DOBRA ENERGIA dla Krakowa i Małopolski: Co zrobić, by w domach i firmach nie zabrakło prądu i ciepła, a ich cena była do zniesienia

Zbigniew Bartuś
Zbigniew Bartuś
Udostępnij:
Czarny, ale całkiem realny scenariusz zakłada, że w perspektywie zaledwie paru lat w małopolskich domach i firmach zabraknie prądu i ciepła. Już tak kiedyś w Polsce było - a teraz doświadczają tego mieszkańcy i przedsiębiorcy w potężnych Chinach. Równocześnie na całym świecie szaleją ceny energii i jej nośników - gdyby obecne rekordy miały się utrzymać na dłużej, miliony gospodarstw domowych i firm pójdzie z torbami. Co możemy zrobić jako państwo, ale też konsumenci, by ten czarny scenariusz się nie ziścił? Na ile możemy się dziś oprzeć na energii słońca czy wiatru i jak długo jeszcze najpewniejszym źródłem energii będzie dla nas - kończący się w Polsce i drożejący na potęgę - węgiel? Kiedy krakowska elektrociepłownia przestawi się z węgla na gaz i co to będzie oznaczać dla mieszkańców? Czy zmiany w przepisach doprowadzą do zahamowania rozwoju fotowoltaiki? Czy rząd PiS na dniach odblokuje budowę wiatraków na lądzie? Rozmawialiśmy o tym ze znakomitymi ekspertami: prof. Wojciechem Nowakiem z AGH, Żanetą Koźmińską z Revolt Energy, Mariuszem Michałkiem z PGE Energia Ciepła w Krakowie oraz byłą wicepremier Jadwigą Emilewicz.

FLESZ - Firmy mają problem. Dlaczego? Zobacz wyniki badania

Przed wybuchem pandemii megawatogodzina energii elektrycznej kosztowała w Polsce w hurcie 250 złotych, a wiosną 2020 r., po wybuchu zarazy, 150 zł. W październiku 2021 r. doszła do 600 zł, a pod koniec listopada przekroczyła 740 zł z dostawą na dzień następny. Tegoroczne stawki są zatem niemal trzykrotnie wyższe od dziejowych rekordów. Dramatycznie winduje to koszty firm, a uderzy także w gospodarstwa domowe: od nowego roku stawki za prąd wzrosną o minimum 20 proc., a - jak podkreśla poseł Jadwiga Emilewicz - gdyby nie obniżki podatków w ramach tarczy antyinflacyjnej, rachunki na prąd byłyby wyższe nawet o 50-70 procent. I to zapewne nie koniec podwyżek!

Z wysokimi kosztami energii zmaga się cała Europa, w Chinach od wielu miesięcy dochodzi do wyłączeń i ograniczeń w zużyciu prądu. Globalne ożywienie gospodarcze po trzeciej fali pandemii doprowadziło do znacznego wzrostu zapotrzebowania na energię i paliwa, a nałożyło się na to kilka niefortunnych zjawisk – od polityczno-biznesowej gry wokół Nord Stream 2, przez serię katastrof u alternatywnych dostawców gazu i niskie jego zapasy w Europie (spowodowane przebudową unijnego systemu kontraktowania) po arcycherlawe wiatry na Morzu Północnym i Bałtyku skutkujące mizernymi mocami dostarczanymi przez odnawialne źródła energii (OZE). A to właśnie OZE są powszechnie wskazywane jako przyszłość Europy i świata – po pierwsze dlatego, że trzeba chronić środowisko i klimat, a po drugie – dlatego, że paliwa kopalne skończą się nam w perspektywie kilkudziesięciu lat.

- Wydarzyło się coś niespodziewanego: cele klimatyczne pozostawiono, a zarazem powtórnie sięgnięto po paliwa konwencjonalne, głównie węglowe. Jest tak, ponieważ kluczowym pojęciem w energetyce jest bezpieczeństwo, czyli zapewnienie przemysłowi i gospodarstwom domowym prądu w gniazdkach i ciepła na zimę. Chwilowo (?) nie da się tego zrobić bez węgla, więc on się stał towarem gorącym – i drogim. Także w Polsce stare bloki, które dawno powinny być zezłomowane, musiały ruszyć z odsieczą. Bo co by się stało, gdyby nagle w gniazdkach zabrakło prądu? Tragedia narodowa! – komentuje prof. Wojciech Nowak, szef Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Podkreśla, że z wielu fundamentalnych powodów nie da się zejść z drogi od paliw kopalnych do odnawialnych, ale trzeba to robić rozsądnie i odpowiedzialnie, mając na uwadze przede właśnie bezpieczeństwo. Ten rozsądek jest potrzebny zwłaszcza uzależnionej od węgla Polsce. Spółki energetyczne mają w planach do 2030 r. wyłączenie aż 10 GW mocy w wyeksploatowanych blokach węglowych. To jedna trzecia wszystkich realnie dostępnych dziś w Polsce mocy!

Poseł Jadwiga Emilewicz, która jako wicepremier, minister rozwoju i technologii uruchomiła lub współtworzyła w Polsce wiele mechanizmów sprzyjających transformacji energetycznej (rozwój fotowoltaiki, rynek mocy, program Czyste Powietrze), przyznaje, że niektórzy wrócili do starej narracji: „Po co nam transformacja? Przecież to projekt ideologiczny. Zawieśmy go na kołku i wróćmy do tego, co było”.

- To nie jest podejście mądre, ani realistyczne. Właśnie kryzysowa sytuacja powinna nas jeszcze bardziej przekonywać do tego, że od transformacji nie uciekniemy - chociażby dlatego, że paliw kopalnych, gazu i węgla, zaczyna nam brakować. Cóż z tego, że mamy w Polsce elektrownie węglowe i 400 ciepłowni na węgiel, skoro węgla wydobywamy mniej niż nam potrzeba? Polska Grupa Górnicza musi sięgać po urobek ponad kilometr pod ziemię, gdzie panują ekstremalnie trudne warunki geologiczne i upał powyżej 40 stopni. W kolejnych latach będzie trudniej i drożej, również dlatego, że gwałtownie wzrosły ceny emisji CO2: z ponad 20 euro za tonę w zeszłym roku do ponad 70 obecnie – opisuje Jadwiga Emilewicz. I dodaje, że właśnie dlatego Polska musi realizować plan racjonalnego odchodzenia od węgla.

Mariusz Michałek, dyrektor PGE Energia Ciepła S.A. Oddział 1 w Krakowie, zapewniający ciepło 70 proc. krakowian, podkreśla, że dla jego firmy absolutnie najważniejsze jest to, o czym mówi prof. Wojciech Nowak, czyli bezpieczeństwo mieszkańców.

– Zapewnienie krakowianom w sezonie grzewczym – a przypomnijmy, że poprzedni trwał aż do Dnia Matki - odpowiedniej ilości energii w przystępnej cenie jest dziś nie lada wyzwaniem, bo z jednej strony musimy pilnować tego, na czym od pięciu dekad stoimy, czyli węgla, a z drugiej w ciągu najbliższych lat płynnie przejść na gaz, który jest źródłem mniej emisyjnym, ale też kopalnym – mówi dyrektor Mariusz Michałek.

Żaneta Koźmińska, dyrektor zarządzając oraz członek zarządu znanej i cenionej za jakość fotowoltaicznej firmy Revolt Energy, jako przedstawicielka najszybciej rosnącej w ostatnich latach branży OZE (moc zainstalowana fotowoltaiki w Polsce przekroczyła 6,3 GW i stanowi 41 proc. całej mocy OZE), podkreśla, że nie tylko Polacy masowo montują na swych dachach panele.

- To jest trend ogólnoświatowy, wynikający z jednej strony ze wzrostu świadomości klimatycznej, a z drugiej – potrzeby zapewnienia sobie pewnego źródła energii w czasach, gdy źródła kopalne wyczerpują się, drożeją i będą drożeć – tłumaczy Żaneta Koźmińska. W jej opinii, transformacja energetyczna powinna przebiegać spokojnie, bez nerwowych ruchów, w tym paniki wywoływanej – tak jak ostatnio w Polsce – przez nowe, zbyt szybko wprowadzane regulacje.

- Wszyscy w Polsce potrzebujemy edukacji na temat energii, jej racjonalnego wytwarzania, ale w równym stopniu – jej racjonalnego używania. Transformacji energetycznej nie da się zatrzymać. Ona się dokona, więc skupmy się na tym, by odnieść z tego jak najwięcej korzyści – apeluje Żaneta Koźmińska.

Jadwiga Emilewicz przypomina, że przejście z dorożek i furmanek na auta spalinowe też rodziło problemy i koszty. - A jednak opór przeciwko tej zmianie nie sprawił, że jeździmy pojazdami ciągniętymi przez konie – kwituje była wicepremier.

Dobra Energia: jak mądrze przejść od węgla do odnawialnych źródeł energii

Transformacji energetycznej nie da się zatrzymać, skupmy się więc na tym, by odnieść z niej jak najwięcej korzyści. Aby tak było, musimy zrozumieć, że ona się dokonuje w wielu obszarach: od nauki i technologii po ludzką świadomość i sposób życia

Jadwiga Emilewicz: - Jeden z publicystów napisał, że to, iż podczas obecnego kryzysu energetycznego Polska jest w relatywnie dobrej sytuacji, zawdzięczamy Gierkowi i rządowi PiS. Faktycznie, z jednej strony mamy węgiel, który cieszy się teraz w świecie niebywałym od lat wzięciem. Mamy go dość sporo, bo rząd podjął w zeszłym roku, w czasie lockdownów - a więc spadku zapotrzebowania na energię - decyzję o magazynowaniu węgla w Wielkopolsce i myśmy go tam dużo zgromadzili. Równocześnie mamy zbudowany w czasach PiS gazoport oraz ten nieszczęsny długoterminowy kontrakt z Gazpromem, o którym przez lata tyle dyskutowaliśmy – to sprawia, że w chwili wybuchu kryzysu nasze magazyny gazu były pełne, w przeciwieństwie do magazynów w zachodniej Europie, która kupuje gaz na rynku spotowym, a więc teraz wściekle drogo.

- Również ceny węgla biją kolejne rekordy, na świecie i w Polsce. Dzwonią do nas wściekli górale i mówią, że na składzie, jeśli nawet węgiel jest, to za 1600 zł i więcej…

Jadwiga Emilewicz: - Wszystko, co wcześniej powiedziałam, nie zmienia faktu, że kopalnie węglowe w Polsce od 10 lat notują spadki wydobycia. Polska Grupa Górnicza wydobędzie w tym roku o pół miliona ton mniej niż w 2019. Sięgamy po węgiel do pokładów nierzadko o głębokości tysiąca metrów i głębiej, przy coraz gorszych warunkach geologicznych i tropikalnej temperaturze. To jest niezwykle uciążliwe – i bardzo niebezpieczne. Tam jest mnóstwo metanu. Eksploatowane pokłady powoli się nam wyczerpują. Równocześnie mamy w kraju silny opór przeciwko importowaniu tego surowca np. z Mozambiku czy Australii. De facto myśmy ten import silnie ograniczyli. I dziś, kiedy mamy gospodarkę bardzo mocno rozgrzaną, z wysokim zapotrzebowaniem na energię, no i przyszła zima, pojawił się problem.

- Braknie nam węgla?

Jadwiga Emilewicz: - W Polsce mamy około 400 ciepłowni zasilanych węglem i – wedle danych Urzędu Regulacji Energetyki - połowa z nich dochodzi do granicy stanów magazynowych, czyli takiego, w którym tego nośnika energetycznego zaczyna brakować. Znaleźliśmy się zatem w momencie bardzo poważnym.

- Jak czegoś jest mało, to drożeje.

Jadwiga Emilewicz: - Na ceny prądu i energii cieplnej silnie wpływają z jednej strony ogromne wzrosty cen paliw, a z drugiej – szybujące ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Ostatnio jest to ponad 70 euro za tonę, a więc trzy razy więcej niż przed rokiem. Przy najbardziej emisyjnym paliwie, jakim jest węgiel, w ogromnym stopniu rzutuje to na stawki za energię. Wiemy, że wnioski taryfowe naszych największych spółek energetycznych do URE są takie, że gdyby nie tarcza inflacyjna, to musielibyśmy się w domach zmierzyć z podwyżką cen prądu nie o 20 procent, lecz o 50, a nawet 70 procent…

- Niektórzy zaczęli w tej sytuacji pytać: po co nam ta cała transformacja energetyczna.

Jadwiga Emilewicz: - Owszem, słyszę, że to jest projekt ideologiczny i że powinniśmy go zawiesić na kołku i wróć do tego, co było. Ale to nie jest podejście mądre, ani realistyczne. Właśnie kryzysowa sytuacja powinna nas jeszcze bardziej przekonywać do tego, że od transformacji nie uciekniemy - chociażby dlatego, że paliw kopalnych, gazu i węgla, zaczyna nam brakować. Cóż z tego, że mamy w Polsce elektrownie węglowe i 400 ciepłowni na węgiel, skoro węgla wydobywamy mniej niż nam potrzeba?

- Już teraz importujemy zdecydowanie więcej niż eksportujemy.

Jadwiga Emilewicz: - Tak. I w kolejnych latach może być trudniej i drożej, również dlatego, że ceny emisji CO2 będą zapewne rosły. Dlatego Polska musi realizować plan racjonalnego odchodzenia od węgla.

- Czyli jakiego?

Jadwiga Emilewicz: - Takiego, które zapewni nam bezpieczeństwo energetyczne, ceny do uniesienia dla odbiorców, a zarazem nowe szanse rozwojowe, bo bardzo istotna jest także konkurencyjność europejskiej i polskiej gospodarki; przecież od tego zależy poziom dochodów w firmach i poziom życia w naszych domach. Nie ma sensu mówić tej zmianie „nie, bo nie”. Przejście z dorożek i furmanek na auta spalinowe też rodziło problemy i koszty. A jednak opór przeciwko tej wielkiej transformacji nie sprawił, że jeździmy pojazdami ciągniętymi przez konie. Transformacja energetyczna też się dokona i ważne jest byśmy myśleli o niej pozytywnie: jako szansie. Polska może odegrać tu znaczącą rolę jako dostawca innowacyjnych rozwiązań, technologii. Tak trzeba o tym stawiać tę sprawę – w naszym wspólnym interesie.

- Jakie alternatywne dla węgla źródła energii będziemy w najbliższych latach rozwijać, by radykalnie zmienić nasz miks energetyczny oparty dziś na paliwach kopalnych?

Jadwiga Emilewicz: - Są już ogłoszone plany budowy kolejnych dużych farm wiatrowych na morzu, zakładamy, że nadal będzie się rozwijać fotowoltaika, stoimy przed poważną decyzją na szczeblu rządowym dotyczącą budowy wiatraków na lądzie – to jest stosunkowo szybka inwestycja. Na pewno szybsza w realizacji niż farmy na morzu, gdzie przy dobrym zarządzaniu mówimy o perspektywie ośmiu lat. Elektrownia atomowa – tu optymiści mówią o 10 latach, ale my o tym rozmawiamy już lat 30. Zakładam, że to będzie kilkanaście lat, więc na pewno nie przed rokiem 2030…

- Z jednej strony powinniśmy zatem przyspieszyć, z drugiej przy obecnym poziomie technologii wychodzi na to, że przy dużym skoku zapotrzebowania na energię same odnawialne jej źródła nie dają tyle prądu i ciepła, ile nam trzeba…

Prof. Wojciech Nowak: - Nie ulega wątpliwości, że nastała era nowej energetyki opartej na OZE i już od tego nie odejdziemy. Musimy się zatem nastawić na to, że będziemy wycofywać paliwa kopalne. Nie ma więc pytania, „czy to robić”, jest natomiast inne: „jak to robić mądrze”. Co ciekawe, w efekcie obecnych doświadczeń związanych z brakiem energii i szalonymi wzrostami cen gazu i węgla szczyt klimatyczny – COP26 - zakończył się nie do końca jednoznaczną konkluzją: zamiast deklaracji całkowitego odejścia od paliw kopalnych padła inna - że będziemy te paliwa ograniczać. Powstaje pytanie: jak długo ma to trwać?

- U nas dochodzi do tego pytanie, czy to ma w Polsce trwać tyle samo, co w innych krajach.

Prof. Wojciech Nowak: - I ono wydaje się zasadne, bo nasza energetyka różni się zdecydowanie od europejskiej. Opieramy się na paliwach kopalnych, w energetyce odnawialnej jesteśmy na szarym końcu – w Europie wyprzedzamy tylko Cypr. Z jednej strony to może być złe, ale z drugiej – po spełnieniu określonych warunków, przy zastosowaniu technologii, które tworzymy na AGH, może to być nasz atut.

- W jakim punkcie się znajdujemy?

Prof. Wojciech Nowak: - W energetyce konwencjonalnej, opartej na węglu, mamy zainstalowane prawie 31 gigawatów. Fotowoltaika przekroczyła 6 gigawatów, w wietrze mamy 7 gigawatów, trochę także w elektrowniach gazowych. Węgla wydobywamy coraz mniej, zarazem rosną i zapewne będą rosnąć ceny emisji CO2, więc w najbliższych latach czeka nas przechodzenie z paliwa węglowego na gazowe. Trzeba przy tym pamiętać, że gaz jest również paliwem kopalnym i emisyjnym, więc za jakiś czas energetyka gazowa będzie się borykać z takimi samymi problemami, jak dziś węglowa.

Pytanie, co w tej sytuacji robić, jest dziś bardzo zasadne, bo w efekcie obecnego kryzysu energetycznego wydarzyło się coś niespodziewanego: cele klimatyczne pozostawiono, a zarazem powtórnie sięgnięto po paliwa konwencjonalne, głównie węglowe. Jest tak, ponieważ kluczowym pojęciem w energetyce jest bezpieczeństwo, czyli zapewnienie przemysłowi i gospodarstwom domowym prądu w gniazdkach i ciepła na zimę. Chwilowo nie da się tego zrobić bez węgla, więc on się stał towarem gorącym – i drogim. Także w Polsce stare bloki, które dawno powinny być zezłomowane, musiały ruszyć z odsieczą. Bo co by się stało, gdyby nagle w gniazdkach zabrakło prądu? Tragedia narodowa!

- Stale stawiane jest też pytanie, ile energii jesteśmy w stanie realnie dostarczyć z zainstalowanych mocy OZE, czyli z wiatru i słońca.

Prof. Wojciech Nowak: - Dla zapewnienia ciągłości dostaw kluczowa nie jest moc zainstalowana, lecz to, czy my możemy tej energii użyć w dowolnej chwili – i ile jej jest. A wiatr, wiadomo, wieje lub nie wieje, podobnie słońce świeci lub nie świeci. Energii magazynowanej w węglu możemy użyć w dowolnej chwili.

- O ile mamy ten węgiel, najlepiej w przystępnej cenie.

Prof. Wojciech Nowak: - Fakt. Jednak pewnych rzeczy po prostu nie przeskoczymy. Pani premier Emilewicz uruchomiła rynek mocy i on się dla starszych węglowych bloków 200-megawatowych skończy w 2025 roku. Musimy wiedzieć, czym te moce zastąpić. Już! Bo to raptem kilka lat, a inwestycje w energetyce wielokrotnie przekraczają ten okres. Pamiętajmy przy tym, że te stare bloki zapewniają naszej energetyce prawie 10 gigawatów energii, czyli jedną trzecią tego, czym my dzisiaj jako kraj dysponujemy.

- Niewykluczone, że my tej energii będziemy potrzebować jeszcze więcej, bo z jednej strony uczymy się ją oszczędzać, a z drugiej – gospodarka nam się rozwija, a i zwykli konsumenci podłączają do gniazdek coraz więcej urządzeń. Dwie dekady temu mało komu śniła się klimatyzacja…

Prof. Wojciech Nowak: - No właśnie, a przecież czeka nas jeszcze masowe ładowanie samochodów – też głównie z domowych gniazdek. Oraz przebudowa ciepłownictwa – czymś musimy ogrzewać te miliony domów i mieszkań. Potrzeba do tego potężnych ilości energii. A to zwiększa prawdopodobieństwo, że będzie nam jej brakować. Czy będziemy ją importować? Teoretycznie możemy, ale trzeba pamiętać, że inne kraje też mają na uwadze w pierwszym rzędzie bezpieczeństwo dostaw dla swojej gospodarki i swoich obywateli. Poza tym żadne państwo nie chce być chyba zależne energetycznie od innych.

- Spójrzmy na ten problem z punktu widzenia przeciętnego mieszkańca – w środku sezonu grzewczego.

Mariusz Michałek: - Trzeba pamiętać, że o ile energię elektryczną można wytworzyć daleko, np. na Bałtyku i sprzedać w Krakowie, to energię cieplną sprzedaje się lokalnie, do kilkunastu kilometrów od miejsca wytworzenia. Jako firma zapewniająca od pięćdziesięciu lat ciepło dla około 70 proc. krakowian, mamy jeden podstawowy cel: utrzymanie ciągłości i bezpieczeństwa dostaw. Zagwarantowanie krakowianom odpowiedniej ilości energii w przystępnej cenie jest dziś nie lada wyzwaniem, bo z jednej strony musimy pilnować tego, na czym od pięciu dekad stoimy, czyli węgla, a z drugiej w ciągu najbliższych lat płynnie przejść na gaz, który jest źródłem znacznie mniej emisyjnym, ale również kopalnym.

- I jak wam idzie?

Mariusz Michałek: - Całe szczęście jesteśmy częścią większej grupy energetycznej, więc zarówno bieżące funkcjonowanie, jak i planowanie transformacji jest łatwiejsze, co oznacza większe bezpieczeństwo dla mieszkańców. Scenariusz do 2030 roku jest taki, że do tego czasu chcemy wytwarzać 70 procent energii ze źródeł niskoemisyjnych, czyli głównie z gazu, bo ceny emisji nie tyle rosną, co galopują.

Na dziś nie ma alternatywy dla gazu pozwalającej zabezpieczyć odpowiednią ilość energii dla ciągle rozwijającego się miasta - domów, firm, instytucji. Zarazem z wielką uwagą śledzimy rozwój technologii, które pozwolą nam pozyskiwać czystą i możliwie przystępną cenowo energię w dłuższej perspektywie. Mamy świadomość, że w obecnym stanie rzeczy gaz ziemny jest paliwem przejściowym, dopóki nie dokona się pełna transformacja do OZE. Wcześniej jednak musi dojść do przełomu polegającego na tym, że dostawy energii z OZE staną się równie dostępne i stabilne – czyli bezpieczne - jak te ze źródeł kopalnych.

Żaneta Koźmińska: - Widząc to wszystko musimy pamiętać, że transformacji energetycznej nie da się zatrzymać, skupmy się więc na tym, by odnieść z niej jak najwięcej korzyści. Aby tak było, musimy zrozumieć, że ona się dokonuje w wielu obszarach: od nauki i technologii po ludzką świadomość i sposób życia.

- Fotowoltaika rosła w ostatnich latach w Polsce bardzo szybko.

Żaneta Koźmińska: - Owszem, ale nie dlatego, że Polacy są jakoś wyjątkowo na tle Europy zakochani w panelach, tylko z tego powodu, że myśmy się wreszcie wpisali w trend ogólnoświatowy. On wynika z jednej strony ze wzrostu powszechnej świadomości klimatycznej, potrzeby dbania o stan środowiska, widocznej zwłaszcza w młodszych generacjach, a z drugiej – z chęci zapewnienia sobie pewnego źródła energii w czasach, gdy źródła kopalne wyczerpują się, drożeją i będą drożeć, a wraz z nimi szybować będą ceny energii wytwarzanej konwencjonalnie.

- Ludzie chcą być energetycznie niezależni?

Żaneta Koźmińska: - Ludzie chcą być przede wszystkim bezpieczni, a z tym już dzisiaj różnie bywa. Przerwy w dostawie energii dotykają i mieszkańców wielkich miast, i przedsiębiorców w mniejszych ośrodkach, i rolników potrzebujących prądu np. do nakarmienia zwierząt. Więc – tak, ludzie szukają rozwiązań, które pozwolą im wytworzyć, ale też magazynować energię na własne potrzeby. Wszyscy przy tym potrzebujemy edukacji nie tylko na temat racjonalnego wytwarzania energii, ale i jej używania.

- Czy zapowiedziane zmiany przepisów dotyczących rozliczania energii wytwarzanej w domowych instalacjach fotowoltaicznych zatrzymają rozwój tej dziedziny?

Żaneta Koźmińska: - One doprowadzą do dużych perturbacji przede wszystkim po stronie firm wykonawczych. Sądzę, że znaczna część tego nie przetrwa. Boję się też o miejsca pracy, jakie w ostatnich latach tutaj powstały. Natomiast rozwijać się będą firmy oferujące bardziej kompleksowe usługi, w tym pełne doradztwo energetyczne i zapewniające najwyższy standard urządzeń i jakość wykonania. Mówimy tu o instalacjach mających efektywnie i niezawodnie pracować przez wiele lat. Obecny szał na montowanie paneli za wszelką cenę, na chybcika, spowodowany zapowiadanymi zmianami w przepisach, sprawia, że ludzie nie zawsze patrzą na jakość. A to się zemści. Oby nie doszło do fali tragedii…

- Projekt uchwalony w Sejmie przewiduje, że zmiany w rozliczeniach miałyby wejść w życie już wiosną przyszłego roku.

Żaneta Koźmińska: - Dziś bardziej prawdopodobny jest styczeń 2023, a z punktu widzenia całej branży, jej rozwoju korzystnego dla całej polskiej energetyki, optymalna byłaby połowa 2024 r. Transformacja energetyczna powinna przebiegać spokojnie, bez nerwowych ruchów, w tym paniki wywoływanej – jak teraz w Polsce – przez nowe, zbyt szybko wprowadzane regulacje.

Węgiel i co dalej? Słońce, wiatr, atom, wodór…

Rozwijamy w Krakowie technologie, które pozwolą nam kiedyś wyeliminować paliwa kopalne. Wielkie nadzieje na przełom budzą nowe magazyny energii, cały świat, także AGH, pracuje nad zielonym wodorem, nie zostawiającym śladu węglowego. Centrum Energetyki AGH pokaże wkrótce pierwszy autonomiczny energetycznie dom zasilany wyłącznie… wodą

Kraje rozwinięte dążą do zeroemisyjnej gospodarki obiegu zamkniętego i spróbują w najbliższych latach przejść w pełni na odnawialne źródła energii. Głównym motywem działania jest konieczność ochrony klimatu i środowiska oraz fakt, że paliwa kopalne po prostu się wyczerpują, jak w Polsce węgiel. Jeśli w naszej energetyce, firmach i domach – ale też głowach – nie dokona się energetyczna transformacja, to już za kilka dekad możemy się obudzić w kraju bez prądu w gniazdkach, bez ogólnodostępnych źródeł energii. Co robić, by tak się nie stało?

Prof. Wojciech Nowak, AGH: - Musimy pilnie stworzyć mechanizmy, które pozwolą nam utrzymać stare bloki węglowe w rezerwie po 2025 roku jako strategiczny magazyn energii. Trzeba równolegle już dziś uruchomić inwestycje, które do 2030 roku, a więc za osiem lat, pozwolą nam wypełnić nasze zobowiązania klimatyczne. Czasu jest wyjątkowo mało, bo energetyka wiatrowa to są inwestycje trwające właśnie około 8 lat, a jądrowa – kilkanaście lat. I trzeba się liczyć z potężnymi oporami społecznymi. A my nie dokonaliśmy jeszcze nawet wyboru technologicznego.

W AGH pracujemy nad rozwiązaniami, które mogą radykalnie poprawić sytuację polskiej energetyki. Również tej konwencjonalnej – w okresie przechodzenia do OZE. W tym kontekście cieszy nas powrót do rozmów na temat opracowanej przez nas technologii CCS, czyli wychwytywania dwutlenku węgla i składowania go pod ziemią. Myśmy szacowali, że zastosowanie tej technologii w elektrowniach węglowych będzie opłacalne przy cenach emisji rzędu 50 euro za tonę, a te ceny są dziś wyraźnie wyższe. Więc energetyka wróciła do stołu negocjacji.

Co zyskamy? Po pierwsze, dysponując technologią wytwarzania czystej energii ze źródeł konwencjonalnych – węgla, ale też gazu - wykorzystujemy potencjał, który posiadamy, do zapewnienia Polakom bezpieczeństwa energetycznego. Bez tego to bezpieczeństwo może być mocno zagrożone, bo do zbilansowania potrzeb energetycznych w 2030 roku zabraknie nam ładnych parę gigawatów. Jednocześnie zyskujemy czas na zwiększanie mocy ze źródeł odnawialnych oraz rozwijamy technologie, które pozwolą nam w przyszłości całkowicie wyeliminować paliwa kopalne, m.in. związane z magazynowaniem energii z wiatru i słońca oraz oparte na tzw. zielonym wodorze. Nad wszystkim tym w AGH intensywnie pracujemy. Niebawem pokażemy pierwszy autonomiczny, samowystarczalny energetycznie, dom zasilany wyłącznie… wodą. Budujemy go na zlecenie grupy Zygmunta Solorza.

Dariusz Michałek, PGE Energia Ciepła: - Krakowska elektrociepłownia produkuje energię elektryczną i ciepło w procesie wysokosprawnej kogeneracji - to jest dziś najlepszy znany sposób zamiany energii chemicznej zawartej w węglu na energię elektryczną i cieplną. W 2019 roku stworzyliśmy mapę ciepła dla Krakowa, prognozując, jak miasto będzie się rozwijać i jak będą rosły jego energetyczne potrzeby. Zapewnienie odpowiedniej ilości energii i jej rozprowadzenie do odbiorców to są nasze główne wyzwania. Zakładamy, że do 2030 roku wielkiego przełomu tutaj nie będzie: odchodząc od węgla musimy zaufać paliwu gazowemu. Ale równocześnie uważnie przyglądamy się osiągnięciom nauki.

Dziś zakładamy, że gaz to będzie paliwo przejściowe, ale jeśli – jak mówi pan profesor Nowak – uda się efektywnie wychwytywać i składować oraz przetwarzać CO2, to era gazu może się wydłużyć. W takim samym stopniu zainteresowani jesteśmy rozwojem technologii wodorowych. Czyli z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego my musimy pracować w stu procentach na tym, co mamy, a równolegle rozwijać nowe źródła, żeby płynnie zastąpić nimi jednostki zasilane paliwem konwencjonalnym.

Żaneta Koźmińska, Revolt Energy: - Nie mamy wyjścia, musimy poszukiwać innych źródeł energii. Nie stanie się to z dnia na dzień. Wszystkie nerwowe, szybkie ruchy albo próby wprowadzenia nagle energetyki odnawialnej, czy w Polsce, czy na świecie, w masowej skali po prostu się nie udadzą. Ta zmiana musi się dokonać na kilku poziomach: technologicznym, produkcyjnym, organizacyjnym, ale też mentalnym. Tych zmian nie da się jednak nijak ominąć. Wobec wyczerpywania się dotychczasowych źródeł energii staramy się ograniczać jej marnotrawstwo, a jednocześnie sięgamy po źródła niewyczerpywalne.

Słońce za naszego życia raczej się nie wyczerpie, technologie wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej z tego źródła dynamicznie się rozwijają i one będą z każdym rokiem zapewniać coraz wyższą efektywność. Szybki postęp dotyczy też magazynowania energii – ta technologia uczyni domowe czy firmowe instalacje fotowoltaiczne całkowicie niezależnymi od źródeł zewnętrznych. Owszem, dzisiaj wciąż do wyprodukowania zielonej energii ze źródła odnawialnego potrzebne jest najpierw źródło konwencjonalne. Ale w przyszłości do wytworzenia nowego źródła odnawialnego będziemy używać mocy produkcyjnych źródła odnawialnego. To potrwa zapewne wiele lat, ale w końcu koło nam się zamknie - mówi Żaneta Koźmińska z Revolt Energy.

DOBRA ENERGIA dla Krakowa i Małopolski: Co zrobić, by w domach i firmach nie zabrakło prądu i ciepła, a ich cena była do zniesienia

Wideo

Materiał oryginalny: DOBRA ENERGIA dla Krakowa i Małopolski: Co zrobić, by w domach i firmach nie zabrakło prądu i ciepła, a ich cena była do zniesienia - Dziennik Polski

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie