RSS   |   
Zarejestruj się   |    Zaloguj się   |    Zaloguj przez facebook
Kraków » Tarnów: policjant na służbie zaraził się żółtaczką typu C. Teraz walczy o życie

Tarnów: policjant na służbie zaraził się żółtaczką typu C. Teraz walczy o życie

2012-02-08, Aktualizacja: 2012-02-09 08:16

Naszemiasto.pl Barbara Jaworska

Dramat Artura Lewickiego rozpoczął się w 2004 roku. To miała być zwykła interwencja, po rozboju na nastolatku. - Kiedy zakładałem napastnikowi kajdanki, skaleczyłem siebie i jego. To było małe zadrapanie, które zbagatelizowałem. Ale zapamiętałem, jak zatrzymany powiedział, że jest zarażony wirusem HCV. To również nie zrobiło na mnie większego wrażenia, bo zatrzymywane przez nas osoby często chcą nas przestraszyć - opowiada policjant. Tego zdarzenia nie zgłosił u przełożonych, uważając, że sprawa jest zbyt błaha. To był błąd brzemienny w skutki.

Artura Lewickiego nie stać na opłacenie wysokich kosztów specjalistycznego leczenia (© Barbara Jaworska)

Masz zdjęcie do tego tematu? Wyślij»
W 2007 r. Lewicki poczuł się źle. Zrobił badania okresowe, a lekarz medycyny pracy, który je obejrzał, stwierdził, że nie dopuści go do dalszej służby. Tarnowianin rozpoczął wędrówkę po lekarzach, wykonał badania. Wreszcie usłyszał diagnozę: wirusowe zapalenie wątroby typu C. - Nawet wtedy nie przejąłem się. Żółtaczka - przecież to da się wyleczyć - wspomina.

Ale okazało się, że ta żółtaczka jest nieuleczalna. Pan Artur trafił do szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej, na oddział zakaźny. Przeprowadzono szczegółowe badania, które wykazały, że u niego poziom wirusa HCV wynosi 38 milionów cząsteczek we krwi, podczas, gdy średnia ilość w przypadku tego typu zakażeń wynosi 2-4 miliony cząsteczek. Jego wątroba była martwa, lekarze dawali mu kilka miesięcy życia.

W dąbrowskim szpitalu, pod opieką doktora Zbigniewa Martyki, przeszedł 48-tygodniową kurację. - Wymagało to wielkiej determinacji, czułem się bardzo źle, potrzebna była pomoc psychologa. Ale dzięki pomocy lekarzy i ogromnemu wsparciu rodziny, a przede wszystkim żony, która pilnowała mnie na każdym kroku, udało się zwalczyć wirusa.
∨ Czytaj dalej
Niestety, badania wykonane pół roku później wykazały, że znów się odrodził i jego poziom nadal wzrasta - mówi Artur Lewicki.

Na zrefundowanie przez Narodowy Fundusz Zdrowia drugiej tego typu kuracji nie może już liczyć. Pozostaje mu opłacenie kosztownego leczenia. Szuka możliwości za granicą, nawiązał kontakty ze specjalistycznymi ośrodkami na Ukrainie, w Szwajcarii i Niemczech.

Nadziei upatruje w klinice we Lwowie, która ma bardzo dobre wyniki, a po zapoznaniu się z historią choroby pana Artura jej szef daje mu 90 procent szans na wyleczenie. - Tam stosuje się lek, który u nas jest w fazie badań klinicznych. Uważany jest on za bardzo skuteczny - podkreśla policjant. - Wierzę, że jeśli raz udało mi się zwalczyć wirusa, to uda się i po raz drugi. Ten właśnie dodatkowy lek ma za zadanie zapewnić, że wirus nie utrzyma się w szpiku kostnym, jak to miało miejsce podczas pierwszej kuracji.


Policja: Nie zostawiliśmy Artura



- Pan Artur ma wysoką rentę, komendant podniósł jego dodatek do wysokości, jaką otrzymują policjanci po kilkudziesięciu latach służby, skorzystał z dwóch zapomóg, także koledzy zorganizowali dla niego zbiórkę pieniędzy - wymienia Olga Żabińska. Zaznacza również, że radiowozy są wyposażone w odpowiedni sprzęt, natomiast są sytuacje, w których nie zawsze da się go użyć. - Kiedy policjant rzuca się w pościg za podejrzanym, często nie ma czasu nakładać rękawiczek - dodaje rzeczniczka. - Niestety nie zgłosił tego wypadku od razu, a o wszelkich takich zdarzeniach powinno się informować przełożonych bezzwłocznie.

Codziennie rano najświeższe informacje, zdjęcia i video z Tarnowa. Zapisz się do newslettera!

Przeczytałeś?

Oceń ten artykuł
+

Ocen pozytywnych

Ocen negatywnych

30 1
-

Komentarze (23)

Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

anonim (gość) 2012-02-13 20:49

Olga Żabińska...żałosne. LEWY TRZYMAJ SIĘ!!

+3 / 0 odpowiedz

trendowaty (gość) 2012-02-12 23:48

Sprawa jest prosta, gliniarz narażajacy swe życie dla przełożonych jest robokopem majacym wykonać normy, nie należy mu sienawet papier toaletowy, bo o srodkach ochrony indywidualnej nie wspomnę - twierdzenie że nie ma czasu na załozenie rękawiczek jest czysto abstrakcyjne- jak mozna założyc cos czego nie ma! Pani rzecznik stwierdziła że "radiowozy są wyposażone w odpowiedni sprzęt, natomiast są sytuacje, w których nie zawsze da się go użyć" a co z sytuacjami statycznymi gdy jest czas aby je użyć?? W Tarnowie rękawiczki (zestawy OZ-2) pojawiły sie dopiero miesiac temu, po nagłosnieniu problemu przez media - a gdzie były wczesniej? Pani Olga zapomina jak miała dyżury awaryjnego i na zdarzenia jeździła bez rękawiczek lateksowych, gdzie musiała dotykać pokrwawionych zwłok???a moze nie wykonywała wtedy swych obowiazków rzetelnie?? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Dlaczego Pani Olga powyzsze oswiadczenie przeczytała z kartki a nie powiedziała "od siebie" odmawiajac odpowiedzi na inne pytania dziennikarzy? Komentarze ponizej jasno obalaja kłamstwo pani rzecznik...

+9 / -2 odpowiedz

krawężnik (gość) 2012-02-12 23:11

Co za bzdura od 20 lat pracuje na ulicy i od tylu lat nie mogę doprosić się od przełożonych nawet jednej pary rękawiczek, co wy tu za bzdury piszecie że są one w radiowozach.Jak policjant sam sobie ich nie kupi to przełożeni mają go w DU... przecież oni nie ryzykują.

+11 / -2 odpowiedz

zor (gość) 2012-02-12 23:04

najważniejszy jest czas reakcji:)

+7 / -2 odpowiedz

coma (gość) 2012-02-12 20:17

chłopakowi kiedyś klient napluł krwią w twarz to mu kazali wziąć ... nervosol :-))) a procedur szukał pod telefonem zaufania

+9 / 0 odpowiedz

asiek (gość) 2012-02-12 19:27

o czym wy piszecie jaki sprzęt, KPP Wieliczka : nie ma nawet papieru toaletowego w kiblach, na korytarzu od kilku lat śmierdzi zepsuta kanalizacja,o czym wy mówicie nie ma kasy na nic - takie jest tłumaczenie przełożonych !!! najważniejsze są STATYSTKI !!! za które to oni biorą premie!!! teraz pewnie będzie szkolenie albo trzeba będzie złożyć podpis pod jakimś fikcyjnym papierkiem sprzed kilku miesięcy........dramat !!!

+15 / -1 odpowiedz

obserwator (gość) 2012-02-12 14:58

Niestety wiem coś o takich przejściach, 5 lat temu przerabiałem to na własnej skórze. Służba przygotowawcza, młody wiek, żona, dziecko i większość życia przede mną, a tu zawieszają cię do wyjaśnienia sprawy, bo jak twierdził przełożony - może inni nie będą ze mną chcieli pracować, a jak bym zakaził jakiegoś "obsługiwanego" to wyżsi dopiero by się zagotowali. Taka rzeczywistość. Na szczęście zakończyło się dobrze. Serdecznie współczuję i życzę zdrowia. Z tego co zrozumiałem masz wielu serdecznych ludzi obok siebie, a najważniejsze wiarę w lepsze jutro - DASZ RADĘ!

+13 / 0 odpowiedz

MARIO (gość) 2012-02-12 13:06

oszczedzają naszym kosztem aby sobie premie podzielić. tragedia. Wielu znajomych juz żyło w strachu przed podobną sytuacją i leczyło sie na własny koszt bo komenda nie pomoże...

+8 / 0 odpowiedz

Artur Rybnik (gość) 2012-02-12 12:17

Tragiczne, rozumiem człowieka ! Ja również wielokrotnie miałem do czynienia z podobnymi typami chorymi na HCV AIDS HIV itd ! Człowiek uważa żeby tylko się nie skaleczyć, żeby Ci do oka nie napluł ! Mam tylko nadzieje że nie jestem tykającą bombą zegarową ! Trzymam kciuki za zdrówko !!!

+7 / 0 odpowiedz

emeryt (gość) 2012-02-12 08:30

ja pracowałem przez kilka lat na tzw dołku ,co tam się działo, nikt się tym nie przejmował, a było czasem jak w rzeżni

+8 / 0 odpowiedz

Polecamy

  • W CZTERY OCZY

    Niebanalne, kontrowersyjne, zabawne - czytaj wywiady "W cztery oczy"

Ogłoszenia motoryzacyjne

Ogłoszenia pracodawców