Tą Warszawą M 20 podróżował kiedyś biskup Karol Wojtyła. Teraz nowy właściciel auta Marek Schramm przyjechał nią w Wielki Piątek (18.04) do Wadowic.Swoją podróżą z Berlina do Watykanu chce uczcić miejsca związane ze swoim życiem i działalnością Karola Wojtyły.

Marek Schramm urodził się w Gdańsku. Gdy miał trzy miesiące jego rodzice (matka jest Polką a ojciec Niemcem) wyjechali do Berlina Wschodniego, ówczesnych, jak się to wówczas mówiło Niemiec wschodnich, czyli Niemieckiej Republiki Demokratycznej.

Jak mówi Schramm kilkakrotnie próbował uciekać do Niemiec zachodnich, za co siedział w więzieniu. Jednak los chciał żeby w czasie strajków Solidarności był na Wybrzeżu, tuż obok stoczni mieszkała jego babcia. Marek Schramm bardzo ten czas przełomu przeżył.

- Dlatego tym samochodem przejechałem przez miejsce gdzie był kiedyś mur berliński i przyjechałem do Polski do kolebki Solidarności i wolności, której nie byłoby bez papieża Jana Pawła II. Bardzo go szanuję i cenię za to, co dla nas i Europy zrobił. Stąd ta podróż. Dla uczczenia wielkiego wadowiczanina Karola Wojtyły - mówi Marek Schramm.

Kolekcjoner na papieską Warszawę M20 z 1958 roku natrafił przypadkiem w internecie. Nie mógł się nadziwić kiedy u handlarza, który później okazał się krewnym szofera przyszłego papieża, zobaczył notatkę dotyczącą właściciela. Okazało się, że w dowodzie rejestracyjnym wydanym przez wydział komunikacji Prezydium Dzielnicowej Rady Narodowej Grzegórzki w Krakowie widnieje podpis Karol Wojtyła i adres ul. Franciszkańska 3, 31-004 Kraków.

Tu warto dodać, że chociaż Karol Wojtyła kupił auto w 1958 roku to nigdy nim sam nie jeździł, miał szofera, który go woził. Jak twierdzą świadkowie, Karol Wojtyła zawsze siadywał na tylnym siedzeniu z prawej strony.Potem arcybiskup Wojtyła sprzedał auto swojemu szoferowi.

Schramm, choć sam nie chce tego potwierdzić, kupił wrak Warszawy za milion złotych. Było to w 2012 roku.
Potem w remont samochodu włożył prawie 2.6 tysiąca godzin pracy i kawał swego serca. Pomagało mu w remoncie sześciu Polaków i jedenastu Niemców.

Kiedy Marek Schramm kupił auto było ono przegniłe i pokryte rdzą. Konieczny był generalny remont. - Bardzo mi zależało, żeby samochód dalej wyglądał tak jak oryginał, ale trzeba było też zachować współczesne standardy techniczne. Tam była taka rdza, że jedne drzwi wypadły razem ze słupkiem – tłumaczy Schramm. Dodając, że szybkość maksymalna tego pojazdu to 115 km na godz., ale tak naprawdę to prowadzi się ją dobrze przy szybkości 70 km/godz..

Samochód ma teraz nietypową rejestrację z napisem "IL.JP2H", a na jego zegarze wciąż widnieje godzina 21.37.

Jednak spod lakieru morskiego koloru nadal prześwituje rdza. Nowy lakier pan Schramm położy dopiero po powrocie z tej nietuzinkowej pielgrzymki. Wówczas także jak powiedział przekaże do muzeum Dom Rodzinny Jana Pawła II w Wadowicach pamiątki związane z samochodem Karola Wojtyły.

Schramm cieszy się, że mógł ocalić kawałek historii, bo Karol Wojtyła jeździł Warszawą prawie dwadzieścia lat do 1977 roku.

W podróż z Berlina wyruszył w poniedziałek, był już w Gdańsku, skąd pochodzi jego matka, w Częstochowie. Z Wadowic pojedzie do Krakowa i Zakopanego. Towarzyszy mu rodzina i kolega, mechanik z Myszkowa Michał Czarenecki, który powiedział, że auto jak na razie sprawuje się dobrze.

W Wadowicach auto i jego podróżnych na dalszą drogę pobłogosławił ks. proboszcz Bazyliki Ofiarowania NMP Stanisław Jaśkowiec.

Komentarze (6)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!