reklama

Kraków. Wielki skandal z lat 30. Tajemnica kradzieży w Grand Hotelu

red.Zaktualizowano 
Jest rok 1932. Przed krakowskim sądem stoją tłumy ludzi. Chcą zobaczyć największą skandalistkę ostatnich miesięcy - Marię Cienkiewiczową, która lada chwila pojawi się na ławie oskarżonych, aby odpierać bardzo poważne zarzuty o oszustwo. "Sensacyjne oszustwo wielkiej awanturnicy"; "Tajemnicza kradzież w Grand Hotelu"; - to tylko niektóre nagłówki, jakie pojawiały się wówczas w gazetach. Wersji tej historii jest tyle, ile rzekomo klejnotów ukradziono samozwańczej hrabinie. W tle tej opowieści pojawiają się wielkie majątki, klejnoty, futra, szpiegostwo i... kłamstwa. Oto jedna z wersji tej opowieści.

"Awanturnica w wielkim stylu"

Maria Ciunkiewiczowa przyszła na świat w Warszawie 22 sierpnia 1886 roku. Trzykrotnie zamężna, bezdzietna, zamieszkała na stałe we Francji. Wykształcenie miała średnie. Jej losy, do momentu, w którym stanęła przed krakowskim sądem oskarżona o oszustwo są mocno niejasne.

Sama twierdziła, że po raz pierwszy za mąż wyszła mając 16 lat za pana o nazwisku Dramiński. Uczyła się wówczas w szkole kroju i szycia.

Małżeńskie szczęście nie trwało jednak długo. Już rok po zamążpójściu partner Marii zmarł. Po jego śmierci Maria została kasjerką w Warszawie.

Przez kilka lat nie miała szczęścia w miłości. Jak sama relacjonowała przed krakowskim sądem: “drugi raz wyszłam za mąż w 1912 roku za p. Charłupińskiego. Pożycie nasze było złe, gdyż mąż był w stosunku do mnie brutalny. Rozwiedliśmy się”.

Pod koniec 1918 roku Maria po raz trzeci zdecydowała się za zamążpójście. Jej wybranek – p. Ciunkiewicz zabrał ją do Rosji. Małżeństwo zamieszkało w Moskwie. Wedle relacji kobiety, kiedy mąż został powołany do wojska i ślad po nim zaginął, ta założyła swój dom mód i "prowadziła szczęśliwe operacje giełdowe".

Czy to dzięki nim dorobiła się milionów? Nie do końca. Jak sama bowiem tłumaczyła przed obliczem sędziego: “zajmowałam się sprzedażą majątków, co przyniosło mi wielkie dochody, tak, że z czasem kupiłam sobie trzy domy, pałac i wiele biżuterii”.

W tym czasie wokół Marii kręciło się wielu moskiewskich absztyfikantów - jednemu z nich, Wadiejowi, udało się nawet z Marią zaręczyć. Nie do końca jednak wiadomo, jak potoczyła się ich relacja. Wiadomo natomiast, że Maria po wybuchu rewolucji, opuściła Moskwę i udała się na Kaukaz.

Po powrocie do miasta – jak sama twierdziła - została przedstawiona rosyjskiemu dygnitarzowi – Krassinowi. Przed sądem zeznała enigmatycznie, że “Krassin zaczął się nią opiekować”. Szczęście nie trwało długo - ktoś doniósł dygnitarzowi, że Maria może być szpiegiem, a ten, choć w to nie uwierzył, polecił jej opuścić Rosję.

Maria oddała mu wszystkie swoje kosztowności i oszczędności i udała się do Warszawy, a stamtąd do Londynu, aby spotkać się z Krassinem i odebrać od niego swój majątek.

- Klimat Anglii był dla mnie niekorzystny, wyjechałam wiec do Francji i tam leczyłam się w kilku miejscowościach klimatycznych, a w końcu osiedliłam się w Paryżu. Grałam na giełdzie i gromadziłam coraz większy majątek. W roku 1929 kupiłam majątek Ezy, a później dom i pałac w Paryżu, zresztą za bardzo niska cenę - relacjonowała później przed sądem swoje dalsze losy.

Do Polski Marii przyjeżdżała kilkukrotnie. Jednak wizyta, którą odbyła na przełomie 1931 i 1932 roku przeszła już na zawsze do historii.

Przebywając w Warszawie "hrabina" nabawiła się zapalenia płuc. Za namową przyjaciół miała udać się do Zakopanego, aby górskie powietrze pomogło jej w wyleczeniu dolegliwości.

Miała jednak po drodze jeden przystanek, który drastycznie wpłynął na jej dalsze losy.

Tajemnicza kradzież w Grand Hotelu

Maria Ciunkiewiczowa przybyła do Krakowa 19 stycznia 1932 roku wraz ze swoją przyjaciółką i towarzyszką - panią Zakrzewską. Panie postanowiły zatrzymać się w luksusowym Grand Hotelu. Wiadomo było, że wraz z Ciunkiewiczową do Krakowa dotarły spore walizki, które zostały dostarczone do jej pokoju.

Po zameldowaniu obie panie wystroiły się i udały na kolację do sali restauracyjnej. Kiedy z niej wróciły, w pokoju zastały ogromny bałagan, którego centralną częścią były zniszczone i opróżnione walizki.

Ciunkiewiczowa natychmiast wszczęła alarm, że została okradziona. Zawiadomiono policję, a na miejsce przybyli śledczy, których zaskoczyło jedno - w pokoju było bardzo gorąco, mimo że służba hotelowa ani razu nie paliła tego dnia w piecach. Ponadto już na pierwszy rzut oka było widać, że ślady rozdarcia na walizkach pasują do nożyka, który był w posiadaniu Marii, a sam nożyk był lekko wyszczerbiony.

- Skradziono mi 600 tysięcy funtów szterlingów! Futra! Biżuterię! - krzyczała Ciunkiewiczowa.
- Ja to? - pytał zdziwiony komisarz. - Przecież ta suma wypełniłaby całą walizkę. A gdzie miejsce na tyle futer? Gdzie była biżuteria? Gdzie inna garderoba? - kontynuował.

Po tych pełnych wątpliwości pytaniach komisarza Ciunkiewiczowa zaczyna plątać się w zeznaniach i twierdzi, że skradziono jej jednak tylko 6 tysięcy...

Policja przeszukuje pokój w Grand Hotelu, sprawdza, drzwi, okna i szuka zniszczeń. Nigdzie nie ma śladu po złodzieju.

Te i inne szczegóły sprawiły, że sprawa tej kradzieży była jednym z najgłośniejszych skandali tamtych lat.

Z luksusowych apartamentów do celi w więzieniu św. Michała

Straty oszacowano na 20 milionów złotych. Co jak na tamte czasy było gigantyczną sumą. Dodatkowo wszystko było ubezpieczone na kolejne, budzące podziw kwoty. Śledcza machina ruszyła. Problemem było jednak sporo niejasności, faktów, których Ciunkiewiczowa uparcie się trzymała - a potem nagle zmieniała zeznania.

W miarę postępu śledztwa pojawiało się coraz więcej pytań, które zaczęły się mnożyć również po tym, jak na jaw wyszło, że Ciunkiewiczowa podczas kolacji w hotelu, opuściła na chwilę swą przyjaciółkę.

Materiał dowodowy pozostawiał coraz mniej wątpliwości - Maria musiała zostać oskarżona. Zarzut? Oszustwo asekuracyjne.

Została aresztowana, jednak później wypuszczono ją za kaucją. Przed krakowskim sądem zeznawała z wolnej stopy, a kiedy przybywała na rozprawy, ludzie gromadzili się tłumnie przed gmachem. Było ich tak dużo, że oskarżoną trzeba było wyprowadzać z sądu boczną furtką.

Sensacyjne oszustwo

Dlaczego w pokoju było tak gorąco? Kto podarł walizki? Co w nich tak naprawdę było? Gdzie udała się Ciunkiewiczowa odchodząc od stołu? Odpowiedzi na te pytania zaskoczyły nawet śledczych, jednak dojście do prawdy nie było łatwe. Proces przed krakowskim sądem rozpoczął się w grudniu i trwał kilka dni. Choć pewnych wątpliwości nigdy nie udało się rozwiać, to przebieg spraw ustalono następująco:

Ciunkiewiczowa po przyjeździe do kraju zatrzymała się w Warszawie u swoich przyjaciół, państwa Mittelmanów, a po tym, jak zachorowała na zapalenie płuc przyniosła się do Hotelu Europejskiego, zabierając wraz ze sobą wszystkie kosztowności, które złożyła w hotelowym sejfie.

To, co udało się śledczym ustalić to fakt, że walizki, z którymi Maria przybyła do hotelu w Warszawie, różniły się od tych, z którymi pojawiła się w Krakowie.

Uznano więc, że "hrabina" faktycznie mogła zabrać do kraju wszystkie swoje kosztowności, jednak spora ich część pozostała w warszawskim sejfie lub zdołała je u kogoś ukryć.

Walizki, które zabrała ze sobą wyładowała z kolei... brykietami z węglem, które spaliła w piecu znajdującym się w pokoju numer 29 w krakowskim Grand Hotelu. Miała to zrobić podczas gdy jej przyjaciółka siedziała w sali restauracyjnej.

Ciunkiewiczowa, zanim wróciła, aby towarzyszyć jej w kolacji, pamiętała jeszcze o tym, aby nożykiem, którym dysponowała porozcinać walizki... Przyjaciółce wyjaśniła zaś, że musiała wyjść, żeby kupić glicerynę i spirytus, aby złagodzić swoje dolegliwości. Taką wersję obie panie usiłowały forsować przed sądem. Niestety bezskutecznie.

Nie oznacza to jednak, że w świetle zebranych dowodów "hrabina" przyznała się do zarzucanych jej czynów. Maria do końca wypierała się swojej winy.

- Przysięguje pani na to, że jest niewinna?
- Tak - odpowiadała przed sądem.

Sąd jednak nie dał jej wiary. Została skazana za oszustwo. Do końca swojego życia upierała się jednak, że jest niewinna i próbowała to udowodnić - co przyczyniło się do tego, że po raz kolejny trafiła za kratki. To już jednak materiał na kolejny artykuł.

Zobacz zdjęcia z tamtych czasów: oto, jak wyglądał Grand Hotel i proces Marii Ciunkiewiczowej:

W trakcie pisania artykułu korzystałam z artykułów zamieszczonych w "Dzienniku Białostockim" i "Ilustrowanym Kurierze Codziennym" z lat 1931 i 1932.

Czytaj także

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Materiał oryginalny: Kraków. Wielki skandal z lat 30. Tajemnica kradzieży w Grand Hotelu - Gazeta Krakowska

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3