Tomasz Bereźnicki: Moje piosenki mają lokalny koloryt i dzięki temu ta płyta jest spójna

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
"Nowe miasto" to tytuł pierwszej płyty Tomasza Bereźnickiego - krakowskiego rysownika komiksów i twórcy witraży
"Nowe miasto" to tytuł pierwszej płyty Tomasza Bereźnickiego - krakowskiego rysownika komiksów i twórcy witraży Małgorzata Bereźnicka
Udostępnij:
Tomasz Bereźnicki to ceniony rysownik komiksów i twórca witraży z Krakowa. Teraz prezentuje się nam jako wokalista i gitarzysta, wydając płytę „Nowe miasto”. Rozmawialiśmy z nim o tym projekcie.

FLESZ - Jesienna turystyka w Polsce

- Skąd u ciebie muzyczne zainteresowania?
- Właściwie od początku robię jedno i drugie równolegle. Jak na razie nagrałem dwukrotnie muzykę do moich komiksów – najpierw piosenki, a potem utwory instrumentalne. Płyty zawierające te nagrania zostały dołączone do moich publikacji. W 2007 roku zacząłem współpracę z zespołem Kremlowskie Kuranty.

- Jak doszło do tej współpracy?
- Kiedy poznałem się z liderem tego zespołu – Irkiem Dańko, poprosił mnie on o zrobienie dla nich okładki na płytę „Tam ta da dam”. Zgadaliśmy się wtedy, że gram na gitarze – i zostałem poproszony o wykonanie kilku solówek na tym albumie. Potem poszło dalej: skomponowałem dla Kremlowskich Kurantów piosenkę „Przemyśl mnie”. Z czasem stało się więc tradycją, że gram na kolejnej płycie zespołu. W sumie zrobiłem dla nich cztery utwory. Są one trochę inne – ale pasują do ich stylu.

- Skąd pojawił się pomysł na twoją własną płytę?
- Stało się to dosyć dawno. Grając w zespole, stwierdziłem, że za dużo z tym zamieszania i najlepiej będzie zrobić coś samemu. Oczywiście proces ten okazał się równie żmudny i trudny, wymagając wiele koncentracji i czasu. Jest jednak jeden plus: można samemu zapanować nad całym projektem. Dlatego na płycie są moje partie wokalne, gitarowe i basowe, do tego brałem udział w produkcji wszystkich nagrań. To osobiste podejście do tematu jest dla mnie bardzo ważne.

- Sam jesteś kompozytorem swoich piosenek. Co cię pociąga w tworzeniu muzyki?
- Często zastanawiam się co mi łatwiej przychodzi: rysowanie czy komponowanie. I miałem takie okresy, kiedy to drugie wymagało ode mnie mniej wysiłku. Działo się to wtedy samoczynnie – musiałem się tylko otworzyć na ten proces i wybrać, w którą stronę ma podążać. To było niesamowite, bo dzieje się to trochę poza nami. Natchnienie pojawia się niewiadomo skąd, a nasza rola polega na tym, aby te pomysły wyłapać i zamienić w piosenki.

- Autorem tekstów do twoich piosenek jest krakowski poeta – Marcin Baran. Jak doszło do waszej kooperacji?
- Kiedy tworzyłem komiks „Aptekarz w getcie krakowskim” dla krakowskiego Muzeum Historycznego, to właśnie on był jedną z osób odpowiedzialnych za wydanie tego albumu. Poznaliśmy się więc – i zaproponowałem mu napisanie tekstów do mojego projektu związanego z Nową Hutą. To była wystawa w NCK-u, gdzie postanowiłem połączyć komiks z muzyką. Zaaranżowałem te kawałki z zespołem pod kątem koncertu. Następnie przeleżały parę lat w szufladzie. Oryginały niestety przepadły. Cztery z nich nagrałem od nowa, dopisaliśmy teraz pięć nowych i tak powstała płyta, którą zarejestrowaliśmy w NS Studio w Nowym Sączu.

- Piosenkom z albumu towarzyszy plakat dołączony do krążka i rysunkowe teledyski, które są do obejrzenia w serwisie YouTube. Skąd ten rozmach?
- Interesuje mnie nie tylko piosenka, ale również muzyka do filmów. Dlatego wpadłem na pomysł, aby zilustrować moje utwory rysunkami. Teraz wizualizacje te są w YouTube’ie, ale można je będzie wykorzystać również podczas koncertów. Przygotowałem kilka rysunków – jedne są bardziej animowane, a drugie mniej. Na pewno będę chciał rozwijać ten projekt. To temat, który otwiera nowe możliwości.

- Twoim piosenkom blisko do bluesa i country. Jak to się stało, że to właśnie amerykańska muzyka jest ci najbliższa?
- Eddie Vedder z Pearl Jam zażartował kiedyś, że o tym, iż człowiek się starzeje, świadczy to, że zaczyna lubić country. (śmiech) I trochę to naprawdę tak wygląda. U mnie się to wzięło z Led Zeppelin, których słucham od zawsze. W nagraniach zespołu są mocne echa tych korzennych gatunków. Robert Plant to blues, Jimmi Page – rockabilly i country, John Bohnam – soul, a John Paul Jones – jazz. Ta mieszanka bardzo mocno oddziaływała na moją wyobraźnię.

- Twoja muzyka jednak bardzo lokalny koloryt. To świadome?
- Świadomie to ja chciałem odciąć się od tego nowohuckiego kontekstu. Zmęczyło mnie już to odnoszenie się do Peerelu – muzyczne czy wizualne. Te wszystkie trabanty, Lenin, huta. Dlatego na okładce pojawiło się tylko charakterystyczne ukryte logo, taki ni to obiekt, ni to miasto. Teksty jednak nawiązują do Krakowa – pojawia się Mogiła, jest też piosenka o lotnisku w Czyżynach. Kiedy więc ktoś słucha moim utworów, mówi potem, że ta płyta ma jednak mimo wszystko bardzo lokalny koloryt. Stało się to trochę podświadomie, ale dzięki temu ten materiał jest spójny.

- Planujesz koncerty z piosenkami z „Nowego miasta”?
- Tak. Już żeby nagrać te utwory skompletowałem zespół, który tworzą ze mną Łukasz Duplaga na klawiszach i Radek Kuliś na perkusji. Na koncertach dołączy do nas basista Paweł Stec. Chcemy rozbudować te krótkie piosenki do dłuższych form, tak jak to kiedyś bywało w latach 60. Na razie jednak można tych utworów posłuchać z płyty, która jest do kupienia w moim sklepie internetowym – www.sklep.bereznicki.pl.

Wideo

Materiał oryginalny: Tomasz Bereźnicki: Moje piosenki mają lokalny koloryt i dzięki temu ta płyta jest spójna - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie