Kwietniowe ognisko na Zakrzówku: "Ktoś powinien za to odpowiedzieć"

Po sobotnim "ognisku kwietniowym" na Zakrzówku zostały niesmak, wzajemne pretensje i góry śmieci. W szpitalu pozostał 28-letni uczestnik imprezy, który spadł ze skarpy. Jego urazy wewnętrzne są na tyle poważne, że lekarze utrzymują go w śpiączce farmakologicznej.

Jeszcze w poniedziałek śmieci po sobotniej imprezie leżały nad zalewem w Zakrzówku
Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij

Jeszcze w poniedziałek śmieci po sobotniej imprezie leżały nad zalewem w Zakrzówku (© Anna Kaczmarz)

"Kwietniowe ognisko". Zakrzówek zamienił się w śmietnisko [ZDJĘCIA INTERNAUTKI]



Kraków: wypadek na Zakrzówku. Mężczyzna spadł ze skały z wysokości ok. 15 metrów



Uczestnicy zwoływali się na tę imprezę poprzez portal Facebook. Policja twierdzi, że przybyło ich 22 tysiące. Oni sami, że najwyżej jedna trzecia tej liczby. Na "ognisko kwietniowe" umawiają się od kilku lat. To jednak było wyjątkowe. Niekoniecznie w pozytywnym sensie tego słowa.

- W sobotnią noc rozpalano ogniska na obszarze najbardziej unikalnym pod względem przyrodniczym. To karygodne - mówi Iga Dudziak ze spółki Kraków City Park, która jest właścicielem części terenu nad zalewem. - Dziś rano teren Zakrzówka wyglądał jak krajobraz po bitwie. Ktoś powinien za to odpowiedzieć.

Przedstawiciele firmy przyznają, że o planowanej imprezie wiedzieli z internetu i powiadomili o tym straż miejską, jednak to co się stało, przerosło jakiekolwiek scenariusze. - Na razie nie złożyliśmy zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Analizujemy, jakie kroki podjąć w całej sprawie - dodaje Dudziak.

Jeden z uczestników imprezy, Filip Buchalski, podkreśla, że trudno tu mówić o organizacji.
∨ Czytaj dalej

Nie ma konkretnej osoby odpowiedzialnej za "ognisko", wszystko działo się spontanicznie. - Wydarzenie było zapowiadane na Facebooku od dwóch miesięcy - zauważa Buchalski. - Policja, miasto znały więc datę. Ale ani teraz, ani w poprzednich latach nie dostaliśmy sygnału, że impreza nie powinna się odbywać. Odcinamy się od tego, co stało się na Zakrzówku, nie mieliśmy na to wpływu. Teren "ogniska kwietniowego" to Skałki Twardowskiego, tam się zbieraliśmy.

To, co wydarzyło w nocy z soboty na niedzielę, oburzyło krakowian. Setki rozbitych butelek, porzucone grille, nawet wózki z pobliskiego hipermarketu - to wszystko jeszcze wczoraj zalegało na Zakrzówku. W nocy do szpitala trafił 28-latek, który spadł z 20-metrowej skarpy.

- Nie mam nic przeciwko zabawie młodych ludzi, ale pozostawianie po sobie wysypiska śmieci to skandal - oburza się Jan Wawarzyniak, który trenuje wspinaczkę na Skałkach Twardowskiego.

Uczestnicy "ogniska kwietniowego" sami zdali sobie sprawę, że zasypany śmieciami teren nie stawia ich w dobrym świetle. Na Facebooku mobilizowali się do wspólnego sprzątania. Jednak problemem okazało się nie tyle samo zbieranie odpadów, ile ich wywóz, za który musi zapłacić miasto. - Część Zakrzówka należy do gminy, a na zarządcy nieruchomości ciąży obowiązek utrzymania jej w czystości. Dlatego teren zostanie posprzątany - mówi Filip Szatanik wicedyrektor ds.informacji Urzędu Miasta Krakowa.

Policja podaje, że choć "ognisko kwietniowe" nie było nigdzie oficjalnie zgłoszone, to w teren wysłano stu funkcjonariuszy. Liczbę uczestników zabawy szacuje na 22 tysiące.

- Te dane nie są poparte obliczeniami - uważa Buchalski. - 22 tys. to liczba fanów wydarzenia na Facebooku. A to nie przekłada się na rzeczywistą ilość uczestników. Myślę, że mogło być 5-7 tys. osób - szacuje.

Buchalski deklaruje chęć rozmów z miastem i policją na temat organizacji i zabezpieczenia przyszłorocznej imprezy. - Nasz błąd, że tego nie zgłosiliśmy - przyznaje. - Ale było już kilka edycji i nic złego się nie działo. Poza tym, pewnie i tak nie dostalibyśmy zgody. A ludzie niezależnie od tego, przyszliby.

Szatanik ma wątpliwości, czy miasto zgodziłoby się na "ognisko". - Teren jest tam niezabezpieczony, nieprzygotowany na tego typu imprezy. Nie będziemy przykładać ręki do niebezpiecznych przedsięwzięć. Poza tym, to nie bezpańska ziemia. Trzeba zapytać o zgodę właścicieli.

Władze miasta wielokrotnie starały się ograniczać dostęp do terenów na zalewem. - Ogrodzenia były wielokrotnie niszczone, a siatka przecinana. Obecnie ograniczyliśmy nasze działania do postawienia tablic ostrzegawczych - mówi Michał Pyclik z Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu.

Codziennie rano najświeższe informacje z Krakowa prosto na Twoją skrzynkę e-mail. Zapisz się do newslettera!
"Gazeta Krakowska" na Twitterze i Google+


Więcej na temat

Komentarze (31)

avatar
avatar
ddd (gość)

Przecież można dojść do tego kto pierwszy zamieścił anons na facebooku. I niech nie piszą o przyszłorocznej imprezie. Zakazać imprezy. Najgorsze jak ktoś ma pomysł a nie ma wyobraźni. Służby porządkowe nie służą ograniczaniu swobód, tylko właśnie zapanowaniu nad sytuacją a przepisy o bezpieczeństwie to nie złośliwość tylko nie narażanie innych. Jeśli miasto nie chce wyrazić na coś zgody to może warto pomyśleć że może ma racje a nie upierać się bo "jest spoko klimat"

avatar
skałkowicz (gość)

Nic nie mam do studentów ani ludzi ze wsi itd.i takie tam bla bla.. , żeby było jasne . Mam natomiast do tego bydła co za punkt honoru przyjęło że idąc na taką imprezę robi "oborę" . anonimowe gnojki często szczyle co nie mają za grosz odwagi poza grupą , drą ryja i robią syf.. bo tak , bo fajny filmik sobie skręcą , bo od równie mondrych" przygłupów lajki wychaczą", lubię imprezy i bijatyki ale śladu po tym nie ma ,a minie ze 30 lat . a Wy cycki jedne niedociumkane jedno ledwo rozpierdziane ogniseczko ( na filmikach widać) i już bardachę robicie? . litości!!
po imprezie się sprząta , a ten co to zlewa to jest zwykła szmata i tyle w temacie .

avatar
don_juan2@wp.pl (gość)

gość - zanim napiszesz coś o ludziach ze wsi popatrz na ludzi z miasta - strach boski wyjść na osiedle, bo dla głupiej komórki i paru drobnych łeb przy samej d***e urżną... Jakoś dziwnie skoro na wsiach jest takie niby chamstwo, to dlaczego o rozrubach słyszy się głównie na osiedlach i głównie z udziałem miejscowych jakże "kulturalnych" mieszczuchów? Mieszkam na wsi ponad 20 lat i jakoś dziwnie blokersów czy agresywnych dresów nie widziałem. Owszem, jak wszędzie różny element się trafia, ale nikt nikogo nie napada...

avatar
obiektywnie (gość)

Może nie wszyscy studenci są źli, część jest normalna i ułożona, ale niestety - to jest mniejszość. Większość to chamska, głośna, bezczelna i wulgarna hołota, nie wykazująca ani grama pokory i obycia. Na wsiach nie przystosowują do życia w miastach, gdzie nie ma podwórka, nawozu i kóniuf. Co się więc dziwić, że dla takich przejażdżka tramwajem to nie lada przeżycie, a samochód parkują gdzie popadnie, bo przecież na podjeździe u siebie też tak mogli robić.

avatar
dr. Mięsko (gość)

biedaczki studenciaki wiją się i troją w usprawiedliwianiu - i tak wiadomo kto tam był i co robił - nic już tego nie zmieni, jak zawsze - studenciaki chołoctwo

avatar
eS (gość)

a tak mimochodem zapytam: skoro skrzyknęli się na portalu społecznościowym to odpowiednie służby biorące pieniądze podatników powinny monitorować taka imprezę podobnie jak wianki i inne marsze,maratony, etc.i w odpowiedniej chwili reagować mać! a nie post factum podnosić larum.

avatar
s (gość) pa kiciu

nigdy nie zrobiłam żadnej z wyżej wymienionych rzeczy i z tego co wiem to nie każdy student tak się zachowuje, a rodziny na wsi niestety nie mam krakowiaku z Bożej łaski.

avatar
Kraken (gość)

Od lat Nasze Miasto jest bardziej czyste w okresie wakacyjnym.
Bo wtedy większość student-słoików wraca do siebie na glebę.

avatar
pa kiciu (gość) s

Jeśli zaśmiecasz miasto, po wypiciu obrzygujesz rynek i okolice i drzesz mordę do rana, to wyprowadź się do rodziny na wieś.

avatar
dasdda (gość)

Studenckie NASIENIE PRECZ Z TEGO MIASTA, darmozjady, wulgarne chamy panoszące się i cuchnące w MPK, studenciaki wynajmujące w 10ciu kawalerkę, smietnik i rzygowiny na miasteczku studenckim - obraz POLSKIEGO ŻAKA !!!! MAKABRA I ŻENADA
WOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOOONNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNNN ZARAZO

Wybierz kategorię