"Twardy jak skała, silna jak halny". Zakopiański fotoreporter zatrzymał w kadrze twarze prawdziwych górali

Anna Piątkowska
Anna Piątkowska
Bartłomiej Jurecki
Udostępnij:
Bartłomiej Jurecki odszukał i sfotografował ostatnich najbardziej charakterystycznych górali i góralki, którzy swym urokiem tworzą legendę południowej Polski. Portrety mieszkańców Podhala złożyły się na album „Twardy jak skała, silna jak halny”. - Chcę opowiedzieć o prawdziwej góralszczyźnie, o tym, jak żyją, kim są, jakie mają tradycje mieszkańcy tych terenów – mówi nam autor.

Na fotografiach, które złożyły się na album nie ma folkloru, nie ma górskich krajobrazów, są tylko twarze. Jak narodził się pomysł, by fotografować górali i góralki?

Na co dzień pracuję jako fotoreporter, codziennie jeżdżę po Podhalu, Spiszu, Orawie i Pieninach, fotografuję codzienność, wydarzenia w regionie, ale przede wszystkim ludzi. Doskonale wiedziałem, że w tym regionie są osoby, które swoim wyglądem przypominają takie legendy, jak Sabała czy Obrochta, charakterystyczni górale. W skrócie można powiedzieć, że to osoby o bardzo wyrazistych rysach twarzy, z wyrazistymi nosami, długimi wąsami i włosami - jakbyśmy ich spotkali gdzieś na końcu świata, wiedzielibyśmy, że to górale spod Tatr. Wszystko zaczęło się w 2017 roku, kiedy wpadł mi do głowy pomysł, żeby wybrać tych najbardziej charakterystycznych i zamknąć ich w projekcie, który będzie się nazywał „Twardy jak skała”. Mieszkam w Kościelisku i wiedziałem, że już tu mam bohaterów, najpierw zadzwoniłem do pana Tadeusza Gąsienicy Bednarza – to był początek tej przygody z portretami.

Kluczem było góralski typ urody?

W tej serii „Twardy jak skała” przede wszystkim koncentrowałem się na wyglądzie, to był priorytet. Pomyślałem, że warto zrobić do tego opisy większe niż ja jestem w stanie przygotować, stąd pomysł, żeby z bohaterami rozmawiali dziennikarze „Tygodnika Podhalańskiego”. Nie chciałem, żeby to były życiorysy, ale opowieści trochę o ich życiu, wspomnieniach, trochę o tym, jak żyć.

Łatwo było namówić górali do tego projektu?

Nakłonienie górali do zdjęć to zdecydowanie nie była taka prosta sprawa, zdarzało się, że jeździłem po kilkanaście razy do moich bohaterów i albo się zgadzali, albo nie. Ostatecznie tylko kilka osób nie udało mi się namówić. Jak już miałem kilku bohaterów, pokazywałem zdjęcia kolejnym i było łatwiej. Zdarzało się, że rozpoznawali swoich znajomych i wtedy się zgadzali. Ale były też takie historie, że faktycznie było bardzo ciężko i to mi też dawało dużo do zrozumienia ich, wiedziałem, że to bardzo charakterni panowie, twardzi, nie ufają od razu i czasem trzeba było powalczyć. Czasami znowu okazywało się, że myślałem o kimś, że jest twardy jak głaz, a on zachowywał się wobec mnie jak dobrotliwy dziadek.

Cały czas mówimy o „twardych jak skała”, a książka przecież składa się z dwóch części – są w niej także portrety góralek „silnych jak halny”.

Mężczyźni rozpoczęli ten projekt, kobiety pojawiły się czasem i był to zupełnie inny projekt - w podobnym stylu zrobiony i ta sama społeczność, ale towarzyszył mu inny przekaz. Panie są do siebie podobne, więc koncentrowałem się na ich strojach, chustach, koralach, na historiach, które opowiadały. W tym przypadku zacząłem od najstarszych, pojechałem do mojej najstarszej bohaterki pani Marii Zubek, która była już wówczas bardzo schorowana, ale i ona, i jej rodzina zgodzili się na zdjęcia. Kiedy cztery dni później pani Maria zmarła, pojawiły się wątpliwości, czy jest sens robić takie zamieszanie w życiu starszych osób. Chciałem już zrezygnować, kiedy od rodziny pani Marii dowiedziałem się, że te zdjęcia mają dla nich duże znaczenie, że poprzez ten projekt jej życie, niejako, zostało przedłużone. Czasami mam poczucie, odwiedzając bohaterów, że jednocześnie witam się z nimi i żegnam.

Na co dzień jesteś fotoreporterem, to zupełnie inny rodzaj pracy niż portretowanie.

Wiedziałem, że nie mogą to być takie zdjęcia jak robię na co dzień – reporterskie, żeby nic nie rozpraszało uwagi, która będzie się koncentrowała jedyne na twarzach, żeby wyciągnąć a tego duszę. Ale moim priorytetem było też, żeby te zdjęcia zachowały reporterski charakter, czyli nie ingerowałem w strój, nie robiłem korekty zdjęć w Photoshopie. Starałem się po prostu wejść i sfotografować ich takim jaki jakimi są, żeby pokazać te ich prawdziwe twarze, wzrok. Jednemu z moich bohaterów, panu Władysławowi, którego fotografowałem w szopie, gdzie pracował, podczas zdjęć siadła na policzku mucha i przeszła przez całą twarz, a on ani drgnął – tak pokazał, że jest twardy, nie boi się żadnych warunków. Fotografowałem też przy bacówkach, gdzie nie było prądu więc musiałem uruchomić agregat, który huczy. Zbiegała się cała wieś, żeby zobaczyć, co się dzieje i tak moi bohaterowie zostawali gwiazdami – to wesołe zdarzenia, ale były też smutne, np. gdy trafiliśmy do osób samotnych, zapomnianych. Chciałem żeby ich historie nie odeszły z nimi.

Kim jest ten prawdziwy góral czy prawdziwa góralka? Mówisz o charakterystycznym wyglądzie, czy to są też jakieś wspólne cechy charakteru?

Zanim zacząłem ten projekt, miałem trochę inne podejście do tych charakterystycznych wizytówek góralszczyzny, które tutaj jeszcze można spotkać. Dziś, już po tym jak spotkałem i sfotografowałem ponad 120 bohaterów, myślę, że górale to przede wszystkim bardzo skromni ludzie, którzy mają jednocześnie bardzo mocne charaktery, nie dają sobie w kaszę dmuchać, jak mają jakieś zdanie, to je powiedzą, nie boją się problemów, które ich otaczają, a z podniesioną głową próbują dać im radę. Taką charakterystyczną cechą jest też przywiązanie do rodziny, która jest najważniejszą sprawą w życiu, zaraz obok Boga. Są bardzo oddani tradycji i kulturze, pielęgnują ją – to cecha, która w innych częściach Polski zanika, to się przejawia w podejściu do góralszczyzny, gwary, do strojów, ale też szacunku do przyrody, tego terenu.

Górale, których sfotografowałeś pewnie specjalne do zdjęć wkładali te piękne stroje, ale ty mieszkasz w Kościelisku, tam spotykasz ludzi, którzy na co dzień noszą stroje ludowe?

Tak. Ostatnio nawet, kiedy wracałem z jakiegoś tematu do domu, góral w koszuli i w portkach gdzieś leciał, pewnie na jakąś imprezę. To jest takie miejsce, że oni, także młodzi, nie boją się ubrać w strój góralski. To nie jest tak jak w niektórych miejscach, że widok inaczej ubranego człowieka doprowadza do jakiegoś rodzaju ciekawości połączonej z uśmiechem , często szyderczym. Górale się tego nie wstydzą, wręcz przeciwnie i nawet się cieszą, kiedy podchodzą turyści, prosząc o wspólne zdjęcie.

A ty jesteś góralem?

W połowie, mama jest z Zakopanego, tata z Krakowa, więc jestem ceprem i górale w jednym. Mój dziadek, legendarny tutaj Wincenty Galica to człowiek, który jako pierwszy góral został honorowym obywatelem Zakopanego, miał wojenne doświadczenia obozowe i w katowni Palace, później został lekarzem. Góralszczyzna jest obecna w moim życiu od małego, chociaż nie śpiewam i nie tańczę po góralsku, gwarę rozumiem, ale nie mówię na co dzień. Jestem bardzo związany z tym terenem, 30 lat mieszkałem na Krupówkach, od kilku lat w Kościelisku – znam te tereny bardzo dobrze.

Sfotografowałeś górali, żeby…?

Chciałem pokazać tę góralszczyznę z nieco innej strony, bo tak jak wspomniałem wcześniej, przez lata mieszkałem na Krupówkach i mogę użyć słowa – nieszczęsnych, ponieważ to miejsce, które daje niekorzystną wizytówkę góralszczyzny, Podhala, Zakopanego i tego terenu dookoła Tatr. To jest moja walka z tandetą, z chińszczyzną, góralszczyzną odbieraną w taki sposób, że górale to są ludzie, którzy chcą jak najwięcej dutków wyciągnąć, czy jak najwięcej w postawić budynków wszędzie, gdzie się da. Tą książką chcę opowiedzieć o prawdziwej góralszczyźnie, o tym, jak żyją, kim są, jakie mają tradycje mieszkańcy tych terenów. Pokazać jak wyglądało ich życie dawniej – trudne życie, które ukształtowało ich twarde charaktery i wyrzeźbiło ich piękne twarze.

Bartłomiej Jurecki (ur. 1985) Fotograf prasowy na co dzień związany z „Tygodnikiem Podhalańskim”, absolwent Krakowskiej Szkoły Artystycznej oraz Fotografii w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. Jest laureatem wielu prestiżowych nagród fotograficznych, m.in. sześciokrotnie zdobył Grand Press Photo, został laureatem amerykańskiego konkursu Pictures of the Year International organizowanego przez Instytut Dziennikarstwa Donalda W. Reynoldsa z Missouri School of Journalism. Jego prace wciąż są nagradzane, a za projekt Twardy jak skała. Portrety polskich górali zdobył dotychczas 11 nagród i wyróżnień w konkursach polskich i międzynarodowych.

FLESZ - Zaćmienie Księżyca, meteory i planety: jesienna obserwacja nieba

Wideo

Materiał oryginalny: "Twardy jak skała, silna jak halny". Zakopiański fotoreporter zatrzymał w kadrze twarze prawdziwych górali - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie