Nowa-stara przestrzeń Krakowa

Artykuł sponsorowany Klub Forty Kleparz
Zjawisko rewitalizacji pozwala na nowo odkryć nieco zapomniane perły Krakowa. Mieszkańcy zyskują dostęp do niewykorzystanych wcześniej atrakcyjnych, poindustrialnych przestrzeni i wygląda na to, że trend ten wspierają i doceniają. Przykładem są dawne zakłady tytoniowe czyli Dolne Młyny, hala Dworca Głównego czy Zabłocie. Dziś skupimy się na nietuzinkowym miejscu, które łączy ze sobą historię i kulturę - Bastionie III Kleparz.

Przejeżdżając przez Nowy Kleparz nietrudno przeoczyć ukrytą za drzewami ceglastą budowlę. Wzniesiony w połowie XIX wieku bastion wchodził w skład austro-węgierskich fortyfikacji, które znamy jako Twierdzę Kraków. Kiedyś w tym miejscu produkowano i magazynowano słynny Grzaniec Galicyjski. Dziś krakowianie znają to miejsce dzięki klubowi muzycznemu oraz cyklowi koncertowemu Lato na Fortach, które było największym miejskim wydarzeniem zeszłego roku. To, co sprowadziło mnie w to miejsce, to jego druga edycja. Moim przewodnikiem ma być Jan Malski - manager koncertowy klubu Forty Kleparz.
 
Wchodząc na dziedziniec kompleksu słychać odgłosy prac budowlanych. Stojąc na środku parkingu mam wrażenie, że stoję w samym środku remontowego cyklonu. Wierceniu, zbijaniu i hukowi towarzyszy głos “Próba mikrofonu. Jeden, dwa, trzy, jeden, jeden”. To testy nagłośnienia i sygnał dla mnie, gdzie szukać gospodarza. Ci, którzy uczestniczyli w koncertach w ubiegłym roku wiedzą, że scena mieści się na osobnym dziedzińcu, wcześniej niedostępnym dla publiczności. Pokaźnej rozmiarów instalacja zapowiada rozmach przedsięwzięcia.

- I jak ci się podoba? - usłyszałem na powitanie od Jana Malskiego. 
- Robi wrażenie - odparłem zgodnie z prawdą. - Zwłaszcza, gdy wziąć pod uwagę fakt, że znajdujemy się w samym centrum Krakowa.
- To jeszcze nie wszystko. Chodź, przedstawię ci cały koncept - dyrektor artystyczny festiwalu nie krył swojej ekscytacji. - W tym roku Lato na Fortach odbędzie się po raz drugi. Na tej scenie odbędzie się prawie czterdzieści koncertów. Przez prawie trzy miesiące planujemy trzy koncerty tygodniowo i będzie to pełne spektrum polskiej sceny muzycznej. Tu na jaskółczym ogonie - bo taką nazwę nosi ta część fortyfikacji - będą odbywać się festiwalowe koncerty. Startujemy już 20 czerwca.
- Jak trudno było zorganizować festiwal podczas pandemii? - moje pierwsze pytanie wydawało się oczywiste. 
- W zeszłym roku znaleźliśmy się w niewielkiej grupie tych, którzy koncerty w ogóle realizowali. Teraz, dzięki szczepieniom, wszystko ruszyło. W tym roku mamy też drugą scenę. Zaraz pokażę ci przestrzenie, które po raz pierwszy oddajemy do użytku. Klub zmieni swoją formę. Na dużej sali koncertowej powstaje restauracja, wybudowaliśmy też oranżerię. Do tego wrócimy później, teraz chcę ci pokazać coś innego - wyglądało na to, że czeka mnie kolejna wycieczka.

Ze strefy festiwalowej ruszyliśmy wzdłuż dziedzińca do furtki po przeciwnej stronie. Po jej przekroczeniu trafiliśmy na przestrzeń oddzielającą reditę od zabudowań wału. Powierzchnia rozchodzi się po okręgu tworząc półzamknięty obszar, którego dach stanowią korony drzew i coś na kształt wiaty.
- Jesteśmy na miejscu - potwierdził Malski. - To nasza strefa letnia i lounge bar. Tego lata część wydarzeń będzie odbywać się właśnie tutaj. Jak sam widzisz, miejsce jest ogromne. Za chwilę montujemy nowy bar i drugą scenę. Część terenu jest zadaszona i już mogę ci zdradzić, że mamy ciekawe plany - nie tylko związane z muzyką. To nasza strefa Euro i miejsce na relaks, wydarzenia kulturalne, imprezy tematyczne, DJ-e… Sky is the limit. Wkrótce udostępnimy także zwiedzającym ścieżkę tematyczną prezentującą dziedzictwo miejsca – jego historię i pierwotne XIX-wieczne funkcje. To jedyna tego typu oferta w Krakowie.
- Jest to część naszego projektu historycznego, współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej. W końcu znajdujemy się w obiekcie obronnym - tłumaczył Malski, widząc zdziwienie na mojej twarzy.

Mniej więcej w połowie drogi znajdują się pomalowane w czarno-żółte pasy drzwi, które dopiero z bliska ujawniają swoją wielkość.
- Tu dochodzimy do kolejnego projektu - nie musiałem długo czekać na kolejne wyjaśnienia. - Tak zwane kocie uszy, położone przy stoku fosy, to nasza przyszła przestrzeń eventowo-wystawiennicza. To tu planujemy wydarzenie kulturalne, takie jak wernisaże, recitale i wystawy. Ta część powinna być gotowa wczesną jesienią.

Hub kreatywny

Rewitalizacja dosłownie oznacza ożywienie, przywrócenie do życia. To określenie modne w ostatnich latach. Niezbędne w życiu miasta. Ta myśl przyszła mi do głowy, gdy chodziłem po zamkniętych do tej pory wnętrzach fortyfikacji.

- Remonty mają na celu przywrócenie do życia poszczególnych części obiektu. Chcemy im nadać nowe funkcje - Jan Malski odpowiedział na moje, jeszcze niezadane pytanie. - Plan rozciągnięty jest w czasie, ale zakłada rewitalizację wszystkich powierzchni. Poza przestrzenią restauracyjno-rozrywkową i kulturalną, chcemy stworzyć przestrzeń biurową dla startupów i małych przedsiębiorstw. To będzie nowy kreatywny hub Krakowa. 

Smaki świata

Czas zobaczyć restaurację. Pod zadaszeniem, w starej sali koncertowej rozstawione są stoły i kwiaty, całość urządzona jest minimalistyczne i gustownie. Restauracja ma pomieścić 130 osób. Oranżeria przed wejściem idealnie nadaje się na letnie dni. Tutaj kolejna niespodzianka i znajoma twarz chefa kuchni - Jacka Krzyżostanka - znanego ze Scandale Royal Garden na Placu Nowym, hotelu Radisson czy Barki Augusta. Gdy podchodziłem, przeglądał notatki z kawą w ręce.

- Nowa restauracja to zawsze duży wysiłek - zwłaszcza w miejscu, w którym nie było wcześniej takiego lokalu. Do tego osłabienie rynku przez pandemię. Podejmujesz duże wyzwanie - nie kryłem swoich wątpliwości.
- Można to i tak ująć. Albo spojrzeć z drugiej strony - tworzymy restaurację w miejscu, w którym jest ona potrzebna. Jest to wyzwanie, ale jednocześnie świetny projekt. Sam zobacz - w okolicy jest wiele osiedli i piękny park. Nasz pomysł to restauracja dla mieszkańców z okolicy oraz tych, którzy chcą uciec od zgiełku centrum. Ogromnym plusem jest nasz własny teren zielony. Tam również można będzie zamówić jedzenie. Jako jedna z nielicznych restauracji posiadamy własny parking i dzięki temu liczymy na zainteresowanie klientów biznesowych. 
Co do samej pandemii, to ludzie złaknieni są wyjścia na zewnątrz i przebywania razem. My im to umożliwimy w bezpiecznych i komfortowych warunkach.
- Jak określisz kuchnię jaką będziecie serwować?
- To casual dining i kuchnia świata - podsumował Jacek. - Nasza karta stanowi ciekawe nawiązanie do kulinariów narodowych i trendów zagranicznych. Chcę tworzyć dania dla każdego, z doskonałymi składnikami, świeżymi warzywami, owocami morza i egzotycznymi przyprawami. Inspiracją dla menu jest różnorodność świata. Moim zdaniem jedzenie przede wszystkim powinno dawać przyjemność.
- Skąd wziął się ten pomysł? - po takim wstępie to pytanie wydawało mi się naturalną kontynuacją rozmowy.
- Z pracy za granicą. To tam poznałem nowe smaki i miałem możliwość pracy z ludźmi z całego świata. Moim zdaniem nie można zamykać się w sztywnych ramach. Rozmaitość smaków i składników umożliwia nam kulinarne eskapady daleko poza Europę. Wiadomym jest, że klasyki są klasykami nie bez przyczyny. Jednak ja lubię uzupełniać moją kartę smacznymi eksperymentami - dodał Krzyżostanek.
- Czy pandemia wpłynęła na rynek gastronomiczny? - uznałem, że czas na kilka słów o kondycji całej branży.
- To pytanie jest wielopoziomowe. Z pewnością ludzie pragną wyjść do restauracji, usiąść i cieszyć się obecnością innych. W końcu “dwa tygodnie zamrożenia” trwały ponad siedem miesięcy - tutaj nie sposób było odmówić chefowi racji. - Różnorodność i dostępność do dobrej kuchni w Krakowie zawsze była duża - ciągnął Jacek. - To właśnie konkurencyjność jest powodem, dla którego nasze miasto stoi tak wysoko w rankingach kulinarnych. Muszę jednak przyznać, że jest problem z kadrami. Część wykwalifikowanych pracowników, zarówno kucharzy jak i kelnerów, zmieniła zawód. Duża część pracowników sezonowych, studentów, nie przyjechała do Krakowa. Nikt nie wie również, jak będzie wyglądać sytuacja z turystami zagranicznymi, na których opierała się znaczna część dochodów branży. Teraz wszystkie restauracje są w podobnej sytuacji. Wszyscy zaczynamy na nowo.

Wino z powrotem w bastionie

- Tam, gdzie jedzenie, powinno być i wino - do rozmowy dołączył Krzysztof Zygucki, manager restauracji. - Postanowiliśmy postawić na wina naturalne i organiczne. Mało kto o tym myśli, ale przy uprawie win często stosuje się środki chemiczne. Mają one wpływ nie tylko na środowisko, lecz również na nasz organizm. Dziś stoimy w punkcie, w którym nasz stosunek do świata musi się zmienić. Każde działanie ma znaczenie, bo ich suma ma potencjał do zmiany świata. Świadomy konsumpcjonizm stał się koniecznością, a nie modą.

- Wina naturalne zyskują coraz większe grono zwolenników. Myślisz, że to ewolucja podobna do popularyzacji piw kraftowych i stały trend?

- Tak, bowiem Polacy stają się coraz bardziej świadomi. Są chętni odkrywania. To widać nie tylko po dyskusjach w internecie, ale i rosnących statystykach spożycia tego alkoholu. To też widać po dużym zainteresowaniu wydarzeniami wokół kultury wina. Tu dochodzimy do naszych planów, czyli własnego festiwalu - tej jesieni przygotujemy coś specjalnego – obiecywał Krzysztof Zygucki.

Otwarcie

- Każda opowieść musi mieć swój początek. Kiedy otwieracie? – z ostatnim już pytaniem zwracam się do Jana Malskiego.
- Strefa Euro rusza z pierwszym meczem. Dwa wielkie telebimy, bary na otwartym powietrzu, smaczne zestawy kibica i ponad 500 miejsc siedzących. Weekend otwarcia to 18-20 czerwca. W pierwszym dniu, czyli w piątek, przygotowaliśmy wiele niespodzianek. Inauguracja sezonu to jednocześnie prezentacja nowych przestrzeni. Zapraszamy wszystkich - z pewnością się nie zawiedziecie. 19. i 20. zapraszamy na odkrywanie naszej kuchni. W niedzielę odbędą się również dwa pierwsze koncerty - WaluśKraksaKryzys i Ørganek.

Materiał oryginalny: Nowa-stara przestrzeń Krakowa - Gazeta Krakowska

Dodaj ogłoszenie