U Smudy nie ma królewiczów. "Jak ktoś za szkło złapie, to jest ciężka rozmowa"

Piotr Tymczak
Franciszek Smuda podczas meczu Wisła - Lech.
Franciszek Smuda podczas meczu Wisła - Lech. fot. Andrzej Banaś
- Bez ostrej roboty nie ma wyniku. Jak piłkarze nie lubią wymagających trenerów, to powinni zakończyć karierę i nie bawić się w profesjonalizm - podkreśla trener Wisły Franciszek Smuda.

Pochwały jego drużyny za wygrany mecz 2:0 z Lechem Poznań nie robią na nim wrażenia. Nie widać po nim euforii,jaka udzieliła się kibicom i dziennikarzom. Smuda zapowiedział swoim piłkarzom, żeby nie popadli w samozachwyt, że są już najlepsi.

- Wygraliśmy, ale nie ma co fetować. Czeka nas dalej praca, aby Wisła była coraz lepsza - podkreśla szkoleniowiec wiślaków, który daje sobie sprawę, że gdyby teraz w sobotę Wisła nie popisała się w meczu z Pogonią w Szczecinie, to będzie wielki zawód. Teraz więc cały czas stara się podtrzymać motywację w zespole.

W przeprowadzanie wykładów czy puszczanie filmów motywacyjnych się nie bawi. - Filmy można puszczać dzieciom w przedszkolu. Piłkarze to są poważni ludzie. Motywacja jest na boisku, kiedy trenujemy z piłką w różnych grach, małych i dużych - opowiada Smuda.

Przyznaje, że czasem musi przeprowadzić męską rozmowę, gdy piłkarz coś przeskrobie. Szczególnie nie toleruje picia alkoholu przez piłkarzy. Wiedzą coś o tym Artur Boruc czy Sławomir Peszko, których odsunął od reprezentacji. - Jak ktoś za szkło złapie, to jest ciężka rozmowa - przyznaje Smuda.

Zaznacza jednak, że nie ma tak, aby się uwziął na jakiegoś zawodnika. Kiedy prowadził reprezentację, mówiło się o jego konflikcie z Patrykiem Małeckim. - Każdy mnie teraz pyta o Patryka. A Patryk to nie jest mój przeciwnik. Ma dobrze grać w piłkę, jak chce dalej w Wiśle zostać i tyle. Dotyczy to każdego w tym zespole - kwituje Smuda.

Ostatnio narzekał na grę Emmanuela Sarkiego. Podczas meczu z Lechem chwycił nawet za bidon i wykonał ruch, jakby ze złości chciał rzucić nim w Nigeryjczyka. - Jak podczas meczu jestem w amoku, to mi się nieraz coś takiego zdarza. Po meczu nie ma złości, jesteśmy przyjaciółmi - wyjaśnia Smuda. O Sarkim mówi jednak, że jak się nie weźmie do roboty, to same umiejętności nie wystarczą, aby grał.

U Smudy nie ma królewiczów. Tajemniczo tłumaczy natomiast, dlaczego przez cały tydzień na treningach Paweł Brożek był w drużynie rezerwowych a z Lechem zagrał w pierwszym składzie. - A to są różne takie numery - usłyszeliśmy od Smudy.

Z właścicielem klubu Bogusławem Cupiałem cały czas rozmawia o wizji budowy zespołu. - Teraz już nowych zawodników nie będzie, ale szukamy czterech klasowych, którzy wzmocnią nas zimą - wyjawia.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie