RSS   |    Newsletter   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Kraków » Wydarzenia » Ulewy w Małopolsce: ludzie znów walczyli o dobytek. Teraz chcą iść do sądu

Ulewy w Małopolsce: ludzie znów walczyli o dobytek. Teraz chcą iść do sądu

2010-07-28, Aktualizacja: 2010-07-29 10:32

Polska Gazeta Krakowska A. Agaciak, M. Mazurek

Zalane domy, które po raz kolejny w tym roku trzeba będzie remontować, kilometry uszkodzonych dróg, zmarnowane plony - to bilans deszczu, który we wtorek wieczorem zaczął lać w Małopolsce. Efekty były po kilku godzinach: w środę stany alarmowe na rzekach przekroczone były w 15 miejscach, ostrzegawcze - w 21.

Podtopiona droga w Damienicach pod Bochnią (© Małgorzata Więcek-Cebula)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
Władze od samego rana ogłaszały w kolejnych gminach pogotowia i alarmy powodziowe. Ewakuowano 32 osoby. Tymczasem ludzie zaczynają już tracić cierpliwość. Twierdzą, że urzędnicy niewiele robią, żeby zapobiec kolejnym powodziom. Zapowiadają zbiorowe pozwy.

- Zebrało się 20 najbardziej poszkodowanych rodzin - mówi Anna Olejarnik, mieszkanka krakowskich Opatkowic. Tych ludzi zalało już szósty raz w tym roku. - Powodem jest rażące zaniedbanie melioracji. Od 14 lat nie zostały wykonane żadne prace - dodaje pani Anna. Na ulicy Smoleńskiego, przy której mieszkają Olejarnikowie, sytuacja była tragiczna. - Wody jest jeszcze więcej niż ostatnio. Trzy domy są doszczętnie zalane. Na podwórkach stoi metr wody - relacjonuje Stanisław Olejarnik, mąż pani Anny.

Mieszkańcy Opatkowic weszli już w kontakt z prawnikiem. Podobnie ludzie z innego krakowskiego osiedla - Zesławic. - Działania trwają - mówi Jacek Bednarek, jeden z mieszkańców. - Wraz z sąsiadami złożyliśmy do prokuratury zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zagrażającemu zdrowiu i życiu.
∨ Czytaj dalej
Reklama
Unia Europejska oferuje przecież środki na regulowanie gospodarki wodnej. Władze ich nie wykorzystują, a potem płacą jeszcze za to kary! - dodaje wzburzony.

Po ostatnich ulewach takich przypadków będzie więcej. - Nie chcemy już rozmawiać z urzędnikami. To nic nie daje! Składamy pozwy o odszkodowania, i to duże - mówi twardo Anna Mroczek, mieszkanka krakowskiego Bieżanowa. - Zostaliśmy potraktowani jak szczury wodne, a nasze posesje jak zlewnia opadowa - dodaje z żalem.

Mieszkańcy domagają się uregulowania rzeki Serafy, zakazu ruchu dla ciężkich samochodów i budowy zbiorników retencyjnych przy autostradzie. To właśnie pojawienie się rok temu dużej, wyasfaltowanej powierzchni jest ich zdaniem źródłem problemów. Wcześniej takich powodzi nie przeżywali.
Antoni Łach, kierownik inspektoratu rejonowego Małopolskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych, rozumie wściekłość ludzi, ale twierdzi, że zrobić może niewiele. - Tylko tyle, na ile starcza pieniędzy, czyli na bieżące utrzymanie koryt rzek - precyzuje. - Zbiornik retencyjny na Serafie nie powstał, gdyż nie było funduszy. Teraz chcemy poszerzyć koryto, usunąć szkody popowodziowe, ale ciągle czekamy na pieniądze z ministerstwa.

Wylewały rowy i rzeczki
Wczoraj w Małopolsce wylewały głównie małe rzeczki - takie jak Serafa - i rowy melioracyjne. - Niedrożne rowy to nasz główny kłopot - przyznaje Zbigniew Pacuła, mieszkaniec podkrakowskiego Tropiszowa. - Od pierwszej powodzi w maju zalewało nas już cztery razy i nic z tym nie zrobiono - dodaje. Pacuła, który jest rolnikiem i hodowcą kwiatów, podczas tegorocznych powodzi stracił co najmniej 20 tys. zł tylko na samych kwiatach. Mężczyzna sam udrożniał rowy przed domem. - Dalej jednak są zarośnięte, na środku jednego z nich wyrasta wysokie na 20 metrów drzewo - dodaje Zbigniew Pacuła.

W powiecie bocheńskim wylała Stradomka, podtapiając pola i drogi. W brzeskim tym razem kłopotów nie sprawiła ciesząca się złą sławą Uszwica, ale malutka rzeczka Kisielina. - To horror! Nikt nie uwierzy, że już szósty raz w tym roku ten potok zalał nam podwórka. Nie wiem, jak się mamy przed nim zabezpieczać - zastanawia się Maria Nosek z Bielczy. W całym powiecie woda zalała kilkaset obejść. - Mamy też zalane pola uprawne. To oznacza kolejne straty - przyznaje Marian Zalewski, wójt Szczurowej.
- Jeszcze nie zdążyliśmy wysprzątać po ostatnich powodziach, a już mamy wokół domu pełno wody - żali się Mieczysław Witek, mieszkaniec zalewanej gminy.

Walka o drogi
W kilku miejscach regionu wczoraj trwała również walka o utrzymanie dróg. Na Podhalu m.in. w Lasku koło Nowego Targu. Mieszkańcy i strażacy umacniali brzeg rzeczki Lepietnicy. Ludzie ścinali drzewa i zwozili kamienie, aby uratować drogę. - Gdyby woda przez nią przeszła, zalałaby domy - mówi Stanisław Szeliga, wicewójt gminy Nowy Targ. Problemy były też w samym Zakopanem - przez cały dzień zamknięty był m.in. przejazd kolejowy między zakopianką a drogą na Olczę. Stało tam pół metra wody.
Na Sądecczyźnie kłopoty sprawiła m.in. Kamienica, która podmyła i uszkodziła drogę Maciejowa - Składziste w gminie Łabowa.

Strażacy zamknęli ją więc dla ruchu. Rosnący poziom wody w Łososinie groził zamknięciem fragmentu drogi krajowej nr 75 - głównego szlaku łączącego Nowy Sącz z Brzeskiem i dalej, z Krakowem. Z kolei w rejonie Białej Niżnej wezbrany nurt Białej zabierał kolejne fragmenty drogi Krynica - Grybów - Tarnów, którą poważnie nadwerężyła już poprzednia powódź. Gdyby lało jeszcze kilka godzin, ten ważny szlak najpewniej zostałby przerwany. Biała wylała zresztą nieco dalej - w okolicach Gromnika w powiecie tarnowskim, zalewając już po raz trzeci w tym roku okoliczne pola uprawne. - Ewakuowaliśmy starszą osobę, mieszkającą nad rzeką - relacjonuje Bogdan Stasz, wójt Gromnika.

Osuwiska znowu straszą
Mieszkańcy i samorządowcy ze strachem obserwują zresztą nie tylko nurt rzek. - Martwią mnie bardzo nasiąknięcia gruntu. Nawet jeśli pogoda się poprawi, na pewno w okolicy pojawią się nowe osuwiska - mówi Stanisław Golonka, wójt Łososiny Dolnej.

Niepokoją się także w gminie Gródek nad Dunajcem, która w czerwcu została przez osuwiska praktycznie odcięta od świata. - Na razie jest wszystko pod kontrolą, ale wciąż się boję, że i tym razem nas nie ominie. Pojawiły się już pierwsze tąpnięcia na lokalnych drogach, między innymi w samym Gródku i Przydonicy - mówi Stefan Wolak, wójt Gródka nad Dunajcem. W czwartek w Małopolsce znowu ma padać. Meteorolodzy uspokajają, że już raczej przelotnie.

Współpr. Arkadiusz Arendowski, Arkadiusz Maciejowski, Paweł Chwał, Piotr Odorczuk, Józef Słowik, Małgorzata Więcek-Cebula, łb, łj, sś

Przeczytałeś?

Oceń ten artykuł
+

Ocen pozytywnych

Ocen negatywnych

0 0
-

Komentarze (3)

Dodaj komentarz

gość (gość) 2010-07-30 10:45

na własne życzenie

Wybudowali się nad rzeką, to do kogo mają pretencje? Do siebie niech mają!

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

st (gość) 2010-07-29 11:39

Stradomka wylewa co roku

bo regulacja jej naturalnych brzegów płytami betonowymi i wycinka roslinnosci nadbrzeżnej była najgłupszym możliwym posunięciem - po co regulować w ten sposób rzekę która w innym wypadku wylewałaby na pola?

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Mądry (gość) 2010-07-28 10:50

Małopolska: po nocnych opadach wprowadzono alarmy przeciwpowodziowe

od kiedy Półłanki to prokocim ? ;/

0 / 0 zgłoś naruszenie odpowiedz

Polecamy

  • W CZTERY OCZY

    Niebanalne, kontrowersyjne, zabawne - czytaj wywiady "W cztery oczy"

Ogłoszenia nieruchomości

Ogłoszenia pracodawców

  • Inne Kraków
    Nie masz pomysłu na Biznes? A może brak ci gotówki i potrzebujesz zarobić? Jeśli tak, zadzwoń nasza propozycja napewno Cię zaintresuje. Telefon 698181422.
  • Hostessa Nowy Sącz
    Poszukujemy chętnych osób do pracy w charakterze hostessy, stawka 7zł netto/ h. Osoby zainteresowane proszę o przesyłanie cv wraz ze zdjęciem na adres p...
  • Doradca klienta Kraków
    Aegon, Biuro Regionalne w Krakowie zatrudni: Stażystów do działu sprzedaży. Wynagrodzenie - stała + prowizja. Po odbyciu stażu zapewniamy możliwość podp...