kraków. David Mawutor: Trafiłem w miejsce, gdzie mogę się rozwinąć

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
David Mawutor z piłkarzy Wisły Kraków znał wcześniej Gieorgija Żukowa (z lewej), z którym rywalizował w Kazachstanie
David Mawutor z piłkarzy Wisły Kraków znał wcześniej Gieorgija Żukowa (z lewej), z którym rywalizował w Kazachstanie wisla.krakow.pl
- Mogłem zostać w Kazachstanie, bo miałem oferty. To była jednak kwestia moich ambicji i marzeń. Zawsze chciałem grać w Europie. Doszedłem do wniosku, że jestem już w takim wieku, że jeśli chcę to marzenie zrealizować, to muszę podjąć decyzję o przenosinach właśnie teraz - mówi David Mawutor, nowy piłkarz Wisły Kraków.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

- Jest pan już w Krakowie kilka dni. Jak się pan czuje w nowej drużynie, klubie?
- Czuję się bardzo dobrze. Jestem bardzo szczęśliwy, że tutaj trafiłem. Jak do tej pory wszystko mi się podoba, atmosfera, warunki, w jakich trenujemy, nowi koledzy. Wszystko jest w porządku.

- Miał pan okazję zobaczyć ostatni mecz Wisły z Pogonią Szczecin z wysokości trybun, trochę też już potrenował pan z drużyną. Jak zatem postrzega pan poziom polskiej ligi w porównaniu do tego, czym miał pan wcześniej do czynienia?
- Poziom jest naprawdę wysoki. Na razie mogę oczywiście mówić przede wszystkim o Wiśle, bo z nią trenuję i jej mecz miałem okazję zobaczyć. Mam jednak już po tych kilku dniach takie poczucie, że trafiłem w miejsce, w którym mogę się rozwijać.

- Widziałem filmik, jaki nagrał pan dla oficjalnej strony internetowej Wisły. Powiedział pan w nim, że oferta z Krakowa dotarła do pana dosłownie na dziesięć minut przed podpisaniem kontraktu z Workslą Połtawa. Może pan opowiedzieć, jak to wyglądało?
- Tak, tak prawda. Worksla chciała, żebym u nich grał. Dali mi dobrą ofertę kontraktu, to była dla mnie naprawdę niezła opcja. I rzeczywiście tak się to ułożyło, że dziesięć minut przed podpisaniem kontraktu zadzwonił agent, że jest jeszcze jedna oferta, z Polski. Wymienił nazwę Wisła Kraków. Powiedziałem do niego, żeby dał mi chwilę na zastanowienie. Szybko zaglądnąłem do internetu. Poczytałem trochę o Wiśle. Dowiedziałem się, że to wielki klub w Polsce, że wiele razy zdobywał mistrzostwo, że ma wielu kibiców. Musiałem podjąć szybką decyzję i uznałem, że przenosiny do Wisły będą dla mnie lepsze.

- A w czym konkretnie ta oferta Wisły była dla pana lepsza od tego, co proponowała Worksla?
- Decydowała przede wszystkim ranga klubu, bo pozostałe sprawy były porównywalne. Uznałem, że chcę spróbować swoich sił w tak dużym klubie, jak Wisła i że tutaj będę miał większe szanse na rozwój.

- Porozmawiajmy chwilę o początkach pańskiej kariery. Zaczynał pan w Ghanie, by w wieku 20 lat przenieść się do Tadżykistanu do Rawszan Kulab. Mówiąc szczerze, nie jest to oczywisty kierunek transferów piłkarzy. Skąd zatem wziął się pomysł na taki ruch?
- Jeśli jesteś młodym piłkarzem w Afryce, takim jak ja wtedy byłem, to chcesz wyjechać, zrobić postęp, karierę. W moim przypadku było tak, że najpierw wyjechałem do Egiptu, później do Gruzji, a w końcu tak się złożyło, że dostałem dobrą ofertę z Tadżykistanu i ją przyjąłem. Dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to nie był z mojej strony zły wybór. Czułem się tam naprawdę dobrze i grało mi się dobrze.

- Dla nas to mocno egzotyczna liga. Może pan coś więcej powiedzieć na jej temat?
- Na pewno jest to liga słabsza niż ta w Polsce. Infrastruktura, stadiony też są tutaj na wyższym poziomie. Co do tego nie mam wątpliwości. Pojechałem tam jednak grać przede wszystkim po to, żeby zrobić krok do przodu w mojej karierze, bo zawsze miałem jednak w głowie marzenie o grze w Europie. Czasami trzeba jednak do pewnych rzeczy dochodzić krok po kroku. I tak traktowałem mój pobyt w Tadżykistanie. Mam z tego okresu bardzo dobre wspomnienia, spotkałem tam wielu dobrych, życzliwych ludzi.

- Pańskie sportowe dokonania z tego kraju też budzą uznanie. Pozwoli pan, że policzę - pięć tytułów mistrza Tadżykistanu, dwa Puchary Tadżykistanu, dwa Puchary Ligi i Superpuchar. Dużo tego…
- Tak, najpierw zdobywałem mistrzostwo z Rawszanem, później dostałem ofertę z największego klubu w tym kraju Istikłoła Duszanbe i tam miałem okazję świętować kolejne tytuły, puchary. Rzeczywiście, był to dla mnie dobry czas.

- Musiał pan się tam naprawdę dobrze prezentować skoro najpierw zaproponowali panu paszport, a później grę w drużynie narodowej?
- Jedno wynikało z drugiego. Paszport dali, bo rzeczywiście chcieli, żebym występował w reprezentacji Tadżykistanu.

- Ale ostatecznie pan w niej nie zagrał. Dlaczego?
- Reprezentacja to jednak coś specjalnego. Owszem, zastanawiałem się, czy nie przyjąć tej oferty i nawet zgodziłem się przyjąć paszport. Później jednak dostałem sygnał z Ghany, że jestem w orbicie zainteresowań mojej rodzimej reprezentacji. Prawda jest taka, że ja nigdy nie porzuciłem do końca nadziei, że kiedyś w tej reprezentacji zagram. A występując w kadrze Tadżykistanu zamknąłbym sobie drogę do drużyny Ghany. Dlatego ostatecznie w zespole Tadżykistanu nie zagrałem.

- W końcu zresztą opuścił pan ten kraj i przeniósł się do Kazachstanu, gdzie grał pan przez ostatnie trzy lata. Występował pan tam zresztą regularnie w Żetysie Tałdykorgan. Nie chciał pan zostać dłużej w Kazachstanie?
- Mogłem tam zostać, bo miałem oferty. To była jednak kwestia moich ambicji i marzeń. Wspomniałem już wcześniej, że zawsze chciałem grać w Europie. Doszedłem do wniosku, że jestem już w takim wieku, że jeśli chcę to marzenie zrealizować, to muszę podjąć decyzję o przenosinach właśnie teraz. Pojawiła się w tym czasie oferta z Ukrainy, więc uznałem, że to może być ten najlepszy moment na transfer. A później przyszła oferta z Wisły i jestem w Polsce.

- To zamykając wątek pańskiej kariery w Azji. Gdzie było wyższy poziom w lidze tadżyckiej czy kazachskiej?
- Myślę, że dla mnie najważniejsze w tym momencie jest to, że wyższy od obu tych lig jest poziom w Polsce…

- To wróćmy do Krakowa. Wspominał pan, że z piłkarzy Wisły znał wcześniej Gieorgija Żukowa, z którym rywalizował pan w Kazachastanie. To właśnie on pomaga panu w aklimatyzacji w Wiśle, czy jednak bardziej rodak Yaw Yeboah?
- Obaj, a tak naprawdę wszyscy w drużynie. Zostałem przez wszystkich przyjęty bardzo dobrze. Tak, jak mówiłem na wstępie, bardzo dobrze czuję się w nowym zespole. Praktycznie od pierwszego dnia poczułem się jego częścią. To dla mnie bardzo ważne.

- Skoro rozmawiamy o aklimatyzacji w Polsce, to czy po okresie gry w Tadżykistanie i Kazachstanie przyswoił pan sobie język rosyjski?
- Da… (śmiech).

- Pytam o to, bo to jednak język podobny do polskiego, więc może panu być o tyle łatwiej porozumiewać się nie tylko w drużynie, ale w codziennym życiu.
- Zauważyłem już, że w polskim rzeczywiście jest sporo słów, które są bardzo podobne do języka rosyjskiego, ale również ukraińskiego, który też rozumiem.

- Porozmawiajmy o pańskiej dyspozycji. Na zdjęciach widać, że jest pan bardzo dobrze zbudowany. Jakie są jeszcze mocne strony Davida Mawutora?
- Myślę, że nie ma sensu, żebym za wiele opowiadał na ten temat, chwalił się tutaj. Wolę zachować to dla siebie, a później pokazać na boisku.

- Fizycznie jest pan gotowy do gry w stu procentach, czy potrzebuje powiedzmy tydzień, dwa tygodnie treningów z drużyną?
- Czuję się bardzo dobrze, ale wiadomo, że tak naprawdę musi to ocenić trener. Rozmawiałem już z nim i to on podejmie ostatecznie decyzję, kiedy wystawi mnie do gry. Ja liczę na to, że nastąpi to jak najszybciej.

- Do Wisły przychodzi pan jako defensywny pomocnik, ale nie jest tajemnicą, że grał pan w swojej karierze również jako środkowy obrońca. To o tyle istotne, że „Biała Gwiazda” ma obecnie problemy w obronie z powodu kontuzji i kartek. Byłby pan gotowy na debiut już w najbliższą niedzielę w roli środkowego obrońcy?- To prawda, że grałem jako środkowy obrońca. Nawet zaczynałem na tej pozycji, a dopiero później zostałem przesunięty wyżej. Tak naprawdę mogę grać zarówno w obronie, jak i w pomocy. Ja jestem gotowy. Jeśli trener uzna, że już teraz mogę pomóc drużynie, jestem do jego dyspozycji. Jeśli zagram, to będę chciał pokazać wszystko, co mam najlepsze.

- Na koniec chciałbym zapytać o pański kontrakt. Podpisał pan umowę tylko do końca sezonu. Chciałby pan w Krakowie i Wiśle zostać na dłużej?
- To, że umowa jest podpisana do końca sezonu to sprawa między moim agentem i klubem. Tak to zostało sformułowane, a ja mam w najbliższym czasie tylko jedno zadanie - skoncentrować się na treningach i grze. Co będzie za kilka miesięcy, pokaże czas, choć nie miałbym nic przeciwko temu, żeby zostać w Krakowie dłużej.

Kibice muszą sięgnąć do kieszeni

Wideo

Materiał oryginalny: Wisła Kraków. David Mawutor: Trafiłem w miejsce, gdzie mogę się rozwinąć - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie