Nowy gracz na krakowskim rynku. Co zmieni Bonarka?
Barbara Sobańska
2009-11-20 16:01:37
,
Aktualizacja
2009-11-21 11:28:45
Od lat się mówi, że w Krakowie jest za dużo centrów handlowych, ale co raz pojawiają się następne i zdobywają klientów, a interes nieźle się kręci - mówi Andrzej Zdebski, prezydent Izby Przemysłowo-Handlowej w Krakowie.
Pojawiło się kolejne - Bonarka City Center. Największe w Małopolsce, jedno z większych w kraju. Otwarte zostanie jutro, a klientów kusić będzie nie tylko ofertą handlową, ale usługowo-rozrywkową. Innymi słowy, w Bonarce nie tylko zrobimy zakupy, ale również przyjemnie spędzimy czas.
- To będzie miejsce spotkań, nowa generacja centrum handlowego - obiecuje Dariusz Rudziński, dyrektor zarządzający centrum handlowym Bonarka. - Klienci spotkają się z zupełnie nową, nieznaną jeszcze w krakowskich galeriach, jakością serwisu - ekskluzywne sklepy wymagają bowiem luksusowego otoczenia - podkreśla.
Wystrój ma przypominać prawdziwy deptak w mieście. Nie będzie to długi korytarz ze sklepami po obu stronach, ale ulica handlowa ( na której rosną prawdziwe palmy), przetykana olbrzymimi pawilonami z kawiarniami, barami, restauracjami. Rudziński zachwala także toalety - mają być na poziomie czterogwiazdkowego hotelu.
Czy Bonarka odbierze klientów innym krakowskim galeriom, prowadząc je do ruiny? - Obserwując weekendową frekwencję w już istniejących galeriach nie wygląda na to, żeby miały zbankrutować, choć ich obroty na pewno spadną - prognozuje Łukasz Salwarowski, dyrektor kancelarii rektora Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.
Konkurencji niespecjalnie boją się ci, którzy na krakowskim rynku rozdają dziś karty. - Zyskujemy godną konkurencję, nic jednak nie zmieni naszej najlepszej lokalizacji w samym sercu miasta - podkreśla Monika Pyszkowska, dyrektorka Galerii Krakowskiej. - Wpływ otwarcia kolejnego centrum handlowego na Galerię Krakowską będzie jedynie przejściowy, związany z efektem nowości, a nasi klienci pozostaną związani z naszą galerią.
Dodaje, że Bonarka startuje w trudnych czasach, co może mieć wpływ na słabsze od oczekiwanych obroty. Anna Malcherek, dyrektorka w Galerii Kazimierz, również nie boi się Bonarki: - Każda galeria jest sprofilowana na swój sposób, czymś innym przyciąga klientów i oferuje im różne atrakcje - wyjaśnia.
- Z ekonomicznego punktu widzenia tak duże centrum handlowe to nowe miejsca pracy zarówno u producentów jak i w samej galerii - podkreśla Salwarowski, ekspert z UEK.
- Rynek krakowski i małopolski na pewno nie jest jeszcze nasycony - twierdzi Monika Pyszkowska. - W samym Krakowie jest miejsce na kolejną galerię handlową, być może nawet na następne projekty, które będą wzbogacały komercyjną ofertę miasta.
Tymczasem Rudziński jest przekonany, że Bonarka zmieni układ sił handlowych nie tylko w Krakowie, ale w całej południowej Polsce. - Bonarka będzie liderem w mieście - ze względu na wielkość oferty i nowoczesność, zaś w połączeniu z innymi galeriami sprawi, że Kraków wyrośnie na zakupową metropolię- uważa dyrektor Bonarki. - Na zakupy ściągną tu ludzie z całego regionu. I choć po pojawianiu się na rynku Bonarki, obroty w innych galeriach spadną, nikt nie będzie stratny, bo wzrośnie liczba zakupów.
A my zakupy kochamy. I jak zwykle pozwolimy się zniewolić demonowi konsumpcji.
- Nowa galeria spotęguje zagrożenie ekspansji konsumpcyjnego trybu życia, groźbę, że kolejne rodziny wolny czas będą spędzać nie w górach czy na wycieczce, ale w galerii między półkami produktów z promocji - obawia się Salwarowski, ekonomista.
- Daliśmy się zniewolić konsumpcji - uważa Maria Flis, antropolog kultury z Instytutu Socjolgii Uniwersytetu Jagiellońskiego. - Konsumpcja w globalnym świecie zyskała wymiar rytuału, a my ulegamy wszelkim zachowaniom rytualnym. W rytuale uczestniczymy jako podmiot zbiorowy - grupa, którą łączy ta sama potrzeba atrakcyjnego spędzenia wolnego czasu.
Dlaczego akurat w hiper-markecie? - Żadna oferta nie jest na tyle atrakcyjna dla osób spędzających wolny czas w galeriach handlowych, by zastąpić im konsumpcję - wyjaśnia prof. Flisowa. - Człowiek jest leniwy, jeśli się go nie motywuje, nie szuka alternatywnych sposobów spędzania wolnego czasu, a sieci handlowe świadomie kuszą klienta reklamami, w których dotykają sfery sacrum.
Ekonomia dotyka kultury. Idziemy do galerii, spędzamy tam popołudnie, i nawet sobie nie uświadamiamy, że jesteśmy motywowani przez globalny rynek. W hipermarkecie z pozoru nikt nie wymaga od nas wielkiego nakładu sił, energii. Jednak jesteśmy tam ściągani w bardzo konkretnym celu - by wydać pieniądze, czy to w formie gotówki czy karty kredytowej.
strona: 1 z 1