Płaca minimalna w 2021. Część pracodawców sugeruje obniżkę, ale rząd zdecydował o podwyżce. Zyska na tym budżet państwa. Upadną setki firm?

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Jeszcze do środy, 26 sierpnia, wszyscy zainteresowani mogą zgłaszać uwagi do rządowego projektu rozporządzenia o płacy minimalnej w 2021 roku, ale już teraz 1,7 mln Polaków zarabiających oficjalnie ustawowe minimum – czyli 2600 zł brutto – może się cieszyć z podwyżki. Od 1 stycznia 2021 r. ich pensja wzrośnie o co najmniej 200 zł. We wspomnianym projekcie rząd zapisał 2800 zł płacy minimalnej miesięcznie. Minimalna stawka godzinowa dla zleceniobiorców i samozatrudnionych miałaby z kolei wzrosnąć z 17 do 18,30 zł. Wprawdzie podwyżkom w erze pandemii i kryzysu sprzeciwiają się pracodawcy, ale rząd z pewnością im nie ulegnie. Tym bardziej, że związki zawodowe żądają znacznie więcej.

Pierwszy od 30 lat kryzys gospodarczy w Polsce jest faktem, wynika to jasno z danych publikowanych przez Główny Urząd Statystyczny oraz informacji i opinii napływających z firm. W komunikacie z 24 sierpnia GUS podał, że w I półroczu 2020 średnie i duże przedsiębiorstwa niefinansowe odnotowały głęboki spadek przychodów (o 5,2 proc. rok do roku) o skali wyraźnie przekraczającej spadek kosztów (o 4,4 proc.). To oznacza, że pogarszają się wyniki finansowe przedsiębiorstw. Jednocześnie topnieje odsetek tych, które w ogóle są na plusie: zysk netto wykazało w I półroczu 72,3 proc. firm.

Topniejące zyski firm

- Firmom rentownym zyski topnieją (-0,7 proc.), wśród rosnącej grupy firm notujących stratę, skala strat wzrosła ponad dwukrotnie (o 105,1 proc.) – zwraca uwagę dr Sonia Buchholtz, ekspertka Konfederacji Lewiatan.

Dodaje, że dane potwierdzają już wielokrotnie stawianą tezę, iż pandemia dotknęła branże nierównomiernie. Najsilniejsze ciosy otrzymało hotelarstwo i gastronomia: tu spadek przychodów w I półroczu wyniósł aż 11,7 proc.; na minusie są również górnictwo i wydobycie oraz pozostała działalność usługowa. Inne branże notują zyski, ale i tutaj spadki przychodów i rentowności są dotkliwe.

- Przy wskaźnikach na poziomie 2-3 proc. nie ma mowy o inwestycjach i podejmowaniu ryzyka, czy budowie buforu finansowego. – mówi ekspertka.

Podkreśla, że od początku pandemii dynamicznie rośnie udział wynagrodzeń i usług obcych (oraz energii i podatków) w ogólnych kosztach firm. W pandemii wielu pracodawców wypłacało (przeważnie obniżone) wynagrodzenia pracownikom nie wykonującym przez wiele tygodni żadnej pracy. Podtrzymywanie zatrudnienia w obliczu głębokiego spadku przychodów również kosztuje krocie i pogarsza wyniki firm w najbardziej zdruzgotanych przez pandemię branżach.

Organizacje pracodawców, w tym Lewiatan i BCC, ostrzegają, że w takich realiach kolejne znaczne podniesienie płacy minimalnej – przekładające się na poziom wszystkich wynagrodzeń – poważnie zagraża rentowności, a docelowo istnieniu kolejnych przedsiębiorstw.

- Wziąwszy pod uwagę dalsze wzrosty płacy minimalnej, dodatnie marże są zagrożone – przyznaje dr Buchholtz.

Wskazuje, że niepewność gospodarcza i regulacyjna (zwłaszcza w II kwartale) przełożyły się na drastyczne ograniczenie nakładów inwestycyjnych (o ponad 6 proc. rok do roku). Firmy zawiesiły zakupy maszyn i urządzeń oraz środków transportu (aż o jedną czwartą!). Lekki wzrost inwestycji w budowle to efekt niezakończonych procesów zleconych w 2019 roku. Ale najnowsze dane z budownictwa wskazują, że i ten efekt wygasa. Inwestycje kurczą się w większości branż, szczególnie w handlu (o 10,3 proc.!).

- Powstrzymanie od inwestycji i leżące na kontach transfery z tarcz finansowych stanowią zabezpieczenie na czasy, kiedy wsparcie publiczne zostanie zakończone, a popyt prywatny nie wróci do poziomów sprzed pandemii – tłumaczy ekspertka.

Rząd i tak podniesie płacę minimalną

Albo inwestycje i rozwój, albo nieodpowiedzialne podwyżki płac – tak w Radzie Dialogu Społecznego postawili sprawę przedstawiciele pracodawców. Zgodnie opowiedzieli się za utrzymaniem tegorocznej płaci minimalnej – czyli 2600 zł. Ostatecznie Konfederacja Lewiatan zaproponowała, by wynagrodzenie minimalne w przyszłym roku wyniosło 2716 zł, a minimalna stawka godzinowa wzrosła z 17 zł do 17,7 zł. Taki wzrost wynikałby z zastosowania tzw. mechanizmu ustawowego - podwyżka płacy minimalnej nadążyłaby wtedy za wzrostem średniego wynagrodzenia w kraju i inflacją.

Wedle ostatnich dostępnych danych GUS, w lipcu 2020 r. przeciętne wynagrodzenie w Polsce wyniosło niecałe 5382 zł brutto. To o 199 złotych – czyli 3,84 proc. - więcej w lipcu 2019. Gdyby płaca minimalna miała rosnąć w tym samym tempie, to wyniosłaby niecałe 2700 zł.

Związki zawodowe nie chcą jednak słyszeć o kryzysowym zamrożeniu płac i domagają się, by rząd spełnił swą obietnicę sprzed pandemii, czyli po raz kolejny skokowo zwiększył płacę minimalną – do 3 tys. zł. OPZZ i FZZ chcą nawet wyższego wzrostu - do 3 100 zł, czyli o ponad 19,2 proc.

Strona rządowa zaproponowała wynagrodzenie minimalne w 2021 r. na poziomie 2 800 zł, przy warunkowym poparciu ze strony Związku Pracodawców i Przedsiębiorców oraz NSZZ Solidarność. I zapewne ta kwota (lub minimalnie wyższa) będzie obowiązywać od nowego roku. Na posiedzeniu Zespołu ds. budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych oraz w trakcie plenarnego posiedzenia RDS nie udało się bowiem wypracować porozumienia partnerów i rządu w tej sprawie – a wtedy ostateczna decyzja należy do rządu.

- Naszym zdaniem wynagrodzenie minimalne w 2021 roku, jeśli nie ma możliwości zamrożenia mechanizmu jego wzrostu, powinno wynieść 2716 zł, a minimalna stawka godzinowa 17,7 zł. Takie stanowisko prezentują firmy zrzeszone w Lewiatanie, które regularnie pytaliśmy o opinię w tej sprawie – mówi prof. Jacek Męcina, przewodniczący Zespołu budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych RDS i doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Podkreśla, że kondycja gospodarki nie uzasadnia proponowanej podwyżki. - Jeśli przy ustalaniu płacy minimalnej na 2020 rok rząd argumentował, że „biorąc pod uwagę sytuację na rynku pracy i utrzymującą się dobrą koniunkturę gospodarczą rząd postanowił o ustaleniu płacy minimalnej na jeszcze wyższym poziomie, właśnie 2600 złotych”, trudno znaleźć merytoryczne uzasadnienie dla podnoszenia jej o więcej niż kolejne 116 złotych w dobie recesji. Już założenia do budżetu 2021 pozwalają stwierdzić, że rząd zakłada, że w 2021 nie wrócimy do PKB z 2019 roku. Prognozy NBP są jeszcze bardziej pesymistyczne – mówi profesor.

Deficyt budżetowy ma w przyszłym roku przekroczyć 100 mld zł. Co istotne – może on być nieco mniejszy, jeśli płaca minimalna wyraźnie wzrośnie. Trzeba bowiem pamiętać, że 2800 zł brutto oznacza dla pracodawcy koszt 3373,44 zł. Pracownik dostaje z tego na rękę niecałe 2062 zł, zaś reszta pieniędzy – ponad 1300 zł – trafia do budżetu państwa. NFZ i ZUS (w tym ostatnim wypadku też korzysta budżet państwa, bo dotacja do wypłat emerytur i rent nie musi być tak duża).

- Jedynym wskaźnikiem makroekonomicznym, który uzasadnia szybkie podnoszenie nominalnej płacy, jest inflacja, która od listopada 2019 roku utrzymuje się systematycznie powyżej celu inflacyjnego, z czego w I kwartale 2020 roku oscylowała wokół 4,5 proc. rok do roku. U źródeł tej wysokiej inflacji leżały szybko rosnące ceny żywności, a jej udział w koszykach osób nisko zarabiających jest nadreprezentowany. Z uwagi na typowe dla recesji tendencje dezinflacyjne (których obecność potwierdza prognoza Ministerstwa Finansów) ten efekt będzie wygasał, co stanowi argument za ograniczaniem skali wzrostu płacy minimalnej – argumentuje prof. Jacek Męcina.

Kryzys wymaga rozsądku

Pracodawcy podkreślają, że wzrost płacy minimalnej to odczuwalne zwiększenie kosztów pracy w bardzo trudnym czasie. Wiele firm jest teraz mocno zadłużonych w ZUS, w bankach, firmach leasingowych, u kontrahentów. Zaciągnęły długi, żeby ochronić miejsca pracy i nie zwalniać pracowników w sytuacji kryzysu. W przyszłym roku, kiedy będą musiały zacząć spłacać długi, dodatkowy nieuzasadniony wzrost kosztów może doprowadzić do opóźnionej fali upadłości.

W świetle ostatnich doniesień Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, tylko do 21 lipca br. przedsiębiorcy zgłosili się o wsparcie dofinansowania wynagrodzeń dla niemal 3 mln pracowników. Dane Polskiego Funduszu Rozwoju mówią o wsparciu z Tarczy Finansowej dla podmiotów zatrudniających ponad 3 mln pracowników. Z kolei utrzymanie zatrudnienia w II i III kwartale 2020 roku odbyło się przede wszystkim dzięki nadzwyczajnym oszczędnościom pracodawców i uruchamianiu oszczędności z kapitału.

- Oczywiście instrumenty wsparcia odegrały swoją rolę, ale pamiętać należy, że w perspektywie kolejnego roku szanse na taki zakres pomocy są małe, choćby dlatego, że interwencja w 2020 roku pochłonęła całe oszczędności Funduszu Pracy na poziomie ponad 7 mld zł – przypomina ekspert Lewiatana. Ostrzega, że forsowanie zbyt wysokiego wynagrodzenia minimalnego (do których należy dodać koszty pracy) oznacza uderzenie w nie - zanim jeszcze wrócą do stanu sprzed pandemii.

Taki wzrost uderzy przede wszystkim w firmy mikro i małe, zwłaszcza w rejonach biedniejszych – jak wschodnia i południowa Małopolska. W Nowosądeckiem (z wyjątkiem samego Sącza) średnie zarobki są o prawie 2 tys. zł niższe niż w Krakowie, a płacę minimalną zarabia kilkukrotnie wyższy odsetek pracowników niż w metropoliach.

- W warunkach kryzysowych także część większych firm będzie miało trudności z utrzymaniem zatrudnienia. Wyższe bezrobocie, czy wzrost szarej strefy, które będą konsekwencją tej decyzji, to z kolei mniejsze dochody z PIT i do FUS oraz większe koszty Funduszu Pracy. Ponadto, nie można wykluczyć scenariusza, w którym wypieramy z rynku pracy niemal całe branże czy znaczną część lokalnej gospodarki. Alternatywą jest przeniesienie wyższych kosztów na konsumenta, co znajdzie ujście w wysokiej inflacji. Ostatecznie, nie można wykluczyć zwiększenia powszechności pracy w szarej strefie – kwituje ekspert.

Wszystkim po równo?

Pracodawcy zwracają uwagę na jeszcze jedną kwestię: z powodu skokowego podnoszenia płacy minimalnej (z 1750 do 2600 zł obecnie) doszło w Polsce do istotnego spłaszczenia wynagrodzeń ludzi bez stażu i kwalifikacji oraz profesjonalistów z dużym doświadczeniem. Pandemia przyspieszyła ten proces, hamując wzrost płac osób wykształconych i kompetentnych.

Niewielka różnica między płacą pracownika wykonującego najprostsze prace w ramach umowy kodeksowej a urzędnika, czy pielęgniarza demotywuje do pracy w trudnych zawodach zwiększając ryzyko masowej emigracji i selekcji negatywnej. Podobnych skutków można oczekiwać na terenach słabiej rozwiniętych, a przez to oferujących systematycznie niższe wynagrodzenia.

Nie bez znaczenia jest fakt, że w najbardziej dotkniętych pandemią branżach i firmach, także dużych, pracodawcy obniżyli pracownikom etaty i pensje o 20 proc. (przy faktycznie tej samej ilości pracy i zadań do wykonania), co prowadzi do jeszcze większego spłaszczenia wynagrodzeń. Kolejna znaczna podwyżka płacy minimalnej wzmocni tę tendencję.

FLESZ - Wchodzą w życie podwyżki dla nauczycieli

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie