Na Ruczaju mają powstać dwa nowe bloki. Osiem metrów od tych już istniejących. Zgodę na budowę właśnie wydali urzędnicy prezydenta.

Jacek Majchrowski mówił niedawno, że architektonicznie bardziej niż Ruczaj podoba mu się osiedle Avia. Choć przyznał, że budynki są tam „naćkane”. Najwyraźniej prezydent uznał, że Ruczaj trzeba upodobnić do Avii, bo w jego imieniu Wydział Architektury i Urbanistyki wydał niedawno pozwolenie na budowę dwóch bloków pomiędzy ulicami Miłkowskiego i Ruczaj.

Sześciokondygnacyjne budynki mają stanąć zaledwie osiem i trzynaście metrów od istniejących bloków. Okoliczni mieszkańcy protestowali, ale urzędnicy ich uwag nie uwzględnili. Żeby wydać pozwolenie na tak bliską zabudowę zastosowano specjalne odstępstwa od przepisów, które wydał minister infrastruktury.

Dogęszczanie Ruczaju


- Osiem metrów do bardzo blisko. To dziewięć kroków. Jeśli będą do tego balkony, których się nie wlicza do odległości, to dystans będzie jeszcze mniejszy - zauważa Grzegorz Stawowy, przewodniczący komisji planowania przestrzennego w Radzie Miasta Krakowa. Jak dodaje, odstępstwa dotyczyły prawdopodobnie zacieniania nowo powstających i istniejących budynków. Bo przy takiej bliskości budynków, światło słoneczne może nie docierać do wielu mieszkań. Żeby dopuścić taką odległość, potrzebne więc było ministerialne odstępstwo.

- Inwestor otrzymał odstępstwo od zasad wydane przez ministra. Tyle, że w ministerstwie szczegółowo w ogóle się temu nie przyglądają. Na tym etapie żadna ze stron nie jest też informowana, że w ogóle jest wniosek o takie odstępstwo - zaznacza Tomasz Stoch z TWW Nieruchomości, firmy zarządczej dla jednej z okolicznych wspólnot mieszkaniowych przy ulicy Miłkowskiego.

Tomasz Stoch zwraca uwagę, na potencjalne problemy z zacienieniem, jeśli bloki powstaną według obecnego pozwolenia. Jak zaznacza inwestycję tak planowano, że poszczególne mieszkania, zarówno istniejących budynków, jak i w nowych, nie miałyby dostępu do światła dziennego w stopniu wymaganym przepisami. Stąd odstępstwo.

Pozwolenie nie jest na razie ostateczne, a TWW Nieruchomości już szykuje się do zaskarżenia decyzji prezydenta do wojewody.

Okoliczni mieszkańcy liczą, że uda się wypracować kompromis z właścicielem gruntu, aby wykupić teren i stworzyć lokalny mini park. Tyle, że właścicielem jest... miasto. Działki zostały oddane prywatnemu inwestorowi w użytkowanie wieczyste o przeznaczeniu mieszkaniowym. Oczywiście za stosowną opłatą.

Deweloper: mamy prawo budować


Deweloper, firma KIS, podkreśla że pozwolenie na budowę zostało wydane na podstawie projektu, „który spełnia wszelkie wymogi i przepisy prawa budowlanego oraz warunki techniczne jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie, w tym oczywiście również te dotyczące odpowiednich odległości czy zacieniania sąsiednich bloków”.

- Już raz mieliśmy pozwolenie budowlane, ale zostało ono uchylone. Zmieniliśmy parametry budynków i teraz będą one niższe o dwie kondygnacje. To oczywiście wiąże się dla nas z niższym zarobkiem. Wsłuchujemy się więc w głosy okolicznych mieszkańców, którzy mają uwagi do naszego projektu - podkreśla prezes zarządu firmy, Ludwik Kamiński.

Deweloper, a wcześniej poprzedni właściciel terenu przy Młikowskiego, starają się o pozwolenie budowlane od 12 lat. Jak zaznacza Kamiński, gdyby miasto decyzje wydawało szybciej, to ich bloki mogłyby już stać, układ urbanistyczny wyglądałby inaczej i to przyszli deweloperzy musieliby do nich dostosować warunki techniczne.

- Budynki przy Miłkowskiego i Bułgarskiej, których mieszkańcy protestują przeciwko naszej inwestycji, zostały oddane do użytku raptem 3-4 lata temu - mówi Kamiński. - W pewnym momencie zwróciliśmy się do miasta z propozycją, żeby dokonać zamiany terenu. Miasto niech zrobi tu park, skwer czy wybieg dla psów. My chcieliśmy za to dostać działkę na której moglibyśmy wybudować budynki podobnych gabarytów. Ale zainteresowania ze strony urzędu nie było - dodaje Kamiński.

Teoretycznie miasto mogłoby rozwiązać umowę użytkowania wieczystego, ale wtedy deweloperowi trzeba byłoby wypłacić odszkodowanie.

- Chcieliśmy to ułatwić miastu. Zwłaszcza, jeśli wokół naszej inwestycji są konflikty społeczne. Nie musimy tu budować. Ale kupiliśmy grunty za kilka milionów złotych, a teraz mamy pozwolenie wydane zgodnie z przepisami - zaznacza Kamiński.

Stary Ruczaj do zabudowy

Pozwolenie budowlane obejmuje działki na obszarze osiedla Ruczaj-Zaborze. To najstarsza część Ruczaju, gdzie bloki budowano na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku. W przeciwieństwie do nowego, betonowego Ruczaju, tu jest sporo przestrzeni i terenów zielonych. Jak na innych starych krakowskich osiedlach z wielkiej płyty.

Ale taki stan rzeczy się zmieni, jeśli urzędnicy będą wydawać pozwolenia budowlane, a dla tego obszaru nie uchwali się planów miejscowych, które określą, co można i jak budować, a co nie. A na to niestety też się nie zanosi. Ten teren Ruczaju na mapie planistycznej miasta jest białą plama - nie ma żadnego planu, do opracowania żadnego urzędnicy nawet się nie przymierzają. Efektem tego są pozwolenia budowlane wydawane na podstawie „wuzetek”.

- Brak planów jest problemem. Bo ten wyznacza chociażby poziomy powierzchni biologicznie czynnej, czyli pod zieleń. Bez planu jest z reguły 30 proc., a w planie daje się z reguły 40-50 proc. Dzięki temu budynek byłby mniejszy. Plan mógłby więc znacząco pomóc - zaznacza Grzegorz Stawowy.

Na pytania wysłane do miasta z prośbą o komentarz w czwartek, odpowiedzi nie otrzymaliśmy przed weekendem.

ZOBACZ KONIECZNIE:




WIDEO: Kultura Gazura

Autor: Gazeta Krakowska, Dziennik Polski, Nasze Miasto

Z regionu

Komentarze (9)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

PawełNH (gość) (dość2@)

To jest śmieszne co piszesz, zmienić trzeba prawo w Polsce, żeby tego typu inwestycje nie były realizowane. Przed 90 rokiem obowiązywały przepisy, iż między blokami ma być odległość minimum 1,5 x ich wysokości. Potem to się zmieniło. Urzędnicy moga działac w ramach prawa i muszą się do niego stosować, a jeśli ono pozwala na takie działania to nie są w stanie ich powstrzymać
P.S. Ciekawe kogo masz na myśli jako zbawcę od betonu - Gibałę - jakiś żart :)

qwerty (gość)

o powiazaniu KIS z sasiednimi deweloperami nic nie mowia? Sasiednie bloki dlugo nic nie wiedzialy o planach bo byly swiadomie pomijane, zeby nie protestowaly za duzo. No i miasto ma pare lokali swoich u sasiadow. Nie za darmo.

Suzi00 (gość)

O, beton. Coś co Jacek z Elą kochają najbardziej. Jakby mogli to by nawet trawę zrobili betonową

334 (gość)

Precz z Majchrowskim a Gibała na prezydenta w listopadzie i niech się zacznie coś pozytywnego dziać nareszcie w Krakowie

Viki3 (gość)

Upodabniają bo Jackowi się avia podoba "architektonicznie"... byle do wyborów i skonczyc z estetyką tego geniusza

qrl (gość)

A na tej Avii budynki sa rzeczywiscie tylko 8 metrow od siebie? Wydaje mi sie ze jednak nie az tak blisko nie sa. Rozumiem ze z nawyku przy okazji trzeba pojechac po Avii? :)

dość2@ (gość)

Przecież to już nie tylko wkurzające, ale i smutne! Dopóki w Krakowie nie wymieni się władzy z prezydentem na czele, to nic w kwestii betonowania na potęgę się nie zmieni. Poziom niekompetencji urzędników Majchrowskiego jest porażający. Nikt nie myśli o komforcie życia mieszkańców takich blokowisk, tylko o odfajkowanych tabelkach w urzędzie