Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Łukasz Skrzyński, były piłkarz Cracovii: Dawniej było więcej jakości

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Według Łukasza Skrzyńskiego dawniej obcokrajowcy w ekstraklasie dawali więcej swoim drużynom
Według Łukasza Skrzyńskiego dawniej obcokrajowcy w ekstraklasie dawali więcej swoim drużynom Andrzej Banaś
Łukasz Skrzyński był piłkarzem Cracovii, przechodząc z nią drogę z III ligi do ekstraklasy. Potem grał w Polonii Warszawa, Zawiszy Bydgoszcz, w której był dyrektorem sportowym. Teraz jest trenerem Dalinu Myślenice.

Czy w dzisiejszych czasach jest możliwe powtórzenie waszej drogi – awansu z Cracovią z trzeciego poziomu rozgrywkowego do ekstraklasy rok po roku od 2002 do 2004 r?

Górnik Łęczna właśnie to zrobił, awansując rok po roku z II ligi do ekstraklasy.

Tak, ale to nie jest tożsama historia z waszą. Wy mieliście skład oparty na piłkarzach z III ligi, potem uzupełniany doświadczonymi piłkarzami.

To było duże zaskoczenie. Może nie chodzi o awans do ówczesnej II ligi, bo byliśmy w gronie faworytów, patrząc na potencjał tej ligi i potencjał zawodników. A potem, być może tak, bo nie zakładaliśmy na początku rozgrywek II-ligowych awansu do ekstraklasy w tym samym roku. Kilka wygranych meczów w końcówce jesieni spowodowało jednak, że doskoczyliśmy do czołówki i chcieliśmy spróbować tego, o czym każdy marzy. Zwłaszcza, gdy jest to wypracowane własną pracą. Dało nam to wiele satysfakcji. Była to drużyna złożona z zawodników z tego regionu. To też duży plus i atut jeśli chodzi o tworzenie drużyny. Byliśmy związani z regionem, znaliśmy się. Wielu było wychowanków Wisły, graliśmy ze sobą już 10 lat, znaliśmy swoje boiskowe zachowania.

Czy dzisiaj udałoby się powtórzyć taką drogę?

Nie chodzi o to, by się chwalić, ale my byliśmy zawodnikami, którzy na poziomie ekstraklasy nie grali, oprócz Pawła Nowaka. Dla nas ówczesna I liga była nowością. Chodzi o to, by wierzyć w to, co się robi, w swoje umiejętności.

Po awansie do ekstraklasy poszliście za ciosem. Pierwszy mecz w Lubinie wygrany 5:2 już pokazał, że Cracovia może być nową siłą. I była. Potem udane spotkania zaowocowały walką o puchary. Zabrakło niewiele, byście zajęli 4. miejsce premiowane awansem.

Rzeczywiście, prowadziliśmy z Amicą 2:0 i była wielka szansa. Drużyna skomponowana została z zawodników, którzy mieli umiejętności. Niektórzy zostali powołani do kadry Pawła Janasa – Piotr Giza, Marcin Cabaj. To nie był przypadek, że tak graliśmy, także w kolejnym sezonie, po 15. kolejkach mieliśmy 3. miejsce. Nie byli to więc przypadkowi ludzie, choć anonimowi. Dawniej druga czy trzecia liga nie była tak eksponowana jak dzisiaj, były transmitowane tylko pojedyncze mecze. Byliśmy więc anonimowi, ale nasze umiejętności nie były małe. Tą grupą zawodników zdobyliśmy dwukrotnie mistrzostwo Polski juniorów. Potencjał został wykorzystany maksymalnie.

Ten sezon 2004/2005 był najlepszym w pana karierze?

Wydaje mi się, że poprzedni, w I lidze, też miałem bardzo dobry, zdobyłem kilka ważnych bramek, także w barażach. A jeśli chodzi o zweryfikowanie moich umiejętności na najwyższym poziomie, to tak. Zwłaszcza, że zostałem wtedy powołany do kadry narodowej B.

Wraca pan pamięcią do tamtych meczów?

Na pewno przed meczami derbowymi przypomina mi się ten pierwszy po awansie, przy Reymonta, zremisowany przez nas 0:0. Jeździłem na mecze derbowe o herbową tarczę Krakowa i chciałem kiedyś zagrać w takim spotkaniu. Było mi to dane w Cracovii. Fajnie powspominać.

Jak wypada porównanie poziomu ówczesnej ekstraklasy z tą obecną?

Uważam, że zdecydowanie na korzyść tamtych lat. Było więcej zawodników o wyższych umiejętnościach piłkarsko-taktycznych. Więcej piłkarzy było powoływanych do reprezentacji z ekstraklasy. A obcokrajowcy byli reprezentantami solidnych krajów europejskich. Kto przyjeżdżał, robił różnicę, jak np. w Grodzisku Wielkopolskim Ivica Kriżanac.

Był „zaklęty krąg” drużyna takich jak Legia, Wisła, Dyskobolia, Amica, ciężko było doszlusować do czołówki.

Tak, a niektóre kluby były na zakręcie, jak GKS Katowice.

Gdyby wam się udało wywalczyć miejsce medalowe, byłaby to sensacja wielkiego kalibru.

Tak, zawsze tak jest w przypadku beniaminka.

Dominacja Legii – siedem tytułów w ostatnich dziewięciu latach - to jedno, ale 2. czy 3. miejsce nie wydaje się nieosiągalne. A Piast zdobył nawet mistrzostwo.

Tak, liga jest teraz bardziej wyrównana, jakość piłkarska zawodników jest porównywalna. Dawniej Legia czy Dyskobolia miały po 18 – 20 wiodących zawodników, a dzisiaj jest 10 – 11 i przy problemach kadrowych zmiennicy nie do końca spełniają oczekiwania. Jest teraz spory natłok młodzieży, ze względu na przepisy o konieczności gry młodego zawodnika w każdym zespole.

Właśnie, to dobry przepis?

Wydaje mi się, że nie. Jest to w jakiś sposób niesprawiedliwie. Jeśli jest młody, perspektywiczny zawodnik to i tak powinien się przebić. A tak, to przyzwyczajamy młodego zawodnika do tego, że coś może dostać za darmo. Oczywiście, on rywalizuje ze swoim kolegą, ale rywalizacja z kimś bardziej doświadczonym to inna kategoria. Musi dzień w dzień dawać z siebie sto procent, by ją wygrać, a ma bardzo ciężko. Nie jestem więc zwolennikiem tego przepisu.

Ten przepis funkcjonuje od dwóch lat, a jednak młodzież wyjeżdża za granicę, przebija się…

Od kilku lat młodzi wyjeżdżają. Teraz menedżerowie zagraniczni baczniejszym okiem patrzą na nasza ligę bo wiedzą, że zagra kilku młodzieżowców w meczu, łatwiej im penetrować rynek. Zawodnicy mają większa szansę wyjechania niż dawniej. W ogóle teraz łatwiej zostać powołanym do kadry narodowej. Podoba mi się np. Kacper Kozłowski, zagrał kilka meczów dobrych, ale czy już zasłużył na to, by wyjechać na mistrzostwa Europy i grać w spotkaniach o taką stawkę? Nie popieram takiej decyzji.

Młodzi piłkarze hurtowo wyjeżdżają do ligi włoskiej i 1. ligi angielskiej. Z czego to wynika? 10 – 15 lat temu było mniej utalentowanych chłopaków?

Nie, tylko było zdecydowanie trudniej przebić się do gry. Popatrzymy kto np. grał w Wiśle – Cantoro, Szymkowiak, Frankowski, Żurawski, Kosowski, Uche, Błaszczykowski, można długo wymieniać. W Legii Boruc, w Dyskobolii: Mila, Sokołowski, Piechniak, Rasiak, Niedzielan, Rocki. To byli bardzo dobrzy zawodnicy. Młodym było więc bardzo trudno.

A Bartosz Kapustka, gdyby urodził się kilka lat wcześniej, miałby szansę wejść do składu waszej Cracovii, do drugiej linii z Baranem i Gizą?

To ofensywny zawodnik środka pola, ale dobre mecze rozgrywa też na skrzydle, gdzie mieliśmy Bojarskiego i Pawlusińskiego. Miałby ciężko, ale miałby szansę. To zależy od stylu gry drużyny. Teraz wydaje mi się, że jest optymalnie wykorzystany w Legii przez trenera Michniewicza. I widać tę jego pewność siebie na boisku. Gdyby grał na pozycji wahadłowego i w drużynie, która się broni, byłby pewnie w innej formie. A ma teraz obok siebie doskonałych piłkarzy.

Pan, jako były dyrektor sportowy zajmował się budowaniem drużyny w Zawiszy Bydgoszcz. Bazował pan na zagranicznych zawodnikach. A jak jest z Polakami. Mówi się, że ciężko jest przeprowadzić transfer w kraju, zgadza się pan? Łatwiej panu było sprowadzać Portugalczyków niż Polaków?

Drużyny, które wychowają sobie zawodnika chcą od razu, z dnia na dzień zarobić duże pieniądze. A w Polsce transfery w ekstraklasie na poziomie miliona, czy dwóch milionów złotych są pod dużym znakiem zapytania. Dobry zawodnik rzadko kiedy jest wolny, zwykle ma ważny kontrakt, więc trudno go pozyskać.

Czyli łatwiej pozyskiwać piłkarzy za granicą?

Każdy ogląda ekstraklasę, wiadomo jak weryfikować umiejętności zawodników. Problemem są finanse. Nawet drużyny II-ligowe chcą wypromować zawodnika. Za granicą łatwiej o wolnych piłkarzy. Polskie kluby dobrych piłkarzy raczej nie wypuszczają z rąk. Chyba że chodzi o klub zagraniczny, który więcej zapłaci.

Kibice Cracovii zżymają się na to że ten zespół jest coraz bardziej międzynarodowy, że nie ma w nim Polaków, nie mówiąc o wychowankach. Może trener Probierz ma związane ręce i nie może sprowadzać więcej Polaków?

Gdyby Cracovia chciała sprowadzić np. Kozłowskiego to cena wywoławcza jest od razu rzędu 5 – 7 mln euro, czyli zawodnik jest niedostępny.

Może być jednak utalentowany zawodnik w Garbarni czy Puszczy.

Tak, to wszystko zależy od negocjacji. Można zagwarantować sobie procenty od następnego transferu.

Gdy ogląda pan Cracovię, to odczuwa pan dyskomfort, że za dużo jest w niej zawodników zagranicznych, ale tłumaczy pan sobie to rynkiem?

Nie patrzę na to w tych kategoriach, tylko patrzę, czy dany piłkarz daje jakość, czy nie. Oglądałem kilka meczów rezerwy Cracovii i jest tam kilku ciekawych zawodników. Ale wszystko musi ocenić trener, on odpowiada za wynik, odpowiada za transfery i jest rozliczany. Widocznie nie pasują ci zawodnicy do jego koncepcji.

Cracovia zawiodła w minionym sezonie, wynik był znacznie poniżej oczekiwań. Zaskoczyła pana jej pozycja i walka o utrzymanie?

Tak, zwłaszcza, że w poprzednim sezonie zdobyła Puchar Polski i długo była w czołówce tabeli. Po jesieni było widać, że dwa zespoły będą walczyć o utrzymanie – Stal Mielec i Podbeskidzie. Ciekawe, co by było, gdyby miały po 5 – 6 punktów więcej? Mogło być jeszcze bardziej nerwowo. Zaskoczyła mnie Cracovia, bo patrząc na potencjał to wynik jest rozczarowujący i to bardzo.

A jak pan patrzy perspektywicznie, to jest w stanie się zebrać i mając potencjał, bazę i finanse na ustabilizowany poziomie to jest w stanie walczyć o najwyższe pozycje?

Nie chciałbym diagnozować problemów Cracovii i podopowiadać trenerowi, ale jeśli miała problemy z defensywnym pomocnikiem, to miała kłopoty. Sadiković nie spełniał oczekiwań. Gdy Covilo nie grał, to Cracovia miała problem, potem już występował za trenera Zielińskiego. Gdy z kolei on odszedł, znowu pojawiły się kłopoty, ale przyszedł Gol i to uporządkował. Wydaje mi się, że tu jest więc klucz.

Cracovia w tym okienku nie pozyskała defensywnego pomocnika…

Ale jeszcze okienko trwa. Po kilku kolejkach ligowych będzie weryfikacja, gdzie są deficyty i można uzupełnić kadrę.

Cracovia trzy lata temu była wicemistrzem Polski juniorów. Piłkarze z tej drużyny nie zawojowali ligi. Z czego to może wynikać, że dawniej się dało, patrząc na pana i pańskich kolegów, a teraz nie?

To nie jest problem Cracovii. W Wiśle, Legii jest to samo. Być może jest słaba selekcja w grupach młodzieżowych, a jeśli są wyselekcjonowani, to nie dają tyle jakości. Może poziom rozgrywek młodzieżowych jest na takim poziomie, że w zderzeniu z seniorami ci zawodnicy nie są na równorzędnym poziomie z nimi.

Jest pan zwolennikiem takiej zasady, by do kontraktów wpisywać klauzulę odstępnego?

Zawodnicy chcą dać szansę zarobić klubowi przy transferze. Nie zastanawiałem się nad tym, ale skoro jest taka możliwość, to dlaczego z niej nie skorzystać?

Widział pan bazę w Rącznej?

Tak, jest kapitalna.

Żałuje pan, że nie urodził się później i nie mógł w niej trenować?

Miałbym zdecydowanie bliżej na treningi (śmiech). Baza to nie tylko boiska, ale też zaplecze, szatnie. To argumenty przy pozyskiwaniu zawodników do grup młodzieżowych. Nie trzeba się martwić o jakość boiska, logistykę treningu, to ułatwienie dla trenerów.

Wy, piłkarze trenera Stawowego, teraz realizujecie się jako trenerzy: Marcin Cabaj, Piotr Giza, Paweł Nowak, pan. Sprawia panu ten zawód tyle radości, co wtedy, kiedy sam pan grał w piłkę?

Sprawia mi to wielką przyjemność, pomagać młodszym kolegom, przekazywanie im bagażu doświadczeń. Ciężkie jest to, że czasami chciałoby się pomóc na boisku, a jest to niemożliwe. Trzeba więc położyć nacisk na to, by wszystko funkcjonowało na treningu, a potem wymagać.

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Łukasz Skrzyński, były piłkarz Cracovii: Dawniej było więcej jakości - Gazeta Krakowska

Wróć na krakow.naszemiasto.pl Nasze Miasto