Psycholog prof. Zbigniew Nęcki o życiu w pandemicznej rzeczywistości: Od roku błąkamy się jak zagubione owieczki w lesie. To wyczerpujące

Marcin Banasik
Marcin Banasik
Prof. Zbigniew Nęcki - psycholog, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie
Prof. Zbigniew Nęcki - psycholog, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie Anna Kaczmarz / Polska Press
Zdalna nauka, praca, życie towarzyskie - to wszystko jest tylko namiastką prawdziwego życia. Po roku życia z pandemią wkraczamy w etap wyczerpania. Najbardziej odporne na koronawirusa i jego skutki są osoby wierzące, bo to właśnie wiara powoduje, że ludzie są w stanie pokonać zagrożenie. Dlatego tak ważne jest, żeby nie zamykać kościołów - tak twierdzi znany psycholog prof. Zbigniew Nęcki.

FLESZ - Wakacje 2021 z obostrzeniami?

Jak ponad rok życia w koronawirusowej rzeczywistości wpłynął na życie przeciętnego Kowalskiego?
- Przez ten rok z pewnością większości z nas mocno dała się we znaki chroniczna niepewność. Jedni spece w telewizji mówią, że wirus jest łagodny, inni eksperci, że covid jest bardzo groźny i zabija. Przeciętny Kowalski nie wie, komu ufać. A to powoduje, że błąkamy się jak zagubione owieczki w lesie. Ponad rok życia w takiej niepewności jest bardzo wyczerpujący.

W marcu ubiegłego roku zaczęła się panika, ludzie kupowali maseczki i… papier toaletowy.
- To był pierwszy etap - mobilizacja społeczeństwa, czyli kupowanie wszystkiego, co gromadzi się w obawie przed katastrofą. Oprócz maseczek i papieru toaletowego były to też konserwy i makarony. Druga faza to próba przystosowania. Na swoim przykładzie przekonałem się, że pan wykładowca nagle musiał nauczyć się obsługi aplikacji Teams i Zoom, żeby móc prowadzić wykładu online. Dla mnie nie było to łatwe, ponieważ wcześniej twierdziłem, że takie nowinki technologiczne do niczego mi się w życiu nie przydadzą.

Jak już się przystosowaliśmy, to przychodzi...
- Trzecia faza, czyli wyczerpanie. Aktualnie społecznie jesteśmy na granicy drugiej i trzeciej fazy, która jest najbardziej dotkliwa dla każdego człowieka. Przykładem niech będzie szkoła, a dokładnie zmęczenie dzieci nauką online. Redukcja szkoły do zajęć przez internet można porównać do tego, że mieliśmy las, a teraz mamy tylko pniaki bez liści, gałęzi i szyszek. Dla młodych ludzi konfrontacja z rówieśnikami jest jak woda dla ryby. Bez tego mogą funkcjonować, ale to jest funkcjonowanie kalekie, ułomne.

Dorośli lepiej niż dzieci znoszą ograniczenie kontaktów towarzyskich?
- Tutaj problem jest tego typu, że przez pandemię lista naszych znajomych została okrojona. Oczywiście kontaktujemy się z naszymi najbliższymi znajomymi, ale z pewnością rzadziej, a rozmowy telefoniczne lub online nigdy nie zastąpią tradycyjnego spotkania. Czasem przecież rozmowa jest tylko pretekstem spotkania, ponieważ chcemy po prostu ze sobą pobyć. Cieszyć się tym, ze jesteśmy razem, obok siebie. Uważam, że brak bliskości między ludźmi jest bardzo szkodliwy dla tzw. subtelnej tkanki życia społecznego.

Jakie będą tego skutki?[
- Skutki już widać niestety na każdym kroku. Mnóstwo ludzi na granicy depresji, brakuje im motywacji i energii życiowej. Niebezpieczne jest również to, że przez pandemię zaczęliśmy patrzeć na drugiego człowieka jak na zagrożenie. Jak ktoś idzie ulicą, to na widok człowieka z naprzeciwka poprawia maseczkę. Drugi człowiek stał się niestety problemem.

W końcu jednak przyjdzie czas, że pokonamy pandemię i znowu będziemy mogli spotykać się bez ograniczeń.
- Wszyscy czekamy na to z utęsknieniem. Po jakimś czasie nasze życie wróci do normy, ale obawiam się, że na długo pozostanie z nami pewna doza niepewności. Gdzieś z tyłu głowy będziemy czuli, że zagrożenie w każdej chwili może wrócić.

W jaki sposób można poradzić sobie z poczuciem lęku?
- Proszę spojrzeć na ludzi wierzących. Nie jest żadnym odkryciem, że wiara wzmacnia psychiczną odporność o 50 procent, a to przekłada się na wzmocnienie odporności fizjologicznej. Jeśli człowiek jest uniesiony wiarą, to realnie wytwarza biochemiczne substancje, które niszczą ciała obce. Zabrzmi to trochę dziwnie, ale proszę mi wierzyć, ludzie wiary, którzy są optymistycznie nastawieni do świata, mają zdolność zabijania wirusów. To nie są żadne bajki. Pamiętam, że były przeprowadzane takie badania odnośnie osób zarażonych wirusem HIV. Pokonać chorobę udawało się w większości tym osobom, które wierzyły, że są w stanie to zrobić.

Czy to jest argument za tym, żeby jednak nie zamykać kościołów?
- Katolicy mają przekonanie i wiarę, która nakazuje uczestnictwo w nabożeństwach przynajmniej raz w tygodniu. Liczna obecność wiernych na niedzielnych mszach świętych pokazuje, że jest to bardzo mocno zakorzenione w świadomości i nawet kolejne obostrzenia nie są w stanie tego wykorzenić. Druga sprawa, to przekonanie ludowe, że Pan Bóg chroni swoich. Jak idziesz do sklepu, to na własne ryzyko, a jak do kościoła, to z przekonaniem, że anielskie siły potrafią nas ochronić przed wirusem. Szczerze mówiąc, to zazdroszczę ludziom tego przekonania, bo ono daje siłę do walki.

Czyli zamknięcie kościołów w czasie pandemii nie byłoby najlepszym pomysłem?
- Uważam, że nie powinno się zamykać kościołów. Dla części społeczeństwa pokarm wiary jest ważniejszy niż ten kupowany w supermarkecie. W naszym kraju prędzej można by zamknąć szpitale niż kościoły. Dajmy wiernym szansę na modlitwę w kościele, dzięki temu ludzie mają siłę do walki z zagrożeniem.

A co z wiarą, że jak wchodzę do zatłoczonego autobusu, to wirus mnie nie dosięgnie? Patrząc na komunikację miejską, sporo jest takich sytuacji.
- Boisz się, obawiasz, ale chcesz jechać, bo czasem nie masz innego wyjścia. W każdym z nas jest nutka optymizmu, dzięki której przy wejściu do zatłoczonego autobusu myślimy sobie, że akurat nas wirus ominie. Jest to nieuzasadnione i nielogiczne, ale psychologicznie korzystne, bo dzięki temu nie dajemy się sparaliżować z codziennym egzystowaniu. Redukujemy obawę robiąc z siebie wyjątek, szkopuł w tym, że większość z nas tak robi, co oznacza, ze nasza wyjątkowość jest masowa.

Codziennie słyszymy doniesienia o ofiarach koronawirusa. W czwartek rano Ministerstwo Zdrowia poinformowało nas o niemal tysiącu śmiertelnych ofiar w Polsce. Takie statystyki ogłaszane są codziennie od ponad roku, czy jesteśmy już na nie obojętni?
- To jest tak, jak z bólem zęba. Nawet przez dwa lata nie jesteś go w stanie znieczulić na stałe, musisz go wyleczyć. Statystyki budują nastrój grozy. Nie da się do tego przyzwyczaić. Faktem jest, że teraz mamy inny punkt odniesienia. Na początku pandemii przy dwóch tysiącach zakażeń w skali kraju przeżywaliśmy ogromny niepokój, teraz liczba dziennych zakażeń w pewnym momencie sięgnęła 30 tys. Kiedy spadła do około 20 tys. wszyscy odetchnęli z ulgą, a to przecież 20 razy więcej niż wtedy, kiedy uważaliśmy, ze już jest bardzo źle.

Wideo

Materiał oryginalny: Psycholog prof. Zbigniew Nęcki o życiu w pandemicznej rzeczywistości: Od roku błąkamy się jak zagubione owieczki w lesie. To wyczerpujące - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie