Krakowscy kupcy i restauratorzy na granicy załamania nerwowego i finansowego. Wielu ostrzega, że nie przetrwa do wiosny i zwolni pracowników

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Krakowscy przedsiębiorcy żądają natychmiastowego odblokowania gastronomii. Anna Kaczmarz
Jeśli rząd nie odblokuje gospodarki, to w ciągu dosłownie paru tygodni kupcy i restauratorzy w Krakowie, zwłaszcza na Starym Mieście, zaczną masowo zwalniać pracowników – ostrzegają zdesperowani działacze Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej. Żądają natychmiastowego odblokowania gastronomii i jasnego planu zniesienia restrykcji. - Myśmy przecież funkcjonowali latem w rygorze sanitarnym. Nie rozumiem, dlaczego nie moglibyśmy tego robić teraz, gdy zachorowań w Małopolsce jest wielokrotnie mniej. Nie pojmuję także, czemu można w Krakowie kupić cegły w zagranicznym markecie, a obiadu w polskiej restauracji zjeść nie można - mówi Wiesław Jopek, szef KKK.

FLESZ - Tłumy w lokalach, sypią się kary

Krakowscy przedsiębiorcy tracą cierpliwość

Przedsiębiorcy powydawali już wszystkie oszczędności. Ponieważ banki nie chcą im pożyczać pieniędzy, wszyscy po uszy zadłużają się u rodzin, żeby opłacić czynsze i media, utrzymać lokale i nie zwalniać pracowników. Ale to już końcówka, na przednówku to wszystko szlag trafi

- mówi Wiesław Jopek, prezes Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej.

Przyznaje, że codziennie musi powstrzymywać zrzeszonych w Kongregacji restauratorów przed desperackim otwieraniem lokali – wbrew rządowym zakazom. Nie chodzi nawet o groźbę kary, ale o danie sygnału rządowi, że przedsiębiorcy są odpowiedzialni i chcą po partnersku szukać najlepszego lekarstwa na wyjście z koronakryzysu.

- Tylko że my nie widzimy tej odpowiedzialności po stronie władzy, więc nie dziwi mnie, że ludzie się buntują. Ostatnie zamknięcie naszej działalności odbyło się z dnia na dzień, bez ostrzeżenia. Musieliśmy wyrzucić zakupione towary, nikt nam za nie pieniędzy nie zwrócił. Publiczna pomoc, o której tyle słyszymy, nie dotarła do wielu potrzebujących, z powodu kruczków prawnych i ograniczeń. Z kolei ci, którym udało się ją otrzymać, i tak ledwie zipią, bo to wsparcie to była kropla w morzu potrzeb. Nie można miesiącami utrzymywać pracowników, nie zarabiając ani grosza – opisuje Wiesław Jopek.

Kraków: łańcuszek powiązań i nieszczęścia

Zwraca uwagę, że w przypadku Krakowa, zwłaszcza centrum, dramat przeżywają nie tylko pozamykani przez rząd hotelarze i restauratorzy, ale i właściciele sklepów, firm usługowych, punktów z pamiątkami… A także zaopatrujący cały ten biznes producenci i dostawcy. Brak turystów (spadek populacji przybyszy z zagranicy wyniósł pod koniec roku 99 proc.) porównywany jest tutaj z brakiem tlenu do oddychania.

Szef Kongregacji ostrzega, że wielu kupców już dziś najchętniej zamknęłoby biznesy, zwalniając ludzi, bo nie chcą się dalej zadłużać. Co ich powstrzymuje? Część z nich otrzymało publiczne wsparcie pod warunkiem utrzymania zatrudnienia co najmniej przez rok.

- Część biznesów wegetuje tylko po to, by nie musieć zwracać dotacji. Ale za parę tygodni ten roczny okres się skończy i jeśli nadal biznes będzie miał zakaz działania, to pracownicy trafią na bruk – mówi szef KKK.

Co ósmy kupiec nie przetrwa miesiąca

W ostatniej ankiecie przeprowadzonej przez GUS właściciele sklepów detalicznych w Małopolsce oszacowali spadek obrotów swych firm w grudniu 2020 r. w porównaniu najgorszym od wielu lat listopadem 2020 r. na 21 proc. (hurtownicy – na 15 proc.). Aż 72 proc. przedsiębiorców i menedżerów działających w handlu detalicznym spodziewało się dalszego pogorszenia sytuacji w styczniu; w handlu hurtowym było to 63 proc. - Ten czarny scenariusz się ziszcza – przyznaje Wiesław Jopek.

Na kluczowe pytanie: „ile twoja firma jest w stanie przetrwać, jeśli bieżące działania i ograniczenia powzięte przez władze utrzymywałyby się przez dłuższy czas”, odpowiedź „około miesiąca” lub „mniej niż miesiąc”, wybrał co ósmy małopolski kupiec. Wiesław Jopek podkreśla, że w opustoszałym z powodu pandemii i ograniczeń śródmieściu Krakowa ten odsetek jest zdecydowanie wyższy.

Rząd wbija przedsiębiorcom nóż w plecy, wprowadzając nowe daniny

Działacze Krakowskiej Kongregacji Kupieckiej dodają, że rząd – szukając gorączkowo pieniędzy dla budżetu państwa - wprowadził wiele rozwiązań, które dodatkowo ich dobijają. Chodzi przede wszystkim o liczne nowe daniny i opłaty, np. „prozdrowotny” podatek cukrowy, podwójne opodatkowanie spółek komandytowych (które w 95 proc. uderzyło w polskie firmy rodzinne), a także podatek od handlu detalicznego, pomyślany jako bicz na obce koncerny, głownie Biedronkę i Lidla, a uderzający także w polskie firmy rodzinne, jak sieć Dino czy krakowski Kocyk (o podatku szerzej piszemy w tekście poniżej).

Mimo pandemii rząd podniósł także po raz kolejny płacę minimalną – z 2600 do 2800 zł; teraz, by zapłacić pracownikowi 2061 zł na rękę, przedsiębiorca musi wysupłać 3373 zł z groszami. W sytuacji wielotygodniowego administracyjnego zamknięcia biznesu i państwowych dotacji do wynagrodzeń wynoszących zaledwie 2 tys. zł na etat, zwiększa to problemy przedsiębiorców – i ich desperację.

Myśmy przecież funkcjonowali latem w rygorze sanitarnym. Nie rozumiem, dlaczego nie moglibyśmy tego robić teraz, gdy zachorowań w Małopolsce jest wielokrotnie mniej. Nie pojmuję także, czemu można w Krakowie kupić cegły a zagranicznym markecie, a obiadu w polskiej restauracji zjeść nie można- Myśmy przecież funkcjonowali latem w rygorze sanitarnym. Nie rozumiem, dlaczego nie moglibyśmy tego robić teraz, gdy zachorowań w Małopolsce jest wielokrotnie mniej. Nie pojmuję także, czemu można w Krakowie kupić cegły a zagranicznym markecie, a obiadu w polskiej restauracji zjeść nie można

- mówi szef Kongregacji.

Mówi z naciskiem, że perspektywa zaszczepienia 70 proc. Polaków (odsetek niezbędny do osiągnięcia tzw. odporności stadnej) do końca 2021 r. jest dla większości kupców krakowskich zabójczo odległa: większość firm nie doczeka lata, a co dopiero kolejnej zimy. Dlatego trzeba myśleć o jak najszybszym odblokowaniu działalności gospodarczej – w sposób możliwie bezpieczny. – Jesteśmy gotowi na najostrzejszy reżim sanitarny, ale musimy się otworzyć – kwituje Wiesław Jopek.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie