Konserwator zabytków: Nie zatrzymuję metra. Na Stradomiu doszło do zbrodni archeologicznej. Prezydent naciąga prawo

Piotr Tymczak
Piotr Tymczak
Piotr Tymczak, Szymon Starnawski, Materiały prasowe/Angel Poland, PKP PLK
Rozmowa. - Za każdym razem winny jest konserwator. Metra nie będzie, bo konserwator się nie zgadza, co jest niezgodne z prawdą. Na ulicy Krakowskiej później pojadą tramwaje, bo się nie zgadza konserwator. A to też jest nieprawda - mówi MONIKA BOGDANOWSKA, małopolska wojewódzka konserwator zabytków. Wraz ze swoją zastępczynią DOMINIKĄ DŁUGOSZ, opowiada nam, dlaczego nie zgadzają się na proponowany przebieg metra pod centrum. Mocno krytykuje to, do czego doszło w związku z inwestycją na Stradomiu. Wyjaśnia, na co może pozwolić, a na co nie da zgody pod Wawelem. Wyjawia także, z jakiego powodu przedłuża się przebudowa ul. Krakowskiej i co jest nie tak z wiaduktem nad ul. Grzegórzecką, a także dlaczego nie podoba się jej zagospodarowanie bulwarów wiślanych.

Właśnie powstrzymały Panie budowę metra w Krakowie?

Monika Bogdanowska: Nic podobnego. Wręcz przeciwnie, uważam, że Kraków ma już dość rozwiązań tymczasowych. Powiedział to podczas posiedzenia Wojewódzkiej Rady Ochrony Zabytków profesor Zygmunt Ziobrowski. To był argument doświadczonego urbanisty przeciwko budowie trasy tramwajowej przy Wawelu, po której miało jeździć około 12 tramwajów na godzinę.

Dominika Długosz: Gdyby powstała ta linia tramwajowa od ul. Stradomskiej do ul. Straszewskiego z przystankiem przy ul. Kanoniczej, gdzie mieści się siedziba naszego urzędu, to miałybyśmy bliżej do pracy (śmiech). Ale to teren, na którym w ziemi można natrafić na wiele reliktów. To także strefa Wzgórza Wawelskiego. Drgania związane z funkcjonowaniem tu tramwaju mogłyby zaszkodzić. Natomiast jeżeli chodzi o metro, to trzeba wyjaśnić, że nasz urząd opiniował tylko tę część trasy, obejmującą obszar Starego Miasta i ronda Mogilskiego gdzie pod ziemią można natrafić na zabytkowe artefakty.

I krakowski magistrat wydał komunikat, z którego można wywnioskować, że nie zgodziły się Panie na podziemną kolejkę w centrum. A naukowcy przekonują, że obecne technologie pozwalają zejść pod ziemię i wywiercić tunele tak głęboko, by nie naruszały murów sprzed wieków.

Dominika Długosz: Ale tu nie o tunele chodzi, a głównie o przystanki. W studium dokładnie opisano jak mają być wykonane. I to jest planowane tak, że najpierw powstaje wykop, później budowana jest infrastruktura – podobna do tej, jaką możemy zobaczyć pod Dworcem Głównym (perony, windy, wyjścia ewakuacyjne, pomieszczenia obsługi technicznej), a następnie wszystko zostaje zasypane. Nie możemy się na to zgodzić np. na rondzie Mogilskim, gdzie są pozostałości po forcie Twierdzy Kraków. Jest obawa, że przy takiej metodzie budowy zabytkowe pozostałości tego obiektu zostałyby zniszczone. Koncepcja przewiduje, że tunel poprowadziłby dalej, m.in. pod Ogrodem Botanicznym, do kolejnej stacji - pod placem Nowaka-Jeziorańskiego. Na przystanek w tym miejscu jest nasza zgoda. W tym rejonie już jest bardzo duży węzeł przesiadkowy.

Monika Bogdanowska: Nasza negatywna opinia to nie jest negacja metra, a niektórych zaproponowanych przystanków. Gdyby powstał przystanek pod placem Nowaka-Jeziorańskiego to mogłoby się tam pojawić dużo dodatkowych funkcji. Byłby dobrze skomunikowany z koleją i tramwajem.

Chodzi jednak o to, by metrem można było dojechać nie tylko do dworca, ale też jak najbliżej Rynku Głównego.

Dominika Długosz: I w studium zaplanowano tunel pod Barbakanem i Plantami do kolejnego przystanku pod skrzyżowaniem ul. Szewskiej, Dunajewskiego i Karmelickiej. Na taką stację nie ma naszej zgody. Teraz przy okazji przebudowy ul. Krakowskiej odkryto mur sprzed wieków. Od dłuższego czasu zastanawiamy się, jak nad nim przeprowadzić rurę, by go nie uszkodzić. Proszę wyobrazić sobie, co mogłoby się stać, gdyby zostało rozkopane skrzyżowanie ul. Szewskiej i Dunajewskiego. Tam pod ziemią są pozostałości średniowiecznego miasta i artefakty z XIX wieku. Tam może być wiele nawarstwień archeologicznych i będziemy to wyburzać? Jeżeli wydalibyśmy zgodę na taki przystanek, to później, jak już rozpoczęłaby się budowa i doszłoby w tym miejscu do odkryć reliktów, to stanęlibyśmy przed tym, że trzeba podjąć kolejną decyzję - zezwalającą na to, że wszystko idzie pod nóż. Do tego jeszcze ten tunel pod Plantami i Barbakanem.

Przecież ustaliliśmy, że tunele nie są problemem?

Monika Bogdanowska: To nie będzie tak, że pod spodem będzie przebiegać tylko „rura”. Przecież tunelowi towarzyszą urządzenia techniczne. Zaplanowano chociażby czerpnie powietrza, urządzenia wentylacyjne. Tunel można wiercić głęboko w ziemi, ale trzeba z niego wyjść. Dla potrzeb przystanku cały ciąg na Plantach przed „Bunkrem Sztuki” musiałby być rozkopany do głębokości 15 metrów. W ziemi nie zostałoby nic. Po co w niewielkiej odległości od dworca budować kolejny przystanek i to na tak ciasnym skrzyżowaniu, jakie mamy przy Teatrze Bagatela. Jeżeli przyjedzie tam kilka tramwajów wypełnionych pasażerami, to cały ten węzeł się blokuje. Trudno sobie wyobrazić jeszcze potoki pasażerów metra – wszystko to wymagałoby radykalnych przebudów, czyli de facto zmiany tego miejsca. Do tego jeszcze jedno wyjście ewakuacyjne zaplanowano przy kościele kapucynów. Wcześniej przy kościołach były cmentarze. Tam znowu natrafilibyśmy na cmentarz.

Skoro nie przy „Bagateli” to przystanek nie mógłby chociaż być pod placem między ul. Karmelicką, a Dolnych Młynów, gdzie obecnie jest naziemny parking - w sąsiedztwie Wojewódzkiej Biblioteki przy ul. Rajskiej?

Dominika Długosz: To kolejny przystanek wyznaczony w studium. Problem jednak w tym, że plan miejscowy dla tego obszaru zakłada wprowadzenie tam zieleni, a przystanki metra wymagają utwardzenia terenu. Poza tym nad przystankiem miałyby powstać obiekty techniczne o tak dużej powierzchni zabudowy, jakiej plan zagospodarowania nie dopuszcza. Jest też pytanie, czy funkcjonowanie przystanku nie spowodowałoby niszczenie zieleni nad nim. Obecnie jest tam naziemny parking, ale przypomnijmy, że ma tam powstać park.

Monika Bogdanowska: Mieszkańcy w głosowaniu w tegorocznym budżecie obywatelskim przegłosowali budowę tego parku. I ustalenia władz miasta są takie, że park powstanie. I później będzie budowany tam przystanek metra i park zostanie rozkopany? Przy tym wiadomo, że metro to melodia dalekiej przyszłości.

To jak trasę metra można byłoby poprowadzić?

Monika Bogdanowska: Biorąc pod uwagę aspekt konserwatorski, najlepiej, by linia ominęła Stare Miasto i prowadziła na przykład z placu Nowaka-Jeziorańskiego do placu Inwalidów. Budowa przystanków pod tymi placami nie budzi kontrowersji.

Naukowcy przekonują jednak, że jak pojadą do Rzymu, Wiednia, Norymbergi, czy innych zabytkowych miast Europy, to z przystanków metra można wyjść tuż obok zabytków. Tam się da tak budować, a u nas nie można?

Monika Bogdanowska: Nie znaczy to, że budowy nie wiążą się z problemami. Widzimy tam efekt, ale nie zastanawiamy się kiedy konkretny przystanek powstał, ile przy okazji rzeczy zostało zniszczonych.

Dominika Długosz: I jakie decyzje konserwator musiał podjąć, by przystanek obok zabytków mógł powstać.

I oburzają się Panie, jak pada zarzut, że chcą z centrum Krakowa zrobić skansen?

Monika Bogdanowska: Kogoś kto tak mówi zapraszamy do nas do urzędu, by pokazać teczki z dokumentami dotyczącymi inwestycji planowanych w Starym Mieście. Możemy pokazać ile wydajemy pozwoleń na zabudowę w tym tzw. skansenie. To są setki wniosków. Wydajemy głównie zgody na adaptacje budynków do nowych funkcji, remonty, przebudowy, rozbudowy. Jest wiele wniosków dotyczących zamiany kamienic na hotele. To bardzo ciężki temat, w przypadku tego typu przebudów na straty trzeba właściwie spisać całe wnętrze budynku.

A widzą Panie gdzieś jeszcze miejsce w Starym Mieście, w którym coś można wznieść od podstaw?

Monika Bogdanowska: Przychodzi do nas inwestor, który zamierza wybudować hotel na wolnej działce u stóp Wawelu - na skrzyżowaniu ulic Straszewskiego i Podzamcze. W tym momencie to chyba najcenniejsza, biorąc pod uwagę prestiż miejsca, niezabudowana działka w Polsce. W tym przypadku problemem jest forma obiektu. Przedstawiony wstępny projekt był niezgodny z zapisami miejscowego planu zagospodarowania dla tego obszaru i został odrzucony. Zalecenia konserwatorskie są takie, by zaprojektowano obiekt, który będzie sprawiał wrażenie, że zawsze tu był, aby nie odciągał uwagi od Wawelu. Musi mieć też dobrą tzw. piątą elewację, ponieważ będzie widoczny z góry - ze Wzgórza Wawelskiego. Nie można popełnić kolejnego błędu, jaki przytrafił się przy budowie hotelu Sheraton, który widziany z Wawelu wygląda szczególnie niekorzystnie, właśnie z uwagi na piątą elewację.

Po zabudowie tej ostatniej działki pod Wawelem ustawią Panie znak zakazu wbijania łopaty w centrum?

Monika Bogdanowska: Nie, ale trzeba mieć świadomość, że jak tę łopatę tu wbijemy, to zawsze coś spod ziemi się wyciągnie. Przykładem jest budowa apartamentowca przy ul. Stradomskiej. Niedawno w odkrytych tam fundamentach tzw. Domu Opata podczas prac archeologicznych odnaleziono skarb - około 10 tysięcy zabytkowych miedzianych monet, pochodzących z XVIII wieku. Sam Dom Opata ma być niestety rozebrany. To kolejny artefakt archeologiczny na terenie tej inwestycji, który zostanie wyburzony.

Inwestor podkreśla, że zmieniając zabytkową kamienicę przy Stradomskiej w hotel ratuje ten budynek, a gdyby nie ta inwestycja, związana też z budową na tyłach apartamentowca, to nie byłoby wykopalisk i skarb nadal przez lata leżałby w ziemi.

Monika Bogdanowska: Co konkretnego uratowali? Prowadzą inwestycję, na której będą zarabiać, a nie ratują zabytek, który jest tylko dodatkiem do działki. Musi być jakaś granica hipokryzji. Zabytkiem było tam niezwykle cenne stanowisko archeologiczne, układ urbanistyczny, to że była tam od wieków zielona przestrzeń tzw. Łąka Świętego Sebastiana. Dla okolicznych mieszkańców to wielki dramat, zamiast zielonego terenu z przedszkolem, będą mieć potężny blok mieszkalny. Uważam, że jest to archeologiczna i konserwatorska zbrodnia. Pamiętajmy, że to teren, na którym znajdują się pozostałości średniowiecznego kościoła św. Jadwigi, ślady klasztoru i prowadzonego przez bożogrobców szpitala oraz cmentarza. To był ostatni w Krakowie relikt starego szpitalnictwa. Więcej takich odkryć już nie będzie. W miejscu apartamentowca w zeszłym roku wykopano ponad 1600 ludzkich szkieletów, a teraz dowiedziałam się, że z ziemi wydobyto kolejne 300 szczątków. To co się tam dzieje jest bardzo przykre, trudno mi w to miejsce chodzić.

Pani poprzednik zgodził się na tę inwestycję. Rozumiem, że Pani by tak nie postąpiła?

Monika Bogdanowska: Jak zaczęto tam trafiać na relikty archeologiczne, w miejscu gdzie ma powstać apartamentowiec odkryto średniowieczny cmentarz, to były podstawy do zmiany wydanego pozwolenia. Można było zgodzić się na jakąś przebudowę, ale z warunkiem, że jeżeli będą odkrycia, to projekt trzeba zmienić. Wydano jednak pozwolenie korzystne dla inwestora, wykluczające obowiązek modyfikacji projektu!

A frontowa kamienica, dawniej klasztor, wraz z pozostałościami po kościele św. Jadwigi, która ma się zamienić w hotel zostanie totalnie wypatroszona?

Dominika Długosz: Trwają tam prace budowlane. W piwnicach pod istniejącymi murami dawnego kościoła odnaleziono pozostałości gotyckiej świątyni. Podczas badań odkryto tam też piękne gotyckie piwnice. Z wyciąganiem wniosków poczekajmy do końca inwestycji.

Monika Bogdanowska: Skala zniszczeń substancji zabytkowej, archeologicznej, która jest dobrem nieodtwarzalnym przy okazji tej inwestycji jest jednak nieprawdopodobna. Nie wszystko co tam jest robione, powstaje zgodnie z projektem. Mamy więc utrapienie z tą inwestycją.

Mają Panie żal do władz miasta, że na zezwoliły na tę budowę?

Monika Bogdanowska: Do miasta można mieć żal o to, że sprzedało tę nieruchomość za 28 mln zł, a zanim do tego doszło, kamienica przy ul. Stradomskiej została doprowadzona do ruiny. A to miasto było właścicielem tego obiektu i na gminie spoczywał obowiązek dbałości zabytek. Tymczasem miasto postąpiło tak, jak niestety postępuje wielu prywatnych właścicieli, gdy doprowadza obiekt do ruiny, by otworzyć sobie drogę do bardzo poważnych przekształceń. To co wydarzyło się na Stradomiu nie mogłoby mieć miejsca w innym kraju Europy. Nikt rozsądny nie zgodziłby się na to, ani w przywoływanej Norymberdze, ani w Rzymie, ani w Wiedniu.

To jak ktoś do Pań przyjdzie z kolejnym projektem zabudowy zielonej, ogrodowej przestrzeni w centrum, to zgody już nie otrzyma?

Monika Bogdanowska: Nie biorę czegoś takiego pod uwagę. Nie sądzę, by ktoś w ogóle chciał przyjść z takim pomysłem.

Apartamentowiec przy ul. Stradomskiej powstaje na części dawnego ogrodu. Większa jego powierzchnia należy do zakonu Misjonarzy. Nie zajmujecie się Panie projektem budowy hotelu na tej działce, od strony ul. św. Sebastiana?

Monika Bogdanowska: To inwestycja, którą urząd konserwatora zajmował się już wcześniej, jeszcze przed objęciem przeze mnie stanowiska. Pozwolenia konserwatorskie mają to do siebie, że je można zmienić albo cofnąć jeżeli pojawiają się dodatkowe okoliczności. W przypadku tego ogrodu mamy taką sytuację. Liczbę obiektów, jakie znaleziono w miejscu budowy apartamentowca, jest potwierdzeniem, że cały ten teren jest jednym wielkim stanowiskiem archeologicznym. W przypadku kolejnej inwestycji, o podobnej skali, mielibyśmy kolejny raz to samo. Tak duża ingerencja w urbanistykę miasta mogłaby być podstawą do skreślenia Krakowa z Listy Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zabytkowe centrum Krakowa zostało wpisane na tę listę jako układ urbanistyczny. Łąka św. Sebastiana znajduje się na tym obszarze. Jeżeli zostanie zabudowana, to będzie oznaczało, że niszczymy ten układ. Przypomnę, że Misjonarze mają od strony ul. św. Sebastiana kamienicę i wstępnie rozmawialiśmy, by ją wykorzystali na Dom Pielgrzyma i ewentualnie dobudowali do niej oficynę. Tutaj jest jednak kwestia skali i oczekiwań Misjonarzy, gdyż planuje się hotel powyżej stu pokoi z podziemnym garażem.

Obok tej kamienicy jest jeszcze wolna, niezabudowana przestrzeń. Nie można byłoby uzupełnić ją o dodatkową zabudowę wzdłuż ul. św. Sebastiana?

Dominika Długosz: Proszę popatrzyć jaki tam jest widok. Dzięki tej wyrwie w zabudowie z ul. św. Sebastiana jest widok na Wawel. Poza tym są to dawne ogrody klasztorne. Są miejsca, które trzeba chronić.

Stąd taka walka o ochronę zabytkowego wiaduktu nad ul. Grzegórzecką?

Monika Bogdanowska: Miało być tak, że zostanie rozebrana ściana wiaduktu od strony Hali Targowej, dobudowana dodatkowa para torów, a następnie odtworzona ta ściana cegła po cegle. Nagle okazało się, że inwestor chce wyburzyć ten wiadukt także od strony ul. Dietla. Nie ma na to zgody. To zbyt cenny zabytek, by tak z nim postępować. Wykonawca robót proponuje rozwiązania najłatwiejsze, tłumacząc, że wiadukt jest w złym stanie. A my zwróciliśmy niedawno uwagę, że dzieje się tak, bo wiadukt był źle zabezpieczony, przez sklepienia przecieka woda.

Nieopodal miasto niedawno wykupiło teren „Wesołej” z budynkami, z których w tym roku wyprowadził się Szpital Uniwersytecki. Jak powinno się zagospodarować tę przestrzeń?

Monika Bogdanowska: Każdy kto tam był, zapewne podobnie jak ja odniósł wrażenie, że jest to obszar zdegradowany. Między budynkami frontowymi są prowizoryczne parkingi, obiekty techniczne, widać nieprawdopodobne marnotrawstwo przestrzeni. Aż trudno uwierzyć, że taka prowizorka utrzymała się w centrum miasta. Gmina ma tam teraz około 9 hektarów. To miejsce, które od średniowiecza wiązało się z ochroną zdrowia. Część budynków nadal pozostanie przy szpitalu. Mamy informacje, że niektóre budynki mogłyby być adaptowane na potrzeby siedzib miejskich instytucji. Bardzo dobrym kierunkiem byłoby zaadaptowanie części kolejnych obiektów na cele medyczne, do których już są dostosowane.

Wrócimy do badań archeologicznych. Remont ul. Krakowskiej jeszcze bardziej może się opóźnić z ich powodu?

Monika Bogdanowska: To nie z tego powodu opóźnia się ta inwestycja.

Urzędnicy przekonują jednak: „Prace się opóźniają z powodu prac archeologicznych”, a wiadomo, że odbywają się one pod nadzorem konserwatora.

Monika Bogdanowska: Za każdym razem winny jest konserwator. Metra nie będzie, bo konserwator się nie zgadza, co jest niezgodne z prawdą. Na ul. Krakowskiej później pojadą tramwaje, bo się nie zgadza konserwator. A to też jest nieprawda. Tam relikty zostały odkopane wiosną. Powodem opóźnień są zmiany w projektach i to, że do jednego wykonawcy, który prowadzi tę inwestycję podłączają się kolejne firmy, które chcą przy okazji także przeprowadzić prace, przy okazji tego przedsięwzięcia będą robione dodatkowe przyłącza. A to za każdym razem wymaga nowego projektu.

Dominika Długosz: Prace archeologiczne zostały zakończone, a relikty murów odsłonięte przy ulicy Krakowskiej zasypane.

Niektórzy mieszkańcy proponują, by nie wszystko zasypywać, tylko niektóre pozostałości zakryć szybą, tak by były widoczne dla pieszych, którzy będą spacerować odnowioną ulicą.

Dominika Długosz: Zabytki archeologiczne najlepiej czują się w ziemi. Ich odsłanianie powoduje degradację substancji zabytkowej.

Monika Bogdanowska: Jak ktoś lubi relikty archeologiczne pod szkłem, to niech idzie pod kościół św. Wojciecha na Rynku Głównym i sobie poogląda przyziemie kościoła. Tam są przeszklenia, przez które… niewiele już widać.

Następna w kolejności do przebudowy ma być ul. Starowiślna na odcinku od ul. Dietla do mostu Powstańców Śląskich. Tam też mogą być takie niespodzianki, na jakie natrafiono przy ul. Krakowskiej, gdzie m.in. dokopano się do jednej z dawnych bram Kazimierza?

Monika Bogdanowska: Na pewno trzeba się z tym liczyć. W przypadku tej inwestycji będziemy bardziej czujni, jeżeli chodzi o projekt. Zgłosili się do nas mieszkańcy, którzy chcieliby, by na ul. Starowiślnej wprowadzić zieleń i to w sposób zdecydowany – żeby nie były to małe kwietniki, tylko duże drzewa. Są zdjęcia, na których widać, że kiedyś drzewa tam były. Jesteśmy więc za tym, by je tam przywrócić.

Jest też koncepcja by zieleń wróciła na plac św. Marii Magdaleny?

Monika Bogdanowska: Tak, chcielibyśmy, żeby zieleń tam wróciła. Dotychczasowe zagospodarowanie tego placu się nie sprawdziło. To co miało być na nim sceną nie funkcjonuje, bo na jej środku postawiono pomnik. Wprowadzenie stopni jest ryzykowne. Zarys istniejącego tam kiedyś kościół św. Marii Magdaleny nie jest czytelny. To jeden z najpiękniejszych placów miasta, a razi jego zaniedbanie.

Dominika Długosz: Myślę, że przyszedł już czas, żeby zająć się tym placem, nawet ze względu na to, że jest potrzeba wymiany na nim nawierzchni.

Bulwary wiślane mają być tylko z zielenią – bez zabudowy?

Monika Bogdanowska: Opracowywany jest przez miasto miejscowy plan zagospodarowania „Bulwary Wiślane 2”. Dużo funkcji rekreacyjnych przewiduje się w rejonie budynku dawnego hotelu Forum.

To ten rejon, gdzie od niedawna funkcjonuje balon widokowy.

Monika Bogdanowska: Zgodę na ten balon wydał miejski konserwator zabytków. Ja bym się na coś takiego w tym miejscu nie zgodziła.

Inwestor przekonuje, że to nie jest obiekt stały, tylko latający, unoszący się nad ziemię. Dzięki niemu krakowianie i turyści mają możliwość w niecodzienny sposób podziwiać panoramę zabytkowego Starego Miasta i Kazimierza. To nie przekonuje?

Monika Bogdanowska: Ale co miasto zyskuje na tym, że chcemy czy nie chcemy, to musimy na ten balon patrzeć? Jeżeli inwestor powiedziałby, że dobrze na tym zarabia, to przynajmniej byłoby to szczere. Argumentacje inwestorów, że ratują zabytek albo robią coś dla miasta są nieuzasadnione. Ja mogę zrozumieć argument, że ktoś chce zarobić pieniądze na Krakowie, bo niby dlaczego nie? Balon, który wchodzi w kontekst Starego Miasta, którym tak się chwalimy, to nie jest jednak dobre rozwiązanie, to przykład komercjalizacji wspólnej przestrzeni dla indywidualnego zysku, w gruncie rzeczy z pogwałceniem choćby zasad ochronnych strefy buforowej UNESCO. Jedyna rzecz, która się poprawiła, to zmiana lokalizacji tego obiektu, oddalonego teraz od mostu Grunwaldzkiego. Ale jeżeli ktoś chce iść po linii, że jest to coś dobrego dla miasta, to jest pytanie ile takich balonów Kraków może przyjąć? Jeżeli jest jeden balon, to może dwa, cztery albo dziesięć? Ciekawe co usłyszałby od miasta inny inwestor, który by się zgłosił i powiedział, że skoro balony są takie fajne, to też chce taki obiekt postawić i na nim zarabiać?

Barek na Wiśle jest więcej. Podobają się?

Monika Bogdanowska: To nie są barki tylko restauracje na stałe zacumowane do brzegu. A jak coś jest zacumowane na stałe, to już nie jest jednostką pływającą tylko pomostem. W ten sposób możemy zastawić barkami całą Wisłę. W ramach opinii dla planu „Bulwary 2” nasze stanowisko było jasne, że wszystkie tzw. barki spod Wawelu powinny odpłynąć w okolice mostów Dębnickiego i Grunwaldzkiego. Tak powinno już być zgodnie z obowiązującym planem dla bulwarów, ale – przykro to mówić – pan prezydent trochę naciąga prawo, bowiem ciągle przedłużane są pozwolenia na cumowanie tych obiektów pod Wawelem.

WIDEO: Krótki wywiad

Wideo

Materiał oryginalny: Konserwator zabytków: Nie zatrzymuję metra. Na Stradomiu doszło do zbrodni archeologicznej. Prezydent naciąga prawo - Dziennik Polski

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Realista.
18 grudnia, 20:20, Jan:

Ci konserwatorzy zabytków to jacyś idioci. Ominąć całkowicie stare miasto... ręce opadają

Chodziłem ze znajomym Wlochem po Krakowie i opowiedziałem mu planach i kłopotach związanych z budową metra. Obśmiał mnie i powiedział , ze w Rzymie, gdyby tak cackami się z każdym kamyczkiem, a jest ich w Świętym Mieście tysiące, metro nigdy nie doczekało by się realizacji.

N
No cóż

Ten wywiad wyglądał raczej jak seria ataków na panie konserwatorki.

G
Gość

Jeden z lepszych wywiadów, jakie przeczytałem w tym roku. Co do metra, to stare miasto w Krakowie jest tak przepełnione, że aż się dziwię, po co się tam pcha jeszcze więcej... wszystkiego. Ludzie chcą dojechać normalnie do pracy, w normalnym czasie i nie wszyscy pracują w centrum Krakowa. Rejon Starego miasta jest najlepiej skomunikowane z każdą częścią miasta, a pozostałe części miasta ze sobą słabo. Dlatego powinno się odejść od schematu ładowania do tego, co już jest pełne, a skupić się wreszcie na skomunikowaniu reszty, szczególnie tej odległej reszty. W Warszawie to jednak buduje się z głową. Tam, mimo istnienia centrum, wszystko lokuje się w różnych miejscach miasta. U nas, mam wrażenie jakby istniało tylko stare miasto, a reszta to piąte koło u wozu..

Dodaj ogłoszenie