Cracovia. Patryk Zaucha: Spełniło się jedno z moich marzeń

Jacek Żukowski
Jacek Żukowski
Patryk Zaucha (Cracovia)
Patryk Zaucha (Cracovia) Andrzej Banaś
Patryk Zaucha, 20-letni zawodnik Cracovii, zadebiutował w ekstraklasie w meczu z Piastem Gliwice. Młodzieżowiec zagrał 89 minut.

Czekał pan na to co najmniej od roku, od kiedy trenuje pan z pierwsza drużyną.

Tak, już jako junior chodziłem na treningi do pierwszego zespołu. Czekałem długo i udało się zadebiutować. Nigdy bym nie przypuszczał, że uda mi się tego dokonać w pierwszym składzie. Jeszcze bardziej byłem zadowolony i chciałem się oczywiście pokazać z jak najlepszej strony.

Przypuszczał pan w tygodniu poprzedzającym mecz, że trener da panu szansę? Mógł się pan spodziewać takiej niespodzianki, czy było to totalne zaskoczenie?

Od początku tygodnia byłem na treningach ustawiany pod kątem pierwszego składu, ale na zajęciach jest różnie, trener szuka rozwiązań, więc to nie jest nic pewnego. Poczułem, że to może być moja szansa na piątkowym rozruchu, gdy byłem ustawiony w pierwszej jedenastce. Czułem, że mogę zagrać, ale do momentu, w którym trener nie ogłosił tego oficjalnego składu, wszystkiego można było się spodziewać. Dowiedziałem się na odprawie przedmeczowej w sobotę.

Serce zabiło mocniej, czy podszedł pan do tego spokojnie?

Troszeczkę mocniej może zabiło, gdy dowiedziałem się, że będę grał, ale gdy weszliśmy już na rozgrzewkę myślałem tylko o tym, by jak najlepiej się pokazać.

Mecz odbywał się przy pustych trybunach, ale gdyby była publiczność, bardziej byłby pan stremowany?

Na pewno jest to smutne, że znowu nie ma kibiców na stadionach, z pewnością byłoby większe wsparcie dla całej drużyny. Jeśli chodzi o mnie, może mógłbym się bardziej stresować, ale musiałbym sobie z tym poradzić. Wydaje mi się, że dałbym radę, byłaby jeszcze większa motywacja.

Na pewno dostał pan wiele wskazówek od trenera. Na co zwrócił panu szczególnie uwagę?

Mówił, że w grze do przodu daje mi wolną rękę, liczy się kreatywność, własna inwencja, a w grze do tyłu muszę zasuwać, dawać z siebie wszystko. Podpowiadał mi cały czas z boku, koledzy z drużyny też dawali mi wskazówki. Przez cały mecz byłem wspierany, to mnie napędzało i dawało pewność siebie.

W głowie miał pan to, że trzeba się przede wszystkim skupić na obronie? Ma pan inklinacje ofensywne, był pan i napastnikiem i skrzydłowym, jak więc chciał pan to pogodzić?

Jak się jest obrońcą, trzeba zwrócić szczególna uwagę na defensywę, ale fajnie byłoby coś dodać w ofensywie. Trzeba więc być aktywnym i z przodu i z tyłu jako boczny obrońca.

Trudna to była robota, ktoś panu szczególnie uprzykrzał życie?

Jest to oczywiście inny poziom niż w juniorach, czy trzeciej lidze. Gra jest szybsza, inna pod względem taktycznym, fizycznym. Starałem się wypaść jak najlepiej. Wydaje mi się, że Piast jako cała drużyna prezentował się dobrze, ma zawodników z potencjałem.

Owszem, jest inny poziom, ale nie jest to coś nie do osiągnięcia, co udowadnia.

Tak, trzeba ciężko pracować, czeka mnie dużo nauki. Może będę miał kolejne szanse? Trzeba udowadniać na treningach, że zasługuje się na szansę.

Był pan do tej pory skrzydłowym, choć w drugiej drużynie często gra pan też na obronie. Zdążył się pan już przyzwyczaić do roli defensora?

W juniorach też mi się zdarzało, ale były to epizody, pojedyncze mecze. Potem byłem ustawiany na skrzydle, ale w trzeciej lidze już na obronie. Powolutku się przekwalifikowałem. Trener może widzi mnie jako obrońcę, dlatego muszę dawać z siebie wszystko.

Na pewno występ w ekstraklasie jest dla pana nagrodą za opór, wytrwałość, charakter. Po dwóch ciężkich kontuzjach kolana, gdy zerwał pan więzadła, to jest na pewno najlepsza nagroda, jaka mogła pana spotkać.

Mimo że mam dopiero 20 lat, trochę tych kontuzji przeszedłem, w tym te dwie poważne. Rodzina, bliscy zawsze mnie wspierali i dążyłem do tego, by małe marzenia spełnić i właśnie jedno z nich się spełniło.

Rodzina nie mogła być obecna na stadionie. Jak przeżyła pański debiut?

Rodzice, babcia, brat, siostra oglądali w telewizji, cieszyli się, ale mocno się denerwowali. Bardzo mi gratulowali.

Trener Probierz w tym sezonie pokazał, że widzi też młodych piłkarzy – wcześniej szansę debiutu dostali Jakub Gut, Przemysław Kapek. Pan był często w meczowej „20”, mógł więc pan przypuszczać, że prędzej czy później pojawi się na boisku.

Myślałem, że dostanę szansę na 5 – 10 minut, nigdy nie przypuszczałem, że uda się w pierwszym składzie.

Trzeba wykorzystywać szanse. Akurat na lewej obronie zaistniała tak sytuacja, że są braki kadrowe, a wydawało się, że będzie to bardzo oblegana pozycja. Kamil Pestka, Michal Siplak, Michael Gardawski ulegli jednak kontuzjom. Okazało się, że można powalczyć. Ale z pewnością zdaje pan sobie sprawę z tego, że jak wrócą Siplak czy Gardawski może być ciężko o regularną grę. Doświadczeni zawodnicy będą się cieszyć większym zaufaniem trenera.

Oczywiście, ale rywalizacja musi być zawsze. Trzeba więc cały czas pokazywać się z jak najlepszej strony, udowadniać swoją wartość.

Była spora grupa młodzieży, która wywalczyła wicemistrzostwo Polski w 2018 r. Należy pan do niej. Różnie jednak potoczyły się wasze losy. Niektórzy zostali wypożyczeni, niektórzy ulegli kontuzjom. Żaden z piłkarzy, oprócz Sylwestra Lusiusza, nie grał regularnie. Nie miał pan momentu zwątpienia, nie myślał o zmianie otoczenia?

Szczerze mówiąc miałem takie myśli, czy nie pójść gdzieś na wypożyczenie, ale trener Probierz we mnie wierzył, bo nie chciał mnie puścić na wypożyczenie. Uważał, że tu będę się rozwijał, że przyjdzie na mnie pora. Chciałem odejść, ale trener uważał, że lepiej będzie dla mnie, gdy zostanę.

Zaczynaliście sezon w trudnej sytuacji, mając minus 5 punktów. Dość szybko udało się to odrobić, zdobyliście Superpuchar Polski, to z pewnością podbudowało drużynę.

Miałem nadzieję, że choć minutkę zagram. Ale najwidoczniej było mi pisane, żebym zadebiutował dopiero w lidze.

Ma pan indywidualny cel na najbliższy czas?

Cały czas chcę się rozwijać, iść do przodu, zbierać cenne minuty w ekstraklasie, uczyć się i rozwijać jako piłkarz. To są moje marzenia i cele na ten czas. Łatwo wejść na kolejny szczebelek, trudniej się na nim utrzymać.

SPORTOWY24.PL - rozmowa z Piotrem Małachowskim

Wideo

Materiał oryginalny: Cracovia. Patryk Zaucha: Spełniło się jedno z moich marzeń - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie