Krzysztof Grabowski z Dezertera: Ten ogień wciąż płonie

Paweł Gzyl
Paweł Gzyl
Dezerter gra punka już czterdzieści lat. Ostatnia płyta grupy ukazała się w tym roku i nosi tytuł "Kłamstwo to nowa prawda"
Dezerter gra punka już czterdzieści lat. Ostatnia płyta grupy ukazała się w tym roku i nosi tytuł "Kłamstwo to nowa prawda" Małgorzata Wasilewska
Udostępnij:
27 listopada o godz. 19 w krakowskim Hype Parku wystąpi zespół Dezerter, który będzie celebrował 40-lecie swojej działalności. Rozmawialiśmy z jego perkusistą i tekściarzem – Krzysztofem Grabowskim.

- Jak udało się wam przetrwać aż cztery dekady?
- Sam się temu dziwię. Przypuszczam, że zadecydował pewien rodzaj determinacji i potrzeby wypowiedzenia się. Nigdy nie mieliśmy poczucia, że powiedzieliśmy wszystko, dlatego ciągle chcemy coś jeszcze przekazać. Poza tym to olbrzymia przyjemność grać w takim zespole – niby niszowym, ale mającym swoją wierną publiczność, która bardzo nas dopinguje i nakręca. Dzięki temu widzimy sens i potrzebę tego, co robimy. Gdyby nie było tego wsparcia, emocje by szybko opadły i na pewno by się nam nie chciało. Tymczasem nigdy nie mieliśmy takiego momentu załamania, że czulibyśmy, iż to nie ma sensu. Zawsze wiedzieliśmy, że warto działać. Bo jest dla kogo.

- Punk był początkowo postrzegany jako muzyka młodych. Wypada ją grać dobijając sześćdziesiątki?
- Pamiętam artykuły z 1984 roku, w których pisano, że gramy przestarzałą muzykę, której nikt już nie słucha. A my dopiero zaczynaliśmy. Takie głosy są więc zawsze. W tamtym czasie nie było punkowych zespołów z takim stażem, jaki my teraz mamy. Punk grała młodzież – ale ta młodzież z czasem urosła. Nikt w tamtym czasie nie przewidywał, że będziemy działać aż 40 lat. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że to nie jest kwestia wieku, ale wewnętrznych przekonań i swojej wizji świata. Wiadomo: jak się ma 18 lat, pisze się piosenki proste, naiwne i bezpośrednie. Kiedy jest się człowiekiem dojrzałym, to 5 razy się zastanowi zanim coś zrobi, żeby to było coś dobrego. Dlatego wiemy, że czasem warto się wstrzymać z nagraniem kolejnej płyty przez kilka lat, tylko po to, by ona była dobra.

- Co cię zafascynowało w punku, że postanowiłeś w 1981 roku założyć zespół?
- Mój osiemnastoletni instynkt społeczny mnie nie zawiódł, że mieszanie się w politykę to słaby pomysł na życie i trzeba szukać alternatyw, by wypowiadać się we własnym imieniu. Być może była to kwestia lektur, które czytałem lub własnych spostrzeżeń. W punku pociągało mnie to, że jest prosta, ale bardzo energetyczna muzyka, która niesie bardzo ważny przekaz. Wcześniej nie było w rocku tak zdecydowanych i krytycznych wypowiedzi społecznych i politycznych. Punk pozwalał wyrazić za pomocą muzyki swój pogląd na temat tego, co uwierało najbardziej.

- Byliście pierwszym polskim zespołem, który na serio potraktował anarchizm. Z czego to wynikało?
- Tu chodzi o stan umysłu, a nie system polityczny. Anarchizm jest utopijny i nie ma się co łudzić, że udałoby się w ten sposób zorganizować społeczeństwo. Ludzie są tak różni, że nie mogą się ze sobą porozumieć w demokratycznym państwie, a co dopiero wtedy, kiedy wolność byłaby posunięta o wiele dalej. Anarchizm to dla mnie krytyczny sposób patrzenia na politykę. I dał mi bardzo wiele. Poczytałem o tej idei trochę i dzięki temu jestem w stanie patrzeć na świat i widzieć w nim drugie dno. Jak choćby w przypadku mediów społecznościowych, które manipulują informacją po to, by kontrolować właściwie każdą sferę życia społecznego. Kiedy nie ma się do tego krytycznego podejścia, można się w tym utopić. A tak – człowiek ma głowę na powierzchni i oddycha samodzielnie.

- Myślisz, że dołożyliście swoją cegiełkę do upadku komuny w Polsce?
- Nie mam aż takiego wysokiego mniemania o sobie. Punkowa muzyka była jednak pokoleniowym ruszeniem i wpłynęła na świadomość wielu młodych osób. Mnóstwo ludzi z tego nurtu jest dzisiaj rozsianych po różnych ważnych stanowiskach w państwie. Nawet w tym rządzie są tacy, którzy przyznają się, że słuchali Dezertera. Punk pomógł młodym ludziom łatwiej oceniać sytuację. My byliśmy tylko jednym z zespołów tworzących ten ruch.

- Świetnie poradziliście sobie w wolnej Polsce i twoje teksty są ciągle aktualne. To wasza zasługa czy tego, co dzieje się w naszym kraju?
- Nie wiem co by było, gdyby w Polsce było inaczej. Może nagrywalibyśmy inne płyty? A tak – komentujemy to, co dzieje się wokół nas. Przełom w 1989 roku pozwolił nam normalnie funkcjonować jako zespołowi, nagrywać takie płyty, jakie się chce i podróżować po świecie. To były pozytywne zmiany. Z czasem okazało się jednak, że rzeczywistość jest, jaka jest. Dlatego nasze piosenki są, jakie są.

- Którą z płyt Dezertera uważasz za najważniejszą?
- Kilka było takich. Mega ważna był singiel „Spytaj milicjanta”, bo dzięki niemu zespół przetrwał najtrudniejszy czas. Mimo, że nie mieliśmy własnego sprzętu, dostaliśmy zastrzyk energii na kolejne lata. Potem oczywiście ważny był album „Underground Out Of Poland”, który dodał nam sił po fali negatywnych artykułów w polskiej prasie, że gramy muzykę przestarzałą i niemodną. „Piszcie sobie co chcecie, nam płyty wydają w Ameryce” – pomyśleliśmy wtedy. To było super. Wielkim wydarzeniem była dla nas też pierwsza polska płyta – choć wydana z wielkimi trudnościami i mocno ocenzurowana. To wszystko pozwoliło nam dotrwać do czasów współczesnych. Potem co album, to człowiek się cieszył tym, co się ukazywało. Teraz jest to nowa płyta, z której ciągle jestem bardzo zadowolony.

- Kto dzisiaj przychodzi na koncerty Dezertera?
- Wczorajszy koncert w Warszawie pokazał, że punkowcy są nadal w Polsce. I starzy, i młodzi. A czasem nawet ci starzy z dziećmi, co jest fajnym przekazaniem pałeczki. Gramy tak długo, że załapały się już chyba trzy pokolenia. Są ludzie w naszym wieku, młodsi o 20 lat i młodsi o 40 lat. Wczoraj widać było dużo młodzieży znającej i śpiewającej nasze piosenki. Ten ogień wciąż więc płonie – i trzeba dalej dorzucać do tego pieca.

- No waśnie: jak długo planujecie jeszcze grać?
- To jest nie do przewidzenia. Zgodziliśmy się celebrację naszej „czterdziestki”, bo kto wie czy to nie ostatnia nasza okrągła rocznica. Do tej pory nie obchodziliśmy żadnych jubileuszy, bo uważaliśmy, że to jest trochę rzewne. Teraz jest jednak wyjątkowa sytuacja. Była pandemia – i cały rok nam uciekł. Kiedy więc doczekaliśmy do tego 2021, stwierdziliśmy, że warto to zaznaczyć i uświadomić ludziom ile już gramy. A przyszłość? Dopóki będziemy mieli w sobie energię i siłę fizyczną, to nie ma się co zastanawiać: gramy dalej. Wegetariańska dieta od 35 lat jest w tym bardzo pomocna.

"Warsaw Show 16" ostatnim sezonem Don Kasjo?

Wideo

Materiał oryginalny: Krzysztof Grabowski z Dezertera: Ten ogień wciąż płonie - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie