Benedyktyni z Tyńca pod lupą. Ich produkty nie są tradycyjne?

Benedyktyni z Tyńca znaleźli się pod lupą wojewódzkiego oddziału Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w Krakowie. Urzędnicy po kontroli zarzucili zakonnikom, że użyte przez nich surowce do produkcji pochodzą z zagranicy np. śledzie z obszarów Atlantyku, a miały być polskie.

O
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

O. Leon Knabit to też znana benedyktyńska marka (© Wojciech Matusik)

Postawiono im też drugi zarzut, bo w czasie kontroli ustalono, że produkty mnichów były robione "przy użyciu zmechanizowanych linii technologicznych według powszechnie stosowanych metod". I jak napisali urzędnicy "nie posiadały jakiegokolwiek związku z tradycyjnymi metodami pozyskiwania stosowanymi od wielu lat przez benedyktynów". Mają to zmienić. Zakonnicy odpierają uwagi. - To są absurdalne zarzuty - mówi o. Bernard Sawicki, opat z Tyńca. - Produkty benedyktyńskie to nie znaczy produkowane ręcznie. Żaden z klasztorów wyrabiających np. piwo nie jest w stanie tego robić bez technologii! - oburza się opat.

Benedyktyni od sześciu lat mają swoją jednostkę gospodarczą "Benedicite", która zajmuje się sprzedażą ok. 500 tradycyjnych produktów. W Tyńcu mają swój sklepik, a w całej Polsce - około 40, na zasadzie franczyzy, pod szyldem "Produkty benedyktyńskie". - I ta nazwa znaczy, że nadzorujemy jakość każdego produktu. Komisja zakonna go testuje, a produkcja, którą zlecamy zewnętrznym producentom, musi się odbywać według ścisłych, wyznaczonych przez nas norm - opisuje o. Sawicki. I dodaje, że urzędnicy mogą zniszczyć markę, na którą długo pracowali. Zauważa także, iż kontrolerzy czepiają się drobiazgów, a nie zauważają, że na rynku działają firmy, które w szyldzie mają słowa nawiązujące do zakonów, a produkcja ich towarów nie ma z nimi nic wspólnego.

Zdaniem opata to przejaw nieuczciwego działania w branży i przykład psucia marki zakonników. Jest zaniepokojony ekspansją taki
∨ Czytaj dalej

ej konkurencji na polskim rynku.

Jako przykład podaje spółkę "Produkty klasztorne", która walczy z benedyktynami o rynek produktów "zakonnych". Spółka oferuje m.in. alkohole, wędliny, nabiał i słodycze. Według benedyktynów z zakonem mają one niewiele wspólnego. - Faktycznie "Produkty klasztorne" nie były jeszcze przez nas kontrolowane - zgadza się Izabela Zdrojewska, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych (GIJHARS).

Dodaje, że w przypadku stwierdzenia, że konsumenci są wprowadzani w błąd co do sposobu produkcji towaru, będą zastosowane sankcje. Na razie zakonnicy z Tyńca zamierzają się odwołać od krzywdzącej, ich zdaniem, decyzji urzędu. - Produkujemy tradycyjne jedzenie i chcemy, by tak pozostało - kwituje o. Sawicki.

Codziennie rano najświeższe informacje, zdjęcia i video z Krakowa. Zapisz się do newslettera!

Komentarze (12)

avatar
avatar
parada78 (gość)

nie wiem o co można sie przyczpić,kupowałem nie raz ,będe kupował,co za idioci z tych urzędasów,ktoś pewnie w łapę nie dostał,ot ci historia,łapy won żydo -komuna

avatar
Wala (gość)

rozpoczął wojnę z mnichami? Herbapol produkuję sok malinowy w którym nie ma soku z malin tylko jakis sok owocowy i sztuczny zapach, a nikogo to nie rusza, zwłaszcza tych śmiesznych inspektorów, którzy nie mają pojęcia np. o tym co się sprzedaje w hipermarketach.

avatar
Bene (gość)

sobie radzą niż żeńskie. Siostry są bardziej zaradne i nie dają się robić w konia. Przykładem krakowskie Norbertanki. Działalność Benedyktynów tynieckich jest pionierska i daje podstawy ekonomiczne dla zakonu i rozwoju klasztoru.

avatar
Gosia (gość)

Nigdy nie kupię wyrobów benedyktynskich. Nie dosyc, ze drogie to konfitury, które kupiłam tak zalatywały stchlizną, ze m,usiałam calutki słoiczeki wyrzycić. Zakupy zrobiłam na Siennej koło Rynku w Krakowie.

Wybierz kategorię