Magdalena Stokłosa
2010-07-21 09:20:48 , Aktualizacja 2010-07-21 09:22:10
Zastanawia mnie, czego państwo jeszcze o nas nie wie, skoro organizuje kosztujący miliony złotych spis ludności (od razu kojarzą mi się czasy Cesarstwa Rzymskiego albo coś w ten deseń, kiedy to tylko na tej podstawie można było się zorientować, ile w ogóle ma się w przybliżeniu obywateli)? Przecież mogą zajrzeć do bazy danych na obywatelstwo moich rodziców i dziadków i już wiedzą, jaką mam narodowość (chyba że będąc rodowitym Polakiem mogę czuć się Hindusem albo Mołdawianinem). Poza tym jakie to ma znaczenie, jakiej ktoś jest narodowości? Ma polskie obywatelstwo, czyli jest Polakiem i kropka. Język urzędowy polski, prawa i obowiązki dokładnie identyczne jak miliony innych Polaków i wszystko. I żadnych mniejszości, specjalnego traktowania, preferencji - wszyscy jesteśmy Polakami, a jeśli oni dodatkowo chcą czuć się częścią innego narodu i np. rozmawiać w innym języku (oczywiście w urzędach wyłącznie po polsku), kultywować tradycje, ubierać się w stroje narodowe, to oczywiście, jeśli tylko mieści się to w ramach polskiego prawa, nie ma najmniejszych przeszkód, żeby tak właśnie robili. :-)
Rusza akcja fundacji "Świat Dzieciom" i "Gazety Krakowskiej" pod nazwą "Babcia zastępcza". Może ona odmienić życie wielu samotnych emerytów, a zarazem rodziców, którzy nie mogą liczyć na pomoc dziadków.
© 2000-2010 Polskapresse Sp. z o.o.
® Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.