Najmłodsi wracają do szkół. Dzieci z różnych klas powinny w ogóle nie mieć ze sobą kontaktu

Małgorzata Mrowiec
Małgorzata Mrowiec
Uczniowie klas I-III wrócą do szkół po ponad dwumiesięcznej nieobecności, gdy uczyli się zdalnie, a następnie mieli przerwę świąteczną i ferie
Uczniowie klas I-III wrócą do szkół po ponad dwumiesięcznej nieobecności, gdy uczyli się zdalnie, a następnie mieli przerwę świąteczną i ferie Konrad Kozłowski
Udostępnij:
W poniedziałek (18 stycznia) do nauki stacjonarnej w całej Polsce wracają dzieci z klas I-III podstawówek. Ich powrót do szkolnych ławek w dobie pandemii poprzedziła tygodniowa akcja badań przesiewowych nauczycieli - testów na obecność koronawirusa. Dyrektorzy placówek musieli natomiast zmierzyć się z nowymi wytycznymi co do organizacji zajęć. Zawierają one m.in. zalecenie, by jeden nauczyciel uczył jedną klasę. Okazuje się - praktycznie nierealne do spełnienia.

FLESZ - Zmniejszone dostawy szczepionek na COVID-19

W samym Krakowie uczniów klas I-III szkół podstawowych, więc tych, którzy teraz znów spakują szkolne plecaki, jest ponad 22,1 tys., z czego w szkołach samorządowych uczy się ponad 17,6 tysiąca.

W ostatnich dniach w szkołach trwały intensywne przygotowania.

- Staraliśmy się przejść drogę ucznia od wejścia do szkoły. Z szatni dziecko od razu po przebraniu będzie szło do klasy, na schodach ma czekać nauczyciel, który będzie kierował do sali. Dzieci będą się uczyć bez dzwonków, nauczyciele będą regulować przerwy, tak żeby różne klasy nie spotykały w częściach wspólnych się - wymienia Ewa Wodnicka, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 53 przy ul. Skośnej w Krakowie.

Przy wejściu do tej placówki na początek uczniowie znajdą dozowniki do dezynfekcji z automatycznymi termometrami. - To nowa rzecz, zobaczymy, jak się sprawdzi - mówi dyrektorka.

Przed ponownym otwarciem podstawówek ogłoszone zostały nowe wytyczne ministerialne i sanepidu odnośnie reżimu sanitarnego, w jakim ma się odbywać nauka klas I-III.

- Niewiele różnią się od tych, które obowiązywały od września - zaznacza Ewa Kęsek, wicedyrektor Szkoły Podstawowej z Oddziałami Integracyjnymi nr 22 w Krakowie. - Ale wyłapaliśmy np. nowe zalecenie, żeby dzieci częściej myły ręce, niż odkażały je. I podkreślono, żeby w miarę możliwości rozdzielać dzieci od siebie, by uczniowie z różnych klas nie mieszali się - na przykład na świetlicy.

Rzeczywiście, teraz szczególny nacisk położono (w katalogu wytycznych zostało to wyróżnione pogrubionym pismem) na to, by w szkołach wyeliminować lub ograniczyć do minimum możliwość kontaktu danej klasy z pozostałymi klasami. Jak szkoły to rozwiązują? Uczniowie będą m.in. wychodzić na przerwy o innych porach. Urządzono też osobne sale świetlicowe dla poszczególnych klas.

- Będziemy wykorzystywać na świetlicę klasy lekcyjne. Staramy się też przyporządkować jednego nauczyciela świetlicy do danej grupy dzieci. Na szczęście dysponujemy wystarczającą obsadą świetlicy, ponieważ była ona obliczona na większą liczbę dzieci, również tych z klas IV-VIII, a teraz ci starsi uczniowie nie chodzą do szkoły i nie będą ze świetlicy korzystać - tłumaczy dyr. Ewa Kęsek.

W wytycznych dla klas I-III zapisano też m.in.: „Jedna grupa uczniów (klasa) przebywa w wyznaczonej i stałej sali. Do grupy przyporządkowani są ci sami, stali nauczyciele, którzy w miarę możliwości nie prowadzą zajęć stacjonarnych w innych klasach”.

Szkoły zwracają uwagę, że tutaj zaczynają się schody, bo przecież np. ten sam nauczyciel angielskiego uczy kilka klas I-III. W piątek, 15 stycznia, w sesji pytań i odpowiedzi (Q&A) prezydenta Andrzeja Dudy i ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka na temat powrotu uczniów do szkół padło m.in. pytanie odnoszące się właśnie do zasady „jedna klasa - jeden nauczyciel”. Szef resortu edukacji podkreślił, że to nie przepis, tylko zalecenie. Jeśli nie da się go w danej szkole spełnić, zastosowane mają być inne środki ostrożności, które zapewnią bezpieczeństwo.

- U nas język angielski i religia będą prowadzone zdalnie, uczniowie będą wtedy w klasie pod opieką nauczyciela ze świetlicy. Nauczyciele angielskiego i religii uczą też w innych, starszych klasach i nie chcemy, żeby się przemieszczali do szkoły. Im mniej osób z zewnątrz wchodzi do szkoły, tym lepiej – tłumaczy Ewa Wodnicka, dyrektor SP nr 53 w Krakowie.

W ostatnim tygodniu, równolegle do przygotowań dyrektorów, trwały testy na koronawirusa dla nauczycieli klas I–III, szkół specjalnych oraz pracowników niepedagogicznych szkół. Do piątkowego popołudnia do magistrackiego Wydziału Edukacji nie wpłynęły żadne informacje z krakowskich samorządowych podstawówek dotyczące możliwego zawieszenia zajęć w związku z pozytywnymi wynikami tych testów. Zatem wszystkie te szkoły czekają na dzieci.

Jak poinformował resort edukacji, z danych przekazanych przez Głównego Inspektora Sanitarnego wynika, że w trakcie trzech pierwszych dni akcji testów w całej Polsce wymazy pobrano od 80 tys. osób. Wyniki otrzymało 60 tys. z nich. Pozytywny wynik miało 1 133 osób, a więc tylko 2 proc. przebadanych.

W Małopolsce deklarowało chęć skorzystania z testu 10,5 tys. osób (w tym 7 tys. nauczycieli klas I-III). Nie wiadomo jeszcze, ilu małopolskich nauczycieli i pracowników szkół ostatecznie poddało się testom oraz jakie są wyniki tych badań.

- U nas przetestowało się 18 nauczycieli, czyli około połowa. Wielu nauczycieli przeszło już covid na jesieni, gdy do szkoły chodziły same maluchy, więc część kadry to ozdrowieńcy. Testy zrobiło też 10 pracowników niepedagogicznych. Wszyscy przebadani z naszej szkoły mają negatywny wynik - przekazuje nam Ewa Wodnicka, dyrektor SP nr 53. Tuż przed startem wznawianej nauki stacjonarnej nie trzeba tu było myśleć o zastępstwach. - Ale jak wiadomo równie dobrze ktoś może już po badaniu gdzieś złapać wirusa… - dodaje dyrektorka.

Dyrektorów krakowskich podstawówek spytaliśmy, jak oceniają decyzję o przywrócenie nauki najmłodszych w murach szkoły. Usłyszeliśmy w odpowiedzi, że dzieci są stęsknione, że nauka zdalna nigdy nie zastąpi stacjonarnej i że na otwarcie szkół czekają też rodzice. Ale dyrektorzy mają też obawy.

- Mam mieszane uczucia - mówi Ewa Kęsek, wicedyrektor SP nr 22 w Krakowie. - Jeżeli nie będzie większej liczby zakażeń, to na pewno dla dzieci jest to dobra decyzja. Natomiast jeżeli pojawi się duża fala zakażeń, nauczyciele zaczną chorować, to może być problem. Tak już było, kiedy wcześniej klasy I-III uczyły się w szkole, a IV-VIII miały nauczanie zdalne. Doszło do sytuacji, że mieliśmy bardzo duży problem z obsadą. Mam nadzieję, że teraz do tego nie dojdzie - dodaje.

Szkoły otwierają się dla najmłodszych uczniów, ale też od poniedziałku znów będzie w nich można organizować indywidualne konsultacje stacjonarne dla ósmoklasistów oraz maturzystów, czyli tych, przed którymi są egzaminy kończące dany etap edukacji. Jak słyszymy od dyrektorów podstawówek, dobrze by było, aby ósme klasy już wkrótce - najpóźniej w połowie marca - wróciły do szkoły i można było przed egzaminem solidnie popracować z nimi „na żywo”. Według wypowiedzi ministra edukacji z ostatnich dni, wszystko zależy od rozwoju pandemii, ale gdy tylko będzie taka możliwość, w pierwszej kolejności wrócą do nauki stacjonarnej właśnie ósmoklasiści i maturzyści.

Dodajmy jeszcze, że od poniedziałku szkoły i placówki prowadzące kształcenie zawodowe mogą, na takich samych zasadach jak przed feriami, prowadzić kształcenie praktyczne.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Materiał oryginalny: Najmłodsi wracają do szkół. Dzieci z różnych klas powinny w ogóle nie mieć ze sobą kontaktu - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie