Krakowscy radni na publicznym garnuszku. Dorabiają krocie na potęgę na publicznych posadach

Piotr Ogórek
Piotr Ogórek
Rada Miasta Krakowa to dla wielu radnych tylko jedno z miejsc pracy. Więcej zarabiają gdzie indziej, najczęściej za publiczne pieniądze
Rada Miasta Krakowa to dla wielu radnych tylko jedno z miejsc pracy. Więcej zarabiają gdzie indziej, najczęściej za publiczne pieniądze Andrzej Banas / Polska Press
Duża część radnych Krakowa zatrudniona jest w publicznych instytucjach – w urzędach, jednostkach, spółkach miejskich, wojewódzkich, czy Skarbu Państwa. Do tego praca na publicznych uczelniach i w publicznych szpitalach. Tylko nieliczni pracują na własny rachunek lub w prywatnych firmach. Sporą część radnych utrzymujemy więc my wszyscy. O tym, gdzie pracują, w dużej mierze decydują barwy polityczne.

FLESZ - Produkty od Nestlé są niezdrowe?

Maksymalna miesięczna wysokość diety radnego to 2684,13 zł. W skali roku daje to 32,2 tys. zł. I tyle wykazuje większość krakowskich radnych w swoich oświadczeniach majątkowych za rok ubiegły. Tymczasem średnie wynagrodzenie w 2020 r., według danych GUS, wyniosło 5167,47 zł. Trudno się więc dziwić, że radni parają się dodatkową pracą zarobkową. Problem w tym, że za tą pracę w dużej mierze płacimy my wszyscy.

Z 43 krakowskich radnych 16 pracuje w różnych urzędach lub spółkach publicznych. Jeśli dodamy do tego ośmioro radnych pracujących w szpitalach, szkołach, na uczelniach i w innych publicznych instytucjach (jest m.in. strażak), to okazuje się, że ponad połowa krakowskich radnych żyje na publicznym garnuszku.

Skupiamy się jednak na tych 16, bo jeśli przyjrzeć się ich zatrudnieniu, to widać, że decyduje klucz polityczny. Choć ten dotyka nieraz radnych z drugiej grupy, np. Annę Prokop-Staszecką. Należy ona do prezydenckiego klubu Przyjazny Kraków i przez wiele lat kierowała szpitalem Jana Pawła II w Krakowie. Tym zarządza województwo małopolskie, gdzie władzę od końca 2018 r. pełni Prawo i Sprawiedliwość. W efekcie radna jesienią 2019 r. pożegnała się z posadą. Nadal pracuje jednak w szpitalu jako ordynator jednego z oddziałów (216 tys. zł za zeszły rok).

Miejscy radni w miejskich spółkach i jednostkach

Wróćmy jednak do naszej "szesnastki", bo tam mamy bardzo ciekawe przypadki. Niedawno pisaliśmy o radnym Adamie Migdale (Przyjazny Kraków). Od lat pracuje w spółce Miejska Infrastruktura (MI), odpowiedzialnej za strefę płatnego parkowania i budowę parkingów. To ostatnie spółce nie szło i zapadła decyzja o jej likwidacji. Ta trwa do dzisiaj, a radny Migdał wciąż w spółce pracuje. Za zeszły rok zainkasował z tego tytułu 189 tys. zł. Więcej, niż w czasie, gdy spółka działała normalnie – w 2019 r. zarobił 144 tys. zł.

Zatrudnianie radnych w miejskich spółkach czy jednostkach jest etycznie wątpliwe, choć legalne. Zgodnie z prawem radni nie mogą piastować stanowisk kierowniczych. Lądują więc na posadach specjalistów, inspektorów, podinspektorów, itp.

Pod koniec zeszłego roku stanowisko podinspektora ds. innowacji (4-5 tys. zł brutto miesięcznie) w Zarządzie Dróg Miasta Krakowa objął radny Łukasz Wantuch (znów Przyjazny Kraków). W rozmowie z nami przekonywał, że będzie niezależny. Niemniej radny, jako członek rady miasta, sprawuje kontrolę nad prezydentem, któremu podlega ZDMK. Do tego radny pracuje w jednostce, której budżet ustala rada miasta, itp. Analogicznie jest w przypadku radnego Migdała i spółki MI.

Kolejny radny prezydenckiego klubu z zatrudnieniem w mieście to Kazimierz Chrzanowski, który zajmuje się administracją obiektów w Przedsiębiorstwie Usług Technicznych. To spółka założona przez miejską spółkę MPEC. Zajmuje się budową infrastruktury ciepłowniczej. Radny w zeszłym roku zarobił tam 130 tys. zł.

Z kolei w jednostce Klimat-Energia-Gospodarka Wodna pracuje radny Jakub Kosek (Koalicja Obywatelska), gdzie zarobił 103 tys. zł. KEGW kieruje jego kolega, były radny miejski KO Jerzy Popiel (wcześniej był wiceprezesem MI).

Radni PiS zarabiają krocie w spółkach wojewódzkich i Skarbu Państwa

Kolejna grupa radnych pracuje w spółkach wojewódzkich. Tu brylują radni PiS. Z prostego powodu – od końca 2018 r. w regionie rządzi właśnie ta partia. I tak w spółce Małopolskie Dworce Autobusowe (zarządza m.in. krakowskim dworcem), jako członek zarządu, pracuje Stanisław Moryc (dochód za 2020 r. - 239 tys. zł), a w Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego (MARR) wiceszef klubu PiS Mariusz Kękuś (wiceprezes, 278 tys. zł, dodatkowy dochód osiągnął także w spółce Skarbu Państwa Nowe Jaworzno Grupa Tauron – 112 tys. zł). Prezeską MARR jest Małgorzata Drewnicka, była radna Krakowa, prywatnie żona radnego Michała Drewnickiego.

Na czele spółki Przedsiębiorstwo Usług Hotelarskich i Turystycznych Kraków stoi szef klubu PiS w radzie miasta Włodzimierz Pietrus (prezes zarządu, 235 tys. zł). To o tyle ciekawe, bo to spółka Skarbu Państwa. Przed wyborami samorządowymi w 2018 r. prezes PiS Jarosław Kaczyński ogłosił, że osoby pracujące w spółkach SP nie będą mogły kandydować. Włodzimierz Pietrus pracę w PUHiT otrzymał jednak po wyborach. Wcześniej pracował w spółce wojewódzkiej – Nowe Centrum Administracyjne.

Radny z Krakowa w spółce na Śląsku

Jakiś czas temu było głośno, że w radzie nadzorczej ARM Kraków zasiadł Jerzy Wenderlich, polityk od lat związany z SLD i Kujawsko-Pomorskim. Co człowiek z tego regionu ma wspólnego z Krakowem? Podobne pytanie można zadać krakowskiemu radnemu Michałowi Drewnickiemu (PIS), który zasiada w radzie nadzorczej miejskiej spółki PEC Tychy (61 tys. zł za 2020 r.). Do tego radny do niedawna był rzecznikiem urzędu marszałkowskiego (114 tys. zł za 2020 r.).

- Dostałem taką propozycję z ramienia Tauronu (ma udziały w spółce PEC). Uznano, że w samorządzie zajmuje się tego typu sprawami i przyda się tam moje samorządowe spojrzenie – mówi nam radny Drewnicki. Jak dodaje, z urzędu marszałkowskiego odszedł, żeby się uniezależnić i wkrótce zamierza rozpocząć własną działalność gospodarczą.

Co ciekawe, pracę w urzędzie marszałkowskim wciąż mają niektórzy radni KO (albo przynajmniej mieli w 2020 r.), która w województwie rządziła do wyborów w 2018 r. Na liście płac za ubiegły rok znajduje się Iwona Chamielec i Jakub Kosek (już tam nie pracuje). Natomiast radny Tomasz Daros (KO) w oświadczeniu majątkowym za rok 2020 wpisał dochód z pracy (29 tys. zł) w Małopolskim Regionalnym Funduszu Poręczeniowym, czyli spółce założonej przez MARR.

Jedną ze spółek przejętych przez ekipę PiS po wyborach 2018 są Koleje Małopolskie, którymi do końca roku 2018 kierował radny KO Grzegorz Stawowy. Co ciekawe, ten nadal jest na liście płac spółki – 123 tys. zł za ubiegły rok. To jednak efekt wygranego procesu radnego z byłym pracodawcą, efektem czego była wypłata pieniędzy za brak odprawy przy jego zwolnieniu.

Pozostali radni, którzy pracują za nasze pieniądze to: Andrzej Hawranek (KO) w krakowskim sanepidzie (49,5 tys. zł), Adam Kalita (PiS) w IPN (146 tys. zł), Bolesław Kosior (PiS) w starostwie powiatowym w Krakowie (113 tys. zł), Wojciech Krzysztonek (niedawno opuścił PO) w Muzeum Lotnictwa (60 tys. zł, wicedyrektor, już poza muzeum) i Krzysztof Sułowski (PiS) w Wojewódzkim Urzędzie Pracy (60,3 tys. zł, pełnomocnik dyrektora).

Na ratunek radny zawodowy?

- W takich miastach, jak Kraków powinno być mnie radnych, np. dwudziestu kilku, ale za to powinni być radnymi zawodowymi i dostawać normalną pensją. Obecna dieta jest przecież niższa, niż minimalne wynagrodzenie. Radny zawodowy brałby wtedy bezpłatny urlop w miejscu dotychczasowej pracy i skupiał się tylko na pracy w radzie miasta – mów nam Dominik Jaśkowiec (KO), przewodniczący krakowskiej rady. Jaśkowiec do niedawna był adiunktem na Uniwersytecie Warszawskim, a niedawno przeniósł się na Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie.

Żeby jednak wprowadzić zawód radnego, potrzebne są zmiany na szczeblu centralnym. - Radni teraz szukają dodatkowego zatrudnienia, co czasami budzi pewne zastrzeżenia. Jeśli tego nie rozwiążemy w sposób systemowy, to problem będzie dalej. Bo to problem, czy nie ma konfliktu interesu w niektórych głosowaniach, co nie jest dobre dla funkcjonowania rady – dodaje Jaśkowiec.

Michał Drewnicki zaznacza, że każdy musi gdzieś pracować, ale zgadza się z Dominikiem Jaśkowcem w kwestii radnych zawodowych. - Taki radny cały swój czas mógłby poświęcić radzie, a jego status byłby klarowny. Co oczywiście wiązałoby się z większymi zarobkami, bo dieta to przecież tylko zwrot kosztów – kwituje. Problem w tym, że taka zmiana, wiążąca się z podwyżką wynagrodzeń radnych, to ruch bardzo trudny politycznie.

Politolog zszokowany skalą zatrudnienia radnych na publicznych posadach

Skala zatrudnienia radnych Krakowa w szeroko rozumianym sektorze publicznym szokuje prof. Andrzeja Piaseckiego, politologa Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

- Z jednej strony każdego normalnego człowieka by szokowało, że tak dużo członków rady miasta za tak duże pieniądze pracuje w tak dużej liczbie firm powiązanych z administracją publiczną. To szokujące. Mamy do czynienia z dość powszechną patologią dotyczącą wszystkich organizacji politycznych. Z drugiej strony to aż tak bardzo nie dziwi, bo przyzwyczailiśmy się do nadużyć władzy, tych etycznych, bo wszystko jest w zgodzie z prawem. I jesteśmy trochę na to obojętni, ile kto z publicznych pieniędzy zarabia i jak bardzo głosi przy tym swoje zaangażowanie społeczne i altruizm – mówi nam prof. Andrzej Piasecki.

Jednocześnie prof. Piasecki nie zgadza się, że dieta radnego jest niska. - Na uczelni taką pensję zarabiają asystenci. To dieta nieopodatkowana, na pięć lat daje pewność zarobków. Radni w wakacje nie pracuję i dostają dietę na zasadzie „czy się stoi czy się leży”. Jak któryś radny w spółce zarabia ponad 100 tys. zł rocznie, to dieta 32 tys. zł to poważne dofinansowanie budżetu domowego - kwituje politolog.

Zwraca przy tym uwagę, że przykład idzie z góry i przypomina nasz tekst, gdzie opisywaliśmy, jak Jacek Majchrowski zarabiał zarówno na stanowisku prezydenta oraz na dwóch uczelniach. - Inni też tak chcą. Z jednej strony to nie dziwi, ale kłóci się z wizerunkiem społecznika, którym afiszują się radni – dodaje Andrzej Piasecki.

- Ubolewam z tego powodu, ale nic z tego nie wynika. Samorząd i radni byli ostatnią grupą mającą dobre notowania w społeczeństwie. Krytykowaliśmy posłów, rząd, ministrów, ale radnych tolerowaliśmy, akceptowaliśmy. A teraz przez taką zachłanność, przez powiązania ze spółkami publicznymi i dorabianiem na różne sposoby tracą. Dojdziemy do tego, że radny będzie się kojarzył z politykiem, człowiekiem interesu, a chyba sami radni tego nie chcą – twierdzi politolog. Dodaje, że mało kto pamięta, ale na początku lat 90. XX wieku w radach miast i gmin zrzekano się diet. - W tej chwili tego nie ma. Jest przechył w drugą stronę – kwituje.

Wideo

Materiał oryginalny: Krakowscy radni na publicznym garnuszku. Dorabiają krocie na potęgę na publicznych posadach - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie