Adam Musiał - znakomity piłkarz, legenda Wisły, ulubieniec kibiców - czuł się spełnionym, szczęśliwym człowiekiem

Jerzy Filipiuk
Jerzy Filipiuk
W wieku 71 lat zmarł Adam Musiał, były znakomity piłkarz (lewy obrońca), potem trener i kierownik stadionu (Wisły Kraków). Był jedną z legendarnych postaci "Białej Gwiazdy", wychowankiem Górnika Wieliczka, zawodnikiem także Arki Gdynia, Herefordu United FC i Polish-American Eagles Yonkers SC. Z reprezentacją Polski w 1974 roku zajął trzecie miejsce w mistrzostwach świata w RFN.

Adam Musiał urodził się 18 grudnia 1948 roku w Wieliczce. Był wychowywany twardą ręką. - Jak nie zrobiłem w domu tego, co mi mama kazała, to dostawałem baty albo zakaz wyjścia na trening, na mecz – wspominał w rozmowie z nami przed czterema laty. Mieszkał niedaleko szkolnego boiska. Przygodę z piłką rozpoczął, za namową kuzyna, w miejscowym Górniku. Trafił do reprezentacji juniorów Krakowa, potem Polski i „młodzieżówki”.

W 1967 roku został zawodnikiem Wisły, w której występował przez dekadę. Szybko stał się jednym z ulubieńców kibiców „Białej Gwiazdy”, bo prezentował nie tylko wysokie umiejętności, ale i boiskowy charakter. Słynął z żelaznej kondycji, ostrej, bezpardonowej gry, nie bał się żadnego rywala, imponował walecznością.

- Ja byłem zawodnikiem, którego motto brzmiało: „Piłka może mnie przejść, ale zawodnik nigdy”. Przy dzisiejszych przepisach nie wytrzymałbym pięciu minut na boisku. Po pierwszym wejściu od razu dostałbym czerwoną kartkę. Wtedy też faulowaliśmy, nikt nogi nie cofnął, ale był szacunek dla przeciwnika. Była to męska walka – mówił.

Na zielonej murawie potrafił też zachować się niekonwencjonalnie. - Graliśmy na turnieju UEFA juniorów w Turcji. Ja w swoim stylu wszedłem w skrzydłowego, którego miałem kryć. Ostro, aż iskry leciały. Sędzia upomniał mnie, pogroził palcem. Następny kontakt z piłką - to samo przewinienie. Zobaczyłem, że arbiter biegnie do mnie. Pomyślałem, że wylecę z boiska. Pochyliłem się nad leżącym Turkiem i zacząłem go... całować w czoło. Sędzia darował mi ten faul - wspominał.

W trakcie swej ligowej kariery w Polsce zdobył tylko dwa gole – dla Wisły i Arki. Dlaczego? Wyjaśnił to tak: - Dawniej obrońcy byli od bronienia, a napastnicy i pomocnicy od strzelania. Gola dla Wisły zdobyłem z... połowy boiska. Piłka przekroczyła linię środkową i nie namyślając się, kropnąłem w kierunku bramki. To był niezamierzony strzał. Bramkarz wyszedł daleko, no bo kto by się spodziewał, że głupi Musiał strzeli z połowy boiska? Wyszedł mi piękny lob i piłka wpadła w samo okienko bramki. Stadiony świata.

W Wiśle rozegrał 263 mecze, w tym 227 w ekstraklasie. Mimo, że grał ostro, zarobił tylko 7 żółtych kartek. Miał skromny udział (2 spotkania) w zdobyciu przez Wisłę tytułu mistrza Polski w 1978 roku. Tego samego roku – za namową byłego trenera „Białej Gwiazdy” Jerzego Steckiwa - przeszedł do Arki, z którą rok później zdobył Puchar Polski, po wygranej w finale z… Wisłą. W drużynie z Gdyni grał przez dwa i pół roku.

Kolejne dwa i pół sezonu spędził w IV-ligowym angielskim zespole Hereford United FC, a po dwuletniej przerwie rozpoczął występy w Polish-American Eagles w Yonkers koło Nowego Jorku (grał w nim do 1987 roku). W USA jednocześnie pracował w firmie, która zajmowała się oczyszczaniem linii wysokiego napięcia z drzew.

- Trzeba było przycinać gałęzie, żeby nie dochodziło do spięcia w czasie opadów deszczu czy śniegu, gdyby liny się zetknęły ze sobą. Wszystko było pod napięciem, więc trzeba było uważać. Ale warunki były dosyć bezpieczne. Nic się nie robiło ręcznie, wszystko było zmechanizowane. Mieliśmy wielofunkcyjny podnośnik z obracającym się koszem, w którym znajdowało się stanowisko z piłą. To była praca dla emerytowanych piłkarzy. W zamian trzeba było grać w piłkę. Trenowaliśmy trzy razy w tygodniu, w weekendy graliśmy mecze – opowiadał.

W reprezentacji Polski występował w latach 1968-1974. Rozegrał w niej 34 mecze. W 1974 roku razem z kolegami zajął trzecie miejsce w mistrzostwach świata w Republice Federalnej Niemiec. Po wygranym meczu grupowym z Włochami 2:1 poszedł z kilkoma kolegami na piwo. Wszyscy wrócili po czasie, ale kilku piłkarzy przemknęło do swych pokoi, a wiślak wdał się w dyskusję z trenerem Kazimierzem Górskim. Ponieważ czuć było od niego piwem, selekcjoner zagroził, że go usunie z reprezentacji, ale wstawili się za nim koledzy z drużyny i w efekcie opuścił tylko zwycięski mecz ze Szwecją (1:0).

- Był bardzo dobrym obrońcą, twardym, walecznym piłkarzem. Zawsze można było na niego liczyć. Grał w reprezentacji, która odnosiła największe sukcesy. Był super chłopakiem, bardzo pozytywną postacią, wesołym, dowcipnym, lubianym przez wszystkich kolegów – mówi były kapitan drużyny narodowej Włodzimierz Lubański.

Kilka miesięcy po MŚ Musiał zakończył występy w reprezentacji. Przyczynił się do tego wypadek samochodowy, jakiemu uległ, gdy w listopadzie 1974 roku jadąc z Krakowa do Wieliczki nadmierną prędkością i w stanie nietrzeźwym swoim BWM wbił się czołowo w Stara. Trafił nad Oddział Chirurgii Urazowej w Szpitalu im. St. Żeromskiego w Nowej Hucie, gdzie przeszedł prawie pięciogodzinną operację.

„Dobrze, że miałem mocne nogi, bo w momencie zderzenia zaparłem się i złamałem oparcie fotela. Gdy policja i pogotowie przyjechały na miejsce, leżałem na tylnym siedzeniu. (...) Przeszedłem śmierć kliniczną. Nie miałem kości w twarzoczaszce, przeszczepiano mi je z ręki i z biodra. Na przedramieniu miałem takie pierścienie i blachy skręcone śrubami. Dwa lata dochodziłem do siebie – mówił w rozmowie z Onetem w 2018 roku.

Po powrocie z USA rozpoczął karierę szkoleniową. Najpierw był asystentem trenera Aleksandra Brożyniaka w Wiśle, przyczyniając się do jej powrotu do ekstraklasy w 1988 roku, potem, w latach 1989-1992, prowadził ją samodzielnie, zdobywając trzecie miejsce w 1991 roku, za co otrzymał tytuł Trenera Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”. Potem był trenerem Lechii Gdańsk (1992-1993), Stali Stalowa Wola (1993-1995) i GKS Katowice (1995-1996).

W roli szkoleniowca wytrwał tylko kilka lat. Dlaczego? - Przekonałem się, że się do tego nie nadaję. Żeby prowadzić zespół, trzeba mieć mieć nie tylko umiejętności, które się się chce przekazać, ale być też psychologiem, pedagogiem. Byłem za ambitny, za nerwowy. Udusiłbym pół drużyny po przegranym meczu. A dziś piłkarze porażkę traktują jak wypadek przy pracy. Piłka nożna jest grą zespołową. Zespół muszą tworzyć ludzie, którzy niekoniecznie się kochają, ale szanują siebie i to, co robią na boisku. Teraz jest inaczej. I to mi się nie podoba. Dlatego zrezygnowałem – tłumaczył swą decyzję.

Za rządów Bogusława Cupiała w Wiśle byłem kierownikiem obiektu. - Właściciel klubu powiedział mi kiedyś: „Adam, ty już swoje zrobiłeś. Będziesz u mnie pracował tylko jako ikona tego klubu” - wspominał. Potem pozostał pracownikiem klubu, ale nie miał żadnych obowiązków. Miał przyznaną emeryturę, jednak przychodził do klubu, bo – jak podkreślał - „miłości tak szybko się nie zapomina”.

Miał ogromną satysfakcję, że kibice pamiętali o nim nawet po wielu latach: - To jest największa zapłata dla człowieka. Bo tego się nie kupi za żadne pieniądze. I to człowieka podnosi na duchu, że coś osiągnął, a ludzie go pamiętają, rozpoznają, chcą zamienić parę słów, zapraszają na różnego rodzaju spotkania. To jest dla mnie największa zapłata, dobro, satysfakcja. Dlatego czuję się spełnionym, szczęśliwym człowiekiem.

Jego synowie także związali się z futbolem. Maciej – w roli futsalowca, trenera, kierownika drużyny i dyrektora sportowego Akademii Piłkarskiej Wisły, a Tomasz – jako piłkarz i sędzia. Ich mama Ewa Musiał, żona pana Adama, była przed laty siatkarką.

Adam Musiał od lat miał problemy ze zdrowiem, coraz większe kłopoty z chodzeniem. Zmarł w środę, 18 listopada 2020 roku po długiej i ciężkiej chorobie.

Tokio Raport - rozmowa z Lucyną Kornobys

Wideo

Materiał oryginalny: Adam Musiał - znakomity piłkarz, legenda Wisły, ulubieniec kibiców - czuł się spełnionym, szczęśliwym człowiekiem - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie