Rekordowa inflacja, Polacy chwytają się za portfele. Jest drogo, a w najbliższym czasie może być jeszcze drożej

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Ceny żywności szybują w górę
Ceny żywności szybują w górę Aneta Zurek / Polska Press
Udostępnij:
Tak wysokiej inflacji nie było w Polsce od 20 lat. Płacimy więcej za chleb, masło, sery, wędliny. Więcej pieniędzy zostawiamy na stacjach benzynowych, w supermarketach, restauracjach. Czy ograniczamy zakupy? Nie, po prostu coraz mniej odkładamy na przyszłość. Problem wzrastających cen żywności dotyczy jednak całego świata. Jeśli wzrostowy trend utrzyma się przez kolejne miesiące - będą one najwyższe w najnowszej historii

Pani Irena, przez swoich klientów nazywana po prostu panią Irenką, prowadzi mały osiedlowy sklepik dokładnie od 18 lat. Wszyscy ją znają. Codziennie rano przychodzą do niej po świeże bułki, mleko, masło, owoce, warzywa. Ale ma też smaczne ciasta, świeże jajka, latem pyszne lody sprzedawane na gałki.

- Ceny idą w górę już od dawna, ale od miesiąca szczególnie to widać. To nie są jakieś raptowne podwyżki, ale po grosiku, po dwa, trzy grosze - tłumaczy.

Idzie do swojej lodówki z nabiałem. Wyciąga biały ser.

- Ten kosztował 1,80 zł, dzisiaj już ponad 2 zł. I tak jest ze wszystkim. Od poniedziałku ma zdrożeć pieczywo: kajzerki o 7 groszy, chleb grochowski o 11 groszy - wylicza.

Warzywa i owoce na razie nie drożeją, nawet tanieją, ale jeszcze w maju czy czerwcu nie przywoziła z giełdy kalafiora, bo kosztował tam 8 zł. Kto jej kupi warzywo za prawie 10 zł, bo przecież sama też musi zarabiać. Jeśli widzi na giełdzie, że coś jest bardzo drogie, nie bierze. Głupio jej potem przed klientami.

- Wiem, że to nie moja wina, ale jak mam ludziom spojrzeć w oczy? - pyta.

- To czemu jest tak drogo? Jak pani myśli? - zagaduję.

- Pewnie paliwo. Na giełdę jeżdżę codziennie. Dwa tygodnie temu, w piątek na stacji litr benzyny kosztował 5,72 zł, w sobotę już 5,82 zł. Nawet się dziwiłam, że w ciągu jednego dnia taka podwyżka. Teraz, w poniedziałek, kiedy tankowałam, płaciłam już za litr paliwa 6,01 zł. No to jak ma nie drożeć? - wzrusza ramionami.

Tak, klienci się skarżą. Mówią, że nawet w supermarketach ceny zwalają z nóg. Widać to szczególnie przy kasie, kiedy przychodzi do płacenia - wychodzi zdecydowanie drożej niż jeszcze w lipcu, sierpniu czy wrześniu.

- Ludzie kupują zazwyczaj te same rzeczy i widzą, że nawet paragony sprzed dwóch czy trzech tygodni wyglądają zupełnie inaczej niż dzisiaj - tłumaczy pani Irenka.

We wrześniu 2021 roku Badanie i Raport Koszyk Zakupowy wykazało średnią cenę koszyka na poziomie 226,97 zł, co oznacza wzrost o 2,68 zł, czyli o 1,2 proc. w porównaniu do sierpnia. Wzrost cen zaobserwowano w siedmiu na jedenaście analizowanych sieci handlowych. Z kolei z cyklicznej ogólnopolskiej analizy, prowadzonej przez UCE RESEARCH, Hiper-Com Poland i Grupę AdRetail, wynika, że najbardziej poszły w górę produkty tłuszczowe - o 38,3 proc., mięso - 32,6 proc., artykuły sypkie - 15 proc., oraz nabiał, który zdrożał o 14,8 proc. Wśród czterech kategorii produktów, które odnotowały spadki cen, pojawiły się owoce - o 16,6 proc., napoje, które staniały o 6,3 proc., inne artykuły, na przykład karmy dla zwierząt czy pieluchy ze spadkiem cen o 3,5 proc., oraz dodatki spożywcze - 3,4 proc. w dół.

Anna, 46 lat, księgowa. W osiedlowym sklepiku u pani Ireny robi zakupy od lat. Dzisiaj przyszła po bułki i mleko. Mąż pracuje, dwójka dzieci w wieku szkolnym.

- Widzę różnicę cen od dawna i coraz bardziej to odczuwamy. Robimy duże zakupy raz w tygodniu, w supermarkecie. Kupujemy głównie jedzenie, ale też środki czystości, wszystko to, co jest potrzebne do domu, czego brakuje. Kiedyś wydawaliśmy na takie zakupy około 400 zł, dzisiaj o 100, 150 zł więcej - opowiada. I przyznaje, że zaczęła sprawdzać ceny poszczególnych towarów, wybiera te tańsze. Zwraca uwagę na promocje. Nie kupuje mniej niż kiedyś, ale bardziej liczy pieniądze.

- Kiedyś szliśmy na zakupy i po prostu wrzucaliśmy do wózka to, co zawsze zwyczajowo kupowaliśmy. Dzisiaj często zastępuję nasze ulubione produkty tymi, które kosztują mniej - tłumaczy.

Po czym widzi systematyczny wzrost cen? Po tym, że nie robi oszczędności. Dawniej była w stanie odłożyć ze swojej i męża pensji kilkaset złotych miesięcznie, dzisiaj jej się to nie udaje.

- U pani Irenki kupuję codziennie pieczywo, robię naprawdę drobne zakupy, ale też widzę różnicę. Jest drożej - mówi.

Prof. Witold Orłowski, ekonomista, tłumaczy, czemu wydajemy więcej, kupując to samo, co jeszcze kilka miesięcy temu.

- Wpływ na taki stan rzeczy ma kilka czynników. Rząd podnosi, że główny powód to wzrost cen ropy i gazu na świecie. Owszem, takie wzrosty obserwujemy, ale prawda jest też taka, że tak rząd, jak i Bank Centralny prowadzą politykę, która prowadzi do wzrostu cen towarów i usług - mówi prof. Orłowski.

- To znaczy? - dopytuję.

- Rząd stymuluje popyt poprzez przeróżne świadczenia społeczne kierowane do Polaków. Więc rośnie popyt, ale nie towarzyszy temu odpowiedni wzrost produkcji czy inwestycji - tłumaczy profesor.

Obrazowo rzecz ujmując, jeśli producenci widzą, że klienci chcą kupować, ale nie ma wystarczającej ilości towaru, to po prostu podnoszą jego cenę. Wiedzą, że ci i tak kupią, co zamierzają, nawet jeśli zapłacą za to więcej.

- Z kolei wzrost płac, podniesienie płacy minimalnej wpływa na wzrost cen usług. W ich sporej części nie da się zastąpić pracy człowieka maszyną. Jeśli więc na przykład właściciel zakładu fryzjerskiego musi podnieść pensje swoim pracownikom, to automatycznie podniesie ceny świadczonych przez siebie usług - wyjaśnia ekonomista.

Czy sytuacja się poprawi? Zdaniem profesora, to zależy tak od postawy Banku Centralnego, jak i rządu. Ten pierwszy musi pokazać, że chce walczyć z inflacją, podnosząc chociażby stopy procentowe. Rząd z kolei musi sobie uświadomić, czym kończy się polityka prowadząca do inflacji.

Ale też ta w Polsce jest najwyższa od czerwca 2001 roku, przynajmniej tak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego. We wrześniu wyniosła 5,9 proc. rok do roku.

Najszybciej rosły koszty transportu, które zwiększyły się rok do roku o 18,5 proc. O 7,2 proc. zwiększyły się ceny w kategorii „użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii”, a o 7,0 proc. ceny w gastronomii i hotelarstwie. W najmniejszym stopniu inflacja dotknęła odzież i obuwie, które podrożały w ciągu ostatnich 12 miesięcy o jedyne 0,2 proc. Tymczasem w porównaniu z sierpniem ogólnie ceny w gospodarce wzrosły o 0,7 proc., czyli ponad dwa razy mocniej niż miesiąc wcześniej.

Jedno z forów internetowych. Rozmowa oczywiście o drożyźnie. Ludzie próbują sobie tłumaczyć, skąd takie ceny, dlaczego od dawna nie płacili tak dużo za chleb, masło czy sery.

Internauta1: „A tak serio to po prostu inflacja i próba załatania dziur w budżecie. Dali ludziom podwyżkę najniższej krajowej do 2800 zł i później nie dziwota, że odbija się to na cenach danych produktów, bo pracodawca nie wyłoży na wypłaty swojej kasy, tylko przeliczy to na cenę swoich produktów, usług itp.”.

Internauta2: „500+, 14sta emerytura... PiS chce wygrać kolejne wybory, więc będzie rozdawać dalej”.

Internauta3: „Efekt rozdawalnictwa. Nie rozumiem, dlaczego tak ludzi to dziwi. Każdy ogarnięty człowiek, który zna choć podstawy ekonomii doskonale wiedział jak to się skończy”.

Internauta4: „Do tego nowe podatki i drożejące paliwo. Nie tajemnicą jest, że jak rośnie cena na stacji paliw, automatycznie rośnie cena produktów, które ZAWSZE wymagają transportu”.

Internauta5: „Ale wiecie, że na całym świecie wszystko drożeje? Przecież to nie tylko 500 plus ma znaczenie. Poczytajcie trochę. Covid, brexit, ostra zima, ceny ropy, nawet ogniska ptasiej grypy - wszystko jest istotne. Co wy uważacie, że jak światowa gospodarka pada na ryjek, to winne 13 i 14? ... I nie, nie jestem fanką tego rozdawnictwa”.

Internauta6: „Nie tylko podwyżka minimalnej, ale też np. podwyżka cen prądu dla przedsiębiorców. To przekłada się na wyższe koszty produkcji i potem sprzedaży. Wszelkie koszty producentów są przerzucane na konsumentów”.

Trudno się takim dyskusjom dziwić. Z sondażu opinii publicznej, przeprowadzonego we wrześniu przez UCE RESEARCH i SYNO Poland dla portalu Business Insider, wynika, czego obecnie najbardziej obawiają się Polacy z perspektywy osobistej sytuacji ekonomicznej. Ankietowani mogli wskazać maksymalnie trzy odpowiedzi. I tak, zgodnie z ich deklaracjami, największy niepokój budzi rosnąca inflacja (46,2 proc.), wzrost cen w sklepach (45,2 proc.) oraz perspektywa podniesienia opłat za energię elektryczną (45,1 proc.). W dalszej kolejności Polacy obawiają się podwyżki podatków (32,7 proc.) i wzrostu cen paliw (21 proc.). Tymczasem, zdaniem analityków, do końca roku produkty wciąż będą drożały.

Z kolei w czerwcu „Dziennik Gazeta Prawna” i RMF FM zapytały Polaków, czego najbardziej się obawiają. Okazało się, że ankietowani bardziej niż pandemii boją się właśnie inflacji. Aż 58 proc. najmłodszych badanych w wieku 18-29 lat obawiało się drożyzny, systematycznego wzrostu cen, podobnie ankietowani w grupie 60-69 lat. W sumie to aż 46 proc. osób, które odpowiadały na pytania zadane przez „DGP” i RMF FM. Najstarsi badani - od 70. roku życia bali się IV fali epidemii. Dla osób w wieku 30-39 lat - najgorsza była perspektywa ponownego zamknięcia szkół.

Bożena, lat 50, nauczyciel dyplomowany, mąż, dziecko w wieku szkolnym, ale też dorosłe już dzieci.

- Od jakiegoś czasu chodzenie po sklepach jest dla mnie denerwujące. Chcąc zrobić zakupy na trzy dni, nie zamykam się w kwocie 200 zł. Mąż jest cukrzykiem, ja insulinooporna. Oboje jesteśmy na dietach, na które kiedyś bardziej mogliśmy sobie pozwolić. Warzywa, które jemy w dużych ilościach, bardzo zdrożały: sałata, pomidory, kapusta kiszona nawet o 3 zł, cebula o 1 zł. Chleb dla diabetyków z 3,90 zł doszedł już do ceny 5,30 zł za jeden mały bochenek, zastępujemy go grahamem za 4,60 zł - opowiada.

Podrożały ryby oraz mięso drobiowe, a tylko takie mogą jeść. Więcej trzeba zapłacić za piersi z kurczaka, za indyka, nawet szyje z indyka zdrożały z 4 zł na 6,20. Mogłaby tak wyliczać w nieskończoność. Oboje z mężem pracują w budżetówce, mąż na dwóch etatach, ona też dorabia, a mimo to wchodzi do sklepu i sprawdza, co można kupić w promocji, kombinuje, jak zmienić menu, żeby było taniej.

- Od jakiegoś czasu robię listę rzeczy najbardziej potrzebnych, takich jak jajka, mleko, chleb i masło, a resztę kupuję, obserwując ceny. Jeżeli coś jest w promocji, to kupuję na dłużej, robię po prostu zapasy. Coraz więcej wydaję na środki czystości, one są okropnie drogie, choćby takie proszki do prania czy płyny do mycia podłóg - żali się.

Ale, jak mówi, nic nie przebije cen benzyny. Tutaj już traci rachubę, ceny rosną z dnia na dzień. Wydaje coraz więcej na wszystko, dosłownie na wszystko, może za wyjątkiem musztardy, bo tej nie kupuje.

- Przykre jest to, że z mężem ciężko pracujemy, a większość naszych dochodów idzie na opłacenie rachunków, które w tym miesiącu były rekordowe. Rachunek za gaz - 50 zł, ostatnio 35 zł, a używamy gazu tylko do gotowania, za prąd zapłaciliśmy o 70 zł więcej i to za okres letni. Wszystko drożeje, włącznie z ubraniami, których praktycznie nie można już kupić na wyprzedażach - mówi.

A przecież nie samymi rachunkami i jedzeniem człowiek żyje. Za bilet do teatru trzeba zapłacić 100-120 zł. Zajęcia dodatkowe dziecka: basen, robotyka i sport kosztują około 500 zł.

- Czuję żal, że mimo wykształcenia, mojej i mojego męża pracowitości niewiele nam zostaje po opłaceniu kredytu na mieszkanie i rachunków oraz codziennych zakupów żywieniowych. Śmieję się, jak ktoś mówi: klasa średnia, chyba uboga już. Czasami żałuję, że pracuję w instytucji, która wymaga od nas tak wiele, a zarabiam jak ktoś, kto nie ma tak wielkiej odpowiedzialności - nie ukrywa.

Problem drożyzny dotyka nie tylko Polski. Jak podaje agencja ONZ ds. Wyżywienia i Rolnictwa, po dwóch miesiącach spadków w sierpniu ceny żywności znów globalnie wzrosły. Drożeje głównie cukier, oleje i niektóre zboża.

Tegoroczne plony, według agencji, wyniosą prawie 2,788 mld ton, czyli więcej niż rok wcześniej. Mimo to ceny są wyraźnie wyższe.

W sierpniu zeszłego roku wskaźnik indeksu globalnych cen żywności obliczanego przez agencję ONZ wyniósł 96,1 pkt, w sierpniu tego roku - 127 pkt, we wrześniu było jeszcze gorzej - 130 pkt. Jeśli trend wzrostowy się utrzyma, a wszystko na to wskazuje, za miesiąc będziemy mogli ogłosić, że światowe ceny żywności są najwyższe w najnowszej historii.

Po raz ostatni tak gwałtowny ich wzrost mieliśmy w 2011 roku, stały za nim niepokoje społeczne, między innymi arabska wiosna. Dzisiaj, na szalejące ceny żywności wpłynął przede wszystkim kryzys związany z pandemią koronawirusa. Wiosną tego roku ceny na całym świecie były o prawie 30 proc. wyższe niż w latach 2014-2016. Do tego dochodzi wzrost cen gazu i ropy naftowej.

Z kolei Światowy Program Żywnościowy ONZ (WFP) donosi, że wyższe ceny żywności spowodowały 40-proc. wzrost głodu na świecie.

- Obok konfliktów, pandemii COVID-19, katastrofalnych skutków zmiany klimatu wysokie ceny żywności są kolejnym czynnikiem potęgującym głód na świecie - komentował główny ekonomista WFP Arif Husain.

Według agencji ONZ problem poważnego niedoboru żywności dotknął w tym roku rekordowe 270 mln osób.

- Wysokie ceny żywności to najlepszy przyjaciel głodu - mówił Husain.

W Libanie ceny mąki pszennej wzrosły w bieżącym roku o około 200 proc., a ceny oleju spożywczego w Syrii o 440 proc. w stosunku do roku poprzedniego.

Według statystyk ONZ poziom głodu na świecie zmniejszał się od wielu dekad, ale to się zmieniło w 2016 roku. Szacuje się, że obecnie 690 mln ludzi na świecie kładzie się wieczorami do łóżek nie zaspokoiwszy głodu.

Bożena, już na koniec, ze smutkiem.

- Rozmawiam z moimi dziećmi, będącymi już na swoim, i serce mi się kraje. Oni tak dużo pracują i też, niestety, starcza im na rachunki, spłacanie kredytu i jedzenie - mówi. I dodaje: - Chciałabym mieć poczucie bezpieczeństwa, pewność, że nie zabraknie mi pieniędzy, aby przeżyć „od pierwszego do pierwszego”. Kupuję regularnie książki dla mnie i dla moich dzieci, gry planszowe. Na to zawsze muszę znaleźć pieniądze, bo po coś przecież pracuję tak ciężko. Ale jak każda kobieta chciałabym czasami poszaleć, kupić fajny płaszcz czy buty. To naprawdę tak dużo?

Paszport covidowy z krótszą datą ważności

Wideo

Materiał oryginalny: Rekordowa inflacja, Polacy chwytają się za portfele. Jest drogo, a w najbliższym czasie może być jeszcze drożej - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie