Kraków. Kule aż świstały. Policjant oddał 10 strzałów w trakcie pościgu w Nowej Hucie. Grożą mu co najmniej trzy lata więzienia

Artur Drożdżak
Artur Drożdżak
Proces policjanta rozpoczął się przed krakowskim sądem
Proces policjanta rozpoczął się przed krakowskim sądem archiwum
Rutynowe zatrzymanie do kontroli samochodu bmw zakończyło się strzelaniną i konsekwencjami prawnymi nie tylko dla kierowcy, ale również policjanta.

FLESZ - Oto najciekawsze aukcje WOŚP

Ta historia ma dwóch bohaterów. Na pierwszym planie jest Patryk: 27-latek, żonaty, ojciec jednego dziecka. Dorabia jako mechanik, ma wykształcenie gimnazjalne. Sześciokrotnie karany, w tym raz za tragiczny w skutkach wypadek drogowy. W 2012 roku w sądzie w Myślenicach Patryk usłyszał wyrok pięciu lat więzienia i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.

Łukasz, drugi z bohaterów, to policjant z wyższym wykształceniem, sierżant sztabowy, funkcjonariusz drogówki Komendy Miejskiej Policji w Krakowie z kilkuletnim doświadczeniem. O 10 lat starszy od Patryka, żonaty, ojciec dwójki dzieci, właściciel dwóch samochodów i mieszkania.

Kontrola

Los zetknął panów 22 stycznia 2019 roku w Nowej Hucie, nieopodal osiedla Dywizjonu 303.

Był wtorek, po godzinie 15. Łukasz był dowódcą patrolu, na miejscu pasażera siedział jego kolega Hubert. Poruszali się nieoznakowanym radiowozem marki opel insignia. Pracę zaczęli o 13, dostali od przełożonych wytyczne, obaj wzięli służbową broń walther P 99 i po 30 sztuk amunicji, podpisali protokół, że znają zasady jej użycia i ruszyli w trasę.

Na ul. Włodarczyka zauważyli bmw, które miało jakiś feler ze światłami i brak przedniej tablicy rejestracyjnej. Za kółkiem, mimo dożywotniego zakazu, siedział Patryk.

Zatrzymał się, gdy policjanci dali mu znak sygnałem dźwiękowym. Łukasz i Hubert podeszli do kierowcy, który od razu przyznał, że nie ma prawa jazdy i żadnego dokumentu tożsamości. Sprawdzili przy okazji, czy posiada wymaganą gaśnicę i trójkąt ostrzegawczy. Zaprosili do radiowozu, by potwierdzić tożsamość. Patryk podał dane brata, zachowywał się nerwowo. Usiadł z tyłu, za fotelem pasażera.

Zgodnie z procedurą sprawdzono go, czy jest trzeźwy - był. Do tego momentu relacje trzech panów są w miarę zgodne, potem zaczyna się różnić. Diametralne.

Rejestrator w radiowozie

W radiowozie był rejestrator, który nagrywał wszystkie dźwięki; stąd wiadomo, że Patryk prosił policjantów, by nie dawali mu mandatu i nie robili testu na obecność niedozwolonych substancji w organizmie; przyznał, że czasem je bierze.

Zachowywał się dziwnie, więc podali mu do poślinienia próbnik, by go przebadać na narkotyki. Następnie na nagraniu słychać już odgłos otwieranych drzwi radiowozu, a po kilkudziesięciu sekundach huk - prawdopodobnie wystrzału z broni palnej.

Faktycznie Patryk wyskoczył z policyjnego auta i rzucił się do ucieczki. Łukasz później mówił koledze z patrolu, że gdy kierowca oddawał mu próbnik ze śliną, najpierw uderzył go w twarz, dopiero wtedy czmychnął na zewnątrz.

Hubert zeznał, że nie widział tego uderzenia w twarz kolegi. Zanim odłożył rzeczy, które akurat miał na kolanach, Łukasz już popędził za zbiegiem. Najpierw oddał dwa strzały ostrzegawcze z broni, ale to nie zrobiło wrażenia na Patryku. Pognał przed siebie w głąb osiedla Dywizjonu 303.

Strzały i trafienie

W pewnej chwili Łukasz się potknął i wywrócił. Z takiej pozycji oddał sześć strzałów za uciekającym Patrykiem. Jedna z kul dosięgła celu. Biegły balistyk napisał w opinii, że uciekinier dostał kulkę, gdy się odwracał, by sprawdzić, gdzie są policjanci. Kula uszkodziła brzuch, wątrobę i żebro. Otwór wylotowy był na plecach. Do rannego dobiegł Hubert - on też w trakcie spóźnionego pościgu oddał jeden strzał ostrzegawczy. Zeznał, że gdy wybiegł zza bloku, zobaczył, że Łukasz leży na ziemi i krzyczy: „rzuć to, zostaw to”, a Patryk stoi dwa-trzy metry od niego.

Prokurator nie uwierzył w tę relację Huberta, bo postronni świadkowie zaprzeczali, by doszło do fizycznego starcia i szamotaniny Patryka ze ścigającym go Łukaszem.

Uciekający nie trzymał niczego w rękach, więc nie miał czego odrzucać. Hubert wezwał na miejsce pogotowie i ranny został przewieziony do szpitala. Gdy zjawiła się karetka, Patryk miał wypowiedzieć groźby w stosunku do obu policjantów i za to potem dostał kolejny zarzut.

Stanął przed sądem i usłyszał wyrok za naruszenie nietykalności fizycznej policjanta w trakcie czynności służbowych, czyli podczas próby pobrania śliny na obecność niedozwolonych substancji, za złamanie zakazu jazdy autem i za groźby do policjantów.

Kierowca skazany

Sąd rejonowy wymierzył mu 16 miesięcy więzienia. Jego zdaniem Patryk uderzył Łukasza w radiowozie, ale nie uznał relacji policjanta, że już w trakcie pościgu dogonił zbiega, który wtedy próbował mu zabrać broń, przewrócił na ziemię i kontynuował ucieczkę. Świadkowie tego nie potwierdzili.

W apelacji od tego wyroku mec. Maciej Burda zwraca uwagę, że skoro Łukasz nie mówił prawdy o rzekomym przewróceniu przez zbiega w trakcie ucieczki, to może też mija się z prawdą, twierdząc, że został uderzony w radiowozie. Tym bardziej, że rejestrator w aucie nie wyłapał odgłosu takiego ciosu, a był na tyle czuły, by nagrać przyspieszony oddech policjantów po zakończeniu pościgu. Za sprzeczne z doświadczeniem życiowym adwokat uznaje też przekonanie sądu, że policjanci obawiali się gróźb Patryka, który wypowiadał je transportowany na noszach do szpitala po postrzale.

„Polowanie” na zbiega

- Wszak chwilę wcześniej urządzili na oskarżonego coś w rodzaju polowania, biegnąc przez osiedlowy park oddali do niego kilkanaście strzałów mimo, że był nieuzbrojony. I choć zachowywał się nagannie, podejmując ucieczkę, to nie stworzył zagrożenia- pisze adwokat.

Właśnie ten argument o braku zagrożenia stał się podstawą do postawienia w stan oskarżenia policjanta Łukasza B.: za przekroczenie uprawnień i spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu mężczyzny.

Śledczy uważają, że policjant bezprawnie oddał 10 strzałów z broni. Przepisy stanowią, że mógłby tak zrobić jedynie w sytuacji bezpośredniego i bezprawnego zamachu na zdrowie i życie, a tu go przecież nie było, bo Patryk jedynie uciekał.
Dwie łuski po strzelaninie odkryto koło radiowozu, dwie wzdłuż trasy ucieczki Patryka oraz sześć w miejscu, z którego Łukasz oddał celny strzał. Kule utkwiły m.in. w jednej z osiedlowych ławek, w latarni i pniu drzewa.

Zdaniem balistyka, kula, która zraniła zbiega, nie była rykoszetem, a do postrzału doszło, gdy Patryk stał w odległości 65-70 metrów od policjanta. Z ustaleń wynika, że dwa lata wcześniej - w marcu 2017 roku - były prowadzone w Komendzie Miejskiej Policji czynności wyjaśniające w sprawie użycia przez tego funkcjonariusza broni służbowej, ale szczegóły nie są znane. Biuro prasowe krakowskiej komendy nie odpowiedziało nam jeszcze na pytania w tej sprawie.

Proces policjanta

Łukasz B. nie przyznaje się do winy. Jego proces rozpoczął się przed krakowskim sądem, grożą mu co najmniej trzy lata więzienia. Jest już też wyznaczony termin rozprawy apelacyjnej Patryka M. - policjant Łukasz B. jest tam osobą pokrzywdzoną.

Na procesie funkcjonariusza jest dokładnie odwrotnie: tam to Patryk M. jest wskazany jako pokrzywdzony.

Wideo

Materiał oryginalny: Kraków. Kule aż świstały. Policjant oddał 10 strzałów w trakcie pościgu w Nowej Hucie. Grożą mu co najmniej trzy lata więzienia - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie