Kraków stał się miastem, w którym regularnie i z coraz większą częstotliwością wykonywana jest kara śmierci. Państwo wyrzekło się jej już dawno. Toleruje jednak przejęcie prawa do jej "orzekania" i wykonywania średniowiecznymi metodami przez bandytów krążących po ulicach z maczetami i siekierami. Najnowszym tego dowodem jest wydarzenie z ostatniej środy w Borku Fałęckim, gdzie zginął młody człowiek, któremu bandyci obcięli maczetą rękę.
W Krakowie od noży nie giną już tylko kibole załatwiający swoje porachunki na peryferyjnych osiedlach, ale również zupełnie przypadkowi przechodnie, i to w samym centrum miasta. W nocy z piątku na sobotę 23-letniego Dawida, studenta, który świętował urodziny ze swoją dziewczyną, zadźgał agresywny, pijany 35-letni Mirosław L.
W nocy z poniedziałku na wtorek doszło do kolejnych porachunków chuligańskich w Krakowie. Na Kurdwanowie maczetą został raniony 19-latek. Cios był tak potężny, że chłopakowi prawie odrąbano rękę. Świadek, który spotkał poszkodowanego w szpitalu, przesłał do nas zdjęcia zbyt makabryczne, by je publikować. Ofiary bójki nie chcą jednak współpracować z policją i szukać sprawców.
Ataki z użyciem noży i maczet w Krakowie stały się codziennością. Niestety policja bezradnie rozkłada ręce i "prowadzi czynności wykrywcze", politycy tylko grzmią o zaostrzeniu prawa, a zwykli ludzie żyją w strachu. We wtorek doszło do kolejnego krwawego incydentu. Ucierpiał 26-latek.
Krakowska prokuratura postawiła trzem kibolom Cracovii zarzuty udziału w bójce z udziałem niebezpiecznego narzędzia. To Grzegorz J. (20 lat), Daniel J. (19 lat) i Patryk G. (19 lat), którzy, według śledczych, 7 czerwca około godz. 21.40 zrobili "wjazd" na osiedle Olsza w okolicy ul. Celarowskiej, w parku nad rzeką Białuchą. Podjechali autem.
- Kary w kodeksie są surowe, ale orzeczenia łagodne. Nie może być tak, że ktoś po raz kolejny dostaje karę w zawieszeniu. Bo on już raz miał szansę poprawy i z niej nie skorzystał - powiedział w rozmowie prof. Zbigniew Ćwiąkalski, karnista z UJ.