Kot zaklinował się we wnętrznościach samochodu. Akcja ratunkowa pracowników KTOZ

Piotr Rąpalski
Piotr Rąpalski
Niecodzienna akcja pracowników Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Musieli wyciągnąć kota z "bebechów" pojazdu. Wezwali ich świadkowie zaalarmowani miauczeniem z wnętrza pojazdu, ale przez szyby nie było w środku widać żadnego stworzonka.

Opis akcji na Facebooku Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami:

"Już kończyliśmy pracę, już prawie byliśmy w domu, już witaliśmy się z gąską… Ale zadzwonił telefon. Trzeba jechać do Szczyglic: gdzieś w samochodzie miauczy kot, nie widać go, na miejscu jest trzech mechaników, którzy zdemontowali to, co w warunkach polowych zdemontować się dało i nic.

Kiciuś bryknął sobie w głąb samochodowych bebeszków i ani mu się śni wychodzić.
Akcja ma miejsce na parkingu pod sklepem. Stoi na nim samochód z miauczącą zawartością, a obok – jego lekko zrozpaczona właścicielka, która - jak się okazało – tkwiła na miejscu od prawie trzech godzin. Ścieżkę dźwiękową zapewnia szalejąca kosiarka, jakiś wyjątkowo hałaśliwy egzemplarz. Na miejscu kota też bym nie wyszedł. Zaczęliśmy zatem od spacyfikowania warczącej bestii. Jej operator (czy tam pogromca) spojrzał na nas, co prawda, nieco dziwnie, ale - widząc determinację w spojrzeniu – uległ, uciszył potwora i oddał się mniej hałasogennym pracom.

Uff, w błogiej ciszy mogliśmy się oddać oględzinom auta – spojrzeliśmy pod maskę, obejrzeliśmy z boków i w okolicach nadkoli, zajrzeliśmy sobie nawet z wrodzonego wścibstwa pod autko…. Nic, ani śladu zwierzaka. Koleżanka postanowiła skorzystać z multimediów, na pewnym znanym kanale wyszperała filmiki z kocim miauczeniem, odpaliła i…. Eureka! Gdzieś z tyłu pojazdu dobiegło nas rozpaczliwe nieco miauknięcie, potem drugie, trzecie, kolejne, cała seria rozpaczliwych miauknięć! Ale miauczącego widać nie było wcale.

Uznaliśmy wszyscy, że wiele na tym parkingu nie zwojujemy, trzeba skorzystać z pomocy fachowców. Okazało się, ze dość blisko jest warsztat samochodowy – wjedzie się autem na kanał, porozkręca, co trzeba i jakoś tego biedaka zlokalizuje i wyciągnie. Ustaliliśmy, że pojedziemy wolniutko – pani miauczącym autem przed nami, my za nią z włączonym kogutem – na wypadek, gdyby kici preferującej niekonwencjonalne metody podróży przyszło do głowy, żeby sobie wyskoczyć w trakcie jazdy.

Szczęśliwie jednak kociakowi chyba odechciało się już przygód, więc do warsztatu dojechaliśmy w pełnym składzie

Panowie mechanicy pooglądali auto, a w pewnej chwili z czeluści dobiegło ostrzegawcze syknięcie, „Pan może kota nie widzi, ale kot widzi już pana” - orzekła koleżanka, a panowie fachowcy ustalili szybciutko, skąd kot może patrzeć – i po ustaleniu kociego punktu obserwacyjnego udało się dojrzeć i obserwatora.
Potem już poszło szybciutko: panowie zdemontowali tylną kanapę, odkręcili, co trzeba i oto światu objawiło się małe śliczne bure kociątko.

Na samym początku znajomości oznajmiło, że jest niezwykle groźnym stworzonkiem – temu wyznaniu towarzyszyło straszliwe syczenie, a chwilę potem… maleństwo zaczęło się trząść – trochę pewnie z przerażenia, a trochę z zimna. Kociątko – mimo straszliwych okoliczności przyrody: warsztat, dziwne zapachy, stado obcych ludzi i brak mamy - nie traciło rezonu i nadal starało się przekonać świat, że zaraz nas wszystkich pozjada. A my się wszyscy bardzo ucieszyliśmy. No a kiedy padło pytanie, co dalej z maluszkiem to połowa z obecnych na miejscu inspektorów stwierdziła, że w sumie… to ma taki maleńki wakacik w domu i tymczasowe lokum może zaoferować.

Żeby było jasne – pani, w której aucie objawił się kiciuś dowiadywała się, czy w miejscu, z którego przyjechała komuś nie zaginął kot, ale nikt się przyznać nie chciał. Kot przyjechał z nią aż z Krzeszowic.

Kocie dziecię ma ok 1,5 miesiąca. Jeszcze nie ma imienia, szukamy.

Bardzo dziękujemy – Pani, która tak dzielnie walczyła o wydobycie maluszka z auta i chłopakom z Auto-Service. M. Banduła, M. Lipiarz przy ulicy Wrzosowej w Balicach, którzy rozkręcili i kręcili samochód całkowicie gratis."

TSUE na wojnie z Polską

Wideo

Materiał oryginalny: Kot zaklinował się we wnętrznościach samochodu. Akcja ratunkowa pracowników KTOZ - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie