Wisła sięgnęła dna. „Biała Gwiazda” przegrała na swoim stadionie z Podbeskidziem Bielsko-Biała i w tabeli ekstraklasy jest już na miejscu spadkowym. O przegranej przesądziła druga połową, w której „Górale” przeprowadzili dwa skuteczne ataki. Piłkarzy Wisły żegnały po meczu przeraźliwie gwizdy krakowskich kibiców.


Autor: Jan Latała, Gazeta Krakowska

W meczu z Podbeskidziem Wisła zagrała bez pary swoich podstawowych stoperów, Arkadiusza Głowackiego i Richarda Guzmicsa. Na środku obrony zastąpili ich Alan Uryga i Maciej Sadlok. W wyjściowym składzie znalazło się też miejsce dla, debiutującego w barwach „Białej Gwiazdy”, Rafała Wolskiego. Na ławce usiadł natomiast Paweł Brożek, bo trener Tadeusz Pawłowski zdecydował się na grę jednym napastnikiem. Tę rolę pełnił od pierwszej minuty Zdenek Ondrasek.

Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do Wisły. Krakowianie dłużej utrzymywali się przy piłce, atakowali rywali już na ich połowie i często przejmowali po takim pressingu piłkę. Jedyne czego zabrakło na początku spotkania to sytuacji, po których gospodarze mogliby strzelić bramkę. Ta nadeszła w 19 min, kiedy Rafał Wolski sprytnie uwolnił się od opieki rywala, wpadł w pole karne i strzelił. Emilijus Zubas jednak obronił to uderzenie.

Podbeskidzie atakowało tylko sporadycznie. W 23 min z dystansu strzelał Mateusz Możdżeń, ale Michał Miśkiewicz bez problemów złapał piłkę. W 27 min goście długo jednak rozgrywali piłkę przed polem karnym Wisły. W końcu poszło dośrodkowanie w pole karne, a tutaj na czystej pozycji do strzału głową znalazł się Robert Demjan. Jego uderzenie obronił jednak Michał Miśkiewicz. Od tego momentu gra nieco się wyrównała, ale właśnie wtedy bramkę strzeliła Wisła. I to bardzo ładną bramkę. Rafał Wolski idealnie podał do Zdenka Ondraska, a Czech wypalił pod poprzeczkę.

Chwilę później Ondrasek mógł podwyższyć na 2:0, ale po błędzie Emiljusa Zubasa dostawił nogę do piłki tak, że ta przeszła nad poprzeczką.

Swoją szansę miało też Podbeskidzie. Groźny strzał Jozefa Piacka obronił jednak Michał Miśkiewicz.

Drugą połowę lepiej rozpoczęła Wisła, ale tak jak przed przerwą na pierwszą groźną sytuację kazała trochę poczekać. Dopiero w 59 min głową strzelał Zdenek Ondrasek i Emilijus Zubas musiał się nieco nagimnastykować, żeby odbić piłkę na rzut rożny. W 62 min po rzucie rożnym głową strzelał z kolei Tomasz Cywka. Pomylił się nieznacznie.

W 62 min mieliśmy natomiast jeden z nielicznych ataków Podbeskidzia, ale za to skończyło się tak, że sędzia podyktował rzut karny za zagranie ręką Rafał Pietrzaka. Pewnym egzekutorem jedenastki okazał się Mateusz Możdżeń i z meczu, który Wisła wydawała się mieć pod kontrolą, zrobiło się nerwowe spotkanie.

Krakowianie próbowali jeszcze atakować, ale bili głową w mur. Tymczasem Podbeskidzie wyprowadziło popisową kontrę, zakończoną prostopadłym podaniem do Samuela Stefanika, który w sytuacji sam na sam z Michałem Miśkiewiczem spokojnie kopnął do siatki.
Tadeusz Pawłowski zareagował na straconego drugiego gola, wpuszczając na boisko Pawła Brożka i Krzysztofa Drzazgę. Nieco rozpaczliwe ataki wiślaków w końcówce nic już jednak nie dały i porażka stała się faktem.

Wisła Kraków – Podbeskidzie Bielsko-Biała 1:2 (1:0)
Bramki: Ondrasek 38 – Możdżeń 63 karny, Stefanik 80.

Sędziowali: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa) oraz Rafał Rostkowski (Piaseczno) i Kamil Wójcik (Warszawa). Żółte kartki: Cywka, Sadlok – Sokołowski, Kowalski, Wierietiło. Widzów: 10 057.

Wisła: Miśkiewicz – Jović, Uryga, Sadlok, Pietrzak – Popović (81 Brożek), Cywka – Małecki (69 Boguski), Wolski, Bałaszow (81 Drzazga) – Ondrasek.

Podbeskidzie: Zubas – Sokołowski, Piacek, Baranowski, Wierietiło – Sloboda (57 Stefanik), Możdżeń – Chmiel, Szczepaniak, Kowalski (77 Tarnowski) – Demjan (68 Kato).

Sport

Komentarze (2)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

oburzeni PL (gość)

Przygotowanie do rundy wiosennej to stracony czas przez Tadeusza Pawłowskiego. Przecież jak wygrywają do przerwy to faktycznie widać jakie efektywne rozmowy w przerwie prowadzi trener Wisły. Z nim to piłkarze spadną - to pewne jak 2+2=4. Wszystkim dla których ważny jest los Wisły Kraków niech domagają się ustąpienia trenera!