(© krzysztof szymczak)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Do Sądu Najwyższego trafiła kasacja w sprawie sporu Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie z lekarką zwolnioną z pracy, bo przychodziła do niej z pieskiem. Najpierw kobieta przegrała proces w sądzie pracy i została zwolniona. Potem w II instancji wygrała spór ze szpitalem, który jednak nie odpuszcza i wysłał do Sądu Najwyższego skargę kasacyjną. Terminu jeszcze nie ma.

Czytaj też: Kraków: lekarka straciła pracę za pudelka


- Nadal uważamy, że dyrektor zwalniając lekarkę, nie przekroczył uprawnień. Naszym zdaniem tylko on decyduje i ocenia, jak funkcjonuje szpital i co stanowi zagrożenie dla jego pacjentów. Warto jednak zaznaczyć, że w uzasadnieniu wyroku sąd uznał rację szpitala, ale jego zdaniem sankcja wobec lekarki była zbyt surowa- mówi Stefan Bednarz, wicedyrektor Szpitala Uniwersyteckiego.

Sama lekarka nie chce komentować sprawy do czasu, aż Sąd Najwyższy wyda wyrok. Nie ukrywa jednak, że cieszy się z powrotu do pracy po wygraniu procesu przed Sądem Apelacyjnym. Podkreśla, że teraz nie ma żadnych kłopotów ze strony kierownictwa placówki.

Przedmiot wielkiego sporu, jej piesek Fabio, waży 4 kg, ma cztery i pół roku i jest miniaturką pudelka. Dr Anna P. od 22 lat pracuje z pacjentami w ciężkiej depresji i ze stanami lękowymi w Katedrze Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zrobiła dwie specjalizacje, doktorat, kończy habilitację. Dodaje, że w zwykłym szpitalu są zamknięte oddziały i otwarte ambulatoria, ale specyfika pracy na psychiatrii jest inna, tu trzeba wejść w głęboką relację z pacjentami.

- Dlatego w gabinecie, gdzie się z nimi spotykam, są kwiaty, odpowiednie meble, obrazy. Zabierałam też pieska w celach terapeutycznych. Po to, by pobudzić pacjentów do życia - dodaje. I podkreśla, że nikt jej nie informował o zakazie wprowadzania zwierząt. Nie kryła, że wizyty z pieskiem to nie była i nie jest jej ekstrawagancja.

- Przed laty mój mistrz prof. Antoni Kępiński zalecał uczestnictwo kotów w terapii. Prof. Jacek Bomba przychodził do pracy z terierem, a prof. Jerzy Aleksandrowicz z pekińczykiem - opowiada.

Radca prawny szpitala na procesie przekonywała, że zwolnienie lekarki było zasadne, bo "zostały naruszone normy sanitarne", a "reżim sanitarny jest tu podwyższony". Dodała, że wizyty z psem mogły skutkować zerwaniem kontraktu z NFZ.

- Wróciłam do szpitala odrazu po wygranej rozprawie, ale bez pieska. Fabio już nie chodzi do pracy. Ma szlaban - potwierdza nam dr Anna P.

Codziennie rano najświeższe informacje, zdjęcia i video z Krakowa. Zapisz się do newslettera!

Wiadomości Kraków, Wydarzenia Kraków

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w Polityce Prywatności. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Mrucia (gość)

Czy naprawdę chodzi o pieska, na oddziale? Ja rozumiem,że są przepisy i trzeba je respektowac,ale bez przesady,to jest psychiatria, a nie oddział chirurgiczny.Niestety w Polsce,Szpital Psychiatryczny jest miejscem smutnym i nudnym,co nie sprzyja wyleczeniu.Stoje murem za lekarka,przynajmniej przejawila jakas wieksza inicjatywe w pomocy swoim pacjentom.

lis (gość)

a lekarka no cóż , wiadomo psychiatryk , lepiej by było by te "głębokie relacje" jak mówi spełniała na kozetce lekarskiej z pacjentem. Miało by to lepsze naukowe i terapeutyczne działanie do pobudzenia pacjentów do życia. Z pewnością mogła by napisać też rozprawkę naukową na w/w temat , byłoby to świetne uzupełnienie habilitacji . Proponuję tytuł " Skutki dogłębnej penetracji pochwowej w aspekcie działań terapeutycznych proponowanych pacjentom po dogoterapii na lekarskich kozetkach". Zainteresowanie środowiska psychiatrycznego murowane !