Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

75 lat temu Cracovia wywalczyła mistrzostwo Polski. Na kolejne wciąż czeka

Jacek Żukowski
Mieczysław Kolasa (trzeci od prawej)
Mieczysław Kolasa (trzeci od prawej) Album 90-lecia KS Cracovia
Cracovia. 5 grudnia minęło 75 lat od ostatniego mistrzostwa Polski piłkarzy Cracovii. Świętowali je na boisku Garbarni Kraków, po dodatkowym meczu, który zadecydował o prymacie w naszym kraju.

Dlaczego tak się stało? Otóż w rozgrywkach 1948 r. obie drużyny zgromadziły po 38 punktów. Wisła miała korzystniejszy bilans bramkowy (86-34) wobec 61-26 „Pasów” i zgodnie z regulaminem PZPN zarządził dodatkowy mecz na neutralnym boisku.

„Pasy” straciły bramkę już w 1 min po golu Legutki, ale odpowiedziały dwoma golami Różankowskiego oraz Szeligi i zdobyły mistrzostwo.

Jedyny żyjący piłkarz z mistrzowskiej ekipy – dziś niemal 101-letni (urodziny będzie obchodził 10 stycznia) Mieczysław Kolasa – akurat nie wystąpił w tym decydującym spotkaniu.

- Pracowałem w Zakładach Zieleniewskiego – opowiadał nam przed rokiem Mieczysław Kolasa. - Miałem stanowisko mistrza i nie bardzo mogłem się zwalniać na mecze i treningi. Musiałem wykonać plan, a to był grudzień i nie mogłem sobie pozwolić na opuszczenie pracy. Sam mecz oglądałem z trybun, my piłkarze, którzy nie graliśmy, dostaliśmy bilety. Straciliśmy gola po strzale Legutki z 30 m. W naszym obozie istniało przekonanie, że to Wisła jest faworytem, ale nie straciłem nadziei na dobry wynik, bo gra była wyrównana. Był straszny tłok, nie było gdzie szpilki włożyć, ludzie wisieli na płotach, balkonach, gdzie, kto mógł.

Kolasa za mistrzostwo dostał pamiątkowy złoty sygnet od klubu. Nie było pucharu dla zwycięzców, tylko odznaki. Drużyna objechała autobusem wokół Błoń, fetowana przez fanów. Wielu z nich nie weszło na ten mecz, na którym było ponad 20 tys. ludzi.
- To były piękne czasy, obie drużyny dominowały w Polsce, Wisła zresztą rok później sięgnęła po mistrzowski tytuł – opowiada Kolasa. - Po ciężkich latach okupacji, kiedy nie mogliśmy regularnie grać, reprezentowaliśmy niezły poziom. Odrodziliśmy się, a przecież na naszym boisku podczas okupacji Niemcy urządzili sobie bazę samochodową.

Mistrzowska drużyna „Pasów” była właściwie amatorskim zespołem. Wszyscy piłkarze pracowali, a na treningi znajdywali czas po swoich obowiązkach zawodowych. Trenowali niewiele, jak na dzisiejsze standardy, dwa-trzy razy w tygodniu.

- Pracowałem od 8 do 14, po pracy prosto leciałem na trening – mówi Kolasa. - Z klubu dostawaliśmy po 600 zł. na tzw. dożywianie. W zimie nie było pieniędzy, dopiero przed pierwszym meczem dawano nam jakieś środki. Jeśli chodzi o wyjazdy, to podróżowaliśmy pociągami, w dniu meczu, chyba, że był dalszy wyjazd, do Warszawy bądź Poznania, to wtedy jechaliśmy dzień wcześniej.

Trudno powiedzieć, kto był najlepszym zawodnikiem tamtej drużyny. - Połowa grała w reprezentacji – snuje swoją opowieść Kolasa. - Ale na pewno w trójce najlepszych musieliby się znaleźć Edward Jabłoński, nasz kapitan, Władysław Gędłek i Tadeusz Parpan.

Następcy Kolasy nie byli w stanie przez 70 lat powtórzyć sukcesu. Zanotowali tylko dwa miejsca na podium, w 1949 r. miały 2. miejsce, w 1952 – 3. W 1950 uplasowały się na 4., a potem ten wynik powtórzyły tylko dwukrotnie – w 2007 i 2016.

- Nieraz zastanawiałem się, czy jeszcze doczekam chwili, w której Cracovia znowu zostanie mistrzem? - zastanawia się Kolasa. - Widzę, że nie ma możliwości. Były utalentowani piłkarze, ale chcieli jak najszybciej opuścić Cracovię w poszukiwaniu lepszych warunków. Dopiero po latach dowiedziałem się, na jakich warunkach grali moi koledzy z innych klubów, mieli etaty itp. Jak jak zwalniałem się z pracy, to traciłem. A w Cracovii zawsze było biednie. Pokazał się np. Janusz Kowalik, a jego marzeniem był wyjazd za granicę. Za naszych czasów grało się dla klubu, nie dla pieniędzy. Później piłkarze widzieli, że gdzie indziej mają lepiej i odchodzili. Potem zaczęto ściągać piłkarzy spoza Krakowa.

Dzisiaj Kolasa aktywnie uczestniczy w życiu klubu. Nagrodzony najwyższymi odznaczeniami „Cracovia Restituta” i „Cracovia Merenti” jest zapraszany na jubileuszowe gale, doceniany. Ogląda mecze „Pasów” w telewizji, a nierzadko gości na stadionie przy ul. Kałuży, mając miejsce w sektorze VIP.

- Nieraz twierdziłem, że urodziłem się za wcześnie – mówi Kolasa. - Bo grałem za darmo. Do tego pewnie, że chciałbym grać na ładnych obiektach, w meczach, które są pokazywane w telewizji… Nasuwa mi się refleksja związana z wynagrodzeniami trenerów. Są niebotyczne. A co oni mogą zrobić z piłkarzami. Ustalą taktykę, przygotują fizycznie. Myśmy praktycznie nie mieli trenera, a zdobyliśmy mistrzostwo Polski. Czech Karel Pruha szybko odszedł i przejął nas Stanisław Malczyk. I jeszcze jedno, bardzo boli mnie, że tak mało ludzi przychodzi na Cracovię.

Tych, którzy pamiętają ostatnie, piąte w sumie mistrzostwo Polski, jest coraz mniej. Czy fani doczekają się na czasy o których będą mogli powiedzieć: „tak, widziałem mistrzowską Cracovię”?

od 7 lat
Wideo

Hokejowe Fudeko GAS Gdańsk chce się rozwijać

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: 75 lat temu Cracovia wywalczyła mistrzostwo Polski. Na kolejne wciąż czeka - Gazeta Krakowska

Wróć na krakow.naszemiasto.pl Nasze Miasto