Sztuka Nie Utrzyma Się Sama [Wywiad]

Redakcja
Udostępnij:
Jerzy Stuhr, aktor, reżyser i profesor krakowskiej PWST w wywiadzie dla MMKraków opowiada o swojej pracy zawodowej.

Skończył Pan niedawno zdjęcia do nowego, włoskiego filmu "Habemus papam", gdzie wciela się Pan w rolę rzecznika prasowego papieża. Jaki to będzie film?

To będzie bardzo duża produkcja. Na planie wszyscy mieliśmy wrażenie, że to będzie nie tyle piękny film, co ważny. Reżyser Moretti zawsze mówi o sprawach ważnych dla Włochów, o polityce, o kondycji mieszkańca tamtego rejonu, jego zderzeniu się ze wszystkimi ciosami cywilizacji, mówi też o sobie. Pamiętam, jak w Krakowie, w kinie Wanda pokazywany film "Drogi dzienniczku". Po projekcji było spotkanie z reżyserem, a ja byłem na widowni. Słuchałem jak Moretti opowiadał, że interesuje go opowiedzenie swojego życia, na ile taki film może pomóc innym, na ile może ich też uczynić odważniejszymi.

Pomyślałem wtedy, że też bym chciał takie filmy robić. To właśnie Moretti pierwszy przekonał mnie do reżyserowania. Pod jego wpływem powstał na przykład "Spis cudzołożnic", mój pierwszy film. Tak się w życiu złożyło, że się zaprzyjaźniliśmy, potem zagrałem w jego filmie "Kajman" o Berlusconim i teraz jest "Habemus papam". Ten film to pierwszy bardzo poważny głos bardzo o kondycji instytucji kościoła katolickiego na świecie.  Chyba nigdy w życiu nie brałem udziału w tak dużej produkcji, gdzie same zdjęcia trwały ponad 4 miesiące. Gram rzecznika prasowego, pracownika Watykanu, Polaka i jestem jedyną cywilną osoba w otoczeniu papieża. To jest naprawdę świetna rola, wpływająca na akcję, zmieniająca ją, zawiązująca intrygę, od mojego bohatera w pewnym momencie zależy wszystko.

Czy ten film wejdzie na polskie ekrany?

Może ktoś będzie miał odwagę się tego podjąć, bo temat jest gorący. Nie ma dnia, żebyśmy o tej instytucji czegoś nie czytali, kościół katolicki dotknęły ciosy, grzechy, niedomówienia. Chwieje się opoka moralna, jedna z nielicznych, która nas scalała za życia polskiego papieża. Boimy się, czy publiczność nie będzie od tego filmu więcej, niż on mówi. Scenariusz powstał dużo wcześniej, przed tymi wszystkimi aferami, a w trakcie produkcji stale był zmieniany. Byłem bardzo zadowolony, że biorę udział w przedsięwzięciu, które na pewno będzie w Europie zauważone, bo porusza bardzo poważny temat.

Jaka jest różnica między produkcją filmu we Włoszech i w Polsce?

Nie ma wielkiej różnicy, ale w Polsce mogę sobie pozwolić, żeby scenę, czy ujęcie powtórzyć 10 razy, a we Włoszech normalnością było 30-40 takich ujęć i to z dwóch kamer. To jest właśnie podstawowa różnica między polskim filmem, a europejskim. Plan wygląda podobnie, filmuje się tak samo, tylko że tam kręci się 5 miesięcy, a w Polsce trzydzieści dni. Wynika to oczywiście z oszczędności. Najdroższy w filmie jest dzień zdjęciowy i w związku z tym, wszyscy chcą ten okres zmniejszyć, żeby na nim zaoszczędzić.

Czy to się w jakiś sposób odbija na jakości filmu?

Musi się gdzieś odbić. Z tych 40 łatwiej jest wybrać dobre ujęcie. To może być błysk oka, czegoś co nawet ze zmęczenia się zrobi, co okaże się właśnie idealnym ujęciem.

Nie myślał Pan o wielkiej karierze na zachodzie?
Mnie to nie interesuje. Kiedyś, w młodości pewnie chciałem, kiedy była jeszcze żelazna kurtyna i trudno się było wybić. Ale jak już się wydobyłem na wody europejskie, to dali mi agenta, który po trzech propozycjach przeze mnie odrzuconych, zrezygnował z pracy ze mną. Miałem grać polskiego pijaka, który myje szyby w samochodach na ulicy, czy rosyjskiego agenta, ale odmawiałem, bo to są dwa niezależne pola działalności. Zawsze chciałem, żeby mi się trafił film ważny. Od lat byłem w świecie filmowym kojarzony jako aktor, współpracownik Kieślowskiego, więc nie wypadało mi przyjąć takich ról.

Wielu młodych aktorów chce zaistnieć.

Ale nie można im mieć tego za złe, bo zmieniła się funkcja aktora. To już nie jest zawód, powołanie. Kiedyś aktor mógł się stać albo służebnikiem sztuki teatru, albo przewodnikiem Polaka w filmie. Takie funkcje mieli na przykład Cybulski, czy Olbrychski. Reprezentowali oni Polaka, inteligenta, mogli być dla widza pewnym wzorem, mieli pewną silę pokazania, reprezentowania jednostki tego społeczeństwa. Teraz tego nie ma, nie jest to potrzebne. Nie ma takiego filmu, takiej sztuki teatralnej. Teatr stał się dość wąską enklawą swoich wielbicieli, a film stał się komercją, sztuką rozrywkową. Misyjna rola aktora się skończyła. Dziś młodzi aktorzy doskonale wiedzą, że będą wykonywać w życiu zawód, który raczej zabawia innych, niż niesie głębokie przesłanie. Nie mają takiego poczucia, że rzecz w której wezmą udział, wytyczy nowe tory sztuki. Oczywiście, ich ambicją jest brać udział w rzeczach awangardowych, garną się do tego, tylko wiedza, że krąg oddziaływania jest mniejszy.

Dlaczego tak jest? Z czego to wynika?

Z zapotrzebowania. Dawniej kino nie musiało się dostosowywać do rynku. Dziś kino jest pod wpływem rynku amerykańskiego i telewizji i  przeszło barierę rozrywki. Jedyną ostoją kina artystycznego są festiwale, dlatego kibicuję każdemu, od tych najmniejszych, po większe. Tylko tam jeszcze można zobaczyć tych, co chcą być awangardą, tych którzy nie łaszą się widzowi. Festiwal filmowy w Gdyni nie ma sensu, bo tam  prezentuje się wszystko, co jest, bez porządku, selekcji. Nagle się znajdujesz w jednej kategorii z filmem typu "Lejdis", a to tak, jakby na jednym festiwalu rewia Małgorzaty Potockiej spotkała się z Teatrem Starym. Mimo to, są w Polsce festiwale, przeglądy, akademie filmowe, którym bardzo kibicuję.

W Polsce powstają ostatnio głównie komedie romantyczne.

Bo to jest cyniczna fabryka. Taka komedia nie jest droga, jej akcja rozgrywa się współcześnie, więc nie trzeba wydawać pieniędzy na kostiumy, które bardzo obciążają budżet filmu, ale milion widzów ma. Proszę przejść do kina i zobaczyć kto, na jaki film przychodzi. Byłem na filmie Skolimowskiego, to zajęte były trzy rzędy, a to wybitny film. Kolejny przykład to najnowsza produkcja mojego byłego studenta, Marc

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Dwaj Panowie Pingo - wystawa malarstwa Kołpanowicz&Cruz

Wideo

Materiał oryginalny: Sztuka Nie Utrzyma Się Sama [Wywiad] - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie