Wisła Kraków. „Białą Gwiazdę” najbardziej zabolał brak kibiców na trybunach. To duża strata dla klubowych finansów

Bartosz Karcz
Bartosz Karcz
Wojciech Matusik
Wisła Kraków opublikowała kilka dni temu raport finansowy za 2020 rok. Wywołał on kolejny raz dyskusję na temat sytuacji finansowej „Białej Gwiazdy”. Tym bardziej, że wkrótce znów do kieszeni musieli sięgnąć większościowi właściciele piłkarskiej spółki, czyli Jakub Błaszczykowski, Tomasz Jażdżyński i Jarosław Królewski. Wspólnie pożyczyli Wiśle tym razem 3 mln złotych. Wątpliwości związane z raportem wyjaśnia wiceprezes Wisły Maciej Bałaziński.

WISŁA KRAKÓW. Najbogatszy serwis w Polsce o piłkarskiej drużynie "Białej Gwiazdy"

Brak kibiców mocno odbił się na budżecie

Zapytaliśmy na wstępie wiceprezesa Wisły, ile tak naprawdę klub stracił w 2020 roku z tego powodu, że nie mógł rozgrywać meczów z udziałem kibiców, lub przez kilka miesięcy jedynie z dużym ograniczeniem ich liczby.
- To jest szalenie trudne, żeby dokładnie określić, ile Wisła straciła na pandemii, bo możemy mówić jedynie o hipotetycznych kwotach - tłumaczy Maciej Bałaziński. - Możemy to odnosić do roku 2019, ale on też dla Wisły był bardzo specyficzny. Możemy jednak założyć, że mogliśmy liczyć na ważnych meczach na bardzo wysoką frekwencję. Z tego punktu widzenia patrząc, myślę, że straciliśmy tylko na biletach i karnetach około 6 milionów złotych. Do tego dochodzi strata ok. 1,5 mln złotych z innych części dochodu z dnia meczowego, m.in. sprzedaż pamiątek. Dlatego szacujemy, że całościowo była to dla nas strata na poziomie około 7-8 milionów złotych, wynikająca z faktu, że nie było kibiców na trybunach.

Te straty byłyby jeszcze większe, gdyby nie fakt, że miasto zgodziło się na znaczącą obniżkę czynszu za wynajem stadionu na mecze Wisły. Z tego, co przedstawiają miejscy urzędnicy wynika, że w sumie można mówić o kwocie rzędu 600 tysięcy złotych.
- Oczywiście miasto szło nam na rękę, szczególnie dyrektor ZIS Krzysztof Kowal - przyznaje Bałaziński. - Obniżono nam opłaty za stadion i na tym zaoszczędziliśmy trochę, ale pamiętajmy, że był moment, że zaczęliśmy wpuszczać kibiców, co również wiązało się z kosztami. Trzeba było okleić foteliki, zdezynfekować powierzchnie. Koszt organizacji takich meczów był zatem trochę wyższy, ale wciąż niższy od spotkań, rozgrywanych przy pełnych trybunach. Jeśli miałbym to podsumować, to z racji tego, że graliśmy przy pustych trybunach, straciliśmy około 20 procent z planowanych wpływów do budżetu.

Skąd wzrost wydatków na wypłaty?

W takiej sytuacji niektórych dziwi fakt, że w Wiśle mimo trudnej sytuacji znacząco wzrosły wydatki na wypłaty. Ma to jednak solidne uzasadnienie, a dokładnie tłumaczy to Bałaziński:

- Nikt tego nie kryje, że piłkarze zarobili więcej. Pod koniec 2019 roku Wisła była w bardzo trudnej sytuacji, groził jej poważnie spadek z ekstraklasy. Zarząd podjął decyzję, że trzeba wzmocnić drużynę. I drużyna kosztowała około 2 mln złotych więcej, bo trzeba było podnieść jakość zespołu, żeby się utrzymać. Tłumacząc to obrazowo - Alon Turgeman jest droższy w utrzymaniu niż Krzysiek Drzazga. Ale w tych wykazanych 3,8 milionach złotych wzrostu zarobków jest również szereg innych pozycji, które trzeba wziąć pod uwagę. Jest np. sekcja e-sport, której koszt to 400 tysięcy. Oczywiście wykłada na to pieniądze sponsor, ale my w raporcie musimy to wykazać jako wynagrodzenie. Nie zapominajmy też, że przejęliśmy całkowicie obsługę Akademii, rozbudowaliśmy ją. W niej zatrudnionych jest 48 osób, zawodnicy mają płacone stypendia. Całkowity koszt Akademii, to 2,5 mln złotych i to bez wynajmu obiektów.

Można zrozumieć te tłumaczenia, ale nie można też nie zauważyć, że w Wiśle rosną koszty, a maleją przychody. Mniejsze były też wpływy np. z tytułu transferów, co Bałaziński tłumaczy sytuacją związaną z pandemią.

- Mogliśmy rzeczywiście więcej zarobić na transferach, to prawda - podkreśla. - Tylko, że latem 2020 w związku z pandemią rynek był, jaki był. Kluby po prostu bały się wydawać duże pieniądze na transfery, bo nikt nie wiedział tak naprawdę, w którą stronę to wszystko pójdzie.

O rosnących kosztach utrzymania klubów dodaje natomiast: - Koszty rosną, ale musimy tak robić, bo chcemy rozwijać klub. Moglibyśmy je ograniczyć, zrezygnować z prowadzenia Akademii, ale tego nie chcemy robić, bo plan jest taki, żeby jeszcze mocniej postawić na jej rozwój. Docelowo chcemy, żeby przynajmniej dwóch zawodników z każdego rocznika wchodziło do pierwszej drużyny. Spadły przychody z biletów, karnetów, sprzedaży pamiątek, ale wzrosły o 2 mln od sponsorów. To dla nas wielki kapitał, bo nasi partnerzy z nami chcą cały czas być. Nie możemy jednak im mówić, żeby dawali nam coraz więcej, a jednocześnie drużyna będzie coraz słabsza, bo tniemy koszty. To wszystko trzeba wyważyć. Już teraz nasze miejsce jest niezadowalające. Oczywiście będziemy do końca sezonu walczyć o jak najwyższą lokatę, ale ta obecna nas nie zadowala. To nie jest miejsce, które powinna zajmować Wisła Kraków! W kolejnym sezonie chcemy być jeszcze wyżej. Krok po kroku.

Długi to wciąż bagaż lat minionych do spłaty

Jak na dzisiaj wyglądają długi Wisły Kraków? Jest tzw. dług właścicielski, wynoszący ok. 43 mln złotych. Jeśli chodzi natomiast o inne, krótkoterminowe, to sytuację Bałaziński wyjaśnia w następujący sposób: - Należności krótkoterminowych na grudzień 2020 roku było 21 mln złotych. Tempo spłaty starych długów spadło w porównaniu do 2019 roku, ale to jest normalne, biorąc pod uwagę sytuację, z jaką musieliśmy się zmagać.

Dodaje również:

- Najistotniejsze są długi licencyjne, które trzeba spłacić na koniec roku. My na dzisiaj nie mamy żadnych długów publiczno-prawnych. ZUS, Urząd Skarbowy - to wszystko jest opłacane na bieżąco, co wydaje się oczywiste, ale w realiach polskiej piłki i polskich klubów, oczywiste zawsze nie było w ostatnich latach. Mamy zobowiązania wobec miasta i jego różnych jednostek. Część spłacamy, jest zawarta ugoda, której raty też spłacamy w terminie. Do tego dochodzą bieżące płatności wobec piłkarzy, sztabu i to są sprawy priorytetowe. Jesteśmy z wypłatami na bieżąco co do dnia!

O wspomnianym długu właścicielskim mówi natomiast: - Jest on kontrolowany przez spółkę. Prędzej czy później zostanie uregulowany, ale nie jest to na ten moment priorytet. Teraz ważniejsze było np. to, żeby spełnić warunki skorzystania z tarczy antykryzysowej. Dwa razy z niej skorzystaliśmy. Pozyskaliśmy w ten sposób w sumie 6 mln złotych. 2,5 w roku poprzednim, 3,5 w obecnym.

Pożyczka sprawi, że nie będzie opóźnień

Żeby nie stracić płynności finansowej i żeby nie było opóźnień choćby w wypłatach dla piłkarzy, pracowników, Wisła musiała pozyskać w ostatnim czasie dodatkowe środki. I to właśnie jest wspomniana na wstępie pożyczka od trzech właścicieli, wynosząca w sumie 3 mln złotych.

- Decyzja o pożyczce została podjęta dlatego, że właściciele stanęli przed wyborem. Albo poczekają na planowany w dalszej części roku wpływy, ale powstaną w ten sposób zaległości np. w wypłatach, albo pożyczą brakującą kwotę i zaległości nie będzie. Zdecydowali się na to drugie rozwiązanie - tłumaczy Maciej Bałaziński.

W nawiązaniu do sytuacji finansowej klubu dodaje również: - Mimo wszystko, jak dla Wisły Kraków finansowo zrobiliśmy dobry wynik w 2020 roku. Trzeba brać pod uwagę wszystkie okoliczności, jakie miały miejsce, przede wszystkim pandemię. Oczywiście są w Polsce kluby, które praktycznie nie ucierpiały przez nią, bo dla nich wpływy z dnia meczowego nie stanowią tak ważnego i dużego punktu, jak w naszym budżecie. Te kluby nawet skorzystały na braku kibiców, bo zmalały im koszty w związku z organizacją meczów. Mają czas na remonty, jakieś zmiany. Dla nas jest to ogromny problem, bo Wisła była, jest i będzie mocno związana ze swoimi kibicami.

Co ciekawe, choć Wisła sporo straciła na braku kibiców na trybunach, to jej wpływy od sponsorów wzrosły o wspomniane wcześniej 2 mln złotych. Jest kilka tego powodów.

- Może nie ma kibiców na trybunach, ale ekspozycja reklam przenosi się do sieci, do telewizji - mówi wiceprezes Wisły. - Zwiększa się zatem ekspozycja internetowa i telewizyjna. To jest jednak mocno skomplikowane. Nam udało się w tym trudnym czasie pozyskać bardzo ciekawych sponsorów. Rozpoczęliśmy współpracę z Kawasaki Robotics, CASS. Kontynuujemy ją z LV Bet, firmą, która była z nami w bardzo trudnych czasach i została, co trzeba docenić. Świetnym sponsorem jest firma Nowak Mosty. Na spodenkach mamy reklamę miasta Kraków. Mamy też wręcz unikalne wsparcie w skali kraju Socios Wisła Kraków. Niedawno przelali nam kolejną transzę pieniędzy. Na ten moment obłożenie reklamowe jest takie, że nie mamy w czasie meczów już minut na bandach LED. Jest wszystko zagospodarowane i zastanawiamy się nad drugą linią band reklamowych.

Na pytanie o pogłoski, że w przyszłym sezonie Wisła będzie mieć nowego sponsora koszulkowego, Bałaziński odpowiada: - Pewne umowy mamy już przedłużone, nad innymi pracujemy. Większość takich umów jest przedłużana co roku. To wszystko trwa, więc teraz nie powiem słowa, jak będzie wyglądała koszulka Wisły Kraków w nowym sezonie. Rozmowy trwają, a ja nie chcę w tym momencie zdradzać ich szczegółów z szacunku dla naszych partnerów.

W Wiśle muszą jednak brać również pod uwagę czarny scenariusz, w którym jeszcze przez długi czas kibice nie wrócą na trybuny. Co wtedy? Jak uda się zarządzać finansami klubu?

- To są na ten moment bardzo trudne szacunki, bo ja np. zakładałem, że już w maju będą kibice na trybunach i pomyliłem się brutalnie - nie kryje Bałaziński - Kibice wracają powoli na stadiony w innych krajach, ale jeszcze nie u nas. Gdyby wrócili od lipca, to byłoby dla nas fantastycznie. Jeśli kibice nie wrócą na trybuny, będziemy musieli zastanowić się nad alternatywnymi źródłami przychodów. Takimi, jak wsparcie właścicieli, sponsorów, transfery. To są główne obszary, w ramach których można się poruszać. Na razie zakładamy jednak wariant A, że kibice latem na trybuny zaczną wracać.

Czy jeśli kibice jednak nie wrócą, Wisłę czeka kolejna restrukturyzacja? Zapis o takim zagrożeniu pojawił się we wspomnianym raporcie finansowym. Maciej Bałaziński uspokaja jednak: - Zapis jest wynikiem standardów, przyjętych przez biegłych rewidentów. Jeśli takie zapisy w sprawozdaniach były rok temu, dwa lata temu, to biegły rewident nie może nie napisać, że teraz zagrożeń nie ma, gdy jest pandemia, długi i brak kibiców na trybunach. Na chwilę obecną nie planujemy jednak restrukturyzacji.

Inwestor? Jest zainteresowanie, ale bez konkretów

Kibiców mocno interesuje natomiast, czy w najbliższym czasie możliwe jest wejście do klubu możnego inwestora, który poprawiłby sytuację w Wiśle. Odkąd w klubie są nowi właściciele, powtarzali oni, że takie rozwiązanie jest możliwie. Od dłuższego jednak czasu temat nieco przycichł. Jak wygląda sytuacja obecnie?

- Po pierwsze takie rozmowy będą prowadzone na poziomie właścicielskim - zaznacza Bałaziński. - Po drugie wiem, że jest zainteresowanie ze strony inwestorów. Niektórzy chcą stać się mniejszościowymi udziałowcami w Wiśle. Jest też zainteresowanie ze strony dużych grup kapitałowych, które chciałyby zainwestować w Wisłę Kraków. Na ten moment nie są to jednak konkretne rozmowy, a bardziej wyrażane zainteresowanie. Chcę przy tym podkreślić, że obecni właściciele będą bardzo dokładnie patrzeć na to kto i w jakim celu chce w Wisłę zainwestować. Ich za dużo pieniędzy i zdrowia kosztowało ratowanie Wisły, żeby przekazali udziały komuś, kto miałby inny pomysł na ten klub. Cel jest cały czas ten sam - przywrócić Wisłę na pozycje, które powinna zajmować.

Dialog z miastem najważniejszy

Władzom i właścicielom Wisły powoli idzie wyprowadzanie klubu na prostą również z tego powodu, że nie mają tak ogromnego wsparcia finansowego ze strony gmin, jak większość klubów, z którymi rywalizują w ekstraklasie. Przykładowo takie miasta jak Gdańsk czy Wrocław wydają grube miliony na Lechię i Śląsk, a podobnie jest w innych ośrodkach. Nie chodzi w tym miejscu, żeby przekonywać, że w Krakowie powinno być tak samo, bo naszym zdaniem zdrowszy układ jest wtedy, gdy zawodowy klub radzi sobie sam. Nie można jednak przy ocenie tego, co dzieje się w Wiśle, zapominać, że z wieloma rywalami gra ona z tego względu jednak jakby w nieco innej lidze…

- Oczywiście, że byłoby to korzystne dla nas, gdybyśmy mieli więcej pieniędzy z miasta - nie kryje Maciej Bałaziński, ale dodaje od razu: - Musimy jednak mieć w sobie zrozumienie dla decyzji, która została podjęta. Najważniejsza sprawa to, że dialog, który wcześniej był bardzo trudny, teraz jest. Mam tutaj na myśli rozmowy o restrukturyzacji długów, obniżeniu opłat za stadion, reklamie na spodenkach, o grantach dla młodzieży czy nowym zagospodarowaniu otoczenia stadionu, gdzie znajdą się muzeum i wreszcie większy, duży sklep. Grunt w mieście jest dla nas coraz bardziej przychylny.

Transfery? Możliwy każdy scenariusz

Na koniec rozmowy poruszyliśmy sprawy sportowe. Wisła nie zajmuje dzisiaj miejsca, jakiego oczekują od niej kibice, co również wiąże się z finansami. Maciej Bałaziński nie kryje bowiem: - Gdybyśmy dzisiaj nie musieli spłacać starych długów, to już moglibyśmy mocniej zainwestować w drużynę. Moglibyśmy sobie pozwolić na trzech, czterech dobrych zawodników więcej. Gramy jednak tymi piłkarzami, których mamy, a jak oni grają na sto procent, to są w stanie wygrać z każdym w tej lidze.

Przy ul. Reymonta powoli myślą już również o kolejnym sezonie:

- Wielu zawodnikom kończą się w czerwcu kontrakty. Niektóre zostaną przedłużone, inne nie. To jest jeszcze sprawa otwarta, bo mamy kilka meczów do końca sezonu, choć nie będę krył, że na ten moment nie jesteśmy zadowoleni z miejsca, które zajmuje Wisła. Staramy się już myśleć o nowym sezonie. Mamy zakontraktowanych trzech nowych piłkarzy, ale to oczywiście nie jest koniec.

Wisła wciąż nie ma dyrektora sportowego, co często jest jej zarzucane. Choć przy ul. Reymonta nie wykluczają, że taka osoba zostanie zatrudniona, to na chwilę obecną proces przeprowadzania transferów wygląda nieco inaczej.

Bałaziński mówi na ten temat: - Nie dokonujemy transferów bez udziału trenera. Nie dokonujemy ich również z minuty na minutę. Każdy transfer to są godziny pracy wielu osób, a i tak czasami się nie udają. Ewentualne wzmocnienie działu sportu o dyrektora miałoby na celu koordynowanie pracy tego działu na pół roku, rok, dwa do przodu. Dzisiaj całą pracę wykonuje zespół ludzi, a dyrektor sportowy kumulowałby obowiązki. Można wybrać taki wariant i taki. Nie przesądzam, który jest lepszy. Czy nas dział sportu źle pracuje? Mamy jeden bolesny przykład z Fatosem Beqirajem, choć ja nie wiem, czy gdyby wykorzystał swoją szansę w debiucie w meczu ze Śląskiem i strzelił gola, to czy nie potoczyłoby się to wszystko inaczej, lepiej. Trener Peter Hyballa powiedział, że Fatos świetnie trenuje, świetnie wygląda. Nie wypaliło jednak. Czasami tak się zdarza.

Dodaje również: - Trener wymaga określonego profilu zawodnika. Np. my uważaliśmy, że Tim Hall, którym interesowaliśmy się już latem, będzie spełniał nasze wymagania, ale trener postawił mu inne i musieliśmy się rozstać. Teraz transfery przygotowujemy razem. Nie uważam np., żeby transfer Mawutora był złym ruchem. On źle zagrał z Podbeskidziem, ale we wcześniejszych meczach wcale tak źle nie wyglądał. Tak samo z Radakoviciem, którego ściągnęliśmy gdy kontuzji doznał Adi Mehremić. Ja jestem bardzo zadowolony, że udało nam się go pozyskać. Również ze względu na współpracę ze Spartą Praga. Bo uważam, że współpraca z takimi klubami jak właśnie Sparta czy Slavia może nam w przyszłości bardzo pomóc. Bo tak sam dobrzy zawodnicy, gotowi do gry praktycznie z marszu, co widać na przykładach Radakovicia, a wcześniej Frydrycha. Co do Kone, nie mieliśmy jeszcze okazji się mu przyglądnąć, bo przegrywa rywalizację z Radakoviciem. Latem będziemy mieli jednak dobrze zabezpieczony środek obrony, bo przychodzi jeszcze Alan Uryga.

Czy ktoś z Wisły może niedługo zostać sprzedany? Nie można takiej ewentualności wykluczyć, bo Bałaziński mówi na ten temat: - Na chwilę obecną, czyli na połowę kwietnia, mamy sygnały i zainteresowaniu czterema piłkarzami. O dwóch były pytania już w zimie, ale nie byliśmy zainteresowani sprzedażą, bo nie po to natrudziliśmy się, pozyskując ich, żeby szybko się ich pozbywać. Latem nie wykluczamy jednak transferów. Nawet zawodników, którzy dzisiaj są podstawowymi piłkarzami Wisły. Oczywiście marzyłby nam się 18-latek, który strzeliłby 10 goli w ekstraklasie i biły się o niego kluby zagraniczne. Każdy chciałby mieć Modera, Karbownika czy Białka. W tej chwili pracujemy intensywnie po to, żeby z czasem tacy zawodnicy w Wiśle się pojawiali. Praca w Akademii wykonywana jest po to, żeby efekt później był wielowymiarowy.

Po pierwsze, kibice mają się z kim identyfikować, bo zawsze wolą młodych, zdolnych Polaków od obcokrajowców. Po drugie, jeden, drugi chłopak, przebijający się do pierwszego zespołu pokazuje innym, że w tym klubie jest to możliwe. Po trzecie, jeśli taki młody chłopak już się wypromuje, rzeczywiście jest szansa dobrze na nim zarobić. Po czwarte, tacy zawodnicy na początku nie są drodzy w utrzymaniu. Po piąte, w taki sposób buduje się markę klubu jako takiego, który dobrze pracuje z młodzieżą. I po szóste wreszcie coraz więcej piłkarzy będzie miało dobre zdanie o Wiśle. A to nie jest wcale taka nieważna sprawa. Bo jak się chce jakiegoś piłkarza pozyskać, to on pyta innych. Takich, którzy już tutaj byli. I my mamy to szczęście, że zdecydowana większość naszych byłych piłkarzy, wypowiada się o Wiśle dobrze. Nawet jeśli byli i grali tutaj w bardzo trudnych czasach. Ze względu na atmosferę w klubie, kibiców, miasto wypowiadają się o Wiśle bardzo dobrze. A taki odchodzący wychowanek też będzie kiedyś dobrze o klubie mówił. To też ma znaczenie.

Polacy najaktywniejsi w Europie

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie