Muzycy orkiestry Capella Cracoviensis nadal skłóceni z dyrektorem

Związki zawodowe w Capelli Cracoviensis walczą z jej dyrektorem o kształt zespołu, repertuar, a nawet o instrumenty. Czy da się pogodzić sprzeczne interesy i osobiste ambicje? O konflikcie w Capelli, która należała do pierwszych polskich zespołów starających się o historyczną wierność wykonań dawnej muzyki - pisze Marek Bartosik.

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

(© archiwum Capelli Cracoviensis)

Czytaj także: Czarne chmury nad Filharmonią Krakowską


[mp]Konflikt wokół Capelli Cracoviensis trwa od roku. Angażuje już nie tylko krakowskie środowisko muzyczne, władze, ale i coraz więcej autorytetów muzycznych z Krzysztofem Pendereckim czy Wojciechem Kilarem.

Jeśli odrzucić artystowską ideologię, to gra toczy się o panowanie nad czteromilionowym budżetem zespołu. Teraz konflikt znalazł się w kulminacyjnym momencie. Decyzja należy do prezydenta Krakowa Jacka Majchrowskiego, w którego gabinecie w tym tygodniu w sprawie Capelli pojawił się Shlomo Minz, wirtuoz skrzypiec o światowej sławie.

To znany w Krakowie schemat: do instytucji kulturalnej przychodzi nowy dyrektor, wprowadza zmiany, a zespół protestuje. Ten konflikt ma typowy przebieg, ale jego uczestnicy prezentują zupełnie nietuzinkową determinację.

Nowy dyrektor...

Capella Cracoviensis powstała w 1970 roku. Zespół założył i prowadził przez prawie 40 lat z powodzeniem dyrygent Stanisław Gałoński. Trzy lata temu odszedł na emeryturę. Również w atmosferze konfliktu z częścią zespołu, a przede wszystkim z miastem, o pieniądze na działalność Capelli.

Wtedy bardzo ważną rolę, czasem nazywaną nawet dyktatorską, odgrywał w krakowskiej kulturze Filip Berkowicz, który w 2007 roku został pełnomocnikiem prezydenta Jacka Majchrowskiego ds. kultury. Na swą pozycję zapracował jako pracownik Krakowsk
∨ Czytaj dalej

iego Biura Festiwalowego, dyrektor festiwali Misteria Paschalia i Sacrum Profanum i autor pomysłu programu Sześć Zmysłów, którego celem było promowanie Krakowa przez wielkie, gwiazdorsko obsadzone festiwale różnych dziedzin sztuki.

I to w "teczce" Filipa Berkowicza przyjechał do Krakowa Jan Tomasz Adamus, który objął stanowisko dyrektora w Capelli po Gałońskim.

Adamus jest organistą. Skończył krakowską Akademię Muzyczną, ale aktywny artystycznie był przede wszystkim na Dolnym Śląsku. Tam tworzył zespoły wykonujące muzykę dawną, dyrektorował artystycznie festiwalowi bachowskiemu. Twierdzi, że Filipa Berkowicza nie znał do momentu, kiedy ten skontaktował się z nim z propozycją pracy w Capelli.

...i inny zespół

- Byłem zaskoczony, że w Polsce jeszcze coś takiego się zdarza, iż ktoś proponuje komuś tego typu pracę tylko ze względu na jego dokonania zawodowe - mówi dzisiaj Adamus.

Według jego relacji, Filipowi Berkowiczowi zależało na tym, by w Krakowie powstał zespół, który wykonuje muzykę dawną, przede wszystkim barokową, na instrumentach historycznych. Bo miasto organizuje festiwale takiej muzyki, a nie ma zespołu, który mógłby je na tych imprezach reprezentować. I takim zespołem miała się stać Capella Cracoviensis pod ręką Jana Tomasza Adamusa.

Afera wybuchła, kiedy dyrektor zaczął zwalniać i rok temu zapowiedział zmianę profilu zespołu. - Stało się to bez żadnego dialogu z zespołem, wbrew obietnicom władz miasta, że linia programowa wypracowana za czasów dyrektora Gałońskiego zostanie utrzymana - wspomina Maciej Czepielowski, pierwszy skrzypek Capelli. Dyrektor zwolnił część śpiewaków, sekcję dętą. - W sumie skład zespołu zmniejszony został o ponad 40 procent - mówi teraz dyrektor. Część zespołu wytypowano do wewnętrznych przesłuchań, po których miała zostać oceniona ich przydatność do nowej formuły zespołu.

Dla niektórych była to propozycja upokarzająca po kilkudziesięciu latach gry w zespole. - Te przesłuchania miały służyć likwidacji zespołu w dotychczasowym kształcie. Koledzy mieli grać trudny, solistyczny repertuar i to na instrumentach współczesnych. Jak on miał oceniać przydatność do gry w zespole posługującym się instrumentami historycznymi, zupełnie nie wiem - dodaje Maciej Czepielowski, zresztą przez dyrektora z przesłuchań zwolniony.

Zaczęły się protesty. Muzycy, którzy nie chcieli się pogodzić z decyzjami dyrektora Adamusa, demonstrowali przed krakowskim magistratem, pisali listy protestacyjne do prezydenta miasta, do kardynała Dziwisza itd. Odwoływali się do autorytetów świata muzycznego, a na początku tego roku zmobilizowali kolegów z innych miast do protestu w ich sprawie. To wtedy wiele zespołów grało w obecności telewizyjnych kamer przez minutę jedną nutę.

Skrzypek, co nie gra

Wśród najaktywniejszych protestujących jest Maciej Chowaniec, przez wiele kadencji przewodniczący "Solidarności" w Capelli, który od 1973 roku gra w niej na skrzypcach. Co miesiąc dostaje od dyrektora wezwania na przesłuchania weryfikacyjne, ale się na nich nie pojawia.

Od roku dostaje z Capelli 1700 zł, czyli pensję okrojoną o dodatki, ale w zespole nie pracuje. Przyznaje, że na tak długotrwały protest stać go, bo równocześnie jest nauczycielem gry na skrzypcach w nowohuckiej szkole muzycznej. - Nie spocznę w walce dokąd dyrektor Adamus nie zniknie z Capelli - deklaruje twardo.

Zarzuca dyrektorowi, że ten zawładnął marką zespołu, jego dokonaniami, pieniędzmi i garstką muzyków. - Resztę pieniędzy wydał na swoich kolesi, których angażuje na gościnne występy w Capelli - dodaje.

Dwa występy za pensję

Chodzi o to, że dyrektor zaprasza do udziału w występach jako gości muzyków z innych miast polskich i z zagranicy. Oni dostają za występ po kilka tysięcy złotych, a w tym czasie muzycy Capelli nie mają pracy. Zresztą w ramach pensji zobowiązani są do dwóch występów w miesiącu. Za każdy następny dostają po 300 złotych brutto.

- Dotąd nasz budżet wystarczał tylko na płace dla zespołu. Po zmianach, jakie przeprowadziłem, coś zostaje i możemy angażować muzyków z zewnątrz. U nas utrzymuje się socjalny sposób myślenia o orkiestrach, a publiczności nie interesuje, czy muzyk ma etat. Ważne, by grał dobrze - tłumaczy Adamus.

Stanisław Gałoński, twórca Capelli, jeszcze kilka lat temu także miał za przeciwnika Macieja Chowańca. Ten wyjaśnia, że działo się to w momencie, kiedy dyrektor Gałoński dobiegał emerytury i nie mógł podołać obowiązkom, wywalczyć od miasta pieniędzy. Chodziło więc o zmianę, ale przy zachowaniu honorów należnych założycielowi zespołu.
strona: 1 z 2 następna strona »

Więcej na temat

Komentarze (1)

avatar
avatar
tede (gość)

Nic dobrego nie wróży, gdy ta pani się w coś miesza. Ona i muzyka poważna? Śmiechu warte! To miłośniczka biesiadnych śpiewów i fanka zespołu Czasza.

Wybierz kategorię