Czyta się! Tęsknił, uwodził, porzucał. O książce „Narzeczone Chopina”

Anna Piątkowska
Anna Piątkowska
"Narzeczone Chopina"
"Narzeczone Chopina"
Udostępnij:
Emocje melomanów rozgrzewają właśnie koncerty Konkursu Chopinowskiego, a na księgarnianych półkach książka o miłościach genialnego pianisty, a właściwie o kobietach, które kochały Chopina.

FLESZ - Deficyt w 2022 r. będzie niższy niż 3 proc. PKB

Cztery kobiety: Konstancja, Maria, George, Jane i on - genialny muzyk, obiekt ich miłości - Fryc, Fryderyk, Chopin.

Jest rok 1889, czterdzieści lat po śmierci Fryderyka Chopina, temat narzeczonych muzyka zgłębia dziennikarz warszawskiego „Kuriera” dla „czytelników oczekujących dobrych tekstów o interesujących sprawach. A co byłoby bardziej interesujące od opowieści kobiet Chopina, którego dworek może i zasrały kury, ale którym zaciekawił się ważny ruski muzyk?”. Tak więc redaktor odwiedza wiekowe panie, które niegdyś kochały Chopina.

„Taką samą wstążkę jemu dałam, kiedy wyjeżdżał. Ale o tej wstążce mniej się opowiada niż o listach od innej. Z tamtą miał się żenić” - mówi u kresu życia Konstancja Gładkowska, przechowująca do końca swoich dni pakiet listów skreślonych ręką muzyka. Młodzieńcza miłość i muza Chopina. To ona śpiewała podczas pożegnalnej uroczystości poprzedzającej wyjazd pianisty. Czy ją kochał? Nie zapytała.

„Wielu współczuje Fryderykowi jego niespełnionych marzeń o ślubie ze mną, a mnie posądza o zerwanie zaręczyn i zupełną wobec niego obojętność. To nie do końca prawda. Nie wiem, co by się stało, gdyby mój ojciec okazał przychylność - jak by się wtedy Fryderyk zachował. Czasami mam wrażenie, że tak czy inaczej, nigdy byśmy się nie pobrali” - opowiada Maria Wodzińska, narzeczona Chopina. Rodzice Marii uznali, że muzyk jest „zbyt chorowity jak na męża”, ona sama poślubiła hrabiego.

„Chudy Polak, mówili niektórzy, chorowity, nerwowy i blady. Ale piękny bardzo, tylko ten nos…” - to George Sand. - „To dla niego sprzątałam i prałam, chodziłam na pola po kwiaty ślazu i macierzankę, to dla niego przygotowywałam napary i poiłam go nimi, znosząc jego narzekania i wymówki”. A potem zostawiła, czego nigdy jej nie darowano, bo rozchorował się bardziej.

„Kocham go za te ułomności i słabości, za upadki, za niezręczności, za – rzadką, ale jednak – nieczułość”- mówi Jane Stirling, szkocka pianistka, jego uczennica. To o niej mówiono wdowa po Chopinie, choć w istocie nią nie była.

Pisanie „Narzeczonych Chopina” Magdalena Knedler poprzedziła starannym reaserchem, co widoczne jest w budowaniu postaci, w pełnej szczegółów i smaczków opowieści.

A on sam? Blady, chudy. „Chopin to dusza towarzystwa, wszyscy go uwielbiają, a już zwłaszcza damy. Niby nic szczególnego nie robi, nie błaznuje, nie sili się na błyskotliwość, często siedzi gdzieś na uboczu, a wystarczy, że jest.” Udało się autorce stworzyć portret Chopina - mężczyzny, nie stroniącego od zabaw, kapryśnego, czasem niezbyt przyjemnego, z krwi i kości.

Ale „Narzeczone Chopina” to też książka o kobietach, które historia zapamiętała ze względu na niego (nie wszystkie wymieniły z muzykiem zaręczynowy pierścionek). Może nawet ciekawsza niż portret artysty.

„Narzeczone Chopina”
Magdalena Knedler
Wydawnictwo Mando

Wideo

Materiał oryginalny: Czyta się! Tęsknił, uwodził, porzucał. O książce „Narzeczone Chopina” - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie